8 części prawdy

Chciałem wybrać się do kina na Cloverfiled, jednak zanim to zrobiłem to już film zniesiono i miałem trudny orzech do zgryzienia co zobaczyć z nowości. Wybór nie był za wielki, jeden horror z przetartą fabułą, komedia z wytwórni pixar o jakimś słoniu i ktosiu a poza tym denne polskie filmy. To może by film akcji? Czemu nie.

Nie oczekiwałem zbyt wielu od filmu 8 części prawdy. Wybrałem się bo bilety nie mogły się zmarnować (polska mentalność). W kinie jak to w kinie, nie za wiele osób. Średnia wieku: 17 lat, średnia paczek chipsów na jednego: 5. Oczywiście przed samym seansem pełno reklam a w tle odgłosy szeleszczących paczek. Tym razem nie byłem gorszy i swój popcorn otwierałem dobre dwie minuty.

Film sie skończył a ja byłem zadowolony z tego co zobaczyłem. Zaskoczyłem się na plus. Byłem przekonany, że zobaczyłem najlepszy obecnie film emitowany w kinie. Dlaczego? Film trzymał w napięciu przez cały czas. Ciekawa Fabuła oraz przyzwoite efekty specjalne. Ciekawa konstrukcja filmu także cieszyła oko.

Rzecz ma miejsce w Hiszpanii podczas spotkania na szczycie poświęconego terroryzmowi. Dochodzi do zamachu na prezydenta USA oraz wybuchów w centrum miasta. Całej akcji przyglądamy się z punktu widzenia kilku przypadkowych osób. Na początku jest to producentka wiadomości telewizyjnych Rex Brooks, później ochrona prezydenta w postaci agentów Barnes i Taylor, amerykański turysta, hiszpański policjant, sam prezydent USA oraz terroryści odpowiedzialni za zamach na głowę państwa.

Zastanawiałem się skąd nazwa 8 części prawdy. Oryginalny tytuł to Vantage Point, jednak ciężko zrozumieć dlaczego 8 części prawdy… Z innych minusów filmu to niezniszczalny policjant, którego potrącił samochód dwa razy, spadł z 6 metrów a mimo to biegł. No i na koniec sobie zostawię aktora o imieniu Matthew a nazwisku Fox. Wciśnięcie w ten filmu słynnego doktorka z Zagubionych to typowy ruch komercyjny, bo ani on dobry aktor ani nie pasuje do roli goryla. Jakoś zniosłem to, ale było ciężko w pewnym momencie.

Moim zdaniem Pete Travis wyreżyserował ten film dość dobrze, podobały mi się sceny z pościgów samochodowych. Poza tym dużo innych plusów. Dobra obsada (poza Foxem), zagrała nawet w filmie jedna gwiazda. Mam na myśli Sigourney Weaver. Jak na film akcji to było ciekawie i wciągająco, nie było momentów nudnych ani przydługich. Dobry film akcji, dużo strzelanin, pościgi i tajemnica, kto tak naprawdę stoi za tym wszystkim. Ocena: 5\10. Więcej na temat tego filmu nie mogę już powiedzieć, trzeba to zobaczyć.

Myslovitz – Skalary Mieczyki Neonki.

Rok 2004, był rokiem przestępnym i obfitującym w różnorakie niespodzianki. Polska wstąpiła do Uni Europejskiej, Grecja wygrała Mistrzostwa Europy, Świat przyglądał się uważnie wydarzeniom na Ukrainie i Iraku, na lekcjach geografii wprowadzono nową definicje do nauczenia się – Tsunami. Natomiast w Świecie muzyki zadziwił zespół Myslovitz, który wydał dziwaczną płytę. Album różniący się od pozostałych śląskich rockmenów wzbudził wiele mieszanych uczuć.

Zacznijmy od tego, że Skalary Mieczyki Neonki to nie najgorszy album w dziejach grupy, chodź pojawiły się i takie głosy wśród fanów grupy. Ja osobiście mam ogromny sentyment do tego krążka, gdyż jest to pierwsza oryginalna płyta, którą dostałem ever. Po jej przesłuchaniu byłem w ogromnym szoku, słuchałem jej, ale sporadycznie słyszałem Rojka. Później na pudełku przeczytałem: Improwizacje. Nie byłem na to przygotowany, ale mimo, że wokal sporadycznie się pojawiał płyta mi się spodobała. Była w czołówce albumów Myslovitz w moim osobistym rankingu.

