Warpaint – Warpaint

warpaintMam nieodparte uczucie, że w 2014 roku nie przesłucham tylu kapitalnych krążków co w roku poprzednim. Jest to pewnego rodzaju odczucie, którego nie mogę oprzeć żadnym racjonalnym argumentem. Może tylko tym, że po dobrym okresie następuje gorszy i na odwrót. W tezę tą nie mogę też zbytnio wpisać drugiego albumu grupy Warpaint, który jest całkiem niezły.

Słuchając tej płyty mam przed oczami pewien film o wilkołakach – „Ginger Snaps„. Też zbytnio nie wiem czemu. Obraz ten przedstawia dwójkę sióstr, ich typowe dla nastolatek problemy oraz fakt, że jedna z nich (ta ładniejsza) stała się wilkołakiem. Możliwe, że porównanie to wzięło się z muzycznego pazura zawartego w niektórych piosenkach na płycie i chowającego się pod rokliwym kobiecym wokalem? Swoje zrobił pewnie też ponury nastrój towarzyszący „Warpaint„. Tak, ta płyta nie epatuje słońcem a księżycem. Wsłuchajcie się w taki „CC„, który wprowadza w pewnego rodzaju trans i dyskomfort. Dźwięki zawarte na pozostałych trackach przywołują mi przed oczy krajobrazy z wspominanego filmu: boisko szkolne okryte liśćmi, amerykańskie przedmieście, liche domy i szare podwórka.

Warpaint lpBy zgrabnie zakończyć kwestie wilkołaków i moich odczuć poruszę sprawy czysto techniczne. Najnowsza płyta od Warpaint jest mocno osadzona w latach 90. Psychodela romansuje tutaj z shoegaze dając w efekcie ciekawe połączenie obu nurtów. Główną rolę gra na całej płycie dźwięk basu, który buduje atmosferę. Swoje robią także wstawki gitar czy też klawiszy. Lirycznie poruszamy się w tematach miłości. Nie są to teksty wybitne, aczkolwiek mamy sporo metafor uczuć i elementów naturalizmu. Mi osobiście do gustu najbardziej przypadły dwa utwory. Pierwszy „Love is to Die” bardzo fajnie się zapowiada przez pierwsze sekundy, jednak gdzieś w okolicach refrenu gubi urok przez co dalej nie jest już tak efektowny. Drugi to „Disco/Very” z kapitalna perkusją, który przypomina mi najlepsze momenty z płyty „Myth Takes” od !!!.

Generalnie „Warpaint” nie jest płytą wybitną, wszystko już było na innych albumach. Jednakże krążek nadrabia klimatem i całkiem niezłymi kompozycjami. Dobra pozycja na zimowe chłodne i ciemne wieczory. Ocena: 6/10.

 

Muzyczne podsumowanie roku: Listy Gości

listy gościTo już trzecia edycja „list gości” na łamach bloga. Po raz kolejny poprosiłem ciekawych artystów by stworzyli własne listy podsumowujące. W poprzednich latach mogliście przeczytać podsumowania od m. in. Izy Lach, Michała Wiraszki, Pawła Szupiluka czy też od zespołów Gówno, The Kurws, Turnip Farm i Plum. W tym roku zestaw artystów jest równie atrakcyjny. Miłej lektury!

KINKIKinki – zespół szczególnie popularny w Meksyku. Wydali w tym roku EP-kę „El Museo Del Las Momias„, która jest dobrym prognostykiem na przyszłość.

Polska muzyka:

