Paradoks Cloverfield

Nie przez przypadek kolejny film z antologii Cloverfield, czyli „Cloverfield Paradox” nie ukazał się w kinach, tylko niespodziewanie na platformie streamingowej Netlixa. Twórcy filmu zdawali sobie jednak sprawę, że więcej zarobię na tym koszmarnym widowisku, gdy zupełnie niespodziewanie ukaże się w internecie. Co więcej, sama nazwa idealnie określa ten film. Paradoksem jest fakt, by serię odnoszącą sukcesy ośmieszyć tak słabym obrazem.

Wpierw ukazał się movie monster nakręcony metodą found footage pt. „Cloverfield„, który w Polsce został przetłumaczony na kuriozalną nazwę „Project: Monster„. W dziele Matta Reevesa ogromny potwór wziął sobie na cel Nowy Jork, czyli miasto, które w filmach katastroficznych było niszczone już na wszelkie możliwe sposoby. Jeżeli chodzi o tego typu kino, to film był całkiem niezły. Zebrał sporo dobrych recenzji, w tym ode mnie, w końcu movie monsters to mój konik. W zeszłym roku ukazał się kapitalny thriller sci-fi, pt. „Cloverfield 10 Lane„, który trzymał widza w napięciu i niepewności do końca. John Goodman przypomniał o sobie świetną rolą nieco obłąkanego grubaska, który przetrzymuje w swoim schronie młodą kobietę i mężczyznę, wmawiając im, że nie mogą wyjść na zewnątrz z powodu końca świata. Widz do końca nie był pewien, czy na zewnątrz rzeczywiście nie da się żyć, czy jest to tylko kłamstwo.

Zacznijmy od głównych mankamentów, które najbardziej bolą przy seansie „Cloverfield Paradox„. Najważniejszy z nich to scenariusz. Historia z opisu początkowo brzmiała zachęcająco, jednak dobry pomysł nie przerodził się w dobry film. Postacie wykreowane w filmie są płaskie niczym kartka papieru. Widz nie jest w stanie utożsamić się z kimkolwiek w tym obrazie, ponadto wielonarodowa załoga kosmiczna to chodzący zestaw stereotypów. W filmie pojawia się wiele pytań, na które nie otrzymujemy racjonalnych odpowiedzi lub wiele nielogiczności. Akurat na te sprawy, jestem w stanie przymknąć oko, gdyż większość filmów sci-fi prezentuje mniejsze lub większe głupoty, które bardziej lub mniej akceptujemy. W tym przypadku było tego za dużo.

Nie porywa również gra aktorska. Reakcje na dziejące się wydarzenia, są absurdalnie śmieszne. Do historii już chyba przeszła scena ręki, jednego z bohaterów. Z drugiej jednak strony rozumiem, czemu tak to wygląda. Jeżeli scenariusz był napisany na kolanie, to czego się spodziewać. Samo wykonanie filmu też rozczarowuje, jednak tutaj trzeba winy upatrywać w dość niskim budżecie, jak na tego typu widowisko. Efekty specjalne nie powalają, kostiumy wyglądają na pożyczone z sklepu z używaną odzieżą a scenografia absolutnie niczym się nie wyróżnia.

Wielka szkoda, bo potencjał był. Wyszło natomiast na to, że niskim kosztem próbowano wyciągnąć z tego filmu jak najwięcej. Niestety ta sztuczka się nie udała, gdyż film oblano krytycznymi recenzjami. I nawet dobre momenty, które się tutaj pojawiają nie ratują tego obrazu. Nic, w tym ostatnia scena, nie jest w stanie zmienić niskiej oceny, jaką przyznaje temu wątpliwej jakości widowisku. Ocena: 4/10.

