Nie tylko pizza, mafia i catenaccio – recenzja książki „AC Milan: Nieśmiertelni”

Kiedyś to było, a w zasadzie w latach 1988-1990. Pewien mało znany trener Arrigo Sacchi przejmuje stery w legendarnej drużynie Milanu i wygrywa z nią wszystko. Trzeba jednak zaznaczyć, że lata 80 nie były dobry okresem dla rossonerich. Afera Totonero, degradacja do Serie B i słaba kondycja finansowa klubu sprawiały, że kibice nie widzieli przyszłości klubu w jasnych barwach. Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy klub w 1986 roku wykupił włoski milioner i telewizyjny magnat – Silvio Berlusconi. Dzięki jego pieniądzom i nieustannej pogoni za pięknem, udało mu się stworzyć najpiękniejszą drużynę piłkarską w dziejach.

Książka „AC Milan: Nieśmiertelni” napisana przez ów trenera tej drużyny Arrigo Sacchiego przy pomocy Luigiego Garlando przybliża nam pamiętny sezon 1988/1989, kiedy to AC Milan po raz trzeci w swojej historii sięgnął po Puchar Mistrzów. Sacchi na początku wspomina swoje zamiłowanie z dzieciństwa do piłki nożnej, zwłaszcza do drużyny Realu Madryt z lat 50 i Ajaxu Amsterdam lat 70. W odróżnieni od filozofii Juventusu, gdzie za wszelką cenę liczy się wygrana, Sacchi opowiadał się za ciężką pracą i piękną grą opierającej się na absolutnej dominacji boiska. Ów strategia znalazła dopiero odzwierciedlenie, kiedy przejął drużynę Milanu. Już w pierwszym sezonie zdobył scudetto, a w dwóch następnych sięgnął po Puchar Mistrzów.

Pełen opis sezonu rozpoczyna się od meczów sparingowych, kiedy to Milan mierzył się m.in. z Realem Madryt czy też Bayernem Monachium oraz okna transferowego i kulis sprowadzenia Franka Rijkaarda. Głównie jednak Sacchi skupia się na spotkaniach Pucharu Mistrzów, a te rozpoczęły się od potyczki z bułgarską Witoszą. Najwięcej jednak towarzyszyło przy spotkaniu w kolejnej rundzie z Crveną Zvezdą. To co działo się podczas tych spotkań, nie przeszło by w obecnych czasach. Pamiętajmy jednak, że to była końcówka lat 80. Nie było internetu, nie było VARu na meczu a piłkarze po meczu grali ze sobą w karty, a nie wrzucali fotki na insta. Mimo, że znam dobrze historię Milanu to dzięki tej książce poznałem wiele ciekawych anegdot z tamtych czasów.

Sacchi w dość ubogi sposób opisuje sytuacje boiskowe, dość często stosuje tylko przypomnienie samego wyniku i strzelców goli. Jednak sporo tutaj znajdziemy jego zapisów z dziennika dotyczących poszczególnych spotkań. Legendarny trener Milanu tłumaczy czytelnikowi na czym polega różnica pomiędzy strategią a taktyką, wspomina innowacje szkoleniowe jakie wprowadził do Milanu i jak sporym one zainteresowaniem się cieszyły wśród innych szkoleniowców. To historia zwycięstwa w pięknym i efektownym stylu, które przełożyło się na późniejszą piłkę nożną. W ostatnim rozdziale Sacchi ubolewa, że ta wygrana nie wpłynęła na późniejszą piłkę we Włoszech. Książka ukazała się w 2019 roku, dlatego też trener nie mógł przewidzieć, że lekcje zostały odrobione przez Manciniego, dzięki któremu Italia wygrała Mistrzostwa Europy w 2021 roku.

Komu mogę polecić „AC Milan: Nieśmiertelni. Historia Legendarnej Drużyny„? Na pewno wszystkim fanom Milanu, dzięki niej mogą bliżej poznać kulisy zdobycia scudetto w 1988 i Pucharu Mistrzów z 1989. Jednak nie tylko dla nich, każdy fan calcio, jak i piłki nożnej powinien znać historię Milanu z tamtego czasu. W końcu bez niej nie byłoby chociażby pięknie grającej Barcelony Guardioli czy też Dortmundu Kloppa.

