9 piosenek do samochodu

Jeżeli jesteś człowiekiem pracy to zapewne posiadasz własny samochód. Każdy szanujący się obywatel wykonywający ciężką pracę ma swój własny pojazd. Mowa tutaj o tych dwuśladowych, jednośladowce niestety odpadają, autobusy też.. Oto moja lista dziewięciu kawałków, które warto puścić podczas jazdy swoim autkiem poprzez nasze ojczyste drogi. Dla każdego samochodu czy jest to Fiat Uno, Czarne cinquecento, Ferrari czy też  zwykły maluch. Dlaczego dziewięć? Nie zawsze musi być to liczba parzysta lub podzielna przez 5. Let’s go!

1. Radiohead – The National Anthem. Wyobraźcie sobie, że pędzicie droga krajową a w tle leci ten kawałek Radiogłowych. Lekko zmieniacie czwórkę na piątkę, dodajecie gazu i swobodnie płyniecie do przodu przy tym mocarnym basie wywołującym niemal trans. Jedziecie równo, uderzenia w hi-hat regulują wasz puls, patrzycie prosto przed siebie. To inni rozlgądają się za wami. W końcu dojeżdżacie do piekarni po kołaczyki, koniec utworu.

Posłuchaj.

2. Muse – Supermassive Black Hole. Jeżeli jesteście jeszcze w liceum to pewnie marzy wam się podjechać po szkołę wypasioną bryką, wylansować się na masce w istnym gangsta stylu. Zapomnijcie o hip-hopie i tępym łupaniu techno. Zróbcie to z klasą. Zapodajcie disco Muse z ich Supermasive Black Hole. Z pewnościa zwrócić uwagę wszystkich fanów Zmierzchu. Pamiętajcie Muse z 2006 jest podobno Sexy. Nie zapomnijcie o skórze i duzych przyciemnianych okularach.

Posłuchaj

3. Jay-Z feat. Mr. Hudson – Forever Young. Oczywiście nie każdy buja się super brykami po mieście. Dlatego, jeżeli wasz samochód ma ponad 10 lat a na liczniku już ponad setkę w przejeździe a na karoserii zaszczytny napis „Young” to nie pozostaje nic innego jak puścić ten hicior. Najlepiej w nowej wersji z Jay-Z, który jak zwykle jest konkretny i nie schodzi poniżej określonego poziomu. Na pewno waszemu samochodowi będzie lżej podjeżdżać pod strome podjazdy.

Posłuchaj

4. Hot Chip – Over and Over. Nie ma to jak stary, dobry electro-pop w samochodzie. Sam lubię. Jedzie się przyjemniej od razu. A Hot Chip w tej kategorii jest sprawdzony, muza nie tylko na imprezę. No chyba, że impreza jest w samochodzie. Drogi wydają się równiejsze a jak dacie głośniej to nie musicie słuchać wtedy jak wam coś strzela w kole podczas skrętu w lewo. Jak widać same plusy, więc czemu nie spróbować?

Posłuchaj

5. Justin Timberlake – SexyBack. W zasadzie każdy Justin się nadaje. Kiedy wiesz, że czeka Ciebie długi, nudny dzień w pracy, uczelni czy gdziekolwiek jedziecie z rana to warto o poranku na tak zwane obudzenie puścić sobie Bosssskiego Justina. Podkład Timbalanda rozrusza wasze ociężałe ciała a wokal obudzi duch walki. Zobaczycie, że będziecie tego dnia szybciej  w pracy niż zwykle. Kiedy poranek dobry to i dzień od razu lepszy, efekt gwarantowany.

Posłuchaj

6. The Rapture – House of Jealous Lovers. A jak już wracacie z pracy i generalnie wszytko was irytuje. Zwłaszcza gdy chcecie być już mocno w domu bo szef was wkurzył, każdy coś chce albo wylała Ci się kawa na spodnie, ale niestety nie możecie ruszyć bo korki są everywhere a na dodatek wleczecie się za autobusem. Zapodajcie wtedy The Rapture, naciśnijcie na gaz, wymińcie (choćby na chama) autobus i jedźcie już do swoich domów.