Przegląd filmowy: Obcy

W sumie, to aż dziwne, że wcześniej nie zrobiłem takiego przeglądu na blogu. Zwłaszcza, że jestem MEGA HIPER ARCY OGROMNYM FANEM serii o Obcym. Podobny przegląd zaserwowałem filmom o Batmanie oraz Jurrasic Park, temat Obcego natomiast pojawił się w mojej liście 15 najlepszych horrorów, no i recenzji filmów „Obcy vs Predator II” oraz „Prometeusz„. Okazja by taki przegląd sporządzić jest doskonała, gdyż do kin wszedł właśnie najnowszym film z serii „Obcy: Przymierze„. Do dzieła!

Obcy – 8 Pasażer Nostromo / Alien (1979, reż. Ridley Scott). Wciąż uważam, że to najlepszy horror jaki kiedykolwiek powstał. Film opowiada historię członków załogi Nostromo, która podczas powrotu na Ziemię, zostaje nagle przebudzona. Okazało się, że statek odebrał dziwny sygnał z pobliskiej planety. Załoga zobowiązana umową z firmą, jest zmuszona by to sprawdzić. Od tej pory wszystko idzie nie tak. Jeden z członków załogi – Kane (W tej roli ś.p. John Hurt) wraca na statek z przeczepioną do twarzy dziwną, obcą formą życia. Co gorsza, nie można jej zdjąć ze względu na obecny w krwiobiegu kwas. Gdy dziwny pajęczak obumiera a Kane się budzi, wszyscy oddychają z ulgą. Nie na długo. Z klatki Kane’a wydobywa się mały obcy, z którym przyjdzie załodze stoczyć bój o przetrwanie.

Za co kocham film Ridleya Scotta? Przede wszystkim z wspaniały, mroczny, tajemniczy i gotycki klimat. Do końca seansu, nie wiemy z czym załoga Nostromo ma do czynienia. Obcy nie ukazuje się nigdy w pewnej krasie. Statek jest pełen mrocznych zakamarków. Czuć wszędobylskie zagrożenie i osamotnienie. Obcy wydaje się być niezniszczalny, a załoga jest zdana tylko na siebie. Co gorsza film powoli odkrywa tajemnicze zamiary firmy, dla której pracują. Sprawa z góry jest przegrana. Swoją cegiełkę do klimatu filmu dołożył ś.p. Hans Rudolph Giger. To on stworzył wygląd obcego, który stał się kultowy.

Fakt, że film jest oszczędny w pokazywaniu Obcego i pomieszczeń w pełnej krasie sprawia, że obraz Scott’a wcale się nie zestarzał, pomimo upływu już ponad 38 lat od Premiery! Warto także zwrócić uwagę na dobrze napisane postacie, które nie są nam obojętne. Sigourney Weaver dzięki roli w „Obcym” wybiła się na szerokie wody Hollywood. Dla mnie film Ridleya Scotta to przykład idealny jak nakręcić horror sci-fi. Mamy tutaj tajemnicze zagrożenie, wiarygodnych bohaterów oraz kapitalny klimat osaczenia. Arcydzieło kina. Ocena: 10/10.

Obcy – Decydujące starcie / Aliens (1986, reż. James Cameron). Druga część serii o Obcym nakręcona przez Jamesa Camerona to zupełnie inny film. Inny, nie oznacza gorszy. Śmiało można określić obraz ten jednym z najlepszych sequeli w historii kina, zaraz obok „Ojca Chrzestnego II„, „Mrocznego Rycerza” czy też „Terminatora II„. Fabuła wygląda następująco. Jedyni ocalali z załogi Nostromo: Ellen Ripley (Sigourney Weaver) oraz jej kot Jonesy po wieloletnim dryfowaniu po kosmosie, w końcu lądują na Ziemi. Firma zatrudniająca Ripley nie wierzy w historię o Obcym, który zabija całą załogę. W między czasie okazuje się, że planeta na której członkowie Nostromo znaleźli obce formy życia, ma zostać zasiedlona przez ludzi. Jak się okaże, była to błędna decyzja, gdyż kontakt z ludźmi na LV-426 urywa się. Na miejsce zostaje wysłana misja ratunkowa, do której w charakterze doradczy dołącza Ellen Ripley.

