Stephen King – Nocna Zmiana

Stephen-KingStephen King to postać, której nie trzeba przedstawiać fanom horroru. Autor takich książek jak „Lśnienie”, „Miasteczko Salem”, „Carrie” czy też „Misery” jest niekwestionowanym autorytetem literackim. Na podstawie jego twórczości powstało wiele świetnych filmów. Oglądaliście „Skazanych na Shawshank”? To on. „Zioloną Milę”? To też on. „Dzieci Kukurydzy”? To również na podstawie Kinga. Tak samo jak: „Sekretne Okno”, „1408”, „Smętarz dla Zwierzaków”, „To!” i wiele, wiele innych ekranizacji.

Jednak King to nie tylko powieści, komiksy i scenariusze filmowe. Pisarz jest również mistrzem krótkiej formy i twórcą kapitalnych opowiadań. Dziś postanowiłem wziąć pod pióro jego debiutancki zbiór opowiadań „Nocna Zmiana”, który ukazał się w 1978 roku.

nocna zmianaNocna Zmiana” to zbiór 20 opowiadań. Całość zaczyna się od klimatycznego „Dola Jerusalem”, którego historia osadzona w XIX wieku straszy nawiedzonym miasteczkiem i odwołaniami do czarnej magii. „Cmentarna Szychta” to wciągająca historia w której pracownicy pewnej firmy zmierzą się z ogromnym szczurem. Nie wszystkie opowiadania w omawianym zbiorze to klasyczny horror. Udowadnia to „Nocny Przypływ”, który przedstawia smutną, post-apokaliptyczną wizję świata w której grupa ocalałych dzieci walczy z samotnością i nieuchronną śmiercią. Kolejny „Jestem Bramą” opowiada historię kosmonauty, którego dłonie zaczynają żyć własnym życiem. Dość specyficzny pomysł pojawił się w opowiadaniu „Magiel”. Otóż w pewnym zakładzie ożywiona maglownica morduje pracowników. „Czarny Lód” to pierwowzór legendarnego Boogeymana a „Szara Materia” to wariacka opowieść o piwie, które zamienia w morderczą galaretę.

Najsłabszym opowiadaniem w całym zbiorze jest „Pole Walki”, w którym miniaturowa armia atakuje pewnego mężczyznę. Nie wiele lepsze są „Ciężarówki”, które obrazują ożywione pojazdy samochodowe, które buntują się wobec ludzi. Na szczęście to tylko chwilowe zachwianie formy, a dalsze historie prezentują się o wiele lepiej od wspomnianych dwóch poprzednich. „Czasami wracają” to zaskakująca opowieść o powracającym koszmarze a „Truskawkowa wiosna” to niezwykle klimatyczna opowieść o seryjnym zabójcy. Wiele emocji dostarcza również „Gzyms”, który opowiada o zemście szemranego biznesmana. „Kosiarz trawy” to kolejna wariacja, która zaskakuje wyjątkowo dziwnym sposobem na mordowanie.

corn4

Na podstawie opowiadania „Dzieci kukurydzy” powstał cała seria filmowa o tym samym tytule.

Jedną z najlepszych historii w zbiorze, jest ta przedstawiona w „Quitters, Inc.”. Richard Morrison pragnie zerwać z nałogiem palenia, udaje się w tym celu do firmy Quitters, Inc. Nie wie jednak jak brutalne metody stosuje ów korporacja w celu uzyskania zadowalających efektów. Następny w zestawieniu „Wiem, czego ci potrzeba” tak mocno wciąga, że aż prosi się o rozwinięcie opisanej historii. „Dzieci kukurydzy” to kolejny przykład literackiego kunsztu Stephena Kinga. Otóż pewne małżeństwo podróżując przez amerykańska bezdroża, trafia do opuszczonego miasteczka w którym mieszkają same dzieci. Nie wiedzą jednak jaka mroczna tajemnica kryje się w tym kukurydzianym miasteczku. Na podstawie tego opowiadania powstała cała seria filmowa o tym samym tytule. Sama też historia mocno przypomina fabułę filmu „Czy zabiłbyś dziecko?”. Mocna rzecz. Następne w kolejce „Ostatni szczebel w drabinie” oraz „Kobieta na Sali” to smutne historie, które z horrorem nie mają nic wspólnego. Co nie zmienia faktu, że to wyjątkowo dobre pozycje. „Człowiek, który kochał kwiaty” to najbardziej psychodeliczna opowieść a „Ktoś na drodze” to kontynuacja wydarzeń z „Miasteczka Salem”.

Chcesz rzucić palenie? Firma Quitters Inc. Ci pomoże!

Chcesz rzucić palenie? Firma Quitters Inc. Ci pomoże!

