
W miniony weekend miałem okazję wziąć udział po raz czwarty z rzędu w festiwalu SnowFest. Małą tradycją stał się fakt, że impreza organizowana w Szczyrku rozpoczyna u mnie sezon festiwalowy. Jak było podczas tegorocznej edycji? O tym poniżej.
Festiwal rozpocząłem klasycznie od wizyty sceny głównej w Amfiteatrze, gdzie występował hip-hopowy duet BSK. Muszę przyznać, że wrocławianie wywarli na mnie pozytywne wrażenie. W ostatnim czasie nie jestem wielkim entuzjastą polskiego rapu, zwłaszcza tego nowego. Nie mniej chłopaki potrafili się odnaleźć w trudnych warunkach otwierania imprezy. No i muzycznie także się obronili, bo parę kawałków wpadło mi w ucho na tyle, że postanowiłem sprawdzić ich na spokojnie w domu. W tym czasie zrobiłem klasyczny tour de pozostałe sceny. Parę rzeczy się zmieniło, Scena Jelenia (która rozkręcała najlepsze imprezy) została pomniejszona i wyrzucona pod strefę gastro. Sama zaś strefa gastronomiczna nie była już otwarta jak dotąd dla wszystkich, a jedynie dla festiwalowiczów.
Grający na scenie sponsorowanej przez Jagermeister duet Naro i Grek potrafił rozruszać do tańca ludzi. Sporym rozczarowanie okazał się dla mnie grający w Snowtent DJ 600V. Ukrywający się pod tym pseudonimem Sebastian Imbierowicz to legenda polskiego rapu. Poza licznymi własnymi albumami ma w dorobku produkcję dla takich ekip jak Molesta, WWO, Ten Typ Mes, Płomień 81, Wzgórze Ya-Pa 3 czy też DonGuralEsko. Ogólnie set składał się z kawałków hip-hopowych, i była to ciekawa kompilacja klasyków spod znaku Snoop Dogga po te nowsze produkcje. Fajnie, że przypomniał mi 600V o tym, że niegdyś A$AP Rocky nagrywał ze Skrillexem. Ogólnie był to dobry moment by sobie posiedzieć i się napić, jednak ludzie przyszli się bawić. I brakowało trochę tej energii. Taneczne bangery pojawiały się rzadko, a w przerwie między nimi mieliśmy mocne luzowanie nastrojów. A sam DJ 600 V wpatrzony w swój laptop, chyba nie ogarniał, gdzie dokładnie jest.
Ponowna wizyta w Amfiteatrze i ponownie góralski zespół jako zapowiedź gwiazdy jaką był Fisz Emade Tworzywo. I cóż by tu rzec o braciach Waglewskich? Może zacznę od pozytywów. Przede wszystkim Fisz ma cholernie dobry wokal, widać a w zasadzie słychać, że jego ojcem jest Wojciech Waglewski. Repertuar także mają dobry, bo to już nie jest hip-hop a mieszanka alternatywnego rocka z jazzem i funkiem. Tyle, że widziałem ten zespół na żywo już tyle razy, że w zasadzie znam to wszystko na pamięć. Ich ostatnia płyta „Ballada i Protesty” ukazała się w 2021 roku i ciężko wzbudzić moje zaciekawienie, jeżeli wciąż gra się ten sam materiał. Nie zrobił na mnie także większego wrażenia LAZY1, a był dobrym pretekstem by nabrać siły na kanapie. Występ dnia to koncert islandzkiego tria GusGus. Wokalnie i muzycznie ich koncert zawsze robi robotę. Zawsze przygotowani, zawsze w formie i zawsze jest show. Miałem okazję widzieć ich podczas Carbon Silesia Festiwal, dlatego też nie był dla mnie priorytetem zobaczenie ich ponownie. Zwłaszcza, że dość często grają w naszym kraju podczas różnorakich festiwali. Tym też występem zakończyłem piątkowy dzień SnowFestu. W sobotnim niestety nie mogłem wziąć udziału, jednak z opinii znajomych dowiedziałem się, że nie wiele mnie ominęło.
Trochę rozczarowała mnie tegoroczna edycja SnowFest. Generalnie sporo się tutaj dzieje i widzę zmiany jakie zachodzą podczas Festiwalu. Doceniam, jak rozwinęła się cała ta otoczka wokół festiwalu. Jednak mam wrażenie, że zbyt powtarzalna jest ta impreza. No bo przecież ile razy można słuchać takich zespołów Łąki Łan, Fisz Emade Tworzywo czy też Ros Addiction? DJ-e, którzy grają w Szczyrku także się powtarzają. No i brakuje jednak takich głośnych nazw. Przecież nie tak dawno temu występował tutaj Rudimental, a troszkę dawniej Ghostface Killah czy też Raekwon. Nie wiem czy to kwestia budżetu, czy po prostu tego, że ciężko ściągnąć kogoś znanego w marcu do Szczyrku. Miałem także wrażenie, że poziom Snowfest Games, czyli konkurs tricków na snowboardzie był zdecydowanie niższy niż w poprzednich latach. Co prawda, ten poziom także nie był jakoś wybitnie wysoki, jednak w tym roku duża część zjazdów kończyła się upadkiem albo po prostu samym zjazdem na desce. Co prawda można mieć wrażenie, że to poziom światowy bo pojawia się tutaj wiele zagranicznych nazwisk. Jednak te nazwiska nie przekładały się w żaden sposób na poziom tej rywalizacji, która była najzwyczajniej w świecie nudna. Szkoda, bo na prawdę cenię pomysł na organizowanie tego konkursu. No cóż, generalnie i tak polecam tego typu wydarzenie. Zwłaszcza, jeżeli nigdy nie byliście. Wtedy na pewno Snowfest zrobi na was rażenie. Tak jak na mnie w 2023 roku. Mam nadzieję, że w przyszłym roku organizatorzy postarają się trochę mocniej, a będą także zadowoleni ci, co jeżdżą na ten festiwal co roku.