James Cameron w przeciwieństwie do Scotta serwuje nam sprawnie nakręcone kino akcji. Obcy pojawiają się w dużych ilościach. Okazuje się, że można go zabić – wystarczy duża spluwa i nieskończony zapas amunicji. Tak więc w „Aliens” krew i kwas obcych leje się strumieniami. Co więc jest tak świetnego w tym filmie? Przede wszystkim został utrzymany klimat zagrożenia. Wciąż czujemy się osaczeni przez ksenomorfy, pomimo, że posiadamy cały asortyment wojskowy. Obcy zostali ukazani w filmie jak sprawnie pracujące mrowisko ze swoją królową. W filmie jest wiele trzymających w napięciu scen, a czujnik ruchu potęguje w nich tylko poziom adrenaliny.

Po raz kolejny dostajemy wiarygodne, dobrze napisane i przejmujące postacie. Ellen Ripley w tej części serii ukazuje się jako damski terminator z miotaczem ognia, w której budzi się matczyny instynkt gdy poznaje jedyną ocalałą z kolonii dziewczynkę Newt. Poza tym pojawia się ponownie android – Bishop, który tym razem jest przyjacielski oraz cały zastęp kosmicznych marines. Cameronowi udało się w tym filmie zachować prawdziwość Obcego i jednocześnie dodać coś od siebie. Tak powinno kręcić się sequele. Ocena: 10/10.

Obcy 3 / Alien 3 (1992, reż. David Fincher). Trzecia część sagi o Obcym, wyreżyserowana przez Davida Finchera jest lekkim powrotem do pierwowzoru stworzonego przez Ridleya Scotta. Do Statku Sulaco, w którym znajdują się ocalali z księżyca LV-426 dostaje się facehugger. Dochodzi do pożaru, a kapsuła ratunkowa rozbija się na pobliskiej Planecie Furia 161. Katastrofę przeżywa jedynie Ripley. Ocalałą odnajdują jedyni mieszkańcy planety – więźniowie z koloni karnej. Okazuje się, że Ripley to nie jedyna ocalała. Wspomniany facehugger również uchodzi z życiem i ponownie daje życie Obcemu.

David Fincher ponownie postawił na mroczny, tajemniczy klimat oraz nierówną walkę ludzi bez broni z Obcym. Ksenomorf tym razem jest trochę inny, gdyż wychodzi z ciała psa – dlatego porusza się na czterech łapach. Po raz pierwszy także zostały użyte efekty specjalne do pokazania Obcego. I w zasadzie to jedyna nowość jaką nam serwuje Fincher. Poza tym, to już wszystko mieliśmy w pierwszej części. Ripley oprócz walki z Obcym, będzie się musiała zmierzyć ze zgrają najgorszych kryminalistów. Ludzie będą biegać po ciemnych, mrocznych zaułkach kolonii karnej. Obcy natomiast będzie się wydawać wszędobylską bestią, która jest w stanie porwać każdego. Co gorsza na planetę Furia 161 zmierzają ludzie z firmy Wyland-Yutani, i nie mają dobrych intencji. Sprawa ponownie jest z góry przegrana.

Można mieć pretensje do Davida Finchera, że nie dodał nic nowego do tej opowieści a powielił to co zaserwował wcześniej Ridley Scott w „Ósmym Pasażerze Nostromo„, jednak jego „Obcy 3” to dobry film. Ma mroczny klimat, trzyma w napięciu i jest w nim sporo odwołań religijnych. Poza tym to mocno pesymistyczny film, mówiącu wprost „Nie ma nadziei”. Obcy będzie zabijał, a ludzie za wszelką cenę będą chcieli go użyć jako broni. Jednak temat ten rozwinie dopiero czwarta część. Ocena: 8/10.

