Człowiek i jego gitara – recenzja albumu „Guitar” Maca DeMarco

Kanadyjski muzyk, Mac DeMarco powrócił ze swoim najnowszym, szóstym albumem o wszystko mówiącym tytule „Guitar„. To, że na łamach bloga wielbię „Pepperoni Playboya” wiecie między innymi z recenzji takich płyt jak „2„, „Salad Days” czy też „This Old Dog„. Jego ostatni krążek zatytułowany „Five Easy Hot Dogs” ukazał się stosunkowo niedawno, bo dwa lata temu. Niemniej jednak zawsze dobrze jest usłyszeć coś nowego od tego Pana.

Już od pewnego czasu, a w zasadzie ukazania się „This Old Dog” w 2017 roku słychać pewną zmianę w twórczości artysty, która postępuje na każdym kolejnym jego krążku. Mowa o prostocie twórczości. Tegoroczny „Guitar” jest tego konsekwencją. Krótki, zwięzły materiał trwający zaledwie 30 minut to zestaw 12 utworów. Nieśpieszne tempo, utwory oparte głównie na brzmieniu gitary i wokalu wąsatego Kanadyjczyka, linia basu i perkusji brzmiąca w każdym utworze identycznie, nostalgiczne teksty – to w małym streszczeniu najnowsze dzieło Maca DeMarco. Co prawda, Kanadyjczyk od początku śpiewał o prostych i bliskich mu rzeczach, jak ulubione papierosy czy też ulubiony typ kobiety jednak na tym albumie brzmi jest to jeszcze bardziej widoczne.

Wystarczy odpalić jego ostatnie teledyski do singli z „Guitar” by zrozumieć o czym mówię. Te utwory brzmią tak jakby po leśnej wyprawie z psem czy też łowieniu ryb w kajaku, wrócić do domu, złapać gitarę i zaśpiewać swoje przemyślenia z tego dnia. Doskonale rozumiem ten schemat, gdyż sam przeszedłem podobną drogę i teraz jako mieszkaniec wiejskich terenów doceniam bardziej otaczające mnie krajobrazy. Nie jest to już ta sama efektowna, bardziej przebojowa muzyka jak chociażby utwory z debiutu czy też „Salad Days„. Jednak trudno odmówić uroku w prostocie takich utworów jak: „Holy” czy też „Home„.

Słychać na tej płycie wiele też niepewności i lęków artysty. Miał on w planach nagrania innej płyty o tytule „Hear The Music„, jednak doświadczenia personalne zmusiły go do stworzenia czegoś zupełnie innego. Uwielbiam tego gościa i rozumiem, dlaczego stworzył taką płytę. Niemniej dostrzegam także fakt, że nie są to utwory, które zostaną ze mną na lata. Całość wydaje się zbyt bezpieczna i podobna do siebie. Jednym słowem, nie jest to wielka płyta. No, ale nigdy nią nie miała być. Mac DeMarco po prostu dał znać, co tam mu obecnie w duszy gra. Warto sprawdzić i trochę wyluzować. Ocena: 7/10.

Ocena: 3.5 na 5.

Jeszcze bardziej wakacyjna płyta tego roku – recenzja albumu „DON’T TAP THE GLASS” Tylera, The Creator

Ponad miesiąc temu rozpisywałem się na temat jednej z najbardziej wakacyjnych płyt tego roku – „Spun” od Wavves. I pomimo tego, że wciąż jestem mega fanem grupy z San Diego, to tego lata słuchałem częściej innego krążka. Chodzi o kapitalne „DON’T TAP THE GLASS” od Tylera, które miało swoją premierę 21 lipca i z miejsca stało się hitem.

Wystarczy wsłuchać się w takie utwory jak: „Sucka Free„, „Sugar On My Tongue” czy też „Ring Ring Ring” by wyłapać ten letni vibe, który otacza dziewiąty w dorobku album Pana Okonmy. Zamysł Tylera, był prosty – stworzyć płytę taneczną. I można powiedzieć, że momentami mu się to udało. Gdyż, wspomniane utwory mogą porwać do tańca. Jednak nie całość, gdyż Tyler postawił bardziej na głośne przestery, aniżeli groove czy też swing. Dobrym tego przykładem jest tytułowe „Don’t Tap The Glass/Tweakin’„. Ogólnie beaty brzmią świeżo i jest tutaj sporo retromani i lat 80. Te drobne szczegóły potrafią nam przypomnieć twórczość chociażby N.W.A. czy też LL Cool J.

Sam zamysł stworzenia letniej, lekkiej, melodyjnej płyty do tańczenia przez Tylera uważam, za dobry i słuszny. Pasuje mi to do Okonmy, pomimo tego, że wielu słuchaczy jest odmiennego zdania. Drugim zarzutem wobec artysty jest liryczna powtarzalność i przeciętna produkcja, która od czasów wydania „Call Me IF You Get Lost” stanęła w miejscu. Być może tak jest, ale osobiści nie odczuwam tego w ten sposób. Albo inaczej, nie przeszkadza mi to w odbiorze płyt Tylera. Powód? Bardzo prosty! Każdy jego album od debiutu potrafił przyciągnąć moją uwagę na dłużej („Igor„, „Flower Boy„) lub krócej (Ostatnia „Chromakopia„). I co więcej, każdy jego album jest tak na prawdę inny i niepowtarzalny, a to dość unikatowa umiejętność w obecnych czasach i to z dorobkiem dziewięciu długograjów.

Generalnie przesłuchałem tą płytę w te wakacji mnóstwo razy (Duża pewnie w tym zasługa czasu trwania całości) i wiem, że nic bardziej wakacyjnego już nie usłyszę tego lata. Możliwe, że lato 2025 to jedyne lato bez wakacyjnego hitu. Jednak wakacyjnych płyt w minionych miesiącach nie brakowało a jedną z nich jest właśnie wspominane „DON’T TAP THE GLASS” od Tylera. Warto znać. Ocena: 8/10.

Ocena: 4 na 5.