Danny Brown – Old

danny brownDanny Brown – Jeden z najoryginalniejszych raperów ostatnich lat nagrywa trzeci album, który podbija serca fanów hip-hopu. Raper pochodzący z Detroit – miasta symbolu upadku pobudzał mój apetyt już od jakiegoś czasu. Wrzucane przez niego do sieci kawałki zapowiadały kawał dobrego rapu. Dwa poprzednie krążki Browna „The Hybrid” oraz „XXX” nie przeszły do historii. Inaczej ma się rzecz z „Old”, które już przed premierą nazywane było albumem roku w dziedzinie czarnej muzy.

Daniel Dewan Sewell tym razem postanawia nagrać koncept album, który podzielił na dwie części. Pierwsza oparta na klasycznych beatach to wspomnienia dawnych lat, pełne zimna Detroit, narkotyków, gangsterów, sytuacji aspołecznych oraz odniesień do rodziny. Najefektowniejszy pod tym względem jest krótki „Wonderbread” opowiadający historię wyprawy po chleb. Po drodze mały Danny spotyka ćpunów, prostytutki oraz słyszy strzały. Natomiast następne „Gremlins” naszpikowane jest spora dawką ciekawych odniesień między innymi do Wu Tang-Clan czy też „Piątku Trzynastego”. W tej części płyty możemy się natknąć na sporo ciekawych wyznań rapera typu: „Broke as fuck and no bitch to fuck / In my basement jackin’ off lonely” czy też „Smoked too many blunts, I can hear my lugs whistlin„.

old danny brownDruga część zaczyna się od „Dope song”. Ta część płyty stanowi opowieść o obecnym, starym Dannym Brownie (31 l.) i jest okraszona nowoczesnymi, plastikowymi, elektronicznymi podkładami ociekającymi tak zwanym SWAGiem. Raper porównuje się do dokonań A$ap Rocky’ego, rzuca hasło: „I’m try’na get Maybach money” i rapuje o dragach, dziwkach oraz imprezach podsumowując to wymownym „I don’t know what I’m doing”.

Na „Old” D.D. Sewell pokazuje dwa oblicza. Pierwsze, nawiązujące do klasycznego rapu lat 90. jest podróżą w głąb ciężkich wspomnień rapera. Druga natomiast to typowa narcystyczna postawa współczesnych raperów hedonistów z Rakim Mayersem na czele. Obie role zostały odegrane realistycznie, a wręcz rewelacyjnie. Ta płyta to gratka zarówno dla fanów legend rapu spod znaku Wu-Tang Clan czy też Nasa jak i dubstepowej strony nowoczesnego hip-hopu, którego sporo w ostatnim czasie. W odróżnieniu od Drake’a i nowego Kanye Westa Brown postawił na liczne featuringi, które dodają sporo urozmaicenia. Pojawia się kanadyjski duet Purity Ring, brytyjskie objawienie popu – Charli XCX czy też popularni w ostatnim czasie raperzy A$ap Rocky, Schoolboy Q czy też Ab-Soul. Jednak pierwsze skrzypce gra Danny Brown obdarzony oryginalnym flow przypominającym momentami Ol Dirty Bastarda. Kolejna mocna pozycja, która będzie walczyć o tytuł płyty roku. Ocena: 9/10.

Drake – Nothing Was The Same

drakePomimo prześmiewczej serii Drake is a type o guy/nigga… i licznych komentarzy typu „poor r’n’b” najnowsza płyta Drake’a jest jedną z najlepszych hiphopowych pozycji tego roku. Bez żadnego wstydu przyznaje,  że oczekiwałem na „Nothing Was The Same” już od dłuższego czasu (Jest to o tyle wyróżnienie, że nie zdarza mi się już wyczekiwać na muzyczne nowości) . Zwłaszcza, że Kanadyjczyk karmił słuchaczy w tym roku samymi udanymi pozycjami  z których w ostatecznym rozrachunku tylko „Started From The Bottom” znalazł się na trzecim albumie. „5 AM in Toronto”, „Girls Love Beyonce” czy też „No New Friends” pokazywały, że forma Aubreya Grahama jest ustabilizowana i wysoka. Materiał nie mógł zawieść i nie zawiódł.

Całość zaczyna się od „Tuscan Leather” w którym bez kropli skromności raper chwali się wynikiem sprzedaży ostatniego LP i przyznaje, że ten też się sprzeda bo to „New Drizzy Drake”. I trudno mu nie przyznać racji. Kolejny „Furthest Thing” jest już bardziej przystępnym utworem za sprawą hooków, których brakowało w szorstkim openerze. „Started From The Bottom” jest trochę jak naiwny amerykański film klasy b o amerykańskim śnie jednak podkład jest naprawdę mocny. Za tytuł czwartego utworu Drake powinien dostać Oscara bo jak można nie doceniać wkładu Wu-Tang Clan w rozwój czarnej muzy? Drake to na szczęście ogarnia i umieszcza na „Nothing Was The Same” sporo nawiązań do ekipy z Nowego Jorku. Dobrym przykładem jest „Pound Cake/Paris Morton Music 2” gdzie pojawia się klasyczne „Cash Rules Everything Around Me”.

drake_nothing_was_the_samePiąty w kolejności „Own It” ujawnia bardziej romantyczną stronę Drizzy’ego, który wyznaje: Next time we fuck, I don’t wanna fuck, I wanna make love / Next time we talk, I don’t wanna just talk, I wanna trust / Next time I stand tall I wanna be standin’ for you”. To duża zmiana, gdyż jeszcze zimą na płycie A$apa Rocky’ego mówił, że jego czarny wacek nie jest do długich rozmów. „Worst Behavior” to dla mnie jeden z najmocniejszych punktów „Nothing Was The Same” z dwóch powodów. Po pierwsze świetny beat (produkcja DJ Dahi) oraz ostatnia zwrotka w wykonaniu Aubreya, który wznosi się na szczyt swoich umiejętności. „From Time” w którym pojawia się kobiecy głos Jhene Aiko to sentymentalna podróż, której dewizą mogłoby być zdanie: Who the fuck wants to be 70 and alone?”. Kolejny „Hold On, We’re Going Home” to typowy letni hicior i jedyny na płycie utwór, który mógłby polecieć w radiu. Będę jednak uszczypliwy i przyznam, że wersja w wykonaniu Arctic Monkeys bardziej mnie przekonała. Sorry Drake, ale mówię jak jest. Następne w kolejności utwory „Connect” oraz „The Language” potwierdzają tezę, że trzeci LP Kanadyjczyka jest świetnie wyprodukowany i nowoczesny. „305 to My City” pomimo ciekawego pomysły na piosenkę wydaje się być najsłabszym ogniwem płyty. Natomiast przedostatnie „Too Much” to chyba jedyny utwór, który można by umieścić na „Take Care” co pokazuje, jak zupełnie inną płytę tym razem nagrał Aubrey Graham. Całość kończy „Pound Cake/Paris Morton Music 2” z Jay-Z na featuringu, który pasuje tutaj jak pięść do nosa.

Podsumowując „Nothing Was The Same” to jedna z najlepszych tegorocznych muzycznych pozycji za sprawą świetnej produkcji i wysokiej formy Drake’a. Jednak muszę odjąć punkty za rzadkie, aczkolwiek pojawiające się słabsze momenty. Generalnie jednak cały jesienny początek spędzam z Drizzym, który zdecydowanie jest lepszy od Kanye Westa oraz Jay-Z. Ocena: 9/10.