Nocna Zmiana” to wyjątkowo udany zbiór opowiadań. Część przedstawionych wydarzeń to typowe horrory z potworem w tle (wielkie szczury, zabójcza maglownica, wampiry, ożywione ciężarówki). Jednak największe wrażenia wywołują te historie, które budzą lęk niedopowiedzeniami i swoją tajemniczością. Przykładowo do samego końca nie jesteśmy pewni kto zabijał studentów w „Truskawkowej wiośnie„. Poza tym znalazły się tutaj historie nie związane z horrorem. Mamy strach przed chorobą i cierpieniem matki w „Kobiecie na sali” a także lęk przed samotnością w „Nocnym Przypływie”. W paru opowiadaniach King trochę przegiął, kierując się w stronę kina klasy B. Otóż nagi wariat z kosiarką do trawy, mała armia żołnierzyków, człowiek galareta czy też żywe ciężarówki to niespecjalnie budzące strach postacie.

Dużym atutem książki jest klimat. Stephen King potrafi zbudować kapitalną atmosferę poczucia zagrożenia. Ponadto mamy tutaj świetnie napisane postacie, które poza tym, że biorą udział w opowiadaniu to mają swoją własną historię. Nie ma tutaj bohaterów, są zwykli ludzie, którym towarzyszą typowe problemy jak samotność, strach, ból po stracie bliskiego, nieszczęśliwa miłość czy też problemy finansowe oraz małżeńskie.

Jeżeli lubicie historie z dreszczykiem a nie macie zbytnio czasu na dłuższe powieści to „Nocna Zmiana” jest idealnym rozwiązaniem.

50 twarzy Sufjana

sufjan stevensBrandon Stosuy z serwisu Pitchfork, swoją recenzję najnowszego albumu Sufjana Stevensa zaczyna od zadania: „Sufjan Stevens’ new album, Carrie & Lowell, is his best„. I co oczywiste, autor ów wpisu ma prawo do takiego zdania. Ja, niestety nie mogę się z tym zgodzić. Najnowszy krążek Amerykanina o grecko-litewskich korzeniach jest bardzo dobry, aczkolwiek nie najlepszy. Swoją drogą ciężko mi stworzyć taki ranking płyt Pana Stevensa. Swego czasu wyskrobałem zestawienie jego dyskografii. I okazało się wtedy, że jest to artysta nietuzinkowy, a każde jego wydawnictwo jest inne.

No bo jak porównywać „Carrie & Lowell” do elektronicznego, tanecznego „The Age of Adz”, epickiego „Illinois” czy też religijnego „Seven Swans”? Nie da się. Sufjan Stevens to artysta wielowymiarowy, którego każdy krążek w kolekcji jest inny. To samo tyczy się „Carrie & Lowell„. Niby słychać, że to stary, dobry Sufjan. Jednak nigdy wcześniej autor „Illinois” w swojej twórczości nie był tak dosadny. Przykłady? O tym poniżej.

carrie lowellW otwierającym całość „Death With Dignity” rzuca, wiele mówiące zdanie „I forgive you, mother, I can hear you„. Nieżyjąca już matka Sufjana, odeszła od rodziny, gdy ten miał roczek. Mimo urazy jaka pozostała w sercu artysty, postanawia jej przebaczyć. W „Eugene” wspomina, że nadużywał alkoholu po jej śmierci a w „No Shade in the Shadow of the Cross” przyznaje się do innych destruktywnych zachowań (pijacki seks, hazard, narkotyki). Co więcej Sufjan przeklina!

Śmierć matki Sufjana Stevensa mocno odbiła się na nim samym. Uczucia te natomiast przełożyły się na cały album. Czuć w nim smutek po stracie rodzicielki i pewnego rodzaju złość. Czuć samotność, strach, zwątpienie i przerażenie. W „Fourth of July” rzuca zdanie „We’re all gonna die„, które można rozpatrywać dwojako. Z jednej strony jako pocieszenie, z drugiej jako zwątpienie w sens życia. Natomiast w „Drawn To The Blood” zadaje pytanie retoryczne: „How? How did this happen?„. Najwięcej jednak emocji jest w „John My Beloved„, w którym artysta śpiewa: „I am a man with a heart that offends / With its lonely and greedy demands„.

Pijacki seks, hazard i narkotyki? Nadal nie wierzę.

Pijacki seks, hazard i narkotyki? Nadal nie wierzę.

Pod względem melodyjnym, płyta zaskakuje ładnymi aranżacjami. Ostatnie albumy artysty przyzwyczaiły mnie do bogatego brzmienia. Tutaj możecie zapomnieć o rozmachu i licznych instrumentach. Płyta jest akustyczna, głównie słyszymy gitarę i śpiewającego Sufjana. Czasami pojawiają się klawisze, jednak nie ma tego dużo. Do moich faworytów należą: „Should Have Known Better” oraz „Fourth of July„.

