Future – Honest

futureNowy album Future’a podzielił słuchaczy. Dla jednych jest to świetny krążek składający się z głośnych bangerów. Inni natomiast tęsknią za starą szkołą rapu i mają już serdecznie dość plastikowych beatów i swagowych rozkmin. Do momentu wydania płyty „Honest” Amerykanin był dla mnie jedynie kolesiem od featuringów. Kojarzyłem go ze współpracy z A$APem czy też Lil Waynem. Nie zagłębiałem się w jego debiutanckie „Pluto„, gdyż odstraszały mnie słabe oceny i niepochlebne opinie. Tegoroczny album jednak postanowiłem sprawdzić z czystej ciekawości.

Wielu dziennikarzy muzycznych ma problem z sklasyfikowaniem Nayvadiusa Casha aka Future jako rapera ze względu na jego pokręcony styl. Amerykanin ni to rapuje, ni śpiewa i robi to jeszcze z połamaną dykcją i nierównym flow. Słychać to bardzo dobrze na „Honest„. Future sam w sobie nie jest dobrym raperem, jednak na swoim drugim longplayu zagłusza to produkcją na bogato oraz ciekawą listą gości. Większość utworów to typowe rapowe bangery. Słychać to szczególnie na początku, który zaczyna się mocnymi hitami. „Look Ahead” to typowy energiczny, głośny rapowy hit, który młode pokolenie połknie bez skrzywienia miny. „T-Shirt” to kolejna modna produkcja w stylu raperów spod znaku A$AP Rocky’ego czy też SchoolBoy Q. Trzecie na liście „Move That Dope” urosło już do miana legendarnego. Poza głośnymi bangerami jest też sporo rapowych ballad takich jak tytułowe „Honest„, „I Won” czy też „Never Satisfied„. Jednak gdy im bliżej końca, tym ciemniej. Pomijając oczywiście najlepszy na płycie „Benz Firends” z gościnnym udziałem Andre 3000 z OutKast. Druga, gorsza część płyty pokazuje, że „Honest” to niestety materiał mocno nierówny.

future-honest-coverJak wspomniałem wcześniej Na „Honest” znalazła się imponująca lista gości, która znacznie wzbogaciła płytę. Świetnie się spisali przede wszystkim wspomniany wcześniej Andre 3000, Kanye West oraz Pusha T. Trochę rozczarowuje Drake, natomiast do Wiza Khalify nigdy nie potrafiłem się przekonać. Brzmienie albumu to mieszanka swagowego hip-hopu, trip-hopu oraz r’n’b. Produkcja jest na wysokim poziomie, aczkolwiek jak wspomniałem wcześniej jest dość nierówna (mocny początek vs. słaby koniec). Future trochę męczy swoim stylem, ale ma swoje momenty tak jak we wspomnianym „Move That Dope„. Lirycznie natomiast porusza się w standardowych tematach seksu, dragów i przebytej drogi od biedy do bogactwa.

Podsumowując „Honest” to płyta nierówna mająca momenty zarówno dobre jak i te mniej dobre. Sporo tutaj hitów, dlatego problemów ze sprzedażą być nie powinno. Jednak wartościowo to krążek co najwyżej niezły, bez szału. Future maskuje niedostatki talentu bogatą produkcją. Natomiast brak ciekawych historii zasłania gwiazdami pokroju Kanye Westa, Andre 3000 czy też Drake’a. Ocena: 6/10.

Posłuchaj

 

FKA twigs – LP1

fkaO Pani Tahliah Debrett Barnett napisano już chyba wszystko. Jedne tezy były bardziej karkołomne, inne bardziej przemyślane. Jednak nie trafiłem na wypowiedź trafiającą w sedno. No, może poza pewnym komentarzem mówiącym, że FKA twigs należy bardziej umieszczać w revivalu lat 90 aniżeli porównywać do artystów podobnie grających w ostatnich latach. I to jest prawda, najprawdziwsza. Lata 90 wracają. I nie chodzi mi tu o odgrzewanie Z Archiwum X czy też powrót napoju Frugo na rynek. Chodzi o muzyczne patenty. Dla mnie Pani Barnett to Bjork dzisiejszych czasów. Podchodząca do muzyki mocno emocjonalnie i szukająca niełatwych rozwiązań.

