Kolejny gatunek muzyczny i kolejna subkultura. Wcześniejszy wpis o emo wzbudził wiele emocji. Nadal jest najczęściej czytanym wpisem tutaj. Teraz czas na indie.
Co z tym indie chodzi? Nie mylić tego z krajem z Azji. To nie chodzi o to, że to się wzięło z ojczyzny Matki Teresy. Nazwa wzięła się od słowa independent (z ang.) co oznacza niezależny. No bo jeżeli mówimy o muzyce indie to musi być to muzyka niezależna. Początkowo było to granie absolutnie alternatywne, płyty były także wydawane w małych niezależnych wytwórniach. Jednak jak to potem bywa ktoś zwęszył interes na niezależności i doszło do tego, że obecnie komercyjne zespoły uważają się za indie.
„Kiedyś, na samym początku, reprezentanci nurtu, nieopatrznie ochrzczonego Nową Rockową Rewolucją, miewali talent i bywali przystojni. Później już tylko bywali przystojni. Dzisiaj wystarczy wpuścić na scenę byle kmiota o aparycji cmentarnego dozorcy, dać mu gitarę, dobrać mu dwóch debili z reklamy Kit-Kata, powiedzieć żeby zagrali coś skocznego najlepiej z jakąś gumową melodyjką w zanadrzu i proszzz mamy hit.” – Paweł Nowotorski.
Rzadko się zgadzam z recenzentami z Porcysa, tym razem padły mocno trafne słowa. Tak na prawdę prawdziwego indie już nie ma. Obecnie co drugi zespół a Anglii wygląda następująco: rurki we wszystkich kolorach tęczy, koszula biała, krawat i rozczesane włosy. I w dodatku te same przynudzanie. Zero pomysłu na coś nowego, na jakieś odświeżenie. co najgorsze media to promują, starają się ludziom wcisnąć shit. I co najgorsze to im się udaje:
Ostatnie takie odświeżenie w muzyce indie nastąpiło chyba po debiucie Klaxons, ale ich ochrzcili mianem New Rave (też coś o tym napiszę). Oczywiście te zespoły, które były wywarły na mnie spore wrażenie, jednak obecnie debiuty i ciągła próba zarobienia na tym pieniędzy przez media… szczerze mówiąc to mnie wkurza. Media potrafią skutecznie obrzydzić.
Skoro Indie było/jest popularne w mediach to i wiadomo, że znajdzie się grupa ludzi (w młodym wieku), którym się to spodoba. To naturalna kolej rzeczy. Subkultura Indie nie znajduje się w żadnych przedziałach tak jak choćby emo. Idą ulicą, możesz mijać setki indie i o tym nie wiedzieć. Emo widać na kilometr. Nie różnią się między sobą. Bycie indie polega na prostocie. Oczywiście można ubrać rurki, białą koszulę, krawat, jednak to nie zmienia faktu, że indie może być ktoś ze szerokimi spodniami bądź w dresie. Pojęcie indie jest szeroko rozumiane. Jedyne co wszystkich łączy to muzyka. Nie ma opcji by nie znać The Strokes, The Libertines czy też Franz Ferdinand. Nawet takich wykonawców jak The Streets, Dizzee Rascal czy Lily Allen uznaje się za indie.
W zasadzie Indie jest także wszędzie pełno, tylko nie jest to tak widoczne. I na koniec. Nie, to nie są ci co mają te dziwne trampki i czapki i słuchają Blinka.
Damn. Jeszcze parę genialnych płyt i Arcade Fire wpisze się do kanonu największych, jak już tego nie zrobili. Neonowa Biblia to ich propozycja na rok 2007. Słuchając wcześniej Funeral wiesz na co możesz liczyć na tej płycie.
Wybrałem się specjalnie do kina i wracając się zastanawiałem nad jednym. W czym jest problem, że ten film mnie ani razu nie przestraszył? Czy chodzi o to, że nic nie jest mnie w stanie już przestraszyć czy może po prostu wyrosłem z tego by się bać Aliena, bo Predator raczej bardziej mnie bawił (Jezu, ta fryzura) niż przerażał.