The Fratellis.

John Fratelli, Barry Fratelli oraz Mince Fratelli to słynni The Fratellis. Bracia? (Fratelli z języka włoskiego oznacza bracia) tak, ale tylko na scenie. Trójka muzyków tak naprawdę się nazywa: John Lawler, Barry Wallace oraz Gordon McRory.

Zespół ten to odkrycie roku w Anglii, które zostało nagrodzone podczas rozdań Brit Awards 2007, gdzie zespól wygrał między innymi z The Kooks. Ich debiutancka płyta: „Costello Music” jest jedną z najlepiej sprzedawanych płyt w Anglii. Zespół docenili także krytycy oraz słuchacze angielskiego radia. W czym tkwi sukces grupy? Przede wszystkim w ich muzyce, która aż tryska energią. Ich teksty są dwuznaczne oraz prowokujące. To się właśnie podoba w Anglii.

Costello Music to płyta energiczna oraz przebojowa. Piosenki z płyty wpadają w ucho. Po pierwszym przesłuchaniu płyty chętnie się do niej wraca. Szczególnie pozytywna piosenka to „Baby Fratelli” oraz „Chelsea Dagger”. Na płycie także są spokojne piosenki, „Whiste for the choir” jest tego najlepszym przykładem.

Muzykę The Fratellis można porównać do tej granej przez Arctic Monkeys. Jest to połączenie indie rocka z punkiem. Kto jeszcze nie słyszał The Fratellis powinien jak najszybciej zdobyć „Castello Music”.

Muse – Black Holes and Revelations.

Najnowsza płyta Muse budzi wiele sprzecznych odczuć. Jedni po przesłuchaniu kilku utworów mówią, że płyta beznadziejna, że zespół się sypie. Inni natomiast rozpływają się nad płytą.

W sumie już sama nazwa płyty na to wskazuje. Jest i czarna dziura (muzyczna dziura) są i pewne rewelacje. Nie można jednak tak naprawdę ustalić jak z tą płytą w ogóle jest. Każdy inaczej odbiera muzykę. Każdy inaczej reaguje na słowo Muse. Należy jednak znaleźć złoty środek. Zatem płyta ma swoje plusy jak i minusy.

Może zaczniemy od plusów. Widać, że zespół mocno dojrzał muzycznie. Już nie są tą chłopcy z angielskich przedmieść tylko dojrzali mężczyźni. Na Black Holes and Revelations odnajdziemy wiele różnorodnych instrumentów i dźwięków. Szczególnie widoczne jest to w Knights of Cydonia. Stado koni, lasery itd. Z reszta utwór ten jest jednym z lepszych na płycie. Szczególnie wspaniały jest riff gitarowy Bellamego, istny geniusz. Z pewnością plusem jest fachowość z jaką powstała ta płyta. Nie można powiedzieć, że coś jest nie dopracowane na tej płycie. Ponadto udało im się nieźle wykombinować z Invicible, które miało być na płycie zapchaj dziurą a stał się hitem. No i na koniec dodam, że okładka jest także dobra.

Teraz te czarne dziury o których mówiłem. Martwiące są te komercyjne hity. Na szczęście żadna piosenka nie osiągnęła pułapu polskiego MTV czy też VIVY, ale na pewno każdy kojarzy Starlight. Muse nigdy wcześniej nie nagrywał piosenek, którym było bliżej do popu aniżeli do rocka. Teraz drugi hicior. Supermassive Black Hole. We Włoszech srali po usłyszeniu tego utworu. Coś w tym jest. Utwór taneczny, może się podobać. Jednak jak doczytałem się, że nowy Muse jest sexy to dobiło mnie to doszczętnie. Do kanonu sexy należy Justin Timberlake, Rihanna i Maroon 5. Wątpię, szczerze wątpię by Muse miał zamiar robić muzykę po której chce się uprawiać sex. Te utwory z jednej strony stały sie popularne z drugiej trochę nadszarpnęły reputacją zespołu.

Z pewnością płyta się obroni takimi utworami jak: City of Delusion, Glorious czy też Assassin. Jednak każdy ma nadzieje, że zespół nie pójdzie dalej w tę stronę. 7 dla Black Holes and Revelations. Chce się powiedzieć: „Idź i nie grzesz dalej”.

EMO

Dokładnie Emocore, jest podgatunkiem hardcore punka. Muzyka ta powstała w połowie lat 80 i początkowo była muzyka alternatywną. Nazwa pochodzi od słowa emotional. Wzięło się to stąd, że muzycy grający muzykę emo często reagowali emocjonalnie podczas koncertów.

Pierwszy zespół, który grał muzykę emo to Rites of Spiring. W późniejszych latach muzyka emo nabrała tempa, była głośniejsza i bardzie chaotyczna toteż nazwano ją screamo. Obecnie do zespołów grającyh emo zalicza się Fall Out Boy, My Chemical Romance, Lostprophets, 30 seconds to Mars czy też Panic! at the disco, jednak wielu przedstawicielom emo ciężko się z tym zgodzić.

Emo jako subkultura. Najbardziej jest charakterystyczna fryzura, która zakrywa większość część twarzy. W slangu młodzieżowym nazywa się to „emo zaczesem”. Ważna część stanowią ubrania w skład których wchodzą obcisłe dżinsy, koszulki polo oraz buty bez sznurowadeł w kratkę. Warto także posiadać łańcuch wystający z kieszeni.

Emo uważa się za ludzi, którzy często reagują płaczem. Często płaczą na schodach bądź w piwnicy, jednakże tak by każdy mógł to zobaczyć. Warto malować oczy by ten efekt był bardziej widoczny. Podcinanie sobie żył to oznaka niezrozumienia przez świat. Emo nie powinien pić alkoholu, palić papierosów, jeść mięsa oraz zmieniać często partnerów.

Obecnie subkultura ta przezywa renesans komercyjny. Należy się zastanowić jednak czy emo jest dalej tym emo, które powstało w latach 80?