Obcy: Przebudzenie / Alien: Resurrection (1997, reż. Jean-Pierre Jeunet). Czwarta część Obcego została wyreżyserowana przez kolejnego, wspaniałego reżysera. Francuski filmowiec Jean-Pierre Jeunet, twórca takich klasyków jak: „Amelia„, „Miasto Zaginionych Dzieci” czy też „Delicatessen” dorzucił swoje trzy grosze do historii o Obcym. 200 lat po wydarzeniach z Obcego 3 na statku USM AURIGA naukowcom udaje się sklonować Ripley oraz Obcego. Tworzą oni hodowlę Ksenomorfów i starają się je wytresować, by służyły ludziom. Na statku cumuje załoga przemytników, dostarczających naukowcom ludzkich ciał potrzebnych do hodowania nowych Obcych. Jak można przewidzieć, ponownie wszystko idzie nie pomyśli ludzi. Obcy wydostają się z klatek i zaczynają wybijać załogę. Co gorsza USM AURIGA obiera awaryjny kurs na Ziemię. Jednak bez obaw. Ripley wraz z androidką CALL (W tej roli Winona Ryder) postarają się zapobiec katastrofie.

Jaunet tworząc film „Obcy: Przebudzenie” udanie połączył klimat mroku znanego z pierwszej części z ostrą jatką, którą otrzymaliśmy w obrazie Camerona. Otrzymujemy wspaniałe lokacje oraz obraz eksperymentów na ksenomorfach. Akcja trzyma w napięciu, a momentami jest na prawdę groźnie. Oczywiście, nie obyło się bez wpadek. Postać mutanta powstałego wskutek połączenia obcego z człowiekiem była dość mało atrakcyjna, natomiast ginące po kolei postaci nie wzbudziły w nas takich samych emocji jak załoga Nostromo. Jednak uważam, że film Alien: Resurrection jest mocno niedocenioną częścią sagi. Zupełnie niezasłużenie, bo to całkiem doby film, który wieńczy serię z Ellen Ripley. Ocena: 7/10.

Obcy vs. Predator / Alien vs. Predator (2004, reż. Paul W.S. Anderson). Miałem wątpliwości czy filmy z serii AvP powinny być w tym zestawieniu. Fabularnie nie nawiązują one do serii o Obcym zapoczątkowanej przez Ridleya Scotta. Poziomem również te filmy nie dorównują. Jedyne co je łączy to postać samego Ksenomorfa. Film w zasadzie bardziej starał się nawiązać do gier komputerowych oraz komiksów z tej serii. Czy był potrzebny? Nie wiem. Sam, jako fan chciałem by powstały te obrazy. Jednak można było je zrobić lepiej.

W „Alien vs. Predator” akcja toczy się gdzieś na Antarktydzie. Ludzie z firmy Weyland odkrywają pod warstwą śniegu Piramidę. Okazuje się, że rasa Predatorów stworzyła to miejsce do walki z rasą ksenomorfów. Dochodzi do walki, gdzie po środku znajdują się ludzie. Zacznijmy, że AvP to bardzo mierny, przewidywalny film. Czuć w nim na kilometr chęć wyszarpania pieniędzy od fanów serii o Obcym. Oczywiście wizualnie wszystko gra, a sceny walk Obcego z Predatorem robią wrażenie. Jednak słaby scenariusz i błędy w logice robią swoje. Zagorzali fani słusznie byli zawiedzeni. Szkoda, bo potencjał był duży. Zarówno uniwersum Obcego jak i filmy o Predatorze to całkiem sporo dobrego materiału, na świetny film. Szkoda tylko, że twórcy postawili na łatwy szmal. Ocena: 4/10.

