Nocny netoperek kontra facet w getrach

batman v superman 2016W ostatnich kliku latach producenci filmowi do zbrzydzenia obrzucają nas nowymi filmami o komiksowych superbohaterach. Spiderman wałkowany na nowo, jacyś skandynawscy bogowie z toporami, super zespoły typu Avengers, człowiek mrówka i wiele, wiele innych. Jedne lepsze, inne gorsze. Mnie te kinowe seriale totalnie nie ruszają, ALE jak pojawia się postać Batmana… To wszystko zmienia. W końcu to najbardziej mroczna postać ze wszystkich superbohaterów, ideał heroizmu z dzieciństwa i żywa deficnicja bycia cool. Przecież nikt nie chciał być Supermanem. Przynajmniej w moim kręgu. Każdy chciał być człowiekiem nietoperzem! Latanie i strzelanie oczami? To takie banalne. Batman miał ludzką siłę i komplet świetnych zabawek. Z tym łatwiej jest się identyfikować.

O Batmanie pisałem już parę lat temu na blogu. Od tamtego czasu pojawił się jeszcze w ostatniej części trylogii Nolana i teraz w filmie Zacka Snydera, reżysera m.in. „300” oraz „Watchmen: Strażnicy„. „Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości” to kontynuacja filmu „Człowiek ze Stali” oraz zapowiedź nadchodzącej „Ligi Sprawiedliwych„. Nie będę ukrywał, że postacie DC Comics są mi znacznie bliższe niż, te z Marvela, dlatego też ta koncepcja zainteresowała mnie dość wyraźnie. Jednak nie czarujmy się. Nie są to seanse najwyższych lotów. „Człowiek ze Stali” wynudził mnie niemiłosiernie, a tegoroczna propozycja Snydera? O tym poniżej.

batman v superman affleck„Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości” to film o niczym. Niby są tu jakieś dramaty, ale ogląda je się bez żadnych emocji. Przede wszystkim przygniata nas ten wszechobecny patos. Superman toczy walkę z najeźdźcami z kosmosu, Bruce Wayne grany przez Afflecka chodzi z tą swoją smutną miną, Dziennikarka Lois Lane (W tej roli Amy Adams) prowadzi jakieś NIEZWYKLE WAŻNE dziennikarskie śledztwo, gdzieś tam w tle rozgrywa się jakiś polityczny problem a Lex Luthor coś tam majaczy o wielkim planie i upadłych aniołach. Każda scena wprowadza nas w nastrój wyczekiwania na wielki pojedynek dwóch superbohaterów, chociaż i tak wiadomo od początku, że po wszystkim Batman i Superman będą kumplami. Jednak kiedy już dochodzi do tytułowej konfrontacji, to reżyser funduje nam istny popis efektów komputerowych i absurdalnych scen z wisienką na torcie w postaci obkładania się umywalką.

Niby jest to mroczny i pełen pesymizmu film, co daje się odczuć w żyjącej przeszłością postaci Batmana. Jednak cała ta historia jest szyta grubymi nićmi i wywołuje w nas mieszane uczucia. Dla mnie ideałem filmu o superbohaterze jest „Mroczny Rycerz” Nolana. W tym filmie mamy wszystko: emocje, zmysł artystyczny, świetne zdjęcia, dobrze napisane postacie. Natomiast tegoroczna propozycja Warner Bros nie trzyma się kupy. Jest zbyt przesadnie i zbyt patetycznie. Fabuła obejmuje za dużo wątków przez co film wydłuża się, nie podnosząc jakości widowiska.

batman v supermanOczywiście nie jest to całkowita klapa. „Batman v Superman” to poprawne widowisko, pełne ładnych ujęć. Gra aktorska jest na różnym poziomie. Ben Affleck raczej się sprawdza w tej formule Batmana smutasa, pozytywne odczucia wzbudza Jeremy Irons grający sługę Alfreda. Irytuje natomiast Jesse Eisenberg, który zbytnio uwypuklił postać Lexa Luthora. Totalnie bez emocji ogląda się wątek miłosny na linii Superman – Lois Lane. W filmie pojawia się także Wonder Woman, którą gra Gal Gadot. Jednak jej wejście nie wnosi za wiele do filmu. Generalnie za kwestie technicznie film ten należy pochwalić. Inaczej wygląda sprawa z kwestiami fabularnymi i samą logiką, a raczej jej brakiem.

Czy warto zobaczyć ten film? Jeżeli jesteście miłośnikami komiksowych ekranizacji to ten seans powinien was zadowolić. Jeżeli szukacie jednak rozrywki na wyższym poziomie, to raczej jej tu nie znajdziecie. Ode mnie ocena: 5/10.

Niezatytułowany Kendrick

kendrick-lamar-untitled-unmasteredEuro 2016 we Francji trwa w najlepsze, a ja wyskakuje z nową recenzją muzyczną. Marketingowo nie jest to dobry czas na promocję czegokolwiek nie związanego z piłką nożną. Trochę szkoda, bo płyta o której chce wspomnieć zdecydowanie zasługuje na uwagę. Na pocieszenie mogę jedynie dodać, że cały hype na „untitled unmastered” Kendricka Lamara miał miejsce kilka miesięcy temu. Jeżeli umknął wam ten krążek, to zdecydowanie powinniście nadrobić tą zaległość. Możecie już po finałowym gwizdku mistrzostw.