1. Oles Brothers & Jorgos Skolias
2. HERA with Hamid Drake
3. Power Of The Horns
4. Wovoka – Trees Against The Sky
5. Mełech_Lichota
6. Obara International
7. Gorzycki Pater – Therapy
8. Wacław Zimpel Quartet
9. Mikołaj Trzaska Gra Różę
10. Nucleon – Galofalot
Zagraniczne:
1.Dawn of Midi – Dysnomia
2. Fire! Orchestra
3. The Necks – Open
4. Carate Urio Orchestra – Sparrow Mountain
5. Matana Roberts – Coin Coin Chapter Two_ Mississippi Moonchile
6. Yaylor Ho Bynum – Book of Three – continuum
7. Slobber Pup – Black Aces
8. Black Host – Life in the Sugar Candle Mines
9. Marc Ribot’s Ceramic dog – Your Turn
10.Yves Reichmuth Lucien Dubuis Quartet
11.Plaistow – Citadelle
KixnareKixnare  – czyli Łukasz Maszczyński, dj i producent muzyczny z Częstochowy. W ostatnim roku było o nim głośno za sprawą dobrze przyjętego albumu „Red„.
Lista ulubionych albumów i epek z 2013:
Mano Le Tough – Changing Days (Permanent Vacation)
Axel Boman – Family Vacation (Studio Barnhus)
Jesse Lanza – Pull My Hair Back (Hyperdub)
DJ Koze – Amygdala (Pampa)
Steven Tang – Disconnect To Connect (Smallville)
Beautiful Swimmers – Son (Future Times)
Space Dimension Controller – Welcome To Microsector-50 (R&S)
Bibio – Silver Wilkinson (Warp)
Four Tet – Beautiful Rewind (Text)
Darkstar – News From Nowhere (Warp)
The Flaming Lips – The Terror (Warner Bros)
Nick Cave & The Bad Seeds – Push The Sky Away (Bad Seed Ltd)
Vakula – Bandura002 (Bandura)
Les Sins – Grind (Jiaolong)
Leo Gunn – Sea Change (Deep Explorer)
Teengirl Fantasy – Nun (This Is Music)
Axel Boman – Black Magic Boman EP (Studio Barnhus)
Orson Wells – Never Lonely No More (Live At Robert Johnson)DLOSZKuba Kubica – Lider i wokalista zespołu Sound Q, który wydał w tym roku album „Barbarians„. Krakowski zespół można śmiało nazwać jednym z odkryć poprzedniego roku.
1. Jon Hopkins „Immunity”
2. Moderat „II”
3. James Blake „Overgrown”
4. Baths „Obsidian”
5. Machinedrum „Vapor City”
6. Oszibarack „12”
7. Deafheaven „Sunbather”
8. FKA Twigs „EP2”
9. The Field „Cupid’s Head”
10. Rudimental „Home”
Patrick.the PanPatrick The Pan – czyli Piotr Madej z Krakowa. Jego „Something of an End” było jednym z lepszych rodzimych albumów wpisujących się w szeroko pojętą muzykę alternatywną.
Chciałbym powiedzieć, że ten rok był muzycznie rokiem wzwodów. Niestety –  był to rok zawodów. Jednym tchem mógłbym wymienić kto mi w tym roku pokazał figę z makiem (z miejsca nie pozdrawiam m.in. Tindersticks, Trentemoller’a, Shearwater, Connan’a Mockasin’a, Volcano Choir czy Youth Lagoon) podczas gdy wyliczenie tych pamiętliwych wydawnictw wymaga już większej ilości tchnień. Najlepsze płyty to te, do których się po jakimś czasie wraca. Ja wracałem do tych:

Świat (kolejność przypadkowa)

1. These New Puritans – Fields of Reed
Ktoś gdzieś trafnie napisał, że tak by brzmiało nowe Radiohead, gdyby Yorke nie poszedł w elektronikę.  Specyficzną dla radiogłowych tendencję do kombinowania w kompozycji (szczególnie z okresu Kid A) TNP biorą tu na wyższy level i z mrokiem we tle, demonstrują jak zespół grający kiedyś post-punk odnajduje się na płaszczyźnie zahaczającej mocno o muzykę poważną. Wielu z dużym grymasem nazwało to przerostem formy nad treścią lub przekombinowaniem ja z czystym sumieniem nazywam to najpiękniejszym chaosem jaki w tym roku usłyszałem.