Obcy vs. Predator 2 / Aliens vs. Predator Requiem (2007, reż. Colin i Greg Strause). Film ten jest kontynuacją wydarzeń z „Obcy vs. Predator”. Statek Predatorów rozbija się gdzieś w Stanach Zjednoczonych. W tym momencie rozpoczyna się plaga Obcych a na miejsce zostaje wysłany inny Predator, który ma posprzątać bajzel po swoich nieudolnych kolegach.

O tym obrazie będzie krótko bo szkoda czasu na to gówno. Nic tu nie gra. Scenariusz leży. Motywacje postaci są nie zrozumiałe, zachowanie Predatora idiotyczne. Nie ma w tej historii zupełnie nic ciekawego. Ot, Obcy naparzają się z Predatorem w jakiejś amerykańskiej mieścinie. Jedyne plusy to pokazanie Obcego na Ziemi, tu i teraz oraz walki z Predatorem. Wisienką na tym zgniłym torcie jest Predalien, czyli Obcy z dredami. Totalnie nie warto. Ocena: 3/10.

Prometeusz / Prometheus (2012, reż. Ridley Scott). O tym filmie w zasadzie już pisałem na blogu stosunkowo nie dawno TUTAJ (Nie wstydzę się dziś tej recenzji). Jednak warto dodać parę uwag po 5 latach od premiery. Przypomniałem sobie ten film ostatnio. I wiecie co? Nie jest taki zły, jak próbują nam wmówić recenzenci. A już prawie uwierzyłem, że Ridleyowi Scottowi się nie udało. GÓWNO. Może nie jest to wybitny obraz, ale jest to całkiem sprawnie przedstawiona historia.

Prometeusz” jako prequel „Obcego” to ciekawy obraz pełen filozoficznych pytań. Podoba mi się to, że postacie inżynierów wciąż pozostały tajemnicze, pomimo tego, że sporo się o nich dowiedzieliśmy. Film porusza wiele ciekawych wątków, które powinny być rozwinięte. Większość recenzentów doczepiła się tego, że w filmie nie ma Obcego i paru błędów logicznych (legendarna już scena operacji). To, że akurat nie ma w filmie ksenomorfów (Przynajmniej do ostatniej sceny) wychodzi mu tylko na plus. Pamiętajmy, że to prequel „Obcego„, który miał pokazać od czego zaczął się przypał na Nostromo. Co do błędów logicznych, to nie byłbym aż tak uszczypliwy. W wielu klasykach kina jest więcej głupot, na które przymyka się oko. Reasumując „Prometeusz” to dobry film i niezasłużenie zjechany za przerost formy nad treścią. Ocena: 6/10.

Obcy: Przymierze / Alien: Covenant (2017, reż. Ridley Scott). Najnowszy film Ridleya Scotta jest jednocześnie sequelem „Prometeusza” oraz prequelem „Obcego„. Fabuła opowiada historię załogi statku „Przymierze”, który napakowany kolonistami, zarodkami, załogą i androidem Walterem (W tej roli Fassbender) podąża na nową planetę by ją zasiedlić. Po drodze dochodzi do awarii oraz zmiany planów, okazuje się, że znacznie bliżej znajduje się inna planeta, która wydaje się być bardziej atrakcyjnym miejscem do zasiedlenia. Załoga jeszcze nie wiem, że to będzie fatalna w skutkach decyzja. Okazuje się, że na nowej planecie rozgościł się dobrze nam znany inny android David (W tej roli również Fassbender) – jedyny ocalały z statku „Prometeusz”.

