Bon Iver – For Emma, Forever Ago

bon-iver-for-emma-forever-agoPozostał lekki bezsens? Poczucie znużenia? Niezadowolenie, złość czy pragnienie ciepła? Chujnia raczej też nie. W pewnym sensie. Pozostał Bon Iver. Bo słyszałem o nim a nigdy jego samego.

I poznałem Bon Iver. Koleś z gitarą nucący głównie piękne ballady. Wzruszające melodie. Wypełniając przy tym serca jakimiś emocjami. Gdyby określić jego muzykę jednym słowem to myślę, że przymiotnik „piękna” byłby najlepszym rozwiązaniem. Tylko dlaczego tak jest? Wielu artystów chwyta za gitarę i też komponuje. Taki Pete Doherty chociażby ostatnio. Co go rozróżnia od innych? Sam sobie zadałem trudne pytanie. Każdy powinien po przesłuchaniu płyty spróbować sam sobie odpowiedzieć. Płyta spodoba się na tyle, że będziecie mieli wiele interpretacji podobnych do moich.

To, że Justin Vernon jest prawdziwy w tym co robi, słychać to od pierwszego momentu obcowania z płytą. Nie przynudza a wręcz zaciekawia melodią, tekstami czy też wokalem. To, że płyta praktycznie to tylko gitara i głos Vernona. Brak hałasu. Harmonia, spokój, miłość. Patos? Raczej brak, ale jak już się pojawia. Nie drażni, ale czy on występuje? Chyba nie doświadczyłem. Doznałem.

For Emma. Emma musiała być jedną z piękniejszych istotą tego świata skoro potrafiła natchnąć muzyka do skomponowania nie mniej pięknych melodii. Kobiety potrafią być najlepszą muzą dla artysty. Trochę brakuje obecnie wzajemnego szacunku. W czasach kiedy śmieszą nas dżołki typu „Czym się różni kobieta od dzika?… niczym! oboje szukają mordą żołędzi!” trochę za daleko zabrnęliśmy. Chyba nie o to w tym wszystkim chodzi.

Podarowany Bon Iver to najsmaczniejszy prezent. Uroczy. Owinięty kokardką od serca. Przeżycie kilku świetnych chwil, doświadczenie miłości, szczęścia. Mimo wszystko było warto, mimo, że teraz inaczej to brzmi. I wszystko jest inne.Dla mnie. Ocena 8/10.

P.S. Skinny Love. Od tej melodi się zaczęło i na niej chyba skończyło. Na szczęście jutro jest sobota.

Blondie – Parallel Lines

BlondieParallelLinesJestem za młody by pamiętać lata 70, Nowy Jork, New Wave i te sprawy. Nie będę oryginalny. Wszystko zaczęło się od Heart of Glass.

„Królowie nocy” fajny gangsta film z 2007 roku. Pierwsza scena filmu przedstawiająca głównego bohatera pieszczącego swoją egzotycznądziewczynę okraszona właśnie tym szlagierem na tyle mnie zaintrygowała, że sprawdziłem kto gra tego parkietowego klasyka. Blondie. I tak się zaczęło. Okazało się, że sporo piosenek tej formacji znam dobrze a reszta wcale nie jest gorsza. Parallel Lines to najlepsza płyta w dorobku grupy i ogromny krok do przodu jeżeli chodzi o muzykę. Zaczynamy.

Hanging On The Telephone daje kopa na samym starcie. Nie zapominajmy, że Debbie Harry z chłopakami to na początku punkowcy. Nie tacy true punkowyc, ale jednak. Można powiedzieć punkowcy z keyboardem.  Od czegoś trzeba było zacząć. Heart of Glass sprawił, że przybrnęła do nich etykieta zespołu disco. Obecnie nie powinno się ich szufladkować. Blondie to klasyka, legendy. Przecież nikt teraz się nie zastanawia czy The Beatels byli indie? Wracając do płyty. Heart of Glass – 6 minutowy killer parkietu, wcześniej znany jako Once I Had A Love. Dopracowany, przerobiony na klimaty dyskotekowe. To był strzał w dziesiątkę. Wcześniejsze wersje utworu zapowiadały coś ciekawego, ale nie genialnego. Okazało się, że jest to materiał na hit XX wieku.

W zasadzie ta płyta to same genialne piosenki. Tak zwane muzyczne ideały, których obecnie ciężko znaleźć. Taki Picture This. Skumajcie perkusje. To co wyrabia Clem Burke na garach zapiera dech w piersiach. Fade Away And Radiate. Kurwa ten początek. „Ooh baby, I hear how you spend night-time:Wrapped like candy in a pure blue neon glow.” No i oczywiście Chris Stein z swoimi dziarskimi riffami. Sunday Girl natomiast pełne radości sprawia, że sami klaszczemy jak nasi dziadkowie w latach 60.

