Kolorowy powrót Animal Collective – recenzja albumu „Time Skiffs”

Tyle już lat minęło od wydania „Strawberry Jam” czy też „Merriweather Post Pavilion„, że niektórzy z Was mogą nawet nie pamiętać o tym jak wielkim niegdyś bandem był Animal Collective. Grupa co prawda wydawała cały czas nowe albumy. Pojawiły się takie krążki jak: „Centipede Hz” z 2012 roku czy też „Painting With” wydane cztery lata później. Ponadto członkowie zwierzęcego kolektywu wydawali także swoje solowe projekty. Jednak, żadne z tych wydawnictw nie może równać się z dokonaniami grupy z pierwszej dekady nowego stulecia. Sprawę odrobinę zmienia tegoroczny „Time Skiffs„.

Nowa propozycja zespołu z Boltimore wyjątkowo przypadła mi do gustu. Panda Bear z ekipą przypomnieli sobie jak tworzyć wciągający, psychodeliczny i eksperymentalny indie rock mocno osadzony w muzyce folkowej. Tego ostatniego zwłaszcza jest sporo na nowej płycie. Zarówno w linii melodyjnej jak i tekstach, gdzie sporo odniesień do natury (Góry, morza, mewy itd.). Co prawda, zwierzęcy kolektyw zawsze bazował na dokonaniach The Holy Modal Rounders, Simona i Garfunkela czy też Beach Boysów. Jednak na tym albumie słychać to jeszcze wyraźniej.

Time Skiffs” w moim odczuciu jest albumem dodającym świeżości. Czego nie mogę powiedzieć o dwóch poprzednich longplayach. Co prawda „Centipede Hz” oceniłem dość wysoko, jednak to do płyt z okresu 2005-09 wracam regularnie. Czas pokaże, czy będę również chętnie wracał do tegorocznej propozycji Animal Collective. Póki co, czuję, że chętnie bym jeszcze posłuchał linii basowej z „Prester John” czy też kontemplował o życiu przy nutach „Royal and Desire„. Poza tym podoba mi się lekki, wakacyjny klimat w „Walker„. Ten odgłos cymbałków to idealny równoważnik dla huczenia wiatrów ostatnich orkanów, które przewinęły się nad Polską. Ładnie też się rozwija utwór „Cherokee„, gdzie z każdą minutą zespół się rozkręca i śpiewa o Tomu Hanksie na grillu. Mocno fantazyjna, wręcz dream-popowa rzecz. Nie sposób też nie wspomnieć o świetnym „Car Keys„, gdzie dostajemy sporą dawkę syntezatorów.

Podsumowując, „Time Skiffs” to udana propozycja od Animal Collective. Co prawda daleko jej poziomem do wydawnictw grupy sprzed dwóch dekad. Jednak jeżeli poszukujecie czegoś ciekawego, nieszablonowego i pozytywnego, to warto spróbować. Avey Tare i reszta ładnie tutaj mieszają gatunki, w efekcie czego mamy płytę, z która można spędzić sporo dobrego czasu. Ocena: 8/10.

Ocena: 4 na 5.