Beach House – Bloom

Muzyka bez dream popu byłaby tym czym ludzkość bez marzycieli.

Dobry dream pop jest w cenie. Nie wiem czy moje uwielbienie dla tego gatunku jest efektem ciągle zmieniającej się  mojej wrażliwości muzycznej czy może po prostu wczesną oznaką starości. Aczkolwiek to drugie bym skreślił bo jak pokazuje licznik na last.fm to ostre granie wciąż jest w topie. A dream pop wydaje się w tym przypadku idealną alternatywą na spokojną niedzielę przy herbatce i pierniczku.

By dało się tego słuchać musi być melodyjnie, łagodnie, kreatywnie. Beach House wydaje się podążać tą drogą konsekwentnie. „Bloom” nie wiele się różni od „Teen Dream” z 2010 roku. Można się doszukiwać pewnych różnić, ciekawostek itd. Jednak na pierwszy rzut ucha słychać, że Victoria Legrand i Alex Scally podążają sprawdzoną ścieżką. I dobrze!

Z pewnością jest troszkę bardziej energicznie. Tym razem nie można mówić o tym, że podczas słuchania tej płyty zaśniemy wraz z pierwszą piosenką. Wystarczy wspomnieć jakim świetnym openerem jest „Myth”, gdzie samo wejście perkusji daje fajny efekt. Wydawałoby się, że wszystkie piosenki będą oparte na miłym pitu pitu gitary, usypiającym wokalu oraz iście anielskich melodiach. A jest jednak kilka dość mocniejszych momentów. Przykłady? wstawki gitarowe z „The Hours” niczym wyrwane z debiutu Interpolu czy też epicka końcówka „Irene”. Utwór „New Year” brzmi natomiast jak lajtowa wersja którejś piosenki z zeszłorocznej płyty Ringo DeatStarr.

Nie zgodzę się z niektórymi zdaniami, że ten album rozczarowuje i podąża nie wiadomo gdzie. Wydaje mi się, że duet z Baltimore dokładnie wie gdzie ma podążać. „Bloom” to dobra płyta, równa i miła w odbiorze. Nie zawiedzie żadnego miłośnika formacji spod znaku Sub Pop. I nie jest to primaaprilisowy żart jak śnieg za oknem. Ocena: 7/10.

Perfume Genius – Put Your Back N 2 It

Powiada się: „Do trzech razy sztuka”. Mike’owi Hadreas’owi wystarczyła ta druga szansa.

Perfume Genius to projekt za którym kryje się Mike Hadreas. W 2010 roku zadebiutował płytą „Learning”, jednak to nie był dobry debiut (Już nazwa wskazuje, że był to dopiero etap nauki). Słuchając jego drugiego, najnowszego krążka ma się wrażenie, że ten genius w nazwie już nie jest taki nad wyrost.

„Put Your Back N 2 It” to bardzo smutna a zarazem dobra płyta. Utwory są krótkie, rzadko kiedy dociągają do 3 minut jednak w tak krótkim czasie przeważnie udaje się uchwycić sedno. Pisze „przeważnie” bo chwilami czułem pewnego rodzaju niedosyt. Niektóre momenty można było pociągnąć jeszcze troszkę dłużej, można je było rozwinąć dalej. Taki właśnie muzyczny niedostatek występuje w utworze „Hood”, który jest single na płycie z dość dziwnym teledyskiem (z gwiazdą filmów porno w roli głównej).

Nie chciałbym przesadzać z zachwytami jednak część kompozycji z „Put Your Back N 2 It” spokojnie można określić mianem epickich. Hadreas wydaje się być mistrzem oraz wirtuozem na małej, ciasnej powierzchni (w tym przypadku jest to krótka i zwięzła płyta). To płyta uboga w dźwięki, perkusja pojawia się spontanicznie, gitara troszkę więcej. Wszystko oparte jest przeważnie na klawiszu i wokalu z tym, że jego głos gra tutaj raczej drugoplanową rolę bo na pierwszym miejscu z pewnością są melodie i brzmienie klawiszów. Na „Put Your Back N 2 It” Jest akustycznie, nastrojowo, melodyjnie, schludnie i po prostu ładnie. Polecam każdemu, czasu nie zmarnujecie. Ocena: 8/10.

Off’owe propozycje część druga

W dzisiejszej części cyklu zapowiadającego artystów tegorocznego Off Festiwalu zwrócę uwagę głównie na jeden gatunek: hip-hop. W tym roku scena trójki będzie poświęcona czarnym rytmom. Muszę przyznać, że mocno ucieszyła mnie ta wiadomość! W poprzednik roku scena hip-hopowa była bardzo, bardzo, bardzo uboga. A apetyty na hip-hopowych artystów po występie Raekwona w 2010 były duże. Poniżej trójka reprezentantów muzyki rapowanej, którą będziemy mieć przyjemnościowy posłuchać w pierwszy weekend sierpnia.