Zacznijmy od tego, że tuż po seansie miałem mieszane uczucia. Nie chodzi oczywiście o różnorodne błędy logiczne, do których przyczepili się recenzenci. Bardziej chodzi mi o sposób przedstawienia postaci obcego. Wcześniejsze filmy z serii, przyzwyczaiły nas do pewnych stałych zasad, które ten film łamie. O ile pokazane w filmie neomorfy są nowymi stworzeniami i możemy zaakceptować to jak się zachowują, powstają itd. to wizerunek ksenomorfa mocno odbiega od tego, który znamy chociażby z „Ósmego Pasażera Nostromo„. Proces infekcji trwa błyskawicznie, sam ksenomorf w ciągu kilku sekund przyjmuje dojrzałą formę, no i atakuje wyjątkowo agresywnie. Trochę to zaburzyło mój obraz przerażającej, tajemniczej bestii. Poza tym miałem wrażenie, że sam Obcy to postać drugoplanowa, dolepiona do tego filmu na siłę. Rozumiem negatywne opinie recenzentów, gdyż mieli prawo ponownie poczuć się wyrolowani przez Ridleya Scotta, który bawi się ksenomorfem i nie pozwala nikomu go używać.

Przejdźmy jednak do plusów. O ile „Obcy: Przymierze” słabo sprawdza się jako film o obcym, to jako sequel „Prometeusza” jest kapitalny. Ta filozoficzno-egzystencjonala historia została wzbogacona o kolejny ciekawy wątek. Na pierwszy plan wysuwa się duet Fassbender-Fassbender, czyli rozmowy dwóch androidów. Z jednej strony mamy Davida, który pragnie tak jak człowiek tworzyć. Gra na flecie, słucha muzyki poważnej, zacytuje się w trudnej literaturze, mówi wierszem i bawi się w tworzenie obcych. Z drugiej strony pojawia się Walter, oddany ludziom pomocnik. Scott idzie o krok dalej, w „Prometeuszu” wyjaśnił skąd wzięła się ludzkość, „Obcy: Przymierze” wyjaśnia natomiast skąd wzięła się rasa aliena. Pytanie, czy te odpowiedzi były potrzebne? Czy nie lepiej było jak ksenomorf był tajemniczym organizmem doskonałym?

Warto także zwrócić uwagę na aspekty techniczne. Po raz kolejny zdjęcia Dariusza Wolskiego zasługują na pochwałę. Sama scenografia również robiła wrażenia. Opustoszałe lasy, ślady poprzedniej cywilizacji, ślady walk ładnie wpisały się w mroczną estetykę Obcego. David Fassbender sprawdził się w podwójnej roli Davida i Waltera. Pozostali bohaterowie raczej nie zrobili furory. Z Daniels (W tej roli Katherina Waterson) próbowano wykreować nową Ellen Ripley, natomiast reszta załogi nie wzbudziła w nas większych emocji.

Czy polecam ten film? Generalnie tak. Fabuła jest ciekawa i zawiera zapadający w pamięć wątek egzystencjalny androida Davida. Trochę rozczarował mnie sposób przedstawienia Obcego, który nie spełnił moich oczekiwań. Jednak zdecydowanie ten film nie można określić przerostem formy nad treścią. Co więcej, jestem ciekaw czy Scott zdecyduje się na przedstawienie obcego w Łowcy Androidów? To mogłoby być ciekawe, a pamiętajmy, że sam reżyser przyznał, że oba filmy należą do jednego uniwersum. Czekam na dalszy rozwój wypadków. Ocena 5/10.

10 najlepszych thrillerów trzymających w napięciu, których jeszcze nie widziałeś

Moja żona lubi oglądać thrillery. Najlepiej te psychologiczne, zagadkowe, trzymające w napięciu do końca. W związku z tym przed każdym wspólnym seansem przeglądam prawie cały internet by znaleźć kolejny, godny uwagi film. Listę tą tworzę z dedykacją dla wszystkich podobnych do mnie poszukiwaczy filmów z tego gatunku.

