!!! – Thr!!!er

thr!!!er!O rzeczach dobrych, acz nie idealnych.

Sympatii do !!! nigdy nie ukrywałem odkąd usłyszałem ich podejście do transowego, roztańczonego indie rocka na „Myth Takes”. Niestety „Strange Weather, Isn’t It” był albumem takim sobie, do którego nigdy od 2010 roku (czyli roku wydania) nie wróciłem. „Tyr!!!er” póki co wydaje się być trochę lepszy. Grupa zdecydowanie jest teraz bardziej popowa aniżeli indie rockowa. Brakuje długich, rozciągniętych, psychodelicznych otworów, które uważałem zawsze za najmocniejszy punkt chk chk chk. Mimo, że płyta bez nich wydaje się króciutka to w jakiś tam sposób wciąga.

Po raz kolejny jest tanecznie, zwłaszcza dzięki takim utworom jak: „One Girl/One Boy” czy też „Fine Fine Fine”. Nie zabrakło także starych patentów wykorzystanych w „Slyd” oraz „Except Death”. Mam tutaj namyśli przede wszystkim klimat starych nagrań, falsetowy wokal ozdobiony damskim, transową perkusję. Jest i trochę zabawy z elektroniką w „Careful” jak i standardowe handclapping w najbardziej indie rockowym na płycie „Station (Meet Me At The)”.

Ogólnie dobra płyta na ciepłe majowe grille, wielkiej imprezy z tego nie będzie, ale miłe spotkanie towarzyskie już jak najbardziej. W odróżnieniu od swojej poprzedniczki  „Thr!!!er” jest bardziej popowe i urozmaicone. To może być zwrot we właściwym kierunku dla zespołu, który w ciekawy sposób łączy muzykę taneczną z indie rockową. Nie zaszkodzi posłuchać, nie raz słuchało się gorszych rzeczy na imprezach a to może być dobra alternatywa dla powracającego do łask disco polo. Ocena: 6/10.

James Blake – Overgrown

James-Blake-Overgrown-608x607Zakochany James Blake wydaje drugi album, który jest zdecydowanie lepszy od pierwszego.

Rzadko się zdarza by ktoś nagrał lepszy drugi album od pierwszego. Jemu się udało. James Blake 25-letni Anglik debiutował w 2011 roku płytą zatytułowaną po prostu „James Blake”. Zachwycił słuchaczy i muzyczne media ciekawym i na swój sposób innowacyjnym podejściem do dubstepu. Mnie osobiście ten longplay nie porwał, inaczej jest z „Overgrown”. Ten krążek jest kapitalny!

Zacznijmy od tego, że na „Overgrown” James Blake w fajny sposób bawi się konwencjami. Mamy tutaj trochę hip-hopu, trochę dubstepu, trochę elektroniki no i oczywiście r’n’b. A wszystko pod płaszczykiem szeroko pojętej alternatywy. Wspomniane rapsy pojawiają się w kapitalnym duecie Blake – RZA podczas „Take a Fall For Me”. Członek Wu-Tang Clan idealnie się odnalazł w blake’owej konwencji. Dubstep ujawnia się podczas „Digital Lion”, elektroniczne zapędy słychać najwyraźniej w „Voyeur” a z pięknymi podkładami nawiązującymi do nowoczesnego r’n’b mamy do czynienia podczas odsłuchiwania „Life Round Here” oraz singlowego „Retrogate”. Melancholijny głos młodego muzyka dodaje tylko wrażeń do całości, która jest hipnotyczna, nieco ponura, intymna, ale z pozytywnym miłosnym przekazem. W końcu Blake ma mrówki w brzuchu. Myślę, że słuchając tej płyty każdy je ma, ja na pewno.

Istotny się wydaje wpływ ludzi, którymi otoczył się Blake podczas produkcji płyty. Brian Eno, który dołożył swoją cegiełkę przy „Digital Lion” odcisnął nie małe piętno na „Overgrown”. Swoje udziały mieli również Kanye West i Justin Vernon z którymi James Blake spędził sporo czasu podczas nagrywania materiału. No i oczywiście RZA, który jest dobrym raperem ale jeszcze lepszym producentem. Dodając do tego grona głowę pełną pomysłów Blake’a i serce trafione strzałą kupidyna mamy receptę na płytę roku, a przynajmniej ścisłą czołówkę. Ocena: 9/10.