2. Justin Timberlake – 20/20 Experience CD.1
Płyta – hymn moich wszystkich wyjazdów na koncerty i pierwsza myśl gdy w stanie spożycia dobieram się na imprezach do YouTube’a.  Pamiętam, gdy trzy lata temu na Facebooku była moda na grupy o śmiesznych lecz stosunkowo trafnych w opisywaniu życia  nazwach . Jedną z nich była grupa: ”przech*j jako uniwersalne słowo określające czyjś geniusz”. I właśnie to słowo pcha mi się pod wąs gdy myślę o Justinie – Księżnej Dianie światowego show biznesu – zasłużenie kolekcjonującym uznanie na wszelkich płaszczyznach sztuki, na których by się nie pojawił. Teraz,  po 7 latach nieobecności na rynku muzycznym mógłby nagrać cokolwiek – ludzie i tak by to pokochali.  Więc co zrobił?  Stanął na głowie i nagrał płytę tak kapitalną pod każdym względem, że czapki z głów ściągają wszyscy – od jazzowych muzyków z którymi koncertuję po niezależnych artystów folkowych. 20/20 z niemałą odwagą wykracza poza pop z którym do tej pory Justina wszyscy utożsamialiśmy, pstrykając tym samym w nos wszystkim szefom stacji radiowych z całego świata, którzy zapewne mocno skonfundowani drapali się  głowach zastawiając się, jakby tu popieścić czas antenowy, żeby zmieścić w nim 8 minutowy singiel artysty, którego nie mogą nie puścić. Nie znoszę przekleństw w publicznych wypowiedziach, ale muszę to powiedzieć – przechuj.

3. Wreckmeister Harmonies – You’ve Always Ment so much to me
Po prostu się połóżcie i przeżyjcie tę opowieść.

4. Julianna Barwick – Nepenthe
Julianna robi to ustami. Tylko ustami i robi  to jak nikt inny. Pamiętam, że niejeden magiczny wieczór  z nią spędziłem po tym jak ukazał się jej debiutancki album „ The Magic Place” w 2011. Teraz Julianna wraca i choć dalej jej specjalizacją są popisy oralne, to na nową płytę wzięła ze sobą jeszcze parę innych zabawek – subtelne pianino, organy, smyczki. Efekt finalny jest powalający  – to najśliczniejsze mgiełki jakie słyszałem od czasów „Riceboy Sleeps” czy „Effective Disconnect” Briana McBride’a.

5. Darkside – Psychic

Mimo bardzo tolerancyjnych czasów, dziwnie patrzymy gdy widzimy starszego, siwego pana idącego za rączkę z młodą, atrakcyjną, dziewczyną, która ewidentnie nie jest jego wnuczką. „Na pewno leci na jego portfel”. A co jeśli  jedno na dziesięć takich zejść to prawdziwa miłość, bez grosza wyzysku i materializmu w tle? Co jeśli dziewczę to tak umie podejść do sprawy, że dziadzia przeżywa drugą młodość? Co jeśli dziewczyna znakomicie odnajduje się w jego zakurzonym, niemal jeszcze czarno-białym świecie i ma z tego nie lada przyjemność? Co jeśli są tak znakomicie dobrani, zgrani i zżyci, że osobom trzecim nie przeszkadza różnica pokoleń? Piękne to. A teraz w tej opowieści w miejsce starszego pana podłóżcie gitary a’la Knopfler / Gilmour a w miejsce dziewczyny  nowoczesną minimalistyczną elektronikę o mrocznym klimacie. Ja jestem zakochany w tej miłości.

Polska

1. Hokei – Don’t Go – najciekawszy z miliona projektów(zasłużenie) modnego Kuby Ziółka. Brudno, matematycznie, świetnie. I te dwie perkusje tak strasznie „mi robią”. Ahh…

2. Zalef – Zelig – dojrzała demonstracja eklektyzmu z przytupem w tle i z wyczuwalnym  za szybką i myszką Marcinem Borcem, który celująco zadbał o odpowiednie naostrzenie tej produkcji. Podwójna piątka dla Krzysia też za to, że definitywnie dołącza do grona artystów, których z czystym sumieniem można wymieniać jako tych, którzy po polsku śpiewać umieją.

3. Inqubator – The Spin EP – To tylko epka, jednak daje do myślenia i budzi niemałe nadzieje. Śmiem twierdzić, że nie Fismoll, nie Kari czy inne Bokki a Inqbator będzie (jak nagra całą płytę) najlepszym polskim szmuglerem zimnej, islandzko-skandynawskiej melancholii.

Stefan Nowakowski – założyciel i basista grupy Jazzpospolita oraz kontrabasista w zespole Niechęć.

