Artur Rojek – Składam się z ciągłych powtórzeń

rojekGdy dwa lata temu Artur Rojek ogłosił światu, że odchodzi z Myslovitz nie było to dla mnie zaskoczeniem. W zasadzie była to pewnego rodzaju prawidłowość, która musiała nastąpić. W prawie każdym zespole następuje taki moment kiedy lider dochodzi do wniosku, że solowa kariera jest właściwsza niż ciągnięcie tego samego schematu. Tym samym tokiem rozumowali m.in. członkowie The Beatles, Justin Timberlake, Robbie Williams czy też Beyonce. Solowe albumy wydali również tacy muzycy jak Kele Okereke, Brandon Flowers, Thom Yorke, Paul Banks, Julian Casablancas i wielu innych. Z naszego podwórka można natomiast posłużyć się przykładami Roberta Gawlińskiego, Kory, Chylińskiej czy też Hołdysa. W przypadku Myslovitz problem polegał na tym, że Rojek jako ogromny fan muzyki był już na zupełnie innym etapie w odróżnieniu od jego kolegów, którzy mogliby nagrywać brit pop do końca życia. Ostatni wspólny album z 2011 roku wydany był już na siłę. Nie czuć było tej chemii, którą można było jeszcze zastać na „Hapiness is Easy„. Nastąpił taki moment w którym Rojek członkiem zespołu był tylko na papierze a w świadomości słuchaczy występował głównie w roli dyrektora artystycznego OFF Festivalu.

skladam sie z ciaglych powtorzen rojekNie neguje jednak jego obecności w Myslovitz, gdyż wraz z zespołem odwalił kawał dobrej roboty dla polskiej muzyki. Natomiast „Uwaga jedzie tramwaj” Lenny Valentino uważam za jeden z najlepszych rodzimych krążków wszechczasów. Pierwsze solowe utwory Artura Rojka „Cisza i wiatr” oraz „W drodze” mogliśmy usłyszeć już w 2007 roku, jednak na solowy album przyszło nam czekać 7 lat. „Składam się z ciągłych powtórzeń” to album dobry, acz nie wprowadza on żadnej rewolucji dźwiękowej. Otwierający całość „Lato 76” to gitarowa ballada w której Artur Rojek ponownie wraca do swojego dzieciństwa. Kolejny „Beksa” to największa perełka na albumie. Usłyszymy okrzyki, falsetowe wokale, dziecięce chórki, powolne, nierówne tempo. Piosenka nietypowa a zarazem łatwo zapadająca w pamięci. Podobno jest to utwór o Tomaszu Beksińskim, ja bym się jednak nie doszukiwał tutaj ukrytych nawiązań. „Krótkie momenty skupienia” to solidny popowy kawałek, z fajnymi gitarowymi wstawkami. Drugą po „Beksie” najlepszą piosenką na płycie jest „Czas który pozostał„, która brzmi jak jedna z lepszych kompozycji Coldplay. „Kokon” to już zabawa z elektroniką w stylu Thoma Yorke’a na „Eraser„. Następne trzy utwory: „To co będzie„, „Syreny” i „Lekkość” to kawał solidnego popu z radiowymi aspiracjami. Całość kończy pesymistyczny „Pomysł 2„.

Składam się z ciągłych powtórzeń” to album, który powinien spodobać się wiernym fanom Myslovitz jak słuchaczom lubiącym dobry pop. Produkcją zajął się Bartosz Dziecic, czyli człowiek, który odmienił oblicze Moniki Brodki. Krążka słucha się dobrze i przyjemnie. Teksty zawierają wiele refleksji do których przyzwyczaił nas już Artur Rojek w Myslovitz. Sam artysta natomiast pod względem wokalu brzmi dobrze. Na dobre też wyszło porzucenie gitar i pójście w stronę popu. Osobiście oczekiwałem trochę więcej eksperymentów. Sądziłem, że Rojek bardziej zagłębi się w elektronikę oraz, że poszuka bardziej odważnych rozwiązań.  Płyta udana, acz nie historyczna. Ocena: 7/10.

SoundQ – EP2 (EP)

soundqSwoje nadzieje dotyczące krakowskiego SoundQ wyraziłem już podczas recenzji ich zeszłorocznego debiutanckiego albumu „Barbarians„. Na kolejną część ich muzyki nie musiałem długo czekać, gdyż na początku roku Kuba Kubica zapowiedział prace nad nowym materiałem. W ten sposób otrzymaliśmy „EP2„, które jak sama nazwa wskazuje jest drugą w dorobku EPką.

