Renton – Niech wszystko staje się lepsze

Nieco zapomniany warszawski zespół przypomina się rodzimym hipsterom prezentując drugi studyjny album.

Zapomniany to dobre określenie, bo porównując okres śmigania „hey girl” w reklamówkach Ery i szum wokół debiutu grupy do ostatnich miesięcy pokazuje znaczną różnicę. Jednym słowem można to określić: CISZĄ. Po drodze oczywiście była chęć podbicia Eurowizji z „I’m Not Sure”, jednak polskie „osłuchane” społeczeństwo szybko zweryfikowało ich zapędy. I tak o to Renton, bez żadnej presji, żadnej napinki wydaje drugi krążek nazwany przekornie „Niech wszystko staje się lepsze”. Nazwa dobrze trafiająca w czasy greckich kryzysów, włoskich premierów i znikających znaków z polskich autostrad.

„Niech wszystko staje się lepsze” to album sympatyczny, miły w odbiorze. Pokazujący, że indie rockowa rewolucja nie jest obciachowa. By była bardziej przychylna polskiemu odbiorcy (Chyba zrozumieli, że Świata nie podbiją) całość w języku polskim. Ten zabieg całkowicie na plus, ponieważ teksty na Take-Off, które były napisane w języku Johna Lennona były „takie se”. Oczywiście te tutaj po polsku też jakoś nie błyszczą, ale po prostu bardziej pasują. Muzycznie nie ma większych zmian, jest energicznie, gitarowo i równo. Brakuje może typowych singli, które by miażdżył, ale to zupełnie nie przeszkadza w pozytywnym odbiorze tej płyty.

Rok 2011 póki co jest bogaty w ciekawe rodzime propozycje muzyczne. Ocena: 6/10.

Posłuchaj

The Kurws – Dziura w Getcie

Czas na recenzje jednej z najciekawszych polskich płyt wydanych w tym roku.

Muszę przyznać, że pomysł na zespół przypadł mi do gustu. Zabawna, ironiczna nazwa (świadome nabijanie się ze wszystkich zespołów The cośtam’s), granie muzy instrumentalnej, tytuły piosenek w stylu mogwaia („The Kurws Dzieciom”) no i na koniec energiczny, ciekawy materiał na płycie. Sam zespół o sobie pisze tak: „The Kurws powstało w maju 2008 roku, jako spontaniczna konsekwencja sesji ping-pongowej, która zeszła do podziemia, gdzie tkwi do dziś. Sięgnęli po brzmienia wyrastające z tradycji punk-rocka jak i rock’n’rolla, garage/surf, kraut-rocka, zgniłego funk, nowojorskiego no-wave czy brytyjskiej sceny post-punkowej.”

Jako były „ping-pong’owiec” naszego lokalnego klubu przybijam piątkę. Kurws to z pewnością najciekawszy debiut tego roku. Mimo, że sama płyta Dziura w Getcie powyżej siódemki nie podskoczy i generalnie dupy nie wyrywa to ja i tak bije brawo. Ciężko w naszym kraju wybić się bez takiego radiowego singla. Jednak jeszcze ciężej jest nagrać dobrą, równą płytę, która zaciekawi. A to im się z pewnością udało. Zabawa z psychodelicznymi odjazami Franka Zappy i przełożenie ich na nasze polskie, szare i brudne podwórko zdała egzamin. Mam nadzieje, że zagrają hymn Polski na Euro 2012. Ocena: 6/10.

posłuchaj

Cool Kids of Death – Plan Ewakuacji

Piąty album „Kulek” zupełnie inny niż wcześniejsze dokonania grupy.

Cool Kids of Death, czyli łódzki zespół, który kojarzony głównie jest z głośnym, punkowym debiutem (który tak na prawdę był głośną akcją promocyjną), generacją nic (felietonem Wandachowicza dla Wyborczej) i ogólnym buntem i nastawieniem na „nie”. Okres punkowy oczywiście nie był taki zły, bo przecież oscylował w świetny debiut i dwa późniejsze, równe albumy. Wszyscy lubimy „piosenki o miłości”, co nie?

Coś jednak zaczęło się dziać już na wysokości Afterparty, kiedy to zespół postanowił zabrzmieć bardziej tanecznie nagrywając album zahaczający o dance-punk. Całkowicie inną, fajną, popową twarz pokazał w 2009 roku. Wydał wtedy świetny singiel „Got 2 Kill This Dog”.

Na koniec wakacji wypuścili pierwszy singiel promujący o tym samym tytule co album „Plan Ewakuacji” i już wtedy mogliśmy się przekonać, że to będzie zupełnie nowa świeżość. Piąty album jest zupełnie inny niż pozostałe. Po pierwsze Ostrowski śpiewa! Już nie jest to darcie ryja, punkowa recytacja i wykrzykiwanie sloganów. Mimo, że znany jest fakt, że Krzysiek śpiewać raczej nie umie to nie można odmówić mu dobrych chęci i starań, które generalnie dobrze wyszły na tle muzycznym. Inną innowacją jest fakt, że kulki potrafiły stworzyć parę fajnych popowych refrenów. Już nie mówię tu o zajebistości pierwszego singla ale o takim „Dalej pójdę sam” czy też  „Nie mam nic” wzbogaconym o rubikowe klaskanie. A „Wiemy wszystko”? Opowiadająca o obecnym psychicznym nastawieniu chłopaków? WOW. Aczkolwiek nie zapomnieli o korzeniach punkowych, których jakąś część możemy odnaleźć w 90 sekundowym „Chrystusie” czy też w „Białej Fladze”.

Generalnie pójście w bardziej indie-popową stroną dobrze im zrobi, może jeszcze nie jest to właśnie „TO”, ale dobrze startują i być może już na kolejnym albumie okażą się rewelacyjni? Póki co jest dobrze. Słychać, że dojrzeli. Już nie są to zbuntowane młokosy, ale zbuntowani posiadacze kredytów w frankach szwajcarskich. „Gra legenda podziemia, ale na nas to nie robi wrażenia”. Ocena: 6/10.

posłuchaj