mystic-river-2003-14-gRzeka Tajemnic / Mystic River (2003, reż. Clint Eastwood). Na pierwszy rzut polecam adaptację powieści Dennisa Lehane’a. Flim Clinta Eastwooda opowiada historię trójki przyjaciół z robotniczej dzielnicy w Bostonie. Pewnego dnia jeden z przyjaciół zostaje porwany, co powoduje, że przyjacielska więź zostaje zerwana na długie lata. Losy trójki przyjaciół z dzieciństwa ponownie się zbiegną, gdy córka jednego z nich zostanie zamordowana. „Rzekę Tajemnic” warto zobaczyć, gdyż Clint Eastwood wzniósł się tutaj na wyżyny swoich reżyserskich umiejętności. Wodzi nas za nos, daje do myślenia, porusza i intryguje. Mimo, że akcja toczy się powoli to na tym filmie nie da się zasnąć.

oldboy2003Oldboy (2003, reż. Chan Woon Park). Dae-Su zostaje porwany i zamknięty w pokoju na 15 lat. W końcu nieznani sprawcy wypuszczają go. Bohater postanawia się zemścić, nie zdaje sobie jednak sprawy, że to dopiero początek jego koszmaru. Film ten polecam głównie ze względu na zakończenie. Uwierzcie mi, że nie jesteście w stanie przewidzieć jak skończy się ta historia. Jeszcze chyba żaden film mnie tak nie zaskoczył jak ten!

i-saw-the-devil-2010Ujrzałem Diabła / Akmareul Boatda (2010, reż. Jee Woon-Kim). Kolejna azjatycka pozycja z motywem zemsty. Młody agent postanawia na własną rękę pomścić śmierć swojej narzeczonej. Oprawce odnajduje szybko, jednak zemsta jakiej dokonuje jest skomplikowana i niejednorazowa. Z czasem sytuacja wymyka się z rąk młodego bohatera. Jee Woon-Kim pokazuje, że można zrobić film o zemście w zupełnie inny sposób. Przeważnie mściciel przez cały film poszukuje swojego wroga by mu dokopać. Tutaj główny bohater przez większość filmu mu dokopuje po trochu. Warto zobaczyć, bo spełniona zemsta nie jest do końca pewna.

a-horibble-way-to-dieNaprawdę Straszna Śmierć / A Horrible Way to Die (2010, reż. Adam Wingard). Tytuł może być mylący, ale bez obaw. Nie jest to slasher w stylu „Piły” czy też „Hostelu„. Widziałem wiele filmów o seryjnych mordercach. Jedne lepsze, inne gorsze. Obraz Adama Wingarda zaliczam zdecydowanie do pierwszej grupy. Fabuła opowiada dwie historię. Pierwsza z nich to życie zbiegłego z więzienia seryjnego mordercy Garricka Turrella, druga natomiast to obraz Sary, członkini klubu AA. Oczywiście obie historie z czasem się zbiegną i pokażą nam, że w życiu nic nie jest albo czarne, albo białe. Jeżeli szukacie oryginalności w tematyce seryjnych zabójców, to ją tu znajdziecie.

tell-no-oneNie Mów Nikomu / Ne le dis à personne (2006, reż. Gauillaume Canet). Harlan Coben to pisarz, który wybił się na pisaniu tajemniczych i wciągających kryminałów. Nie czytałem jego żadnej książki, jednak z sprawdzonych opinii wiem, że koleś jest mistrzem w intrygowaniu czytelnika. Dlatego też dziwi fakt, że jego książki nie doczekały się ekranizacji. Poza jedną – „Nie Mów Nikomu„, którą w dodatku nakręcili Francuzi. Co mogę powiedzieć? Intryga zawarta w tej historii i sposób jej przekazania jest tak spektakularna, że aż ciężko uwierzyć, że nikt z Hollywood nie zabrał się na poważnie za twórczość pisarza. Zdecydowanie warto zobaczyć ten film, albo przynajmniej przeczytać książkę.

