Ok, boomer posłuchajmy starego, dobrego indie rocka – recenzja „The Other Side Of Make – Believe” Interpolu

Ci, którzy śledzą mój blog od początku na pewno wiedzą, że na Paweuu Alternativ Blog lubimy Interpol. Zwłaszcza ich pierwsze dwie płyty. „Turn on the Bright Lights” oraz „Antics” to dla mnie do tej pory klasyka indie rocka, do której ochoczo wracam co jakiś czas. Z czasem zacząłem także doceniać „Our Love to Admire„, które w momencie premiery w 2007 roku średnio przypadło mi do gustu. Do kolejnych albumów nowojorczyków nie miałem już takiej wyrozumiałości. „Interpol” z 2010 roku oraz wydany cztery lata później „El Pintor” były dla mnie krążkami nudnymi, bezbarwnymi i po prostu zbyt słabymi by do nich wracać po czasie. Umiarkowanie ciepłe podejście miałem do Marauder z 2018 roku. Płycie dałem piątkę, głównie za dobre single i po upływie czterech lat podtrzymuje swoje zdanie.

Mamy rok 2022, czyli mija dokładnie 20 lat od debiutu Interpolu. Paul Banks i spółka wypuszczają najnowszy, siódmy album „The Other Side Of Make – Believe„. Co prawda nie są to już te same emocje jak przy słuchaniu „Obstacle„, „The New” czy też „Rolanda„, jednak czuć odrobinę świeżości. I dobrze, bo wydawało mi się, że zespół popadł już totalnie w marazm. Płyty słucha się całkiem dobrze a chłopaki pomimo upływu lat wciąż zachowują energię. I być może nie jest to już muzyka skierowana do nastoletniego słuchacza, ale do takich boomerów jak ja, którzy pamiętają czasy kiedy Valencia grała w finale LM a w barach można było jeszcze palić. Tylko pytanie czy to problem? Chyba nic się nie stanie, jeżeli fragmenty ich piosenek nie będą viralami na tik toku? No właśnie…

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do płyty. Być może „The Other Side Of Make – Believe” prochu nie wymyśla, ale nowojorski band zgrabnie tutaj odtwarza stare patenty. Otrzymujemy melodyjne single jak „Toni„, „Something Changed” czy też „Fables”. Jednak reszta płyty równie dobrze trzyma poziom. Chociażby taki „Mr. Credit” przywołuje dużo pozytywnych wspomnień. Inne mocne strony? „Go Easy (Palermo)” daje nadzieje, że zespół pozostanie wśród żywych a „Into the Night” przypomina mi w sumie dlaczego żywię tak wiele sympatii do Interpolu.

Warto sprawdzić nowy Interpol. Nie oczekujcie jednak zbyt wielkiego zaskoczenia. To wciąż te same pomysły i patenty, tylko nieco odświeżone. Mnie to jednak zadowala. Ocena: 7/10.

Ocena: 3.5 na 5.

Dzień świstaka według Muse – recenzja „Will of the People”

Jeżeli wolą ludu jest by Muse pozostawało tym samym, pretensjonalnym, pompatycznym i zżynającym z innych bandem to OK. W końcu Bellamy obwieszcza nową płytę i nazywa ją wolą ludu. Jednak dla mnie to przestało być śmieszne już dawno temu. I po najnowszą płytę Brytyjczyków sięgnąłem z ciekawości i faktu, że jednak był to kiedyś mój ulubiony zespół.

I jest dokładnie tak jak myślałem, że będzie. Wieje tu nudą na kilometr. Bellamy nie ma już od dawna nowych pomysłów, a zespół zatrzymał się w 2009 roku. Co prawda to był dobry rok, ale bez przesady. Nie aż tak dobry by w nim zamieszkać na zawsze. „Will of the People” to zlepek wszystkiego tego co już Muse grało na różnych albumach. Chłopaki prochu nie wymyślili, a postanowili wrzucić tu szczyptę parodiowania Queen z „The Resistance„, odjazdy w muzykę klasyczną, metalowe wstawki czy też nutę melancholii za „Absolution„. Za grosz kreatywności. Może to i dobre rozwiązanie, bo każdy fan Muse może być nieco zadowolony. Z tym, że ja nie jestem. A może po prostu już dawno temu wyrosłem z Muse?

Generalnie najbardziej się utożsamiam z piosenką, a właściwie samym tytułem piosenki: „You make me feel like it’s halloween”. Po przesłuchaniu tego materiału dokładnie się czuje jakby to był jakiś koszmar…. Oczywiście pojawiło się parę sekund na tym materiale, których dałoby radę słuchać. Obiecujący początek „Verony” czy też bardziej metalowe momenty „Won’t Stand Down” czy też „Kill Or Be Killed„. Jednak nie zapowiada się bym wrócił do tego materiału, tak jak nie wracałem do jakiś ostatnich 3-4 płyt Muse. Z prostej przyczyny: zwyczajnie mi się nie chce. No, ale u Muse i tak będzie gitarka. Nowa płytka, teksty o teoriach spiskowych, kolejna pompatyczna trasa, DVD z koncertu… I tak tu się żyje powoli w tej Wielkiej Brytanii. A na koniec taki mały kwiatek:

„Will of the People” to płyta zdecydowanie inna niż pozostałe dzieła ekipy Matta Bellamy’ego, a jednocześnie doskonale znana fanom. Pozycja w swojej niespójności wręcz doskonale spójna. Czerpie bowiem ze wszystkich inspiracji, które napędzały różne albumy zespołu i łączy je w jeden krążek.

To jak to jest w końcu panie recenzencie? Inna niż pozostałe, czy dokładnie taka sama jak wszystko inne? Bo dla mnie tu nie ma absolutnie niczego innego, nowego. Ocena: 3/10.