PRO8L3M – Art Brut

PROBLEMPRO8L3M to duet, który tworzy raper Oskar oraz odpowiedzialny za produkcję STEEZ83, który powinien być kojarzony z projektu Niewidzialna Nerka czy też występów z Sokołem i Marysią Starostą. Debiutowali rok temu EP-ką „C30-C39„, która zapowiadała, że w polskim rapie pojawił się arcy ciekawy projekt muzyczny. W tym roku postanowili nagrać mixtape, który jest albumem z konceptem. Plan był taki: STEEZ83 spędził wiele dni na słuchaniu polskiej muzyki z lat 70 i 80, Oskar natomiast skupił się na ciekawych historiach o których chce opowiedzieć. Efekt? O tym poniżej.

„Art Brut” moi drodzy to według mnie najlepsza polska płyta tego roku. Ba, być może najlepsza na przełomie kilku lat. Retro beaty połączone z świetnymi tekstami Oskara dało zdumiewający efekt. Okazuje się, że Polska jako kraj ma sporo dobrej muzy. Udowadniał to jakiś czas temu Screenagers. DJ STEEZ83 jako sample użył między innymi utwory Krystyny Prońko, Zdzisławy Sośnickiej, Rezerwatu, Haliny Frąckowiak czy też Dwa Plus Jeden. Niektórzy się spodziewali jakiś zapomnianych synth-popowych utworów, producent jednak postawił na THE BEST OF muzyki z okresu PRL-u. Ponadto retro klimat został podkreślony poprzez fragmenty dialogów z filmów „Wielki Szu” oraz „Sztos”.

pro8l3m-art-brutJednak sama warstwa muzyczna nie miałaby tego efektu gdyby nie wciągające historie Oskara. Typ rapuje jak standardowy osiedlowy dres z lekką chrypą. Historie są brudne, narkotyczne, szczere i co najważniejsze ciekawe. Tego właśnie szukałem o czym wspominałem przy okazji recenzji najnowszej płyty Ricka Rossa. Teksty rapera są z jednej strony mocno poetyckie, z drugiej szorstkie i zaskakujące. Trafiają w sedno i nie zahaczają o banał jak to często się zdarza przy rozmyśleniach o życiu typowego osiedlowego poety. Podoba mi się wyliczanka z „Pan Bóg Twój„, gangsterski sen z „Mallory Knox” oraz rozkminy z „Ritz-Carlton„. A to nie wszystko, bo każdy track ma w sobie sporo atutów.

„Art Brut” to zdecydowanie najlepsza rapowa rzecz jaką usłyszałem w tym roku. DJ STEEZ83 odświeżył kawał dobrej polskiej muzyki. Natomiast Oskar dał mi to czego szukałem w ostatnich rapowych albumach – dobrze opowiedziane, ciekawe historie. Płyta krótko po premierze została okrzyknięta legendarną. Całkiem słusznie. Ocena: 9/10.

Rick Ross – Mastermind

Rick RossWilliam Leonard Roberts II znany szerzej jako Rick Ross to żywy przykład, że dobre pomysły nie kończą się na debiucie. W zasadzie każdy nowy album rapera jest lepszy od poprzedniego. Debiutancki „Port of Miami” oraz następny „Trilla” sprzedały się bardzo dobrze, jednak sukces komercyjny nie szedł w parze z artystycznym, gdyż płyty te są najniżej ocenionymi. Przełom nastąpił w 2009 roku, kiedy Amerykanin wypuścił „Deeper Than Rap„. Od tego czasu krążki Rossa stoją na wysokim poziomie, tak jakby raper znalazł sposób na słuchacza.

Podczas recenzowania płyt Rick Rossa, nie sposób go porównać do ś.p. Notoriousa B.I.G.a. Nie chodzi wyłącznie o sam wygląd, ale i technikę rapowania. Gdy słucham sposób wypowiadania słów w „Nobody” czy też „Supreme” to od razu pojawia mi się przed oczami legendarny twórca „Ready To Die„. Zresztą ten pierwszy utwór jest oparty na samplu „You’re Nobody (Till Somebody Kills You” a wyprodukowany został przez Diddy’ego, który wcześniej współpracował z BIG’em. Ponadto Ross przemyca do „Mastermind” skit informujący o jego postrzeleniu (Szpanowanie, że doświadczył tego samego co jego mentor). Nie jest to zwyczajna zbieżność, Pan Roberts drugi mocno inspiruje się twórczością Biggy’ego. I zdecydowanie wychodzi mu to na dobrze, aczkolwiek mogą pojawić się zarzuty o brak własnego stylu.

mastermindCo oczywiście nie jest prawdą, bo Rick Ross ma swój styl. Nie jest on może unikatowy, gdyż mocno zainspirowany Notoriousem, ale nie można powiedzieć, że Ross zżyna z zmarłego rapera. Wróćmy jednak do samego „Mastermind„. Czuć na tym albumie sporo lat 90. Beaty odwołują się raczej do starej szkoły, co wyróżnia ten longplay od reszty swagowej stawki. Jednak nie brak i tutaj podkładów w nowocześniejszym stylu jak w „War Ready” czy też „Drug Dealer Dream„.  Dobrze dobrane są featuringi. Poza Kanye Westem i Lil’ Waynem brak tutaj głośnych nazwisk. Jest nasz imprezowy koleżka z The Weeknd, dwukrotnie pojawia się French Montana, jest też Jeezy oraz Sizzla & Movado. Każdy z nich wnosi coś ciekawego.

