Off’owe propozycje część pierwsza

off2013Offowe ogłoszenia z tygodnia na tydzień są coraz ciekawsze, dlatego wracam do standardowego systemu przedstawiania tego co najlepsze. Póki co jeszcze nie o My Bloody Valentine – jeszcze nie ogarnąłem tej płyty.

Mykki Blanco - Cosmic Angel The Illuminati PrinceMykki Blanco – Cosmic Angel: The Illuminati Prince/ss (2012). Mykki Blanco to postać nieco kontrowersyjna. Początkowo nie potrafiłem odgadnąć jego płci! Jednak z odpowiednią pomocą wujka Google wiem wszystko – Mykki Blanco to transwestyta. W wolnym czasie lubi ubierać damskie wdzianka. Nie oceniam, jednak zauważam, że betonowe i konserwatywne (w kwestii preferencji seksualnej) towarzystwo hip-hopowe zaczyna powoli się kruszyć. Kogo tak na prawdę dziś obchodzi gejostwo Franka Oceana? Być może wkrótce nikogo nie zdziwi teledysk z facetem stylizującym się na babkę (albo już nie dziwi?). Ok ja tu srutututu a Mykki Blanco to raper, który ma na koncie dobrą płytę. „Cosmic Angel: The Illuminati Prince/ss” to album na czasie, wpisuje się w ostatnią modną stylistykę określaną SWAG. Nie zabraknie ciekawych, bystrych porównań, nawiązań do sexu, dziwek, narkotyków, alkoholu – czyli kolejna dawka ultra hedonizmu. A wszystko doprawione odrobinką polityki. Podkładowo album brzmi jak starsze utwory A$apa Rocky’ego – mocno wyeksponowana linia basu ozdobiona różnymi akcencikami. To dobry materiał aczkolwiek momentami nierówny. Pojawiają się zbędne dłużyzny. Natomiast o samym Mykki Blanco usłyszymy pewnie jeszcze nie raz. Propsy za pierwsze rapsy na Offie, ale czekam na zdecydowanie więcej. Ocena: 6/10.

Walkmen_Heaven-LRRThe Walkmen – Heaven (2012). Za recenzję tej płyty zabierałem się wiele razy, jednak jakoś nigdy nie było odpowiedniej motywacji i nawet pomysłu co by tu napisać o ich muzie? Teraz okazja jest idealna, zaproszenie na Off Festival. trzeba w końcu napisać recenzję „Heaven”. The Walkmen to okropni nudziarze… jednak jak oni wspaniale przynudzają! Najnowsza płyta oczywiście nie jest ich najlepszą a nawet nie zbliża się do poziomu debiutanckiego krążka „Everyone Who Pretented To Like Me Is Gone”. Jest poprawnie, materiał jest melodyjny, momentami teatralny, ambitny, ale bez większego polotu. Ot lekkie pitu-pitu w sam raz na jesienne wieczory. Jest estetycznie, ładnie, każda gitarka została odpowiednio dopieszczona, ale poza tym „Heaven” nie wiele nam oferuje. Tytuł jest zmyłkowy, nieba nam nie zaserwowano. Ocena: 6/10.

METZ_typeMetz – Metz (2012). Metz to kanadyjskie trio grające muzykę z pogranicza indie rocka i punku. Słuchając ich debiutanckiej płyty „Metz” z 2012 roku słychać dwie rzeczy. Po pierwsze szeroki wachlarz inspiracji takimi klasykami jak Mission of Burma czy też The Pixies (Swoją drogą te zespoły też by mogły zagrać na Offie!). Po drugie na płycie słychać wszelkie cechy wielbione przez panów z Sub Popu takie jak energiczność i świeżość. Te jedenaście piosenek świata nie zmienia, ale wyjątkowo przyjemnie się tego słucha. Tekst o nocnych, męskich eskapadach na miasto pełne pewnej psotności idealnie komponują się z wyjątkowo brudną i ostrą grą gitar. Takie utwory jak „Rats” czy też „Wasted” to istna poezja hałasu. Niestety jednak momentami wydawało mi się, że niektóre piosenki się powtarzają. Kompozycje nie wyróżniają się zbytnio od siebie przez co album wydaje się być nagrany na jedno kopyto. Mimo to czuć tutaj pewną świeżość i energię, która pozwala przypuszczać, że nagrają jeszcze nie jedną ostrą piosenkę a na offowej scenie zaprezentują ów materiał wyjątkowo niegrzecznie. Ocena: 6/10.

Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach – Bytom, 16.03.2013

kombajngotykNa koncert Kombajnu na Górnym Śląsku czekałem 6 lat. Ostatni ich występ w moim regionie odbył się w Chorzowie w 2007 roku! W dodatku problemy ze sprzętem i ponad godzinne opóźnienie spowodowało, że nie mogłem zobaczyć występu Zagańskiego i reszty do końca. W czasie tych sześciu lat zespół koncertował mniej niż zwykle a zapowiadane koncerty często odwoływano. Dlatego też dla Ślązaków smak na ICH występ był znacznie większy niż za czasów prezydentury Busha Juniora.

Na początku tego roku zorganizowali mini trasę na której znalazł się również Bytom. Pomimo tego, że nie mam najlepszego zdania na temat tego miasta to przez ten jeden dzień Bytom był stolicą Śląska. Klub Gotyk – w którym odbył się karmelkowo-gruzowy spektakl nie różni się niczym od znanych mi lokali z Mikołowa, sala w której odbywał się koncert nie robiła dobrego wrażenia ze względu na swoją pojemność. Jednak ja zawsze lubiłem tego typu sale, gdyż pozwalają na lepszy kontakt z zespołem.