deliverance11Uwolnienie / Deliverance (1972, reż. John Boorman). Uwolnienie to perełka kina lat 70 i jeden z tych filmów, które trzeba obejrzeć dwa razy aby pojąć. Przedstawia historię czwórki kolegów, którzy wybrali się w amerykańskie odludzie na spływ kajakowy. Niestety spotkanie z „tubylcami” nie zakończy się dobrze dla żadnej ze stron.  Szczerze powiedziawszy to film ten jest bardziej survival horrorem, niż typowym thirllerem z zagadką. Jednak napięcie jest do samego końca, dlatego nie mogłem go sobie odpuścić. Poza tym młody John Voigt daje radę.

la-cera-ocultaLa Cara Oculta (2011, reż. Andres Baiz). Lubicie kolumbijskie kino? Jeżeli nie, to zobaczcie film Andresa Baiza. „La Cara Oculta” to historia młodego dyrygenta, który otrzymuje ofertę pracy w Bogocie, stolicy Kolumbii. Przeprowadza się tam ze swoją dziewczyną, która po czasie znika i zostawia jedynie pożegnalny film w kamerze. Adrian po pewnym czasie poznaje nową dziewczynę – Fabianę. Wkrótce odkrywa ona, że w domu dzieją się dziwne rzeczy i z całą pewnością nie jest to sprawka duchów. „La Cara Oculta” to nie wybitne kino, a całkiem sprawny i trzymający w napięciu thriller. Film nie posiada polskiego tytuły, dlatego istnieje duża szansa, że jeszcze go nie widzieliście. Pozycja od Baiza to całkiem dobre rozwiązanie na niezobowiązujący wieczór filmowy.

the-guestGość / The Guest (2014, reż. Adam Wingard). Kolejny w tym zestawieniu film Adama Wingarda. Fabuła wygląda tak: David, zwolniony ze służby żołnierz odwiedza rodzinę zmarłego kolegi z wojska. Zostaje tam na parę nocy, jednak wraz z jego przybyciem w miasteczku dojdzie do tajemniczych morderstw. Fabuła może nie jest najmocniejszą stroną tego filmu, jednak warto go zobaczyć dla samej sfery wizualnej. Wrócimy ponownie do lat 80. czyli ulubionej w ostatnim czasie epoki dla filmowców z Hollywood. Nastrojowy klimat, świetna muzyka i wspaniałe zdjęcia sprawiają, że film ogląda się lekko i przyjemnie.

duze-zle-wilkiDuże Złe Wilki / Big Bad Wolves (2013, reż. Aharon Keshale, Navot Papushado). Jedyna na mojej liście Izraelska propozycja. W pewnym miasteczku dochodzi do brutalnych morderstw dzieci. Policja podejrzewa lokalnego nauczyciela Drora, jednak nie posiada niezbitych dowodów. Prowadzący policjant Miki postanawia na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość nauczycielowi i sprawić by się przyznał. Przeszkadza mu w tym ojciec jednej z ofiar, który ma swój własny plan. Jak to się zakończy i kto jest winien morderstw? Zobaczcie koniecznie. Pomimo tego, że podobne historie mieliśmy w innych filmach np. „Labiryncie„, to „Duże Złe Wilki” są filmem wartym zobaczenia. Chociażby dla komicznych scen spotkań Żyda z Palestyńczykiem.

od-slow-do-smierciOd Słów Do Śmierci / Palabras encadenadas (2003, reż. Laura Mana). Od razu zaznaczę, że w tym filmie nie ma zbyt dużo akcji. Praktycznie cały film rozgrywa się w jednym pomieszczeniu i opiera się na dialogach uwięzionej Laury i jej oprawcy Ramona. Mężczyzna twierdzi, że jest seryjnym mordercą i ma na to dowody. Jego ofiara nie jest jednak przypadkowa, gdyż Laura to jego była żona. Na początku wszystko wydaje się oczywiste, jednak im dłużej oglądamy film to tym więcej pojawia się wątpliwości. Kto jest prawdziwą ofiarą, a kto oprawcą? Trzeba koniecznie zobaczyć.