Off’owe propozcyje część druga

off2013Kolejny zestaw z którym warto się zapoznać zanim się wybierzemy do Doliny Trzech Stawów.

molesta skandalMolesta – Skandal (1998). „Skandal” to klasyczna płyta bez wątpienia. Artur Rojek w całej swojej wspaniałości zaserwuje nam specjalny koncert warszawskiej grupy Molesta , który wykona w całości debiutancki longplay. To zdecydowanie dobra nowina dla mnie, gdyż ostatni czas spędzam na nieumiarkowanym spożywaniu rapsów polskich i zagranicznych. Ok, „Skandal” to płyta ciekawa z kilku powodów. Dla człowieka urodzonego w późnych latach 80 i wczesnych latach 90, czyli takiego, który spędzał tą wspaniałą dekadę jako radosny analfabeta będzie to ciekawa podróż do czasów mafii z Pruszkowa, prezydentury Lecha Wałęsy i Backstreet Boys. Na osiedlach chłopcy w luźnych spodniach powoli wypierali przepitych punków a ci bardziej utalentowani swoje frustracje przelewali na papier. Mimo, że płyta dosyć konkretnie odstaje produkcyjnie od dzisiejszych rapalbumów a sami jej autorzy czyli: Vienio, Pele, Włodi, Kacza i Wilku są dziś lepszymi raperami pod względem flow i ogólnych umiejętności to ma ona bardzo ważną zaletę, którą jest SZCZEROŚĆ. Czuć, że to prawdziwy hip-hop nieskażony tym całym syfem „young money, cash money” i innym nagminnym badziewiem ukazującym się na rodzimych krążkach. Można oczywiście wiele czasu spędzić na zagłębienie się w inne aspekty społeczno-polityczno-kulturalne, które były podłożem dla „Skandalu”. Tylko po pierwsze primo, niektórzy już próbowali i nie przekonali mnie a po drugie primo nasuwa się pytanie czy warto? Z pewnością jedyne co w tym momencie warto to posłuchać tej płyty i samemu wyrobić sobie zdanie. Aha i na koniec „Skandal” to istna kopalnia pomysłów, które były później wykorzystane na solowych albumach Włodiego, Vienia czy też Hemp Gru.

posłuchaj

deerhunter-monomaniaDeerhunter – Monomonia (2013). To, że Bradford Cox jest nietuzinkową postacią wiedzą wszyscy, którzy chociaż raz zetknęli się z twórczością tego artysty. Udowodnił to na „Halycon Digest” czy też „Microcastle„. Dał popis również na solowych „Logos” oraz „Parallax”. Twórczy, płodny w pomysły i co najważniejsze nieugięty. Pomimo ułomności fizycznej pokazuje to co ma najlepsze w sercu i głowie. Taki jest Bradford Cox i taka jest muzyka na kolejnej, najnowszej płycie „Monomania”. Skupienie się wokół jednej idei, w ten sposób można by przetłumaczyć tytuł nowego krążka. W zasadzie Deerhunter nie daje nam nic nowego, ale na pewien sposób ta płyta trafia do nas nieźle skonstruowanymi piosenkami. Dobrze się tego słucha. Wałkuje tą płytę już kilka dni, jak nie tygodni i jeszcze mi się nie znudziła. To plus. Kompozycje na „Monomania” brzmią momentami garażowo, ale to żadna nowość dla kogoś kto słuchał ostatnią płytę Atlas Sound. Takie piosenki jak „Dream Captain”, tytułowa „Monomania” , „Blue Agent” czy też „Sleepwalking” pokazują kapitalną umiejętność pisania piosenek melodyjnych i z tym CZYMŚ co ma w sobie tylko Deerhunter a w zasadzie Bradford Cox. Niezmiernie miło będzie usłyszeć tą płytę live, nie mogę się już doczekać.

posłuchaj

Woods-Bend-BeyondWoods – Bend Beyond (2012). Dobry Indie-Folk zawsze w cenie, zwłaszcza jeż wszelkie proporcje są dobrze wymierzone. W Przypadku muzyków z Brooklynu możemy śmiało powiedzieć, że wszelkie normy zostały zachowane. Woods istnieją od 2005 roku i do tej pory zgromadzili na swoim koncie 6 albumów. Niestety czas nie pozwolił mi sprawdzić całej twórczości, ale słuchając najnowszej płyty „Bend Beyond” mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wszelkie dobre oceny jakie otrzymał ten krążek są w pełni uzasadnione. Mimo, że za pierwszym razem wydawało mi się, że Woods to kolejne pitu-pitu z regionów Black Keys i innych amerykańskich nudziarzy to po kilku dokładniejszych przesłuchaniach zeszłorocznego albumu amerykanów zmieniłem zdanie. Zmiana ta oczywiście nie była aż tak wielka by się nad nimi rozczulać, jednak na tyle istotna by napomknąć o tym bandzie odnośnie zbliżającego się offa. Ok tyle tytułem wstępu. Co dokładnie serwuje nam Woods na „Bend Beyond”? 12 indie-folowych utworów toczących się w takim samym tempie jak życie w Alabamie. Wokalnie album ten nie wyróżnia się od miliona innych, jednak warto docenić gitarowe wstawki, które ratują płytę przed nudą, która momentami mocno wali w drzwi. Początek i sama końcówka „Bend Beyond” to fajny materiał na deszczowe, leniwe dni, jednak gdzieś w środku robi się nijak. A szkoda bo potencjał słychać, tylko jakby brak momentami pomysłu na coś innego. Bo niestety trzeba to przyznać, wtórność to problem wielu zespołów. Woods też go ma.

Posłuchaj