Afro Kolektyw – Piosenki po polsku

Afro Kolektyw w całkowicie nowej odsłonie.

Kiedyś byłem ogromnym fanem hip-hopu. Na tyle, że nie słuchałem niczego innego. I pamiętam do tej pory jak w czasach gimnazjalnych zachwycałem się Afro Kolektywem. Było to coś innego, całkiem inny rap. Zabawny, zawadiacki, ironiczny, z elementami jazzu hip-hop. Podobał mi się ten tellingstory, te wszystkie gorzkie żarty. Coś pięknego, coś zupełnie innego od tych wszystkich osiedlowych smętów o ciężkim życiu. Lubiłem wtedy jak „murzyn bije w kokos”.

Tymczasem na początku roku zespół wydał płytę z muzyką w zupełnie innej konwencji. Chwycili gitary, włączyli syntezatory, Afrojax zaczął nawet śpiewać. Materiałowi na „Piosenki po polsku” bliżej jest do Muszek, The Car is On Fire i Rentona. Jaki jest tego efekt? Cóż, słychać wyraźnie, że utwór, utworowi nie równy. Mamy przecież fajne, singlowe „Wiąże sobie krawat”, „Niemęskie granie” czy „Czasem pada śnieg w styczniu”. Natomiast po drugiej stronie znajdują się utwory średnie, będące raczej zapchajdziurami. Mimo to doceniam odwagę i próbę zmiany. Nie neguje ich nowej twarzy. Ba, będę ich słuchał dalej bo uważam, że Afro Kolektyw ma potencjał na fajny indie zespół. Jednak wolałbym raczej posłuchać kolejnych gorzko-śmiesznych utworów traktujących o dziwnej miłości.Może uda się to jakoś połączyć? Już kiedyś połączyli kropki. Ocena: 6/10.

 

Off’owe propozycje część pierwsza

Już od jakiegoś czasu Artur Rojek powiadamia nas o artystach, którzy się pojawią na tegorocznej edycji Off Festiwalu. Trzeba przyznać, że póki co jest całkiem nieźle. Już od dawna zachęcam wszystkich do udziału w tej imprezie. W tym roku nie będzie inaczej i w miarę na bieżąco będę przybliżał projekty, które pojawią się w sierpniu w Dolinie Trzech Stawów. Na początek zacznę od Battles, Swans oraz Sleep Party People.

Battles – Gloss Drop (2011). Ten rok zapowiada się eksperymentalnie. Battles idealnie tutaj się komponuje w układance Artura Rojka. Nowojorczycy grają już 10 lat, jednak do tej pory wydali dwa albumy. Najnowsza płyta wydaje się być lepsza od debiutanckiej, jednak różnicy sporej nie ma. „Gloss Drop” to 12 energicznych, świetnie brzmiących utworów. Moją uwagę przykuł głównie mistrzowskimi bębnami. Płyta ta to pokaz jak powinno się używać tego pięknego instrumentu. John Stanier dał na prawdę rewelacyjny popis swoich umiejętności. Jednak to nie jedyna zaleta tego krążka. Mimo, że jest on niemal instrumentalny to potrafi przykuć nasza uwagę. Słuchając „Gloss Drop” czas płynie tak samo szybko jak pałeczki uderzają w hi-hat. Czego możemy się spodziewać na koncercie? Powiem tak: Będzie się działo. Ocena: 8/10

Sleep Party People – Sleep Party People (2010). Zespół zagadka. Tak na prawdę nie wiadomo o tym duńskim projekcie za dużo. Ciężko jest coś wygrzebać z internetu konkretnego a sami muzycy na koncertach kryją się za króliczymi maskami. Jednak przejdźmy do strony muzycznej. Duńczycy mają jak na razie w dorobku jeden album, ale za to jaki! Na „Sleep Party People” utrzymuje się pewna aura tajemniczości (Co dla zespołów skandynawskich jest pewnego rodzaju przymusem). Melodie zawarte na tym krążku brzmią jak muzyczny zapis najdziwniejszych scen z filmów Davida Lyncha. Piękne, senne, elektroniczne nutki od samego początku uwiodły moje uszy. To może być jeden z tych klimatycznych, mistycznych koncertów, zawartość albumu sprzyja temu jak najbardziej. Trzeba im przyznać, że znają się na sprawnej obsłudze syntezatorów. Bo to co uchwycili na tej płycie chwyta za serce. Gdyby „Donnie Darko” został nakręcony w 2010 roku to Sleep Party People zapewne odnalazłoby się tam jako soundtrack. Ocena: 8/10