Marcin Ciupidro – TALKING TREE

Solowy album wibrafonisty z Wrocławia, kiedyś grającego w cenionym przeze mnie Robotobiboku.  Ciekawa muzyka, transowa, trochę psychodeliczna, przy tym raczej łagodna i kojąca, zwłaszcza barwami wibrafonu i marimby. Dużo nakładających się, nieparzystych, połamanych metrów i wpadających w ucho melodii. Polecam wielbicielom Steve’a Reicha i Tortoise, do których sam się zaliczam. Wychodzi na to, że to moja ulubiona polska płyta z 2013. Z podobnych rzeczy Stara Rzeka też mi się podoba, ale aż tak mnie nie wciągnęła.

Bombino – NOMAD

Pod nazwą Bombino kryje się tuareg Omara Moctar, a płyta została wyprodukowana (co od razu słychać) przez Dana Auerbacha. Teoretycznie połączenie world music z rockiem z Ohio może budzić skojarzenia cokolwiek przyczerstwe, ale ja na szczęście włączyłem ją bez żadnej wiedzy kto gra. Granie naprawdę oryginalne, inne.

 The Necks – OPEN

Właściwie to znajdują się wśród moich zeszłorocznych faworytów bardziej za wspaniały, hipnotyzujący koncert.  Płyta bardzo dobra, ale nie oddaje magii występu na żywo. Jest taki polski film z lat siedemdziesiątych ,,Ostatnie takie trio” o kapeli weselnej grającej po wsiach. The Necks na wesele raczej nie koniecznie (choć ja na swoim chętnie bym ich posłuchał), ale tytuł filmu pasuje jak ulał: nie wiem, czy ktoś dzisiaj ma pomysł na tak nietypowe, nie dające się nazwać granie. Trans, jazz, ambient, szmery, hałas, cudowna komunikacja i odlot, nawet bez używek. Dla fanów nietypowego jazzu pozycja obowiązkowa.

Nick Cave & The Bad Seeds – LIVE FROM KCRW

Wspaniały koncert. W tym roku dzięki mojej żonie wróciłem nieco do słuchania gitarowego grania (patrz poniżej), a ten album bardzo mi się spodobał. Miejscami jest brudnawo, skrzypce i wokal trochę nie stroją, ale to tylko dodaje uroku, zwłaszcza, że to przecież nagranie z koncertu. Wspaniała energia z tego płynie, wciąga. Ponoć świetny występ na zeszłorocznym Open’erze – wypada mi żałować, że nie widziałem.

 Queens of the Stone Age – „… LIKE CLOCKWORK”

Czad! Przyznać mi trzeba, że nigdy się nimi specjalnie nie interesowałem, ale ten album bardzo mi podchodzi. Przeczytałem gdzieś ostatnio, że taki Josh Homme czy Jack White nie trafiają ze swoją muzyką w dzisiejsze czasy i myślę, że jest w tym trochę prawdy, że formuła typowo rock’n’rollowa jednak się mocno zużyła. Queens of the Stone Age dają nadzieję, że to, co najlepsze w hardrocku (ok, to się „stoner” nazywa) nie skończyło się w latach siedemdziesiątych.

niechęćMichał Kaczorek – perkusista w grupie Niechęć.

Rok 2013 był dla mnie bardzo udany, a to za sprawą między innymi tego, że podczas niego słuchałem najczęściej takich oto płyt, które i Wam do posłuchania polecam:
 
Toe – The Book About My Idle Plot On a Vague Anxiety
Mouse On the Keys – An Anxious Object
The Shaolin Afronauts – Quest Under Capricorn
Patrick Watson – Adventures in Your Own Backyard
The Necks – Sex
Efterklang – Piramida
Laura Veirs – Warp & Weft
Bon Iver – Bon Iver
Nostalgia 77 Octet – Weapons of Jazz Destruction
John Boutte – Treme
Yo La Tengo – Fade
Alice Coltrane – Ptah The El Daoud
Tonbruket – Dig It to the End

Muzyczne podsumowanie roku: Płyty

albumyiPoniższe zestawienie 15 najlepszych płyt 2013 roku nie było dla mnie najprostsze do ułożenia. Pominąłem sporo bardzo dobrych płyt, które chciałem wyróżnić. Wynika to głównie z faktu, że w poprzednich 12 miesiącach pojawiło się wiele dobrych, równych albumów. O ile w poprzednim roku byłem pewien miejsca numer jeden o tyle w tym roku nie miałem już takiej pewności. Mimo to uklepałem top 15 a pozostałe miejsca wklejam w komentarzu. Czekam też na Wasze zestawienia.

