Spotkać tak piękną płytę w brzmieniu to rzadkość. Arcade Fire zadebiutowało mocnym a raczej wspaniałym uderzeniem dźwięku. Mowa o płycie Funeral.
Nazwa Funeral – czyli pogrzeb nie jest odzwierciedleniem zawartości albumu. Nie jest to brzdąkanie idealnie pasujące do uroczystości pogrzebowych. Zatem o co chodziło Kanadyjskiemu objawieniu alternatywnego rocka? Można się tylko domyślać.
Zespół składający się z siedmiu osób nagrał bardzo ciekawy album. Bogata warstwa muzyczna. Oprócz typowo rockowych instrumentów są także skrzypce, dzwoneczki i inne cymbałki. Dalej wspaniały wokal Win’a Butlera. Motyw przewodni płyty to śmierć toteż tutaj możemy się dopatrywać związków z nieco pretensjonalną nazwą płyty.
Całość się zaczyna od psychodelicznego utwory (z resztą, który utwór na tej płycie nie jest psychodeliczny?) Tunnels. Najlepsza piosenka to Power Out. Mnóstwo skrzypiec, cymbałków, prosta perkusja oraz wycia wokalisty dodają utworowi szczególnego uroku. Warte uwagi są także trzy inne single z płyty: Rebellion (Lies), Wake Up, Crown of Love. Mi osobiście mocno podoba się ostatni utwór na płycie. Zaczyna się nie pozornie a kończy naprawdę mocnym brzmieniem i z pięknym wokalem. Mowa oczywiście o In the Back Seat.
Płyta warta posłuchania. Na pewno nie jest dołująca, ale i też nie wesoła. Z resztą ile w końcu można słuchać „muzyki wprawiającą nas w dobry nastrój” w wykonaniu Dody i innych podrzędnych wokalistek. Ocena dla Funeral to 9.