Das Racist – Shut Up, Dude (2010). Mimo, że ich kariera rozpoczęła się cztery lata hitem internetu „Combination Pizza Hut and Taco Bell” to trójka raperów z Brooklynu jest już rozpoznawalną marką. Na koncie mają tylko jedną płytę „Relax” ze zeszłego roku oraz dwa mixtape’y z 2010, z czego jeden chciałbym przedstawić. Na „Shut Up, Dude” zespół zaskakuje nas niekonwencjonalnym oraz nowatorskim podejściem do tematu hip-hopu. Nowoczesność połączona z oldschoolowym minimalizmem bitów, przyprawiona sporym poczuciem humoru trójki nowojorczyków dała nad wymiar dobry efekt końcowy. Trzeba przyznać, że chłopaki są oryginalni i co najważniejsze wyluzowani. Czuć w tym radosnym rapowaniu pewnego rodzaju luz. Nie spodziewali się, że staną się sławni i przez to dziewczyny, które normalnie ich olewały teraz stoją pod barierkami na koncertach. Das Racist to jeden z tych hip-hopowych projektów, który trafia w każde gusta (Nowe Beastie Boys?) i jest idealna pożywka dla hipsterskiego narybku. To będzie dobry koncert.

Dominique Young Unique – Stupid Pretty Mixtape (2011). Za tym projektem stoi 19-letnia raperka Tampa Bay. Absolutna debiutantka, która jeszcze nie wydała żadnego albumu a jej twórczości można spróbować ściągając z jej strony internetowej mixtape’ów. Ja właśnie jeden, najnowszy zassałem ze sieci i uważnie przesłuchałem. Co od razu słychać na pierwszy rzut ucha? Ludzie porównują ją do Nicki Minaj i z pewnością mają rację, bo Tampa Bay to jedna z tych dziewczyn, które mają w spodniach jaja i nie boją się mówić brzydkich słów. Oczywiście to nie jest jeszcze tak wysoki poziom jak Nicki Minaj jednak słychać potencjał, póki co Panią Minaj przewyższa urodą. Przejdźmy jednak do samego Stupid Pretty Mixtape. Troszkę kuleje tutaj produkcja, te piosenki to nie jest jeszcze to co można wyciągnąć z możliwości Tampy Bay. Jednak trzeba pamiętać, że to dopiero mixtape wydany swoimi własnymi środkami. Wydaje mi się, że mamy do czynienia z przyszła gwiazdą r’n’b. Nicki Minaj póki co przeciera drogi tego typu muzyce w świecie mainstreamu jednak pojawiają się już pierwsze zdolne artystki, które chcą iść tą sama drogą. A Tampa Bay ma te cechy by móc zawojować rynki muzyczne, jest zdolna, młoda, ładna i ma rewelacyjną nawijkę. Przy dobrych wiatrach może się jej udać. Trzymam kciuki.

Shabazz Palaces – Black Up (2011). Sub Pop i hip-hop? Czemu nie? Właśnie dzięki tej wytwórni w 2011 roku Shabazz Palaces wydali swoją debiutancką płytę „Black Up”. Duet Ishmael Butler – Tendai ‚Baba’ Maraire udowadnia na tym wydawnictwie, że rapowanie to nie bezmyślne plucie wulgaryzmami a sam hip-hop to nie tylko złote łańcuchy, baseny i białe podkoszulki. Ta płyta jest specyficzna. Mroczne bity, psychodeliczny nastrój, nietypowe rymowanie. Jeżeli miałbym ich porównywać do jakiegokolwiek zespołu to byłby to Joy Division. I śmiało mogę powiedzieć o duecie z Seattle, że są oni Joy Division czarnej muzy. Ciężka i duszna atmosfera na „Black Up” jest momentami trudna w odbiorze jednak warto wsłuchać się w te brzmienia i wyłapać rożne nawiązania do muzyki spod znaku indie, których jest tu wiele. Na tym albumie nie ma hitów, jednak każdy utwór trzyma dobry, równy poziom. Największym plusem tego wydawnictwa wydaje się bogate brzmienie podkładów, które na prawdę tworzą świetny, mroczny i momentami transowy klimat. Żeby nie zrazić potencjalnych odbiorców Shabazz Palaces to dodam jeszcze, że chwilami jest melodyjnie. Yo.