Kendrick z koroną cierniową – recenzja „Mr. Morale & The Big Steppers”

To niesamowite, że na najnowszą płytę Kendricka Lamara trzeba było czekać aż pięć lat. Jego wcześniejszy longplay „DAMN” ukazał się w 2017 roku, a od tego czasu tak wiele się wydarzyło… Zmieniali się prezydenci w USA, akcja „me too”, zamieszki po śmierci George’a Floyda, Covid, inflacja, wojna. Kendrick w tym czasie dojrzewał by szczerze podzielić się ze słuchaczami co go trapi. Efekt tych przemyśleń to „Mr. Morale & The Big Steppers” – płyta na której Kendrick się otworzył.

Zapomnijcie o bangerach i hitach. Nie znajdziecie tutaj ich. To jedyna płyta rapera z Compton, gdzie ciężko doszukać się utworów nadających się na single. A materiału jest sporo, bo prawie 75 minut. Dwa krążki podzielone po 9 utworów. Lamar zawsze szedł swoją drogą i nagrywał rzeczy wielkie. Tak jest i tym razem. Raper odrzuca popularne trendy i opiera siłę płyty na szczerości, kapitalnym flow i świetnych tekstach. Co nie zmienia faktu, że muzycznie to także dobra rzecz. Napomknę tylko, że słychać tutaj inspiracje Radiohead czy też Jamesem Blakem.

Nie będę owijał w bawełnę. Lubię koncept-albumy, dlatego też „To Pimp a Butterfly” cenię bardzo. W tym przypadku także kupuję tę historię. Już okładka zdradza na ten temat wiele. Amerykańska wersja Dnia Świra, tylko, że na poważnie. Rodzinne kłótnie, sprzeczki, rozważania na temat przekazywania toksycznej męskości, temat wykorzystania seksualnego jego matki, rozkminy o problemie transseksualności. Jak widać tematy są grube i nie jest to pierdololo o gibonach, imprezach i dupach. Wystarczy wsłuchać się w „Mother I Sober„, gdzie pojawia się temat wykorzystania jego matki i wpływie tego typu zachowań na czarne społeczeństwo w USA. Innym ważnym tematem jest odmienność seksualna. W utworze „Auntie Diaries” krytykuje siebie, społeczeństwo i kościół katolicki za podejście do osób LGBTQ. W „Father Time” rozważa o wpływie zachowań ojca a mocno komentowane „We Cry Together” to obraz kłótni z podziałem na role.

‚Faggot, faggot, faggot,’ we can say it together

But only if you let a white girl say ‚Nigga’

Słów parę o występach gościnnych. Tym razem brakuje ziomków z TDE. Pojawia się za to Sampha, która robi refren w „Father Time„. Amanda Reifer uświetnia „Die Hard” a Ghostface Killah po raz kolejny udowadnia, że wciąż jest w grze dzięki występowi w „Purple Hearts„. Pojawia się także Baby Keem, Sam Dew, Tanna Leone oraz Beth Gibons z Portishead. Jest także jedna kontrowersja za sprawą Kodak Black, który po aferze z raperką Latto nie jest w ostatnim czasie mile widziany gdziekolwiek.

Ok, zdaje sobie sprawą, że nie jest to najlepszy album rapera z Compton. Jednak bądźmy szczerzy. Ciężko jest przebić takie krążki jak: „good kid, M.A.A.D. City„, „To Pimp a Butterfly„, „Senction 80” czy też „Damn”. Nie mniej to wciaż wysoki poziom, a co więcej poziom nie osiągalny dla innych. Mówicie, że Pusha T czy też Vince Steples mają w tym roku lepsze krążki? Może, ale i tak „Mr. Morale & The Big Steppers” jest pozycją obowiązkową do sprawdzenia. A kto nagrał lepszy album – czas pokaże. Ocena: 8/10.

Ocena: 4 na 5.