CSS – Cansei de Ser Sexy

Music is my boyfriend/ Music is my girlfriend/ Music is my dead end/ Music’s my imaginary friend/ Music is my brother/ Music is my great grand daughter/ Music is my sister/ Music is my favorite mistress.

Jednym słowem muzyka dla CSS jest wszystkim. Wiecie, że oni są z Brazylii? Jak widać Brazylia to nie tylko samba, Ronaldinho oraz przykre telenowele. A wiecie, że zespół składa się z jednego kolesia i pięciu nagrzanych lasek? I jeszcze jedno pytanie. Wiecie co oznacza nazwa zespołu, płyty też w tym wypadku? Z języka portugalskiego (takowy jest w Brazylii) stwierdzenie to oznacza: zmęczeni byciem sexy. Już było to powiedziane kiedyś przez pewną zgrabną murzynkę, ale stwierdzenie to także świetnie pasuje do zespołu i tej płyty.

No właśnie do płyty. Sexy. To jest jedna z tych płyt gdzie muzykę można określić seksowną. Serio. I to nie przez pryzmat wyglądu kobiet w zespole. Bo w moim odczuciu nie są takie piękne… Tu chodzi o muzykę, zawsze chodziło o muzykę a nie o image zespołu. W zasadzie ciężko zdefiniować czym jest ta muzyka na Cansei de Ser Sexy. Dance Punk, Electronic, indie-pop itd. Dobra,mniejsza z tym jaki to gatunek skoro brzmi to przekonująco i mi się osobiście podoba. Ale czemu sexy? Teraz wiele osób może się dowiedzieć wreszcie coś na ten temat. Bo wcześniej pewnie myśleli, że to chodzi o wygląd. Gdyby tak było to sexy muzykę mógłby nawet nagrywać Pudzian Band. Chodzi o to brzmienie, o wokal. Wystarczy posłuchać jak Lovefoxxx wymawia słowo „bitch”. Poza tym teksty: I ain’t no art-ist/ I am an art-bitch. No tak, a poza tym ona kręci z kolesiem z Klaxons.

Materiał na tej płycie jest na prawdę fajowski. Każda piosenka na równym poziomie, nie ma żadnych przykrych momentów. Fajne single. Alalala i Let’s Make Love And Listen To Death From Above taneczne i miłe dla ucha. Off The Hook nie jest tak przebojowym singlem, ale nie jest to złe. Na tej płycie nie ma złych piosenek, wszystkie są fajne. Jednak najlepsza piosenka na płycie to Music Is My Hot Hot Sex. To z tego utworu fragment tekstu w lidzie. Tekst do tej piosenki świetny a na koniec zespół serwuje nam pogadankę po portugalsku co brzmi na prawdę nieźle i komponuję się z resztą.

CSS obecnie jest na topie w Anglii. Nawet córka Ambramowicza miała ich na swoich sweet 16 wraz z Klaxsonami. Trudno się nie dziwić bo grają muzykę przyjemną i taneczną zarazem. Polecam każdemu spragnionemu nowych muzycznych doznań. Ocena:7 \10.

Andrea Pirlo

Tradycyjnie na dzień dziecka i sportu jednocześnie temat iście sportowy. Tym razem sylwetka jednego z najlepszych obecnie pomocników Świata. Mowa o Andrei Pirlo z AC Milan. Jest to człowiek na co dzień skromny, nieśmiały i małomówny, ale na boisku jest bohaterem rządnym wygranej.

Pirlo od jakiegoś czasu stanowi podporę nie dość, że Milanu to i Reprezentacji Włoch. Człowiek ten zdobył w zasadzie wszystko co się da osiągnąć w piłce kopanej. Na początku w zasadzie nic by nie wskazywało na to, że ten niski (177cm) chłopak stanie się jednym z najlepszych futbolistów na globie. Jako dziecko dni spędzał na uczęszczaniu do szkoły, pracy w hucie ojca oraz kopaniu piłki oczywiście. W jednym z ostatnich wywiadów chwalił się, że od dziecka ćwiczył uderzanie piłki z dalszych odległości, krótko mówiąc rzuty wolne. Warto było poświęcić wtedy wiele szyb w oknach bo Pirlo obecnie jest jednym z najlepiej wykonujących rzuty wolne w całym Calcio. Pytany o swój sekret mówi, że to nie żadna tajemnica i przyznaje się, że podpatrzył wiele u Juninho Pernambucano z Ol. Lyon.

Reprezentant Włoch wspomina, że rzuty wolne do perfekcji zaczął bić w czasie kiedy grał w Brescii, gdzie zaczynał profesjonalną karierę. Był to klub do tego wymarzony by zaistnieć na Półwyspie Apenińskim. Pirlo grał wtedy w jednym klubie z takimi zawodnikami jak Roberto Baggio czy Marek Koźmiński (jeden z nielicznych polaków, który podbił Italię). Po czterech latach gry w Brescii przeszedł do… Interu Mediolan. Warto wspomnieć w tym miejscu, że Pirlo wtedy grał jako napastnik. Jednak nie udało mu się przebić w Interze i przez trzy lata spędzone w tym klubie zagrał tylko w 22 meczach i zdobył 0 bramek. Został wypożyczony do Regginy po czym wrócił do Brescii.