Początkowo „Carrie & Lowell” nie zachwyciło mnie. Jednak jak w przypadku wszystkich płyt Sufjana Stevensa, wartość tego wydawnictwa doceniłem dopiero po wielokrotnym przesłuchaniu. Przy pierwszym kontakcie z krążkiem, wszystkie piosenki zlewały się w całość, co stanowi główną bolączkę płyty. Jednak jeżeli poświęcimy jej wystarczająco dużo czasu, odkryjemy skarb. Ocena: 8/10.

Jeśli to czytasz, jest już za późno

drake3Ale to nie Twoja wina, a moja. Czuje, że za późno biorę się za recenzowanie nowej płyty Drake’a. No bo co powiedzieć o „If You’re Reading This, It’s Too Late” jak już chyba wszystko powiedziano? W dodatku wydarzyło się w międzyczasie tak wiele. Dowiedzieliśmy się między innymi tego, że kanadyjski emo raper wystąpi na tegorocznym Openerze. Na którym mnie nie będzie. Poza tym Drake całował się z Madonną, a raczej Madonna całowała jego. Świat także usłyszał o jego nieślubnym dziecku. Podobno także to z jego powodu rozpadło się One Direction. Pomimo tego, samolubna chęć dodania czegoś własnego na temat tegorocznego wydawnictwa Drake’a jest silniejsza ode mnie samego.

Zacznę od tego, że odkrycie geniuszu „If You’re Reading This, It’s Too Late” zajęło mi więcej niż jednego odsłuchu. Płyta zlewała się w jedną papkę, z której nie wynosiłem nic. Jednak, gdy poświęciłem jej więcej czasu i uwagi odkryłem, że raper po raz kolejny udowodnił, że jest fenomenem. W otwierającym całość „Legend” Kanadyjczyk z dumą oświadcza: „jeśli umrę, jestem legendą”. I trudno się z tym nie zgodzić, bo pomimo młodego wieku, Drake jest już artystą wielkiego formatu. A co najważniejsze, jego muzyka nie straciła ani trochę na wartości (czyt. nie sprzedał się).

ifyoureadthisdrakeJednak już w następnym utworze odkrywa ciemną stronę sukcesu. W „Energy” żali się: „I got enemies, got a lot of enemies / Got a lot of people tryna drain me of my energy”. W tle natomiast usłyszymy kapitalny beat, używający sampla utworu „Knowledge Me” grupy Oryginal Concept. Przestajemy mu współczuć przy „10 Bands”, gdzie opowiada o pieniądzach i luksusach. Kolejny w zestawieniu „Know Yourself” a także „No Tellin’” to najmocniejsze momenty płyty. Mroczne beaty łącząy się z kapitalnym flow Kanadyjczyka. W „Madonnie” odnajdziemy sporo intymnych, seksualnych sformułowań. Jednakże ze względu na tytuł oraz wspomniane wcześniej wydarzenie z Coachelli, nie mam zamiaru zagłębiać się w ten kawałek.

Tak na prawdę, to nie jest smutna płyta.

Tak naprawdę, to nie jest smutna płyta.

Świetnie słucha się „Star67”, gdzie dużą robotę robią wstawki gitary basowej. Kolejne „Preach” stworzył protegowany Drake’a, nijaki PARTYNEXTDOOR. Zdominował on ten utwór. Niemniej wers Pana Grahama nie jest wcale gorszy. Przy „Wednesday Night Interlude” raper zwalnia tempo, jednak już w „6 Man” znowu wraca do agresywnego tonu i rzuca słowa: „I’m on it, I’m like Macgyver, I’m Michael Myers”. Bardzo przypadł mi do gustu utwór „Now & Forever”, gdzie melodyjny podkład przypomina twórczość Purity Ring. Dobrą robotę wykonał również Dizzy w zadedykowanym swojej matce utworze „You & 6”. Całość natomiast kończy bonusowe „6PM in New York”.

If You’re Reading This, It’s Too Late” z wszędobylską szóstką to bardzo dobry materiał. Pomijając fakt, że to mixtape to chciałbym by Drake dalej robił swoim fanom tak miłe niespodzianki. Dizzy to zapracowany gość, i co chwile wrzuca do sieci nowe utwory. Warto zaznaczyć, że pomimo dużej ilości nie tracą one na jakości. Tak samo jest na tym krążku. Mimo tego, że jest tu sporo piosenek to żadnej nie można nazwać zapełniaczem. Czasami mam wrażenie, że jest to zbiór całkowicie przypadkowy – to znaczy nie tworzy spójnej twórczości. I to chyba jedyny mankament, który mogę zarzucić temu albumowi. Poza tym przybijam piątkę Aubrey’owi i czekam na „Views from the 6„. który ponoć ma się pojawić jeszcze w tym roku.

Ocena: 8/10.