Po pierwszym kontakcie z nowym materiałem słychać wyraźny progres. Kubica, który jest mózgiem całego projektu poszedł stronę modnej w ostatnim czasie elektroniki. Otwierające całość „In a Swoon” to perełka, którą mogę słuchać na okrągło. Muzyka dalej jest w klimacie mrocznej psychodelii jednak jest w tym sporo melodii. Wokal Kubicy jeszcze nie brzmiał tak dobrze, a nie należy zapominać o dopieszczonej warstwie muzycznej. Mamy wciągające, chropowate synthy oraz dobrze pasujący do tego automat perkusyjny. W kolejnym „Bones” słyszymy elementy nowego r’n’b. Co dla mnie, fana gatunku jest sporym plusem. Dzięki swojej przebojowości utwór ten jako jedyny z całego wydawnictwa świetnie nadaje się na singla. Trzecie „Restless” to natomiast najbardziej taneczny utwór na płycie. Dostajemy tutaj połączenie techno z elementami dub stepu spod znaku Buriala. Gdybym miał określić tę muzykę jednym słowem byłby to OBŁĘD (oczywiście w pozytywnym sensie). Całość kończy „Ecce Puer„, które jest muzyczną interpretacją wiersza James’a Joyce’a. Dobry utwór, jednak mało pasujący do reszty.

sound q ep2Szkoda, że to tak krótki materiał. Takich piosenek chciałoby się słyszeć więcej. Jest wyraźny postęp w twórczości tego zespołu. Na „EP2” są emocje, napięcie i przebojowość. Krakowianie poszli w dobrą stronę spod znaku Jamesa Blake’a nagrywając materiał klimatyczny, elektroniczny i modny. Znajdziemy tutaj przecież elementy r’n’b i dubstepu. A to wszystko w raptem czterech utworach.  Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na dobrą produkcję, gdyż te cztery piosenki zostały dopracowane w najmniejszym szczególe. Zdecydowanie należy wypatrywać drugiego albumu. Ocena: 7/10.

Posłuchaj

Curren$y – The Drive In Theatre

currensyCurren$y czyli Shante Scott Franklin to raper reprezentujący Nowoorleańską scenę hip-hopową. Przygodę z muzyką rozpoczął w 2002 roku kiedy to będąc członkiem grupy 504 Boyz wydał swój pierwszy album. Dwa lata później dostał się pod skrzydła Lil Wayne’a. Wystąpił na dwóch albumach u Cartera: „Dedication 2” oraz „The Carter II„. W tym czasie również zajął się produkcją ubrań wraz z Terrym Kennedym. W 2009 roku podpisał kontrakt z Amalgam Digital i wydał debiutancki mixtape „This Ain’t No Mixtape„. Niedługo po premierze mixtape’u pojawił się pierwszy longplay zatytułowany „Jet Files„. Kolejny rok dla artysty był równie płodny, gdyż pojawiły się dwa krążki: „Pilot Talk” i „Pilot Talk II„. W 2011 zmienił wytwórnię na Warner Music i wydał kolejny mixtape „Weekend at Burnie’s„. Rok później na światło dzienne wyszedł krążek The Stoned Immaculate”, na którym gościnnie wystąpili m.in. Wale, Pharrell oraz Wiz Khalifa.

Jak widać Panowi Franklinowi weny nie brakuje. Raper w ciągu dalszym nie zwalnia tempa gdyż wydał na początku tego roku najnowszy mixtape „The Drive In Theatre„, który pragnę omówić w poniższej recenzji. Krążek zaczyna się od 3 minutowego Intro, które wprowadza nas w mroczny, brudny, uliczny klimat płyty. W „Introduction” usłyszymy m.in. dialogi z pierwszej i drugiej części „Ojca Chrzestnego” oraz fragment reklamy kina samochodowego. W ten sposób Curren$y pragnie stworzyć koncept album z filmową historią, który będziemy poznawać z perspektywy kina samochodowego z lat 50. Track numer dwa „Godfather 4” z gościnnym występem Action Bronsona to hołd dla ulubionego filmu rapera. Beat luźno nawiązuje do głównego motywy z filmu Francisa Forda Coppoli natomiast Franklin lirycznie pisze scenariusz do kolejnej części popularnego filmu. W kolejnym „Stove Top” opartym na mrocznym, jazzowym podkładzie Curren$y porównuje swoją muzykę do narkotyku.

Curreny_The_Drive_In_TheatreWiększość podkładów na płycie ma filmowy, mroczny, klimatyczny charakter. Do tego zestawienia nie pasuje tylko „10 G’S„, które jest osadzone na grubym, swagowym bicie. Generalnie na „The Drive In Theatre” czuć wpływy nowojorską sceną hip-hopową. „El Camino” brzmi jak jeden z utworów Doom’a natomiast w pozostałych trackach czuć ducha solowego Reakwona. Sam Curren$y próbuje tutaj stworzyć historię filmową początkowo nawiązując do kinematografii kina gangsterskiego by później przejść do historii z dzielnicy. Nie zabraknie także wersów dotyczących jego dziewczyny, nagrywania muzyki, skrętów i luksusowych samochodów.

Podsumowując „The Drive In Theatre” to dobry album, acz nie porywający. Podoba mi się pomysł koncept albumu z filmem w kinie samochodowym oraz fragmenty „Ojce Chrzestnego” jednakże poruszane historie nie zaciekawiły mnie na tyle bym chciał o tym obejrzeć film. Podkłady mają klimat, jednakże momentami płyta strasznie mi się dłużyła. Natomiast sam Shante Scott Franklin to utalentowany raper, który dobrze składa pojedyncze słowa w całość. Na pochwałę zasługują dobrze dobrane występy gościnne, zwłaszcza Smoke DZA oraz Action Bronsona. Pozycja godna uwagi dla każdego fana hip-hopu, zwłaszcza tego ze wschodniego wybrzeża. Ocena: 7/10.

Posłuchaj