Tropiciel

No i ostatnio sobie oglądam filmy. Konsekwencją tego są recenzje, które staram się pisać jak najczęściej i nie na siłę. Najpierw napisze coś na temat nowego filmu, który parę miesięcy temu trafił do kin.

Akcja filmu toczy się 600 lat przed przybyciem Kolumba do Ameryki. Tropiciel to historia Ducha – wikinga, który w wieku 11 lat jako jedyny ocalały ze swojego statku ląduje w indiańskiej wiosce. Chłopak wychowuje się z Indianam jednocześnie ma okropne wizje w których wikingowie zabijają rdzennych mieszkańców Ameryki. 15 lat później, gdy jest już dorosłym mężczyzną, współrealizuje o miano tropiciela. Jednak do jego wioski wracają jego starzy znajomi – wikingowie. Duch musi stawić czoło silniejszym i lepiej uzbrojonym Skandynawom by chronić swój szczep oraz kobietę, którą kocha…

Fabuła brzmi banalnie. Jednak jest coś w tym filmie co przyciąga. Świetne charakteryzacje bohaterów, wspaniałe widoki nieujarzmionej i dzikiej Ameryki no i wartka akcja. Miecze i łuki cały czas są w ruchu. Tropiciel to nie lada gratka dla ludzi lubiących filmy z wikingami (takich jak ja). No i jest ten wspaniały klimat. Zima, góry, lasy…

Jeżeli chodzi o techniczne sprawy to w filmie nie ma żadnych gwiazd a i reżyser nie jest żadnym Spielbergiem. Jednak nie jest tak, że Marcus Nispel nakręcił błahy film. Dobry film. Może podobać się. Gra aktorska Karla Urbana oraz innych aktorów bez zarzutów. Dobrze nakręcony film, ale mało prawdopodobne by wszedł do kanonu kina. Ocena: 5\10

The Simpsons Movie

Po 18 latach nadawania tego wspaniałego serialu pojawiła się w kinach wersja pełnometrażowa. Czy warto jednak wydawać 20 złotych na to by obejrzeć ten film w kinie gdy można zobaczyć odcinki serialowe w telewizji?

Po obejrzeniu wersji kinowej mówię: „nie warto”. Spodziewałem się czegoś więcej. Oglądam codziennie rano na Canal Plus odcinki Simpsonów i szczerze mówią, więcej jest zabawnych gagów w 20 minutowym odcinku niż w dwu godzinnym filmie nazwanym The Simpsons Movie.

Amerykanie zrobili raczej film rodzinny, coś dla pięcioletnich dzieci. Serialowe losy Homera są dużo mądrzejsze i bardziej życiowe. Ten serial pokazuje nasze współczesne społeczeństwo. A co jest z filmem? Jakaś świnia, Homer wyjeżdża na Alaskę, zagłada miasteczka Springfield, Bart woli swego sąsiada od swego ojca itd . Fabuła przeciętna.

Plusy jakich się doszukałem to Arnold Schwarzenegger jako prezydent USA oraz wizja Alaski przez amerykanów. Ogólnie mówiąc jeśli chcesz się pośmiać z Homera i jego szalonej rodzinki to lepiej spraw sobie pakiet z Canal Plus bo kinowa wersja jest słaba. Polecam natomiast ten film wszystkim mamusiom i tatusiom by zabrali swoje małe dzieci na ten film. Ocena: 2/10.

Kombajn do zbierania kur po wioskach – Lewa Strona Literki M

Długa przerwa. Tak się zasłuchałem nowym Radiohead. Nadal mam w głowie In Rainbows dlatego postanowiłem napisać tym razem coś o płycie polskiego Radiohead.

Polski Radiohead to nie Myslovitz. Niektórzy porównują te dwa zespoły, ale moim zdaniem Myslovitz jest bliżej raczej do Oasis. Kombajn do zbierania kur po wioskach to polski Radiohead. Mimo, że ten młody, polski i genialny zespół wydał do tej pory tylko dwie płyty i nie jest znany zbytnio to jak najbardziej można go porównać do Radiogłowych.

Ich atutem jest przede wszystkim muzyka i sposób bycia na scenie podczas koncertu. Te dwie rzeczy łączą oba zespoły, te dwie rzeczy są raczej najważniejsze niż ten cały medialny szum od którego zawsze uciekała angielska kapela.

Zacznijmy od tego, że muzyka tych dwóch zespołów nie jest dla wszystkich. Nie jest to muzyka wesoła, nie będzie jej słuchał zwykły puszczacz sygnałków. To dla niego zbyt ambitna sprawa. Pisze o tym byś się zastanowił czy przypadkiem nie spędzasz za dużo czasu przy telefonie, bo jeśli tak to nie opłaca ci się dalej czytać.

Lewa Strona Literki M mogła by być jak najbardziej jedną z płyt Radiohead. Wystarczy posłuchać Zerojedynki. Pomyłkowo można pomyśleć, że to jedna z piosenek bandy Thoma Yorka. W porównaniu z 8 piętrem to na nowym albumie mamy więcej utworów, więcej muzyki a mniej tekstów. Nie oznacza, że teksty na tym tracą bo są równie genialne jak z debiutu. „Alarmy chronią nas lecz nikt nie słucha ich” czy też „musimy kochać bo ktoś zapisał to w DNA” – nie mam pytań. Marcin Zagański ma dar.

Mamy tutaj także dużo melancholijnych nutek. Myślę tutaj o utworze „Dziecina” czy też „Chłopcy z Dynamitu„. Właściwie nie ma na tym krążku większych eksperymentów muzycznych oprócz wspomnianej Zerojedynki. Jest z pewnością więcej klawisz, elektroniki itd, lecz nie wpływa to na utwór popowo. Wszystko łączy się zgrabnie ze sobą.

Lewa Strona Literki M to na pewno dobra pozycja na długie jesienne wieczory. I na koniec ocena: 9/10. Czekam z wytchnieniem na trzecią płytę KDZKPW.