Posłuchaj

7. The Beach Boys – Kokomo. Wakacje. Oj Tak Tak! Zapakujcie wasze walizki, wrzućcie do bagażnika. Zabierzcie do samochodu drogie wam osoby i pędźcie czym prędzej na plaże, w góry, na mazury czy gdziekolwiek lubicie jechać by przez krótki okres czasu odpocząć i poleżeć trochę. Na podroż wakacyjną polecam wiele piosenek, zacznijcie jednak od Beach Boysów, zwłaszcza gdy kierunkiem waszej podróży jest piękne słoneczne miejsce. Kokomo wprawi was w wakacyjny nastrój i pozwoli cieszyć się tymi fajnymi chwilami już w samochodzie. Dobra wiem, najbardziej sprzedana piosenka Beach Boysów, ale lubimy ją mimo wszystko. Niech każdy jedzie do swojego własnego Kokomo.

Posłuchaj

8. Beastie Boys – Sabotage. Jeżeli zdarzy wam się kiedyś uciekać przed policją (czego oczywiście tutaj nie popieramy) albo gangiem handlarzy narkotyków. Ogólnie jak będziecie mieć akcję niczym z filmów akcji,takich z lat ’80 i ’90 (coś w stylu Nieustraszony) to musi wam grać Sabotage.Wtedy wydarzą się rzeczy niemożliwe a wasze włoskie samochody będą przeskakiwać przepaście tak jak ten dzielny samochód.

Posłuchajcie, a raczej zobaczcie o co chodzi.

9. Queens of The Stone Age – In My Head. O Joshu Hommie jeszcze chyba tutaj nie było. Jeżeli ktoś grał kiedykolwiek w grę Need for Speed Underground 2 to wie o co chodzi. Nie o samą grę tutaj chodzi, piosenka ta idealnie sprawdza się podczas przebywania kolejnych kilometrów naszym wehikułem. So i need it.

Posłuchaj

I tak dobrnęliśmy do końca naszej listy. Kolejność utworów oczywiście przypadkowa. Widzimy się na trasie.

Muchy – Notoryczni Debiutanci

Już możemy sobie mówić na „Ty” z Muchami. Wiraszko i kompanii nie zawodzą i wręczają w dniu dzisiejszym świetny muzyczny prezent wszystkim kobietom.

Notoryczni Debiutanci to drugi album długogrający zespołu z Poznania. Swoim debiutem o dość specyficznym tytule „Terroromans” podbili serca polaków spragnionych, dobrej muzyki pop. W tym moje. Często wracam do tej płyty i mam dość sporo związanych z nią wspomnień, dość niedawnych, najlepszych. Drugi krążek przekornie nazwany „Notoryczni Debiutanci” miał swoją premierę dzisiaj, w dniu kobiet, ale można było już wcześniej posłuchać piosenek z płyty na oficjalnym MySpace Muszek. Dość fajny zabieg, mający przede wszystkim na celu zmniejszenia ilości ściągnięć nielegalnych kopii z internetu. Poza tym po przesłuchaniu materiału, łatwiej nam kupić płytę, albo też jej nie nabyć – jeżeli ta jest dupiata. Generalnie Brawo. Co prezentują na swoim drugim albumie?

Trochę więcej klawiszy, dalej jest gitarowo, popowo. Lirycznie? Wiraszko nieustannie trzyma poziom. „Ten dzień jest po to by przypomnieć sobie że / wciąż lepiej przeżyć coś niż obejrzeć o tym film” albo „to będzie dobry rok bez rocznic i postanowień / bez wspomnień i rozczarowań” albo to „żaden świt tak bezczelnie jak dziś, nie wyważył nam oczu  i drzwi. Ja nie mam pytań, frontman nie dość, że zachwyca swoją barwą głosu i charakterystycznym sposobem śpiewania, to także melodyjnymi, oryginalnymi tekstami. O czym? Głównie o miłości, nie zawsze tej szczęśliwej. Tradycyjnie skupiłem się na perkusji. Szymon Waliszewski nie zapomniał od 2007 roku jak to się robi.

Moje pierwsze wrażenie po przesłuchaniu płyty było takie, że jest gorzej od debiutu. Jednak im częściej słucham tym bardziej mi się podoba. Terroromansu niestety nie przeskoczyli, ale to nie zmienia faktu, że płyta jest bardzo dobra i chłopaki trzymają poziom. Poczułem zapach wiosny słuchając Notorycznych Debiutantów. No może poza odsłuchaniem „Kołobrzeg-Świnoujście” bo to już kawałek dobrze znany wyznawcom Much. Wydaje mi się, że Muchy są mocnym punktem obecnie jeżeli chodzi o scenę muzyki niezależnej w Polsce, chodź ciężko zrozumieć fakt dlaczego nie przebili się do mediów na szerszą skalę i nie zaistnieli w mainstreamie na tyle ile mogliby, bo ta muza ba cholerny popowy potencjał . W sumie, może to i dobrze. Ważne by robić swoje, brnąć do przodu. „więc skąd ten strach”. Posłuchajcie, spróbujcie. Warto, nie będziecie żałować. Ocena: 7/10.

Posłuchajcie Przesilenie.

P.S. Trzymam Ciebie za słowo Wiraszko, że będzie to dobry rok. Bez rozczarowań. Muchy nie rozczarowały. Życzę wszystkiego najlepszego Paniom czytającym mnie 😉

Toro y Moi – Causers Of This

W czasie gdy jedni kończą sesję, inni podsumowują dekadę w muzyce a jeszcze inni jarają się Vancouver ja napiszę coś o Toro Y Moi.

O Chazwick’u Bundick’u, znanego również z projektu Les Sins było już głośno w 2009 roku, głównie za sprawą singli, które pojawiły się w internecie. Była w nich wystarczająca magia by stwierdzić, że koleś ma jaja do robienia muzy i środowisko dziennikarskie, muzyczne oraz entuzjaści dźwięków czekali w wypiekami na twarzy na debiutancki album młodego (1986) chłopaka z Stanów.

Czy spełnił oczekiwania? Większość powie, że tak. Borys dał 9,7. Sms od kumpla z tą wiadomością po pierwszej w nocy to rejony dziesiątkowe. Dla mnie ta płyta nie jest aż tak przełomowa, ale przyznaje, że mocno wkroczyliśmy w nową dekadę z Causers of This. Czy jest To Kid A naszej dekady? Ciężko powiedzieć, myślę, że czas pokaże. Na pewno wielu obierze tę samą drogę co Bundick, nie mam jednak pojęcia jak sie to przełoży na muzykę pop. Nie myślmy jednak teraz o przyszłości, spójrzmy na to co mamy teraz.

11 kawałków, najdłuższy z nich ma 3 minuty 44 sekundy. Czyli? Bez przeciągania, nie ma dłużyzn serio. Idealne proporcje. Poza tym słuchając tej płyty wydaje się czasem, że jest to jeden mocno rozbudowany i zróżnicowany utwór co jest absolutnie w tym przypadku na plus. Przeskakujemy z brzmienia w brzmienie i jest wciąż ciekawie. Last.fm podpowiada, że jest to granie spod znaku Neon Indian. Hmmmm. Nie do końca, ale jest coś w tym, zgadza się. Neonowi Indianie mają to do siebie, że ich moja mama prędzej rozkminiła niż Toro y Moi. Nie uważam tego za wadę, ale różnica znacząca jest. Jednak co by nie napisać, co nie powiedzieć to jest to kawał dobrej muzy, już na  starcie 2010 znowu mamy faworyta corocznych podsumowań na wielu muzycznych portalach i licznych blogach. Nie będę opisywał muzy, sprawdźcie sami. Jeżeli lubicie coś nowego, coś alternatywnego a zarazem melodyjnego, ambitnego i czasami w domu słuchacie Animal Collective to myślę, że warto. Ocena: 8/10

Posłuchaj