
Jak zwykle, co roku postanawiam sobie, bardziej angażować się w twórczość na moim blogu. Wiąże się to przede wszystkim z nie ignorowaniem próśb o recenzje od zespołów. A tych jest całkiem sporo. Jednak wiecie jak to jest. Człowiek pracuje, buduje dom, ogarnia różne tematy. A jak znajdzie już wolną chwilę by napisać coś na blogu, to stara się nadrabiać grubsze tematy wydawnicze aniżeli recenzje od małych i mniej małych kapel z Polski. Jednak uświadomiłem sobie jedną rzecz, która zmusiła mnie do większego zaangażowania. To właśnie dzięki takim reckom jest jeszcze wiara w sens prowadzenia tego bloga. No bo bądźmy szczerzy, kto tam jeszcze czyta w ogóle jakieś recenzje? To nie rok 2006. Opinie, polecenia czy też wynajdywanie nowych zespołów przejęły algorytmy portali streamingowych. Jednym słowem pracę recenzentów takich jak ja wyparły roboty, niczym maszyny zastąpiły pracowników fabryki. Jednak jest nadzieja w rodzaj ludzki tak jak w filmie „Matrix”. No bo roboty jednak nie mają „odczuć” i póki co nie pójdą za mnie na koncert danego artysty. Nie uchwycą ducha muzyki. Narzekałem, że muzyczna blogosfera umiera, ale po prawdzie sam w pewnym stopniu się do tego przyczyniałem. Dlatego dziś wskakuje ponownie do ruchu oporu i biorę się za słuchanie i pisanie. Chociaż jak pisał słusznie pewnego razu TrzySzóstki, jest to praca tylko dla satysfakcji (No bo nie za pieniądze) to mam nadzieję, że ten wpis da po trochu każdej ze stron nieco pozytywnych odczuć.
I w tym miejscu pojawia się zespół Przepych. Wrocławskie trio pisze o sobie samo tak: „Przepych zgłębia granice własnych ograniczeń manualnych ograniczając technikę do minimum, formę zaś do koniecznego maksimum. Z pomocą możliwie najskromniejszych środków stawia na maksymalizm ekspresji. W toku pracy zespołowej kompozycje poddawane są nieustannej próbie dialogu na rzecz przetrwania w nich pierwiastka ludzkiego. Czasem wygrywa krew i pot, czasem myśl i umiar”. Brzmi ciekawie prawda? W skład grupy wchodzą: Łukasz Plata, Jakub Majchrzak i Ewa Głowacka czyli członkowie formacji Kurws, Ukryte Zalety Systemu (UZS), Norymberga, Pustostany i innych. W 2019 roku zadebiutowali albumem: „Regresarabas„, jednak na dobrą sprawę pierwszy raz usłyszałem ich parę dni temu za sprawą albumu „i inne zabawne rzeczy„.
Drugi longplay Przepychu „i inne zabawne rzeczy” to dziewięć utworów krążących wokół Jazz Punku i Post Punku. Chociaż sama grupa opisuje się szerzej, bo zasadne jest odnaleźć tutaj także elementu No Wave, Art Punku czy też Funk Punku. Jednak to tylko łatki,a energia tej płyty jest tak do prawdy nie do opisania. Strasznie szaleńczy to album. Przesłuchiwanie tego materiału to jak pijacki maraton po barach. W każdym coś się dzieje ciekawego, z tym, że po wejściu do każdego, zapominamy co robiliśmy w poprzednim. Oczywiście w pozytywnym sensie, bo każdy utwór nas zaskakuje. Dzięki bogatemu doświadczeniu muzycznemu członków grupy czujemy, że nie obcujemy z żółtodziobami tylko ludźmi, którzy szukają czegoś nowego w muzyce. I chyba to znajdują, bo „i inne zabawne rzeczy” to w gruncie rzeczy wciągająca rzecz. Z chęcią przekonałbym się jak całość brzmi na żywo, także mam nadzieje, że spotkamy się wkrótce na jakimś letnim festiwalu albo klubie. Ocena: 6/10. A premiera płyty już niebawem, bo 28 czerwca. Także wypatrujcie informacji, bo warto sprawdzić.
Sorry, że większość wpisu zamiast o muzyce było jakiś blogerskich smętach/przemyśleniach, ale pamiętam jak kiedyś pewien znany bloger muzyczny pisał recenzje pierwszej płyty Trupa Trupa. Strasznie zgnoił chłopaków, że mu męczyli bułe o recenzje. Jakieś 90% recenzji to jakieś krytyczne wywody: porównał ich do gówna, wyśmiał nazwę, dał beznadziejną ocenę. Dziś tego bloga nie ma, a o Trupa Trupie czytam na Pitchforku. Także tego, trzymajcie się tam w tym Wrocławiu i dajcie znać innym fajnym zespołom, że tutaj jeszcze piszą recenzje polskich bandów.