Za support można uznać Materac. „Pamiętacie coś Materaca?” tym zapytaniem zaczął się występ duetu Zagański-Koprowski wzbogacony o gitarzystę Tomka Śliwkę, który zagrał dwa pierwsze utwory z pamiętnej płyty „Andersen Dobranoc”. Oczywiście wszystko w ramach przygotowania i nastrojenia instrumentów, jednak z zaciekawieniem się przyglądałem temu luźnemu graniu, widać było w tym radość. W ogóle cały późniejszy, blisko dwu-godziny koncert KDZKPW był pełen pozytywnych emocji. Ciężko mi pisać o takich występach jak ten. Ilość przeżyć powoduje, że chciałbym napisać wszystko, każdy gest, każdą nutę, każdy akord, każde wspaniałe uderzenie w talerze perkusji. Jednak postaram się przekazać jak najwięcej istotnych informacji nie popadając jednocześnie w histerię piętnastolatki widzącej Justina Biebera.

Setlista mocno przypadła mi do gustu, była to mieszanka utworów z  najnowszej płyty „Karmelki i Gruz” z starszymi „hiciorami”. Zaczęli od „Waniliowego Nieba”, które idealnie pasuje na opener kombajnowego koncertu. W tym momencie jeszcze nie dowierzałem, że jestem tutaj i słucham Kombajnu live. Nie zabrakło wywoływanych przez publikę „Połączeń” oraz „Warszawy”. „Lewą Stronę Literki M” godnie reprezentowały ‚Uczucia” i zmodyfikowane „Roboty”. Wspaniale na żywo brzmią piosenki z ostatniej płyty. Usłyszenie „Morświnów”, „Wysokich Obcasów” oraz zapodanych na sam koniec „Tulipan i Ćmy” wywoływało uśmiech i momentami ciarki na plecach. Każda ich piosenka była częścią kapitalnego show. Ani przez moment nie pojawiła się nuda.

Zespół grał energicznie i z typową dla nich pasją. Nie zabrakło również zabawnych tekstów Zagana, który miał bardzo pozytywny kontakt z widownią. Słuchacze też dali radę, nie było w klubie ani jednej przypadkowej osoby, która by nie znała chociaż jednej piosenki KDZKPW. Jednemu kolesiowi nawet powierzono odśpiewanie „Planety i Liście”. Po zakończonym koncercie i wylaniu przez muzyków wiadra potu widownia wymusiła bis w postacie wspomnianego wyżej utworu „Tulipany i Ćmy”. Wciągająca końcówka ów piosenki stanowiła idealne zwieńczenie pięknego występu. Czekamy na kolejny Wasz występ na Górnym Śląsku!

O.S.T.R. & Hades – Haos

haosKolaboracja starego wyjadacza i młodego wilka podbijają listy sprzedaży w Empiku.

O.S.T.R. to sprawdzona i pewna marka. Łodzianin uważany niegdyś za mistrza freestyle’u cieszy się uznaniem fanów głównie za dobre teksty. O.S.T.R. czyli Adam Ostrowski zawsze wyróżniał się od innych rodzimych MC. Nie należał do „ludzi miasta” ani też do grupy rozrywkowych hedonistów kojarzonych z Tede. Ostry swojego targetu szukał w ludziach młodych, wykształconych, dobrze wychowanych i sfrustrowanych. Hades natomiast to odkrycie ostatnich lat, młody MC z Warszawy zdążył już błysnąć dzięki longplay’owi „Nowe dobro to zło”.

Współpraca omawianej dwójki nie była taką oczywistością jakby to się wydawało. Wszystko zaczęło się od Emade, który zainicjował tą współpracę do jednego kawałka. Maszyna ruszyła i w ten sposób mamy „Haos”.

Słuchając tej płyty doszedłem do pewnej konkluzji. Tak płodny raper jak O.S.T.R. powinien chyba zrobić sobie dłuższą przerwę. Co prawda liczna dyskografia robi wrażenie mimo to od jakiegoś czasu mówi się regresie w twórczości łodzianina. „Jazzurekcja”, która stanowi opus magnum jego twórczości za rok będzie obchodziła 10-lecie, po drodze było jednak różnie. Tak wysokiego poziomu już nie osiągnął. Tym razem również nie.

Teksty, które zawsze były cechą rozpoznawczą ostrego są owszem dobre, ale nie wpadają na dłużej do głowy. Bity, które w większości zostały stworzone przez Ostrowskiego są momentami strasznie toporne. Mało tutaj smaczków, w zasadzie momentami czułem jakby płyta toczyła się na jednym podkładzie od początku do końca. Oczywiście nie tyczy się to całego materiału bo jest tu kilka dobrych momentów takich jak „Psychologia Tłumu” oraz „Sugar Haze”. Inaczej wygląda sprawa z Hadesem. Czuć w jego rapsach, że obecność O.S.T.R-ego pozytywnie na niego wpłynęła, być może mamy już godnego następcę Łodzianina?

„Haos” to dobra pozycja dla wiernych fanów Ostrego, dla pozostałych będzie to jedynie zabawa na kilka odsłuchań. Toporne bity i nijakie teksty powodują w pewnym momencie poczucie znużenia. Obawiam się, że poza sukcesem w sprzedaży płyta ta nie zostanie zapamiętana wyjątkowo pozytywnie. Ostry z pewnością ma wiele nam do przekazania, jednak powinien dobrze się zastanowić co jest w tym przekazie najważniejsze a co zbędne. Ocena: 5/10.

P.S. Plus za wstawki z Cartoon Network.

Posłuchaj