Był rok 2001 kiedy w Milanie działy się wielkie rzeczy. Berlusconi nie skąpił pieniędzy na transfery takich zawodników jak Inzaghi czy Rui Costa. Jednak żaden z tych transferów nie był tak trafiony jak sprowadzenie Andrei Pirlo. Carlo Ancelotti, który w tym czasie został świeżo upieczonym trenerem Rossonerich upatrzył go sobie już jakiś czas temu. Z tym, że słynny Carletto nie kazał mu grać w ataku, gdzie z resztą już nie było miejsca obok Inzaghiego, Jos Mari i Szewczenki. To Ancelotti wymyślił mu pozycję cofniętego środkowego pomocnika, czyli pozycje na której sam niegdyś w Milanie grał Ancelotti. Trzeba przyznać, że było to świetne posunięcie. Jako pomocnik Pirlo w Milanie zdobył i Scudetto, i Ligę Mistrzów. Po drodze także Puchar Włoch, Superpuchar Europy oraz Klubowe Mistrzostwo Świata czyli wszystko co do zdobycia w klubowej piłce.

Jeżeli chodzi o reprezentacje to także Pirlo ma czym się pochwalić. W końcu dwa lata temu został Mistrzem Świata z Reprezentacją Włoch. Podczas tego turnieju nastąpiło chyba jego apogeum umiejętności. Tak świetnie grającego Włocha jeszcze nie widziałem jak podczas tej imprezy. Po za tym ma wiele sukcesów za czasów gry w młodzieżowej reprezentacji Włoch oraz zaliczył dwie Olimpiady, z których przywiózł także medale. Obecnie Pirlo jest podpora Reprezentacji Włoch prowadzonej przez Roberto Donadoniego. Mimo, że od kilku lat jest w nieziemskiej dyspozycji to nie udało mu się zdobyć Złotej Piłki France Football. O ile w ostatnich latach nie mógł się mierzyć z Kaką czy Ronaldinho to w 2006 roku bardziej zasłużył na tę nagrodę niż Fabio Cannavaro. No i jeszcze medale z Mistrzostw Europy, ale już za kilka dni być może doda go do kolekcji jeśli uda się Włochom dojść do finału tej imprezy w nadchodzących ME rozgrywanych w Austrii i Szwajcarii.

The Car Is On Fire – Lake & Flames

Tego jeszcze tutaj nie było. Nie było recenzji płyty pop. Pop. Bo do popu trzeba zaliczyć The Car Is On Fire. Nie taki pop w stylu Ewelina Flinta albo Papa Dance. Indie-Pop. To jest znacząca różnica!

The Car Is On Fire ma to do siebie, że jako jedni z nielicznych w Polsce potrafią po angielsku. Nie wielu polskich artystów cieszy się jakimś szacunem na zachodzie a TCIOF jak najbardziej. Warto wspomnieć, że wystąpią na Glastonbury w tym roku. Ilu polskich wykonawców występuje na tego typu festiwalach? A oni tam będą…

To, że zespół z Warszawy potrafi grać fajnego, melodyjnego indie-popa w języku angielskim świadczy ich drugi album zatytułowany Lake & Flames. Na samym początku stwierdzę, że lubię ten album. Teraz napiszę dlaczego.

Przede wszystkim, że znajdujemy tutaj fajne kawałki, które wpadają w ucho. Na płycie znajdziemy spokojniejsze utwory popowe takie jak JW Construction czy też Such A Lovely bądź żwawsze rockowe kompozycje jak Ex Sex Is (Not) The Best (Title). Muzycy z zespołu dobrze trafili z wyborami singli. Can’t Cook (Who cares?), Neyorkewr oraz Oh, Joe to kawałki, których można słuchać i słuchać. Najbardziej przypadł mi do gustu utwór It’s Finally Over. Fajny wokal, fajny tekst, fajny bicik w tle. Ogólnie mocno na plus. Poza tym wyróżniają się utwory: What Life’s All About oraz When The Sun Goes Down. Nie będę porównywał utworów do poszczególnych epok muzycznych, wykonawców, gatunków jak inni. Wiadomo przecież, że Borys Dejnarowicz doznaje przy wielu wykonawcach pop.

No właśnie, w 2007 roku zespół jak to napisał na swojej stronie „przewietrzył skład”. Z ekipy odszedł Dejnarowicz. To była wiadomość, która martwiła. Bo znika jeden z głosów w wokalu. Wiadomo, że na najnowszej płycie w zasadzie każdy śpiewał i nawet fajnie to wyszło. Jednak jak widać nie przeszkadza im to w koncertowaniu, bo już mają zaklepany występ w Anglii. Zastanawia mnie decyzja Dejnarowicza. Poszło o pieniądze czy może o niezgodność z doznaniami muzycznymi muzyków? Borys obecnie pracuje nad solowym czymś, co może okazać się nawet ciekawe. W ten sposób mamy kolejnego solowego artystę muzyki pop.

Dobra to przejdę teraz do ciemnego momentu recenzji. Co mi się nie podoba na płycie Lake & Flames? 23 utwory to stanowczo za dużo. Za dużo jest tu utworów przeciętnych w zasadzie służących tak jakby przejściom, albo innym celom. Chodzi mi o takie utworki jak Iran\China, Stockholm czy też tytułowe Lake & Flames. Za dużo. Przekombinowane. Przepych. No a tak poza tym to chyba nie mogę nic złego powiedzieć. Fajna płytka. Na polskie realia to może być nawet klasyka. Ocena: 8\10. Polecam.