Skalary Mieczyki Neonki to absolutna nowość na polskim rynku, nikt wcześniej a przynajmniej nie znam takiego zespołu by wydał podobną płytę. Było to dość ryzykowne posunięcie ze strony Rojka i reszty paczki. Mogli oni z dnia na dzień stracić wiele, ale jak wiadomo zespół obecnie ma się dobrze i występuje w różnych pierdołach (Tele Kamery). Wracając do płyty. Nadal cholernie mi się podoba, jest mocno wciągająca. Utwory na niej są mocno psychodeliczne i wprowadzają w niesamowity trans. Zespół pokazał, że potrafi i w ten sposób tworzyć. Każdy element podoba mi się porównywalnie. Dynamiczna perkusja, melancholijne klawiszowe melodyjki, niesamowite gitary no i pojawiający się od czasu do czasu wokal wprowadza w zadumę. Rojek stanął na wysokości zadania. Najbardziej niszczący utwór to moim zdaniem „W Sieci”. Zniewala mój umysł do dnia dzisiejszego. Ogólnie płyta stoi na równym momencie, nie ma momentów słabszych. Każda piosenka zasługuję na uwagę tak samo.

Obecnie, gdy jestem bardziej osłuchany muzycznie, wiem, że zespół nawiązał tą płytą do twórczości zespołu Mogwai. Oczywiście jest wiele różnic, bo na przykład do tej pory Mogwai nie ma wokalu, ale i jest wiele podobieństw. Mimo wszystko Szkoci są mistrzami w tej dyscyplinie, ale Myslovitz pokazał, że także potrafi stworzyć coś innego niż popową piosenkę trwającą 3 minuty z wpadającym w ucho refrenem i chórkami w tle. Ocena: 7\10

Alessandro Nesta

Sandro Nesta jak to każde dziecko w jego wieku lubił biegać za piłką do późna. Jako, że mieszkał w stolicy Włoch to nie brakowało mu kompanów do gry i nie musiał grać ze swoim psem…

Jego pasja była tak wielka, że rodzice postanowili zapisać go do szkółki piłkarskiej w Rzymie. Z dzisiejszego punktu widzenia dobrze zrobili bo Sandro wyrósł na najlepszego obrońcę Świata i zarabia rocznie parę milionów grając w najlepszym klubie Świata.

Nesta swoją przygodę z wielką piłką rozpoczynał w stołecznym Lazio a mało brakowało by trafił do odwiecznego rywala – Romy. Pierwszy jego talent zauważył Francesco Rocca – wyszukiwacz talentów Romy. Młodzieniaszek Sandro był gotowy już podpisać kontrakt z Romą gdy całą sprawę kontraktu sprowadził do parteru jego ojciec – fan Lazio. I tak o to w 1985 roku Alessnadro Nesta trafia do primavery Lazio. Grywał tam na różnych pozycjach, od obrońcy po napastnika. Jego debiut w Serie A następuje 8 lat później. Następnie w 1997 roku Sandro zostaje kapitanem Lazio. Trafiło mu się akurat, że Lazio wtedy było jedną z najlepszych drużyn nie tylko we Włoszech. Zdobył z nią wiele pucharów a i grał z wieloma gwiazdami takimi jak Nedved, Crespo, Veron czy też Vieri. Punkt kulminacyjny nastąpił w 2000 roku, gdy drużyna zdobyła Scudetto.

Dalej było już tylko gorzej. Klub popadł w długi i rozpoczął sprzedawanie gwiazd. długo nie było wiadomo, gdzie Nesta trafi. ostatniego dnia sierpnia, 15 minut przed zamknięciem okienka transferowego za 30 milionów dolarów trafił do Milanu.

Tu także Sandro dobrze trafił. Drużyna akurat miała nowy skład i walczyła o najwyższe cele. Z Milanem Nesta wygrał między innymi Scudetto i dwa razy zdobył Puchar Mistrzów. Poza tym przez cały ten czas prezentował barwy Włoch na arenie międzynarodowej. W 2006 roku zdobył z drużyną tytuł Mistrza Świata, jednak sam Nesta nie pograł zbyt wiele po nabawił się kontuzji na etapie gier grupowych.

Nesta to nie tylko najlepszy obrońca. Uchodzi za największego przystojniaka we włoskim futbolu. W końcu włoska uroda. Można go także nazwać uzdrowicielem. Zdarzyło mu się, że dzięki niemu jego nastoletnia idolka wybudziła się ze śpiączki. Rodzina poprosiła by pomógł. Śpiącej dziewczynie puszczano w kółko kasetę z nagranym monologiem Nesty do dziewczyny. Po kilku godzinach nastolatka się obudziła.

Na koniec dodam, że Nesta kończy w dniu dzisiejszym 32 urodziny stąd ta nota. Forza Sandro.