Rick Ross porusza się w tematyce pieniędzy, narkotyków, sławy i jeszcze raz pieniędzy. Pod względem lirycznym jest dobrze, aczkolwiek ciągle czekam na ciekawsze historie aniżeli stwierdzenie: „Cocaine worth much more than gold, nigga„. Ciekawostką jest fakt, że w utworze „What a Shame” Ross rapuje zwrotki z „Shame On A Nigga” Wu-Tang Clan.  Mocnym punktem twórcy „Mastermind” jest jego flow, które jak wcześniej wspomniałem mocno przypomina Notoriousa BIG’a.

Najnowszy longplay Rica Rossa to materiał dobry, aczkolwiek nie rewelacyjny. Inspiracje latami 90 i twórczością The Notoriousa BIG’a wyszły temu materiałowi na dobre. Jednak słyszałem w tym roku znacznie lepsze i bardziej innowacyjne rapowe płyty. Ocena: 7/10.

Posłuchaj

Future – Honest

futureNowy album Future’a podzielił słuchaczy. Dla jednych jest to świetny krążek składający się z głośnych bangerów. Inni natomiast tęsknią za starą szkołą rapu i mają już serdecznie dość plastikowych beatów i swagowych rozkmin. Do momentu wydania płyty „Honest” Amerykanin był dla mnie jedynie kolesiem od featuringów. Kojarzyłem go ze współpracy z A$APem czy też Lil Waynem. Nie zagłębiałem się w jego debiutanckie „Pluto„, gdyż odstraszały mnie słabe oceny i niepochlebne opinie. Tegoroczny album jednak postanowiłem sprawdzić z czystej ciekawości.

Wielu dziennikarzy muzycznych ma problem z sklasyfikowaniem Nayvadiusa Casha aka Future jako rapera ze względu na jego pokręcony styl. Amerykanin ni to rapuje, ni śpiewa i robi to jeszcze z połamaną dykcją i nierównym flow. Słychać to bardzo dobrze na „Honest„. Future sam w sobie nie jest dobrym raperem, jednak na swoim drugim longplayu zagłusza to produkcją na bogato oraz ciekawą listą gości. Większość utworów to typowe rapowe bangery. Słychać to szczególnie na początku, który zaczyna się mocnymi hitami. „Look Ahead” to typowy energiczny, głośny rapowy hit, który młode pokolenie połknie bez skrzywienia miny. „T-Shirt” to kolejna modna produkcja w stylu raperów spod znaku A$AP Rocky’ego czy też SchoolBoy Q. Trzecie na liście „Move That Dope” urosło już do miana legendarnego. Poza głośnymi bangerami jest też sporo rapowych ballad takich jak tytułowe „Honest„, „I Won” czy też „Never Satisfied„. Jednak gdy im bliżej końca, tym ciemniej. Pomijając oczywiście najlepszy na płycie „Benz Firends” z gościnnym udziałem Andre 3000 z OutKast. Druga, gorsza część płyty pokazuje, że „Honest” to niestety materiał mocno nierówny.

future-honest-coverJak wspomniałem wcześniej Na „Honest” znalazła się imponująca lista gości, która znacznie wzbogaciła płytę. Świetnie się spisali przede wszystkim wspomniany wcześniej Andre 3000, Kanye West oraz Pusha T. Trochę rozczarowuje Drake, natomiast do Wiza Khalify nigdy nie potrafiłem się przekonać. Brzmienie albumu to mieszanka swagowego hip-hopu, trip-hopu oraz r’n’b. Produkcja jest na wysokim poziomie, aczkolwiek jak wspomniałem wcześniej jest dość nierówna (mocny początek vs. słaby koniec). Future trochę męczy swoim stylem, ale ma swoje momenty tak jak we wspomnianym „Move That Dope„. Lirycznie natomiast porusza się w standardowych tematach seksu, dragów i przebytej drogi od biedy do bogactwa.

Podsumowując „Honest” to płyta nierówna mająca momenty zarówno dobre jak i te mniej dobre. Sporo tutaj hitów, dlatego problemów ze sprzedażą być nie powinno. Jednak wartościowo to krążek co najwyżej niezły, bez szału. Future maskuje niedostatki talentu bogatą produkcją. Natomiast brak ciekawych historii zasłania gwiazdami pokroju Kanye Westa, Andre 3000 czy też Drake’a. Ocena: 6/10.

Posłuchaj