Push-The-Sky-Away15. Nick Cave and The Bad Seeds – Push The Sky Away. Nick Cave z grupą The Bad Seeds zaliczył udany powrót. O jego „Push The Sky Away” nie napisano nigdzie złego zdania a album wylądował w większości podsumowań całorocznych. Nie inaczej jest u mnie. Australijczyk nagrał płytę epicką, poetycką i klimatyczną w której rzadko śpiewa a częściej melorecytuje. „Push The Sky Away” to porcja dobrej muzyki zarówno dla starych fanów twórczości Cave’a jak i słuchaczy mniej wyrobionych. Przy surowych, melancholijnych melodiach tej płyty pierwsze skrzypce grają wspaniałe, literackie teksty Austrlijczyka. To kolejna świetna pozycja w jego dyskografii.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

Wavves-Afraid-of-Heights14. Wavves – Afraid of Heights. Nathan Williams po raz kolejny potwierdza, że potrafi pisać fajne gitarowe piosenki. Na „Afraids of Heights” mamy sporo dobrych gitarowych riffów i energetycznego lo-fi. Jednakże nie są już to tak słoneczne utwory jak na „King of The Beach” a bardziej depresyjne nuty z tekstami w stylu „I’m ugly, You Boring” lub „I’ll Be Alaway Be On My Own„. Myślę, że to po prostu kolejny krok kalifornijczyka w jego artystycznym życiu. Nie jestem jednak pewien czy do przodu, czy do tyłu? Generalnie płyta na tyle przypadła mi do gustu, że słuchałem jej większą część wiosny.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

jon hopkins_immunity13. Jon Hopkins – Immunity. Młody Anglik to specjalista od muzyki elektronicznej. Jego „Immunity” to majstersztyk pod względem detali. Od strony technicznej płytę można chwalić w nieskończoność. Zawartość również zachwyca, jednak nie na tyle by płyta mogła się znaleźć w pierwszej dziesiątce. Jest specyficzny klimat, momenty wprowadzające w trans oraz ciekawe brzmienie. Krążek ten szczególnie dopasował mi do podróży samochodowych o czym pisałem już w recenzji. Generalnie mało słucham elektroniki i nie mam porównania, ale najnowszy longplay od Jona Hopkinsa doceniam i szczerze polecam.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

JANELLE-MONAE-ELECTRIC-LADY12. Janelle Monae – The Electric Lady. Chyba najlepsza płyta mainstreamowego r’n’b zeszłego roku. Kapitalne single: „The Electric Lady„, „Primetime„, „Q.U.E.E.N.„. Idealnie dopasowane występy gościnne, które łączą rutynę (Prince! Erykah Badu) z świeżością (Miguel, Solange). Monae stworzyła fajny koncept-album opowiadający o kobietach. Są tutaj takie postaci jak: Dorothy Dandridge i astronautka Sally Ride. Poza tym pojawia się alter ego artystki – android Cindi Mayweather, z którym mieliśmy już do czynienia na płycie „The ArchAndroid„. Pomimo tego, że płyta jest lekko nierówna (mocny początek, słaby koniec) to mocno mi umilał ten materiał jesienne wieczory.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

arctic-monkeys-am11. Arctic Monkeys – AM. Zespół z Shieffield dzięki nie małej pomocy Josha Homme’a znalazł na siebie właściwy sposób. Brytyjczycy porzucili image rozczochranych, pryszczatych chłopców z okładki NME i w końcu dojrzeli. Dojrzeli do tego by nagrać album na którym jest i pustynia i deszcz, Black Sabbath i The Beatles, melodia i chaos. Album, który zachwyca i porywa. Warto nadmienić, że duża w tym zasługa lidera Arctic Monkeys – Alexa Turnera. Jego teksty nigdy nie był tak dobre jak na „AM„, rozwinął się również wokalnie. Nie jest już skrzeczącym dzieciakiem z gitarą, jest gwiazdą rocka, która hipnotyzuje słuchacza. Mainstremowy rock dzięki takim krążkom ma się bardzo dobrze. Mam nadzieje, że nie był to jednorazowy wyskok i zespół jeszcze raz nas mile zaskoczy.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