Swans – We Rose From Your Bed With The Sun In Our Head (2012). Swans to zespół legendarny. 30 lat działalności, dyskografia bogata w świetne albumy, prekursorzy tzw No wave. Dwa lata temu na nowo się reaktywowali i zaczęli koncertować. Artur Rojek tylko czeka na takie okazje. Na każdej edycji Off Festiwalu mamy okazje posłuchać zespołów legendarnych (Gang of Four, Dinosaur Jr., Primal Scream itd.). Tym razem Rojas zaproponował nam esencje eksperymentalnej muzyki zahaczającej o  post rock. Jak zespół będzie brzmiał na żywo? Możemy to sprawdzić poprzez przesłuchanie ich najnowszej propozycji zatytułowanej „We Rose From Your Bed With The Sun In Our Head”. Ta dwupłytowa kompilacja to zapis wybranych utworów zagranych na żywo. Osobiście za każdym razem podchodzą ostrożnie do tego typu wydawnictw. Traktuje je raczej jako ciekawostkę oraz miły dodatek do dyskografii zespołu. Na najnowszym albumie Swans znajdziemy najnowsze kawałki z ostatniego albumu studyjnego „My Father Will Guide Me up a Rope to the Sky” jak i utwory starsze. Wykonania mimo, że są mocno rozlazłe i długie (Niektóre osiągają ponad 15 minut) to trzeba przyznać, że zespół na żywo brzmi mocno i nadzwyczaj dobrze. Nie spodziewałbym się żwawego i energicznego show a raczej ponad godzinnego koncertu bogatego w głośne, gitarowe brzmienia. Jeżeli na Offie zaprezentują się równie dobrze jak na płycie to możemy liczyć na udany gig. Tym czasem „We Rose From Your Bed With The Sun In Our Head” oceniam na 6/10.

Memoryhouse – The Slideshow

Długo nic się tu nie działo. Remonty domowe i niekończąca się sesja zebrały swoje żniwo. Pora jednak wrócić do tego co warto posłuchać.

I mam dla was rekomendacje godną polecenia. Za parę dni ukaże się debiutancka płyta grupy Memoryhouse, która wydaje z ramienia Sub Pop album o prostym, aczkolwiek szeroko rozumianym tytule „The Slideshow”. Ja najczęściej swoje płyty zdobywam w sposób przedpremierowy i dlatego już z tego miejsca mogę wam powiedzieć: Warto kupić, warto mieć przy sobie „The Slideshow”. Już sam fakt, że nagrywają w Sub Pop to spora rekomendacja.

Memoryhouse to projekt składający się z Evan Abeele oraz Denise Nouvion. Duet ten pochodzi z Toronto i reprezentuje tak zwany dream pop, co wyraźnie słychać w kompozycjach na płycie. Dla mnie osobiście krążek ten stanowi ciekawszą, barwniejszą kontynuacje „Teen Dream” grupy Beach House. Momentami jest sennie, ale nie nudno. Jest też energicznie i kolorowo. Ciekawie zaaranżowane utwory wzbogacone są o fajny, ciepły głos Denise Nouvion. Udało im się uchwycić wiele fajnych emocji. Jakieś pewne wspomnienia zostały przywrócone. Jednak z każdą sentymentalną podróżą w przeszłość należy uważać by nie pochłonęła teraźniejszości. Jednak tak postępowemu gościowi jak ja w zupełności odpowiada przerwa na przemyślenia zaproponowana przez tą miłą dwójkę.

Zima jeszcze trochę nas potrzyma w domach. Będzie zatem jeszcze sporo czasu na spokojną analizę dotychczasowych osiągnięć przy nutkach Memoryhouse. Ocena: 7/10