Nie ma co dalej zachwycać się nad poszczególnymi utworami. Blondie przeszło do historii. Nikt tego nie podważy. Oczywiście ogromna w tym zasługa frontmenki Debbie Harry, która uchodziła za blond piękność. Obdarzoną dodatkowo wspaniałym głosem i charyzmą wywołuje u mnie dreszcze. Reszta chłopaków to ładnie ubrane tło dla byłego króliczka Playboya. Zastanwiam się co robiłem w 2005 roku kiedy byli w Polsce?! Mimo, że Debbie jest już w wieku mojej babci to nadal potrafi przyciągnąć uwagę. Panie odpuść mi grzechy. Ocena: 10/10.

Hanging On The Telephone.

Kumka Olik – Jedynka

gumka katolikW telewizji wielkie muzyczne show. Hit Generator z takimi gwiazdami jak Zakopower i młodziakami typu KID A. Kumka Olik wschodząca gwiazda polskiej muzyki rozrywkowej. Michał Wiraszko też gdzieś tam obok. Zacząłem więc słuchać tego wielkiego objawienia indie rocka w Polsce i jakoś nie potrafiłem dotrwać do końca płyty. Pisać mi się też o nich nie chce bo już wszystko w zasadzie zostało powiedziane:

Gość: menotme [5 maja 2009] zagraj leszczu jak młodziaki, a potem wpadaj w pseudomentorskie tony, yle chcesz. nie jest to dobra muza, ale co innego dzieciaki moga ci zaoferowac? niewiele przeciez widzieli, dajmy im czas

Gość: pszemcio [5 maja 2009] LOL!

Gość: niunia [5 maja 2009] a dla mnie „zaspane” to jednak przede wszystkim the la’s „there she goes”

Gość: joł [5 maja 2009] moim zdaniem to oni reprezentują zupelne NIC.
o tekstach to az boje sie wspomnieć bo zaraz zaatakują mnie dzikie hordyy rozowych gimnazjalistek

Gość: pocketcalculator [5 maja 2009] „there she goes”
zgadzam się. rytm w refrenie i charakterystyczny riff przypominają również wczesny Cast, hah. dużo bardziej niż Strokes. ale to nie jest jakiś zarzut. merseybeat jest dość ok.

Gość: 48latek [5 maja 2009] Nie wiem, z czego to wynika, ale screenagersi mają duży „problem” z ta płytą. Zaglądam do Was już od kilku lat, pod większością rzeczy się podpisuję natomiast zdecydowanie cieplej oceniam ten zespół i ich debiut. Od wielu lat (zaczynałem jeszcze w latach 70-siatych) słucham gitarowej pozytywnej zakręconej muzyki i zassysanie jest dla mnie czymś oczywistym.

Gość: mgshm8 [5 maja 2009] ktos musial zaczac prawdziwy indirok w polsce ale jezeli chodzi o moje zdanie im to srednio wychodzi

Gość: Brzuch [5 maja 2009] Ale oni mają plecy.

Gość: joł [5 maja 2009] sory, do hammonda to brakuje im tyle i jeszcze troche.

Gość: sir_FoX [6 maja 2009] Tak na moje, to bardziej reprezentatywna dla polskiego Indie była już płyta Lili Marlene z Rossmana, niż to. Kumka Olik jest po prostu złe.

Gość: M [6 maja 2009] Ludzie to jest koszmar już OOT jest lepsze…

Gość: Kamień [6 maja 2009] Jak dla mnie ta płyta obiecuje tylko zażenowanie.
W każdym wywiadzie z nimi pada CKOD i zastanawiam się właściwie czemu.Co ma piernik do wiatraka.Nie ta klasa raczej.
Jest mnóstwo nieznanych kapel w tym kraju ,które grają na tym samym poziomie lub wyższym więc nie wiem czemu promują ich.Raczej słaba odpowiedź na trendy zachodnie,jeśli już wielka wytwórnia musi odpowiadać na te trendy to mogliby znaleźć kogoś lepszego do „odpimpowania”

Gość: elli [6 maja 2009] ale za to przystojni są. i pochodzenie odpowiednie (tata w Malarzach i Żołnierzach czy czymś)

Gość: mgshm8 [7 maja 2009] ale itak wiec ze sa chujowi prawda|?

Gość: Mak [7 maja 2009] I tak wiadomo że te komentarze to robią muzycy z niezrealizowanych składów. Nikt wam nie obiecał że będzie lekko. Tylko nielicznym się udaje.

A nazwa płyty sponsorowana przez naszą rodzimą telewizję publiczną czy o co kaman? Ocena: 2\10.