Out of Tune – Out of Tune

Witam ponownie wszystkich moich fanów. Tą recenzją chciałbym ewidentnie zakończyć sprawę indie i rozpocząć pisanie recenzji lepszych płyt bez uskarżania się na obecny poziom muzyki tagowanej jako indie. Dlaczego Out of Tune? Out of Tune wydaje się być fajne, ale niestety. To idealny przykład na potwierdzenie tezy, że indie obecnie to gówno. Że indie nie znaczy już independent tylko mainstream albo żal.

Swoje przemyślenie rozpocznę od cytatu jednego z lepszych wokalistów w tym kraju – Marcina Zagańskiego, które od jakiegoś czasu można było przeczytać po prawej stronie: „Widzę dużo kapel jak jeździmy, które nie pracują nad swoim stylem od początku. Nie chcą grać swojego, boją się troszeczkę. Tylko idą na to co jest w MTV2, na to co jest puszczane w radiu, na to co jest na fali. Na fali tej nowej generacji, która gra czystą gitarową muzykę, wrzeszczy do mikrofonu i coś manifestuje. W tym nie czuć manifestu, czuć tylko „chce być fajny!” bo jak ktoś gra to jest fajny”. I właśnie takim zespołem jest Out of Tune. Oni po prostu na siłę chcą być fajni. Jest dużo takich zespołów, ale skupmy się na tym z Warszawy, który nie dawno wydał płytę, która miała być hitem.

Słuchając Out of Tune słyszysz jak tandetnie próbują kopiować wszystkich i zarazem nic. Próbują być fajni. Próbują grać muzykę indie, zdeformowaną nową rockową rewolucją. Jednak należy pamiętać, że New Rock Revolution na The Strokes się zaczęło i na The Strokes się zakończyło w 2006 roku. Od tamtej pory mamy do czynienia z takimi shitami jak One Night Only itp. Założę się, że takie gówienka były inspiracją dla naszych gówienek typu Out of Tune. Poza tym ci kolesie podobno mają ludzi odpowiedzialnych od wizerunku. Nie trzeba być geniuszem by zauważyć, że to wszystko to pozerstwo z ich strony. Pozerstwo!

Co do płyty. Sądziłem, że może jednak się nie zawiodę. Byłem chyba zaślepiony włączając tą płytę. Najbardziej stymulowało mnie to, że nie zauważyłem na trackliście utworu Killer Pop Machine. Czyżby mieli jeszcze lepsze utwory na płycie skoro nie dają na nią swojego największego hicioru? Tak sobie pomyślałem. Myliłem się, oni zrobili jeszcze nawet krok w tył (jeśli w ich przypadku jest to w ogóle możliwe). Killer Pop Machine był. W wersji polskiej o tytule „Nie próbuj„. Jak zauważył recenzent z Onetu polskimi wersjami całkowicie się demaskują jako muzyczna mielizna. Całkiem trafne spostrzeżenie. Autor uważa, że wcześniej zasłaniała ich otoczka anglojęzyczna. Nagle parę utworów jest po polsku (zabieg całkowicie komercyjny) i tym samym pokazują cała prawdę o sobie, że śpiewają o niczym, byle tylko śpiewać by być fajnym. Cała prawda o Out of Tune.

Myślę, że gdyby wydali płytę rok temu ocena byłaby wyższa. Na razie jest to mocno naciągane 1 z sentymentu do Killer Pop Machine bo tą epkę nawet sobie czasem słuchałem. Obecnie Out of Tune mógłbym posłuchać i dobrze bawić się do tego na jakiejś imprezie z dużą ilością alkoholu. Tymczasem kolejna pożywka dla 15 latek chcących być indie. A i zobaczcie ich teledysk. Chyba już to gdzieś widzieliśmy? ehh…