O co cały ten szum z najnowszym wydawnictwem Kendricka Lamara? Niektórzy twierdzą, że nowa płyta jest zdecydowanie lepsza od „To Pimp A Butterfly„. Ba, najlepsza w całej jego dyskografii. Ja oczywiście nie zgadzam się z tą teorią. „To Pimp A Butterfly” oceniłem na 10/10 i podtrzymuje dalej swoją ocenę. Ciężko nagrać trzeci z rzędu dobry, innowacyjny album. Raper z Compton to zrobił. Śmiało nawet mogę ten sukces porównać do udanego sequelu Ojca Chrzestnego Francisa Forda Coppoli. Jednym słowem klasyk.

kendrick lamarJednak nie mam zamiaru ujmować „untitled unmastered„, gdyż to wydawnictwo również stoi na wysokim poziomie. Najnowsza propozycja od Pana Lamara to kompilacja demówek nagranych w okresie nagrywania wspomnianego wcześniej „To Pimp A Butterfly„. To by w pewien sposób tłumaczyło wysoki poziom tych nagrań, gdyż artysta tworzył je będąc w kosmicznej formie. Co prawda to tylko odrzuty, ale za to JAKIE! K-Dota kolejny raz bawi się brzmieniem i miesza rytmy free jazzu, funku oraz awangardy. Tematy jakie porusza nie odbiegają od tego co usłyszeliśmy w zeszłym toku na TPAB, czyli kwestie polityczno-religijne w kontekście różnic rasowych.

Uwierzcie, że wielu raperów chciałoby reprezentować taki poziom jak Kendrick Lamar na swoich odrzutach. Nie będę rozbijał tej płyty na czynniki pierwsze, gdyż o piosenkach rapera można by pisać książki. Sprawdźcie ten album, na prawdę warto. Lamar robi tutaj historię. Ocena: 8/10.

Is it me you’re looking for Panie władzo?

1985rasmentalism-700x352Trzeci oficjalny longplay lubelskiej grupy Rasmentalism to zbiór opowieści i obserwacji współczesnego 30 latka mieszkającego w dużym mieście. Historie te są doskonalone znane ludziom z mojego rocznika (również lata 80, piątka!). Chyba każdy z nas ma znajomych, żyjących jak nastolatkowie. Imprezy, snapy, szpany, new balansy, brak własnej kasy i tego typu klimaty. Oczywiście wszystko odpowiednio zareklamowane w social media, przecież obecnie każdy jest fejsbukowym PR-owcem własnego życia.

Od dawna chciałem o tym wspomnieć. Przeglądanie fejsbukowego walla wzbudza we mnie wiele skrajnych emocji. Niestety nie prowadzę już na blogu kącika tematycznego „Paweuu o…”. Dlatego cieszę się niezmiernie, że pojawia się taka okazja przy recenzji albumu „1985„. Przybijam chłopakom piątkę w tym temacie, jednak nie dramatyzowałbym aż tak mocno. Gdyż po przesłuchaniu tego materiału można mieć wrażenie, że faktycznie jest bardzo źle. Przykład? Zwrotka z „Jak z nut„, gdzie Ras rzuca „Chłopaki mówią jest, co ruchać, ale nie ma z kim wyjść. To zabawne, bo dziewczyny mówią dokładnie to samo” lub fragment z „1985„, gdzie pada fatalistyczne stwierdzenie: „Ludzie na przystankach tacy smutni / Jadą sobie naciułać na trumny”.

rasmentalismOgólnie na albumie znajdziemy sporo krytycznych uwag na temat współczesnej internetowej młodzieży. Idealnie to oddaje ta zwrotka: „Tym dziewczynom imponują kurwy / Małolaci przy nich inicjują burdy / Ich rodzice wychowują durni„. Ten Typ Mes dolewa oliwy do ognia w utworze „Ale zdejmij buty” dorzucając – „Ty płaczesz, że mało lajków i coś nie gra? / Bitch, żegnam”. Pięknie problem ilustruje „Jeszcze jeden kieliszek”, gdzie Ras opisuje współczesną imprezę. „Tu blogger, model, raper – jeden chuj” – genialne! Dostaje się także współczesnym raperom – „Mam dość tego, jak muzyka jest pozbawiana treści / Wkurwiają mnie raperzy, którzy brzmią jak Brian Tracy”. Poza tym na płycie jest sporo innych problemów współczesnego 20-paru-latka

Przejdźmy jednak do muzyki. Za tą stronę jest odpowiedzialny producent Ment XXL, który wykonał swoją robotę doskonale. Płyty słucha się dobrze, przyjemnie i lekko. Pomimo, że teksty są dość poważne i mogą wprowadzać w negatywny nastrój to muzyka działa zupełnie odwrotnie. W ten oto sposób dostajemy album, który pomimo, że porusza ważne problemy to słucha się całkiem przyjemnie. Zdecydowanie polecam! Ocena: 7/10.