We Are Scientists – With Love And Squalor

Ostatnio w wyniku znudzenia muzycznego postanowiłem posłuchać czegoś nowego. Jednakże nie planowałem zmiany gatunku muzycznego. Postanowiłem sobie posłuchać We Are Scientists.

Znany mi wcześniej tylko z paru piosenek wydał mi się ciekawym zespołem. Toteż zebrałem siły i zdobyłem ich płytę: „With Love And Squalor”. Przesłuchałem parę razy. I co? Spodobało mi się. Naglę naukowcy wkroczyli do mojego absolutnego topu. Nie zawiodłem się ani trochę. Nie czuję, że straciłem czas słuchająć tego zespołu. Także wam także radze posłuchać. A dlaczego?

Z Miłością i Plugawością. Od razu wiadomo o czym będzie. Nie są to oryginalne teksty, ale ciągle modne. O miłości przecież się śpiewało od zawsze. Płytka zaczyna się od singla Nobody Move, Nobody Get Hurt. Kurde i od razu wpada w ucho. Tekst banalny, ale to brzmienie. Fajne. This Scene is Dead oraz Inaction mówią nam z czym mamy do czynienia. Oczywiście z Indie. Czwarta piosenka z płyty, czyli Can’t Lose to moim skromnym zdaniem najlepsza, najbardziej zajebista piosenka. Zaczyna się nie pozornie by zaraz potem nasze amerykańskie trio dało czadu. Naukowcy wydali także drugi genialny singiel. The Grat Escape na pewno zapewni nam ucieczkę od rzeczywistości. I tak najbardziej wart uwagi jest teledysk do tej piosenki. Odsyłam do serwisu YouTube. Zwróćcie także uwagę na piosenkę Lousy Reputation.

Płyta charakteryzuje się tym, że w każdej piosence chłopcy fajnie napierdalają i można tego posłuchać w wolnej chwili. Mi się najbardziej podoba praca perkusisty. Koleś fajnie gra a ponadto ma fajny image. Siet fak. Dam 8 bo według mnie zasłużyli. We Are Scientists może nie odkryli jeszcze muzyki godnej Nagrody Nobla, ale warto jednak tego posłuchać.

The Strokes – First impressions of Earth

Kurde, doszedłem do wniosku, że prawdziwe indie tkwi w muzyce The Strokes! Nie chodzi już tu nawet o ten cały New Rock Revolution. Bo od stylu bycia jest jednak coś bardziej istotnego – muzyka.

Postanowiłem napisać coś na ten temat. Zacznę od najnowszej płyty Nowojorczyków. First Impressions of Earth to jednak nie pierwsza płyta zespołu jakby mogła wskazywać nazwa. Kolesie z The Strokes maja już na koncie dwie dobre indie płytki (Room on Fire i Is This It) no i dodali do tego grona kolejną.

Nowa płyta zaczyna się hitowo. Co mamy na sam początek? You OnlyLive Once, to tak jakby zespół nas zachęcał do spróbowania tego dzieła. Żyjesz tylko raz, więc czemu nie? W sumie rozczarowanym sie nie będzie. Następnie wchodzi Juicebox oraz Heart in a Cage. Czyli dwa single, fajne single. Potem mamy indie piosenki aż w końcu wspaniały utwór. chodzi mi tutaj o Vision of Division. Siet, wymiękam przy tych riffach i tym wokalu. Udało im się, na serio. Dalej na płycie jest to z czego doskonale znany jest zespół. Z prawdziwego indie!

The Strokes może być raczej dumny z tej płyty. Napisałbym jeszcze jakieś pozytywy, ale nie wiem dokładnie co by tu chwalić. To, że każda partia jest genialna, mi najbardziej przypada gitara i perkusja. To, że wokal jak zwykle idealny? Najważniejsza informacja to ta, że płyta jest dobra i to, że należy jej posłuchać jak się nie miało do tej pory zbytniej sposobności. Nie mam nic do powiedzenia dalej na ten temat, zupełnie jak w piosence Ask Me Anthing (I’ve got nothin’ to say…)

No i ocena. Trochę się wahałem, ale myślę, ze najlepiej by tu pasowała 6.

Clearlake – Cedars

Jeśli słuchasz indie rocka a przynajmniej sądzisz, że słuchasz indie to powinieneś wiedzieć, że istnieje zajebista płyta, która warto przesłuchać z kilku powodów:

Po pierwsze. Jeżeli lubisz klimaty w stylu The Cooper Temple Clause, Grandaddy, Coldplay itd to nawet nie powinieneś się zastanwiać przed sięgnięciem po tą płytę. Nie mówię, że brzmi to tak samo, jednak pewne podobieństwo w dźwięku jest. Nie ma przecież dwóch zespołów co by grały tak samo, nie jest to zbytnio możliwe. Płyta potrafi nas wprowadzić w taki sam nastrój tak jakbyś słuchał na przykład płyty TCTC: Kick Up the Fire, And Let the Flames Break Loose.

Po drugie. Genialny materiał na płycie. Piosenek słabych się nie dopatrzysz. Każda piosenka stoi na równym, dobrym poziomie. Ponadto jest tutaj tak genialny kawałek jak: Treat Yourself With Kindness. Opiszę go tylko jednym słowem: sieeet (to znaczy, że bardzo dobrze). Płyta jest dość zróżnicowana, są utwory i spokojniejsze (I’d Like to Hurt You, Keep Smiling)) i są też dynamiczniejsze (Can’t Feel a Thing). Czyli nie ciągnie się płyta cały czas w jednym, żmudnym tempie.

Po trzecie. I właściwie ostatnie, warto rozszerzyć swoje horyzonty muzyczne o tę płytę, która jest z pewnością najbardziej wartościową w całej dyskografii Clearlake. Cedars na pewno nie wymiata tak jak choćby The Bends (czytaj poniżej) bo nie znajdziemy tutaj tylu chwytliwych hiciorów. Nie oznacza to, że nie ma czego tutaj słuchać. Bo jest co, wszystkie 11 piosenek warto przesłuchać chociaż raz (a Treat Yourself With Kindness co najmniej dwa).

Podsumowując. Płyta na dobrym poziomie. U mnie broni się 8. Po przeczytaniu tej recenzji powinieneś się zastanowić gdzie można te płytę zdobyć. A i na koniec powiem tylko tyle, że okładka płyty lepsza niż The Bends. Znalazł się jeden detal pod którym przewyższają Radiohead.