The Car is On Fire – Ombarrops!

OMBARROPSPewne jest to, że Lake & Flames jest płytą, która da się przebić. To nie szczyt polskiej muzyki indie. Można tą dość wysoko postawioną poprzeczkę przeskoczyć a sam The Car is On Fire ma potencjał by to zrobić.

Nie będę jak inni oceniał najnowszej płyty warszawiaków pod kątem jaka mogła by być tylko zwrócę uwagę na to jaka jest. Jasne, że oczekiwania wobec płyty były ogromne. No bo jak inaczej? Arcymistrzowska okładka w klimatach zeszłorocznego Mogwaia, nieźle popierdolony singiel na myspace i sama renoma zespołu wpłynęły tak mocno na nasze mózgi, że większość oczekiwała polskiej odpowiedzi na Animal Collective. I jakie to było zdziwienie, że oni nagrali dobrą płytę. Dlaczego tylko dobrą?!

Płyta daje radę. Nie jestem rozczarowany. Przyznaje, że gdy pierwszy raz ją odpalałem to nie wiedziałem czego się spodziewać. Wiedziałem, że będzie inaczej w porównaniu z hitami z Lake & Flames. Nie miało być już Borysa. Naczytałem się, że to będzie płyta XXI wieku itd, itp. Okazało się, że cała płyta to nie sa jakieś muzyczne eksperymenty jak w singlu o tej samej nazwie co album, gdzie pojawiają się dziwaczne instrumenty i żeński wokal. Budziło to skojarzenia od Stereolab poprzez Menomene kończąc na The Beatles. Nie od dziś wiadomo, że zespół przyznaje się do dość szerokich inspiracji swojej twórczości.

Martwiłem się jak będzie wyglądał wokal. Jęki Dejnarowicza miały swój urok i niepowtarzalny klimat. Jak się okazało moje zastrzeżenia były przesadne.Wokal brzmi może nawet lepiej chodź teksty nie powalają. O to jednak nie mam zastrzeżeń przy The Car is On Fire. Oni mają być melodyjni podczas jazdy samochodem, taneczni na koncertach i przyjemni w słuchawkach. Dla mnie to taki polski odpowiednik of Montreal. Taki bez tej całej pretensjonalnej gejowości. Taki polski, taki nasz. Ocena: 7/10.

Bon Iver – For Emma, Forever Ago

bon-iver-for-emma-forever-agoPozostał lekki bezsens? Poczucie znużenia? Niezadowolenie, złość czy pragnienie ciepła? Chujnia raczej też nie. W pewnym sensie. Pozostał Bon Iver. Bo słyszałem o nim a nigdy jego samego.

I poznałem Bon Iver. Koleś z gitarą nucący głównie piękne ballady. Wzruszające melodie. Wypełniając przy tym serca jakimiś emocjami. Gdyby określić jego muzykę jednym słowem to myślę, że przymiotnik „piękna” byłby najlepszym rozwiązaniem. Tylko dlaczego tak jest? Wielu artystów chwyta za gitarę i też komponuje. Taki Pete Doherty chociażby ostatnio. Co go rozróżnia od innych? Sam sobie zadałem trudne pytanie. Każdy powinien po przesłuchaniu płyty spróbować sam sobie odpowiedzieć. Płyta spodoba się na tyle, że będziecie mieli wiele interpretacji podobnych do moich.

To, że Justin Vernon jest prawdziwy w tym co robi, słychać to od pierwszego momentu obcowania z płytą. Nie przynudza a wręcz zaciekawia melodią, tekstami czy też wokalem. To, że płyta praktycznie to tylko gitara i głos Vernona. Brak hałasu. Harmonia, spokój, miłość. Patos? Raczej brak, ale jak już się pojawia. Nie drażni, ale czy on występuje? Chyba nie doświadczyłem. Doznałem.

