Schoolboy Q – Oxymoron

schoolboyqJakiś czas temu marudziłem, że rok 2014 nie zapowiada się specjalnie pod względem muzycznych wydawnictw. Swoją tezę muszę stosunkowo szybko zmienić, gdyż w krótkim momencie pojawiło się całkiem sporo ciekawych płyt, które chciałbym zrecenzować. Jak zwykle jednak  nie ma się tyle czasu ile by się chciało mieć lub po prostu się nie chce. Dziś postanowiłem się spiąć i szkrobnąć swoje zdanie na temat krążka „Oxymoron„.

Debiutancki album Schoolboy’a Q to jedna z tegorocznych płyt na które czekałem. Oczywiście nie z wielkimi wypiekami na twarzy, ale jednak. Quincy Matthew Hanley nie jest stricte debiutantem w świecie hip-hopu. Na koncie ma już dwa krążki nagrane na nielegalu („Setback” z 2011 i „Habits & Contradicitions” z 2012) oraz wspólne nagrania ze Black Hippy (w którego skład obok Q wchodzą jeszcze Kendrick Lamar, Ab-Soul i Jay Rock). Słuchając wcześniejszych utworów od Quincy’ego wiedziałem, że „Oxymoron” może być całkiem niezłe. Nie zawiodłem się, a nawet dostałem więcej niż się spodziewałem. Tegoroczne wydawnictwo od Schoolboya Q stoi na bardzo dobrym poziomie i jest kolejnym potwierdzeniem fajności wydawnictw z Top Dawg Entertainment.

schoolboy-q-oxymoron-cover-1Aspiracje były większe. Q chciał nagrać dzieło większe od „good kid, MAD city”. Niestety „Oxymoron” nie jest tak epicki i filmowy jak album Kendricka Lamara, ale i tak jest dobrze. Przez większość czasu Schoolboy Q snuje na płycie opowieści o gangsterskim świecie. Zwrotki o doświadczeniach z bronią, sprzedających crack czarnuchach, wujku ćpunie i niebezpieczeństwach ulicy nie dziwią jeżeli się spojrzy na listę inspiracji Q na której znajduje się między innymi NAS i 50 Cent. Ogromną zaletą Quincy’ego jest to jak potrafi zmieniać swoje oblicza na płycie. Momentami jest gangsterski w stylu wschodniego wybrzeża. Taki „Blind THreats” z Raekwonem na featuringu to po prostu esencja nowojorskiego rapu gangsterskiego. Przy okazji trzeba też zaznaczyć, że zwrotka Szefa jest jedną z jego najlepszych. Q potrafi być zarówno agresywny („Gangsta”, „Break The Bank„) jak uwodzicielski i poruszający w ten sposób, że przy jego muzie bujają się ubrane w sukienki białe dziewczyny z dobrych domów („Studio”). Oprócz klasycznego gangsterskiego rapu na płycie znajdziemy również nowoczesne, rozrywkowe, hedonistyczne i swagowe utwory. Dobry przykład stanowi „Man of The Year” zbudowane na samplu Chromatics. Idealny utwór na wakacje o imprezie, laskach, cycuszkach i pupciach. Ponadto Q potrafi być trapowy („WHat THey Want”) czy też mroczny w stylu Tylera („The Purge”).

schoolboyqqPod względem brzmienia płyta nas zachwyca kapitalnie wyprodukowanymi beatami. Pharrell Williams przyczynił się do wyprodukowania bangera „Los Awesome” natomiast „Hell of Night„, które brzmi jak zeszłoroczny Drake to dzieło DJ Dahi. Świetnie brzmi także „Collard Green„, wspomniane wcześniej „Man of The Year” oraz rozbudowane „Prescription-Oxymoron„, które zostało oparte na samplu Portishead. Druga kwestia do dobrze dobrani goście, którzy są w formie. Na płycie znajdziemy oprócz ziomków z Black Hippy także Raekwona, 2 Chainz’a, Tylera oraz innych.

Podsumowując. „Oxymoron” to płyta na wysokim poziomie z kilku powodów. Po pierwsze mający wiele oblicz Schoolboy Q, który potrafi być za równo agresywny jak i łagodny. Gangsterski i wyluzowany. Nowojorski i Kalifornijski. Po drugie dobre beaty i fajne sample. Po trzecie dodający a nie ujmujący płycie goście. Całość stanowi ciekawą mieszankę stylów przez co słuchając „Oxymoron” nie nudzimy się ani przez chwilę. Dzięki temu zabiegowi na debiucie Quincy’ego każdy znajdzie coś dla siebie. Zarówno dresik marzący o życiu gangstera jak i hipster uwiedziony swagiem. Ocena: 8/10.

Solids – Blame Confusion

SolidsSolids to duet: Xavier Germain-Poitras oraz Louis Guillemette. Kolesie są z Montrealu i wyjątkowo dobrze dobrali nazwę do swojego zespołu, gdyż grają solidną muzykę. „Blame Confusion” to ich debiutancki longplay na który pewnie nie zwróciłbym uwagi, gdybym nie szukał czegoś nowego z rejonu lo-fi. Płyta jest dokładnie taka jak oceny jakie przyznały jej zachodnie serwisy muzyczne. Jest na niej sporo indie rocka z lat 90 i noise’u. Gdy odpaliłem po raz pierwszy „Blame Confusion” wydawało mi się, że włączyłem „Post-Rock” Japandroids. Z jednej strony to zaleta, gdyż grać jak Japandroids to w pewnym sensie nobilitacja. Z drugiej jednak… No właśnie. W tym momencie trzeba przejść do minusów albumu.

Solids pomimo tego, że gra muzykę fajną, dobrą, SOLIDNĄ to jest zespołem kalką tego co zagrały takie bandy jak No Age czy też wspomniane wcześniej Japandroids. Na „Blame Confusion” nie doszukacie się niczego innowacyjnego ani świeżego. Najlepsze na płycie „Traces” to po prostu kolejny rockowy kawałek jakich wiele słuchałem w ostatnim czasie. Drugi poważny zarzut wobec tej płyty to gra na jedno kopyto. Nie trzeba być wymagającym słuchaczem by stwierdzić, że pomiędzy takimi utworami jak: „Cold Hands” a „Off White” nie ma zbyt dużej różnicy. Kanadyjczycy są co prawda energiczni i żywiołowi, jednak brakuje tego czegoś co mogliśmy znaleźć chociażby na „An Object” No Age.

Solids-Blame_ConfusionTrochę czuje, że tracę czas na recenzję tej płyty, ale postanowiłem propsować zespoły mniej znane. Solids pasuje do tej koncepcji, gdyż w polskich mediach nie natknąłem się na wzmianki o nich. Ponadto ich muzyka jest wystarczająca w tym sensie, że jeżeli lubi się hałaśliwe gitary i jest się fanem Japandroids to powinno nam się spodobać „Blame Confusion”. Fanom oczekującym czegoś więcej muzyki, raczej nie przypadnie do gustu z powodu braku oryginalności czy też czegokolwiek nowego w temacie noise popu. Szkoda,ze żaden z tych elementów nie pojawił się na tym krążku. „Blame Confusion” miało predyspozycje by być na prawdę dobrym albumem. Ocena: 5/10.

Young Fathers – Dead

Young-FathersPowstała w 2008 roku formacja Young Fathers idealnie się wkomponowała ze swoją muzyką w obecnie panujące trendy tak zwanych „czarnych rytmów”. Ich zeszłoroczne obie EP-ki „Tape One” oraz „Tape Two” nie były typowo hip-hopowymi wydawnictwami a raczej plasowały się gdzieś w okolicach muzyki spod znaku The Weeknd czy też ostatniego Drake’a. To samo można powiedzieć o tegorocznym, debiutanckim longplay’u „Dead„. Z tym, że wydaje się on jeszcze bardziej śpiewany aniżeli poprzednie EP-ki.

Jako, że członkowie zespołu to Szkoci to czuć na „Dead” sporo elementów wyspiarskiej muzyki. W otwierającym całość „No Way” słyszymy przecież szkockie dudy a w pozostałych utworach znajdziemy sporo elektroniki, popularnej w ostatnim czasie w brytyjskiej muzyce mainstreamowej. Na „Dead” brytyjski duch łączy się z elementami muzyki afrykańskiej, co nie dziwi gdy się spojrzy na prawdziwe (afrykańskie) pochodzenie członków Young Fathers. Oprócz chóralnych śpiewów i pełnego zakresu bębnów i bongosów mamy też inne egzotyczne instrumenty – końcówka „Just Another Bullet” to dobry przykład. Jednak to nie koniec bogatego wachlarzu inspiracji i dźwięków. Na płycie usłyszymy jeszcze trochę gospelu, trochę popu. Natomiast momenty stricte hip-hopowe przypominają ostatnie utwory Death Grips.

DEAD-520x220W odróżnieniu od zeszłorocznych EP-ek debiutancki LP jest znacznie bardziej szorstki, czarno-biały i surowy w brzmieniu. Chyba już można mówić o pierwszym efekcie „Yeezusa„. Fakt, że Young Fathers nagrywają rap eksperymentalny nie powinien dziwić, gdyż ich wszystkie krążki zostały wydane przez awangardowe Anticon Records. „Dead” to dobra, ciekawa i zróżnicowana pod względem brzmienia płyta. Nie ustrzegła się jednak pewnej wady, którą dostrzegłem również na „Tape One” oraz „Tape Two„. Otóż to co najlepsze zostało zaoferowane na początek, natomiast im bliżej końca tym więcej pojawia się nudy i przeciętności. Pomimo tego polecam zdecydowanie ten album. Jeżeli jesteście otwarci na nowe brzmienia i różnorodność kulturalną to sprawdźcie „Dead” przy najbliższej okazji (Najlepiej już w przyszłą środę w Katowicach podczas before’u Taurona). Ocena: 7/10.