Pisząc na temat „LP1” nie można nie poruszyć kwestii zawartych tutaj emocji. Urocze, intymne utwory takie jak „Closer” czy też „Lights On” pod względem wokalnym przypominają mi wyczyny nie odżałowanej Julee Cruise. Pojawiają się także momenty w których odnoszę wrażenie, że FKA inspiruje się Aaliyah. Wracając jednak do wspomnianych emocji, to ta płyta aż nimi tryska. Zagłębiając się w teksty autorki „LP1” dostrzegam wiele niedopowiedzeń oraz niejednoznaczności. Do końca nie wiadomo o co chodzi (piję do „Two Weeks” szczególnie), i lepiej by tak zostało. Niech prawdę zna tylko FKA twigs, która przeżywa każdy track na tym longplayu.

fka twigs lp1Jeżeli chodzi o warstwę muzyczną to revival lat 90 to jedna sprawa. Druga kwestia to pewna kontynuacja tego co zaczęło inc. na „No World” i podążanie tropami niezniszczalnych Junior Boys. Pod względem melodyjnym „LP1” jest trudne do sklasyfikowania. Ktoś powie r’n’b – OK. Indie r’n’b – też dobrze. Jednak nie zapominajmy, że są tu elementy zahaczające o trip-hop czy też dream pop. Szeroki zasięg inspiracji wyszedł tej płycie tylko na dobre. Najfajniejsze w tym longplay jest wyszukiwanie detali, których jest mnóstwo. Emocje po czasie mogą stracić na znaczeniu, detale jednak pozostaną i będą inspiracją dla następnych pokoleń artystów.

Podsumowując FKA twigs stworzyła album intymny, emocjonalny, poruszający się w latach 90 i kontynuujący to co zaczęli braci Aged. Piosenki chwytają za serce a także wprowadzają w zdumienie za sprawą bogatej warstwy brzmieniowej. Płyta ta niestety nie wprowadza rewolucji w muzyce popowej, ale takie chociażby „Video Girl” to utwór, którego nigdy nie nagra Lana Del Rey. Nie znajdziemy w tym materiale momentów słabych, ale i też takich, które zmieniłby muzykę diametralnie. Ocena: 8/10.

Posłuchaj

The Horrors – Luminous

the HorrorsPostęp – to słowo, które jako pierwsze przychodzi mi do głowy gdy spoglądam na dyskografię grupy The Horrors. Przy okazji wydania debiutanckiego albumu „Strange House” w 2007 roku zespół wydawał się kolejnym brytyjskim bandem z nazwą zaczynającą się na The coś tam, który większy nacisk kładzie na stylówę niż muzykę. Dwa lata później pojawiło się „Primary Colours„, które eksplorowało w dokonaniach takich grup jak Joy Division, Bauhaus czy też Ramones. Jednak na pełne „wystrzelenie” Horrorsów trzeba było poczekać kolejne dwa lata. Wtedy pojawiło się „Skying„. Pamiętam, że nie specjalnie byłem zainteresowany tym wydawnictwem. W końcu, co ci kolesie w zaciasnych gaciach mogą jeszcze dobrego nagrać? Jednak gdy przyszedł czas na podsumowania roczne, odkryłem, że pominąłem bardzo ważny album, który łączy w sobie wszystko to co dobre z shoegaze, post-rocka, krautrocka, psychodelii i jeszcze wielu, wielu innych gatunków. Brzmi to teraz trochę banalnie, ale to był bardzo dobry album, do którego jeszcze czasami wracam.

Brytyjczycy jednak nie spoczęli na laurach. Po raz kolejny odświeżyli stare, wyspiarskie brzmienie i zrobili to jeszcze lepiej niż na „Skying„. Ich najnowszy krążek „Luminous” to kawał dobrej muzy, gdzie usłyszymy sporo transowych gitarowych odjazdów. Płyta wydaje się być bardziej melodyjna za sprawą większej ilości syntezatorów, muzycy także postarali się o dopracowanie wszelkich drobnych detali. Efekt? Ja mówię super. Już otwierający całość „Chasing Shadows” zdumiewa precyzją i starannością wykonania. Singlowe „So Now You Know” wprowadza sporo przejrzystości a także buja linią basu. Na płycie pojawiają się także taneczne propozycje takie jak napełniony dyskotekowymi synthami „In And Out of Sight” czy też ponad 7 minutowy „I See You”. Utwór „Jealouse Sun” to godna propozycja dla fanów topornych, jazgotliwych gitar a „Change Your Mind” to lekka i przyjemna gitarowa ballada, która szczególnie przypadła mi do gustu. Całość kończy się fajerwerkami w postaci epickiego „Sleepwalk„.

luminousSłabe momenty? Szczerze powiedziawszy to nie ma czego się czepiać w przypadku „Luminous„. Chłopaki słuchają sporo ciekawej muzy (śledzicie ich profil na fejsie? Zerknijcie. Wrzucają duże ilości dobrej i NIE SWOJEJ muzy) i też takową nagrywają. „Luminous” to wycieczka w przeszłość, w lata 70. i 80. z naciskiem na tą drugą dekadę. Faris Badwan z chłopakami poluzował trochę spodnie i przygotował dla nas revival tego co najlepsze z brytyjskiej muzyki. I zrobił to w bardzo przystępny dla ucha sposób. Ocena: 8/10.

Posłuchaj