longliveasap10. A$AP Rocky – Long.Live.A$AP. Najbardziej imprezowa płyta roku. Rakim Mayers opóźniał premierę, gdyż dopracowywał materiał do najmniejszego, najdrobniejszego szczegółu. Po debiutanckim „Live.Love.A$AP” oczekiwania był duże, raper z Harlemu zdecydowanie dał radę. A$AP Rocky na „Long.Live.A$AP” zachwyca przede wszystkim kapitalnymi, nowoczesnymi podkładami oraz bogatą listą gości ( m. in.Kendrick Lamar, Drake, Skrillex!?!). Całość jest oczywiście przesiąknięta swagiem a ilość użytych sampli wywołuje ból głowy. Generalnie wszystko zostało tutaj odpicowane na bogato a sam A$AP Rocky w umiejętny sposób potrafi sprzedać się by załapać się do mojego TOP 10 płyt a.d. 2013 roku.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

incnoworld-608x6089. inc. – No World. Z inc. flirtowałem już w 2012 roku. „The Place” propsowałem przy okazji sylwestrowej playlisty. Polecałbym inne single na minionego sylwestra, ale nie udało się skleić playlisty. Wracając jednak do inc. Debiutancki longplay braci Andrew i Daniela Aged trochę niesłusznie pozostał w cieniu „Overgrown” Jamesa Blake’a i „Shrines” Purity Ring. „No World” to zdecydowanie najlepsza rzecz z pogranicza r’n’b i alternatywy, która ukazała się w zeszłym roku. Odnajdziemy tutaj sporo odniesień do muzyki lat 90. Pomimo tego, że inc. w kapitalny sposób jest jednocześnie retro i innowacyjne to „No World” niestety nie wydaje się być albumem przełomowym. Jednak bracia Aged wciąż się rozwijają, dlatego przeczuwa mi się, że to dopiero początek i jeszcze o nich usłyszymy nie raz.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

James-Blake-Overgrown-608x6078. James Blake – Overgrown. James Blake był już chwalony przy okazji debiutu „James Blake” z 2011 roku. Przyznaje, że nie spodziewałem się po nim TAKIEJ płyty. Młody Anglik w doskonałych proporcjach połączył muzykę modną z muzyką ambitną. Dlatego „Overgrown” powinno przypaść do gustu każdemu. Znajdziemy tutaj elementy popowe, hip-hopowe, gospelowe oraz muzyki r’n’b. Nie wiem czy to sprawka tego, że zakochał się czy tego, że ma głowę na karku i talent? Jednak na pewno wiele mu dały lekcje od amerykańskich mentorów Drake’a i Kanye Westa. Nagroda Mercury Prize jak najbardziej zasłużona.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

danny-brown-old7. Danny Brown – Old.Old” był krążkiem wyczekiwanym przez wielu fanów hip-hopu. Dla oryginalnego rapera z Detroit jest to już trzeci album w karierze, jednak dopiero pierwszy tak głośno komentowany. Danny Brown zasłynął głównie dzięki współpracy z A$AP Rocky’m a także kapitalnemu „Grown Up„. Jego tegoroczny longplay to album koncept, który można podzielić na dwie części. Pierwsza oparta na klasycznych beatach (choć nie do końca) to powrót do młodości. Druga część to utwory bardziej nowoczesne i „swagowe” opowiadające o starym już Brownie. Chociaż niektórzy mówią, że Danny Brown nie porywa na „Old” to uważam, że ta płyta na stałe wpisze się w historię hip-hopu.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

Kanye-Yeezus6. Kanye West – Yeezus. Z „Yeezusem” mam problem. Gdy recenzowałem ten album dałem mu zaledwie 7, czyli ocenę wykluczającą ją z wpisanie w TOP 15. Jednak Kanye Westa należy wyróżnić. Po pierwsze za jego cholerną ambicję, a po drugie za innowacyjność jaką wprowadza w hip-hop? No właśnie, czy to jeszcze hip-hop czy już noise? Poza tym czy on nadal potrafi rozróżnić co na tej płycie było zagrane na poważnie, a co dla żartu? Pytań jest wiele a sam West nie mówi nic na ten temat tylko zgrywa buca i strasznie irytuje. Mam również wątpliwości czy też za parę lat nie odkryjemy, że daliśmy się nabrać a „Yeezus” okaże się nie tak ważnym dziełem jak je opisywano.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