Odwiedzam radiostację z lat 80 razem z The Weeknd – recenzja „Dawn FM”

Mało kto pamięta, ale o The Weeknd pisałem na blogu zanim Abel Makkonen Tesfaye osiągnął światową sławę dzięki takim album jak „After Hours” czy też „Starboy„. O jego mixtape „Echoes Of Silence” wspominałem na początku 2012 roku TAK. Ogólnie jego trzy produkcje z 2011 roku przykuły moją uwagę na tyle, że widziałem w nim drugiego The-Dream. Dziś wiem, że zrobił znacznie większą karierę. Wspólne utwory z Laną Del Rey, Kendrickiem Lamarem, Arianą Grande czy też Daft Punk, udział w filmie „Nieoszlifowane diamenty” razem z Adamem Sandlerem (Wybitna rola Sandlera), listy przebojów, występy na SuperBowl itd.

Tak szczerze, od momentu wydania „Kiss Land” straciłem nim zainteresowanie. Cały ten mainstream i kierunek, który obrał nie pasował mi do piosenek, które zachwycały mnie na „House of Balloons” czy też „Echoes Of Silence„. Teraz wracam do Abela, za sprawą jego najnowszego albumu „Dawn FM„. Płyta już zawitała do wszystkich radiostacji za sprawą pierwszych singli: „Take My Breath” oraz „Sacrifice„. Jednak recenzenci póki co przyjmują album z chłodem, zwracając uwagę, że The Weeknd ponownie nie potrafi nagrać równego albumu.

I jest to niestety prawda, gdyż „Dawn FM” ma sporo nierówności. Podoba mi się zabieg stworzenia koncept albumu, który zabiera nas do radiostacji z lat 80. Chociaż sam pomysł jest już mocno wyświechtany, gdyż retromania na lata 80 i 90 jest w mainstreamie od paru dobrych lat. Tutaj jednak ten krok spełnia swoją funkcję, a The Weeknd dobrze się odnajduje w tonach muzyki elektronicznej z lat 80. Znajdziemy tutaj parę ciekawych kompozycji takich jak m.in. „Less Than Zero”, „Out of Time” czy też „Every Angel is Terrifying„, jednak jest też sporo momentów słabszych, które nie zapadają w pamięć.

Obwieszczanie, że „Dawn FM” jest płytą roku już na początku stycznia (spotkałem się z takimi opiniami) jest sporą przesadą, której raczej nie warto komentować. Generalnie nowa płyta The Weeknd jest na tyle spoko, że będzie można się do niej pobujać w czasie karnawału. Jednak do końca roku jest sporo czasu, a w tym czasie pojawią się z pewnością o wiele ciekawsze muzyczne propozycje. Ocena: 6/10.

Ocena: 3 na 5.

Ósmy pasażer w grubej oprawie – recenzja książki „Obcy” Alana Dean Fostera

W ostatnim czasie zaniedbałem nieco kącik literacki na blogu. A przecież takie wspaniałe książki dostałem w minionym roku na urodziny, mikołaja, święta itd. Na pierwszy rzut wybrałem „Obcego” Alana Dean Fostera. W końcu o Obcym pisałem już wielokrotnie. Tym na dużym ekranie, i tym na z świata gier. Brakuje tylko tego w książkowej grubej oprawie.

Zacznijmy od tego, że nie jest to literacki pierwowzór filmu z 1979 roku. Mamy tutaj odwrotną sytuację, gdzie sukces dzieła Ridleya Scotta zaowocował wydaniem książkowej adaptacji, której podjął się amerykański pisarz SF – Alan Dean Foster. Pisarz opierał się na scenariuszu Dana O’Bannona, dlatego jest tutaj nieco więcej materiału niż, który otrzymaliśmy w wersji kinowej filmu „Obcy„.

Dlaczego warto zajrzeć do tej książki? Przede wszystkim jest to nie lada gratka dla wszystkich fanów filmów z serii „Obcy„. Pięknie wydana książka przez wydawnictwo Vesper (Z resztą jak chyba każda z ich kolekcji) cieszy oko. Znajdują się tutaj klimatyczne rysunki Macieja Kamuda, i przeczytamy obszerne posłowie Piotra Goćka. W zestawie także zakładki z Obcym. Co do treści samej książki to Fosterowi udało się utrzymać klimat i napięcie pierwowzoru. Co więcej dzięki lekturze „Obcego” możemy wejść w umysły Ripley oraz reszty załogi i dowiedzieć się o czym myślą.

Myślę, że to pozycja obowiązkowa dla każdego fana filmów o Obcym, jak i fanów horrorów w ogóle. Co więcej Wydawnictwo Vesper oferuje cały zestaw książek o kosmicznym szkaradzie. Książkowej adaptacji doczekały się również trzy kolejne części filmu plus dostępny jest album „Jak Powstał Obcy” z zdjęciami z produkcji filmu. Myślę, że to idealny pomysł na prezent.