For Emma. Emma musiała być jedną z piękniejszych istotą tego świata skoro potrafiła natchnąć muzyka do skomponowania nie mniej pięknych melodii. Kobiety potrafią być najlepszą muzą dla artysty. Trochę brakuje obecnie wzajemnego szacunku. W czasach kiedy śmieszą nas dżołki typu „Czym się różni kobieta od dzika?… niczym! oboje szukają mordą żołędzi!” trochę za daleko zabrnęliśmy. Chyba nie o to w tym wszystkim chodzi.

Podarowany Bon Iver to najsmaczniejszy prezent. Uroczy. Owinięty kokardką od serca. Przeżycie kilku świetnych chwil, doświadczenie miłości, szczęścia. Mimo wszystko było warto, mimo, że teraz inaczej to brzmi. I wszystko jest inne.Dla mnie. Ocena 8/10.

P.S. Skinny Love. Od tej melodi się zaczęło i na niej chyba skończyło. Na szczęście jutro jest sobota.

Blondie – Parallel Lines

BlondieParallelLinesJestem za młody by pamiętać lata 70, Nowy Jork, New Wave i te sprawy. Nie będę oryginalny. Wszystko zaczęło się od Heart of Glass.

„Królowie nocy” fajny gangsta film z 2007 roku. Pierwsza scena filmu przedstawiająca głównego bohatera pieszczącego swoją egzotycznądziewczynę okraszona właśnie tym szlagierem na tyle mnie zaintrygowała, że sprawdziłem kto gra tego parkietowego klasyka. Blondie. I tak się zaczęło. Okazało się, że sporo piosenek tej formacji znam dobrze a reszta wcale nie jest gorsza. Parallel Lines to najlepsza płyta w dorobku grupy i ogromny krok do przodu jeżeli chodzi o muzykę. Zaczynamy.

Hanging On The Telephone daje kopa na samym starcie. Nie zapominajmy, że Debbie Harry z chłopakami to na początku punkowcy. Nie tacy true punkowyc, ale jednak. Można powiedzieć punkowcy z keyboardem.  Od czegoś trzeba było zacząć. Heart of Glass sprawił, że przybrnęła do nich etykieta zespołu disco. Obecnie nie powinno się ich szufladkować. Blondie to klasyka, legendy. Przecież nikt teraz się nie zastanawia czy The Beatels byli indie? Wracając do płyty. Heart of Glass – 6 minutowy killer parkietu, wcześniej znany jako Once I Had A Love. Dopracowany, przerobiony na klimaty dyskotekowe. To był strzał w dziesiątkę. Wcześniejsze wersje utworu zapowiadały coś ciekawego, ale nie genialnego. Okazało się, że jest to materiał na hit XX wieku.

W zasadzie ta płyta to same genialne piosenki. Tak zwane muzyczne ideały, których obecnie ciężko znaleźć. Taki Picture This. Skumajcie perkusje. To co wyrabia Clem Burke na garach zapiera dech w piersiach. Fade Away And Radiate. Kurwa ten początek. „Ooh baby, I hear how you spend night-time:Wrapped like candy in a pure blue neon glow.” No i oczywiście Chris Stein z swoimi dziarskimi riffami. Sunday Girl natomiast pełne radości sprawia, że sami klaszczemy jak nasi dziadkowie w latach 60.

Nie ma co dalej zachwycać się nad poszczególnymi utworami. Blondie przeszło do historii. Nikt tego nie podważy. Oczywiście ogromna w tym zasługa frontmenki Debbie Harry, która uchodziła za blond piękność. Obdarzoną dodatkowo wspaniałym głosem i charyzmą wywołuje u mnie dreszcze. Reszta chłopaków to ładnie ubrane tło dla byłego króliczka Playboya. Zastanwiam się co robiłem w 2005 roku kiedy byli w Polsce?! Mimo, że Debbie jest już w wieku mojej babci to nadal potrafi przyciągnąć uwagę. Panie odpuść mi grzechy. Ocena: 10/10.

Hanging On The Telephone.