qotsa-likeclockwork5. Queens of The Stone Age – …Like Clockwork. Chyba najlepsza gitarowa płyta poprzedniego roku. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się po QOTSA niczego specjalnego a tu takie zaskoczenie. Momentami myślałem już nawet, że nie ma zespołów, które potrafią poza debiutem nagrać jeszcze jedną wybitną płytę. Tak się składa, że Josh Homme z swoim zespołem debiutu nie miał udanego jednak od czasów „Songs for The Deaf” nie zachwycał. Na najnowszej płycie zespół prezentuje swoją melodyjną stroną, aczkolwiek nie brakuje tego charakterystycznego pazura. Josh Homme zadziwia, nie dość, że robi płytę Arctic Monkeys to sam ze swoim bandem nagrywa perełkę.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

Run-The-Jewels-Cover4. El-P & Killer Mike – Run The Jewels. W większości recenzji raperski duet EL-P i Killer Mike’a porównywany był do kolaboracji Kanye Westa i Jay-Z. Prawda jest jednak taka, że to Watch The Throne mogłoby czyścić buty Run The Jewels. El Producto stworzył kapitalne podkłady używając sporo elektronicznych dźwięków z lat 80. Killer Mike natomiast jest jeszcze lepszy w swojej nawijce niż na zeszłorocznym „RAP Music„. Ponadto obaj panowie świetnie się dopełniają przywołując na myśl rzucanie słów w stylu RUN/DMC czy też Beastie Boys. Zdecydowanie najlepsza hip-hopowa płyta zeszłego roku, którą kończy fenomenalne „A Fucking Christmas Miracle„.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

mbv3. My Bloody Valentine – m b v. Na tą płytę czekali wszyscy. „Loveless” to krążek legenda, jedno z najlepszych dokonań w muzyce w ogóle. A czy „m b v” jest kontynuacją na miarę poprzedniczki? Zdecydowanie tak. Kevin Shields z ekipą po ponad 20 latach przerwy zachwycił ponownie. Kompozycje zawarte na „m b v” są idealnym rozwinięciem tego z czym mieliśmy do czynienia na krążku z 1991 roku. Płyta jest perfekcyjna pod każdym względem i brzmi tak jakby te 22 lat przerwy był zaledwie 22 miesiącami. Pisanie o tej płycie jako o piosenkach mija się z celem. O tym albumie zawsze będzie się pisało jako o wydarzeniu, części życia społecznego, jego aspektach dla całej muzyki. Kiedyś ktoś powiedział, że obecnie nie czeka się na wielkie albumy. „m b v” pokazuje, że to twierdzenie było błędne.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

These-New-Puritans-Field-of-Reeds12. These New Puritans – Field of Reeds. Pamiętam, że za pierwszym razem ta płyta mnie okropnie znudziła. To zadziwiające jaką drogę przeszła by znaleźć się właśnie tutaj. W tych nutach zakochałem się dopiero gdy usłyszałem je na żywo (stream z Openera). Towarzyszyła mi przez całe późne lato i pierwsze jesienne dni. To strasznie smutna, aczkolwiek piękna i klimatyczna muzyka. These New Puritans od początku dawali znaki, że nie są kolejnym brytyjskim indie zespolikiem a dowodem na to jest właśnie „Field of Reeds„. Ich opus-magnum do którego doszli starannie dopracowaną drogą i które będzie cholernie trudno powtórzyć. Szkoda, że Thome Yorke z Radiohead nie poszli tą drogą.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

Nothing_Was_the_Same_cover_11. Drake – Nothing Was The Same. Drake zasłużył na jedynkę zdecydowanie. Być może „Nothing Was The Same” nie jest tak kapitalnym albumem jak zeszłoroczne „good kid, M.A.D. city” Kednricka Lamara i być może nie jest tak innowacyjne jak „Yeezus” Kanye Westa, ALE jest to materiał świetny, równy oraz zróżnicowany. Dla Kanadyjskiego rapera był to wyjątkowo pracowity rok. Oprócz tego wyśmienitego albumu wypuścił on również szereg świetnych singli, które wydawało się, że zasilał tracklistę tegorocznego LP. W tym przypadku ilość w żaden sposób nie wpływa negatywnie na jakość. Najchętniej przeze mnie wałkowana płyta w domu i samochodzie. Poza tym Drake’a nawet śpiewa Wojciech Szczęsny w Aucie.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje