Już za cztery tygodnie rusza kolejna, dwunasta edycja SnowFest! Najgorętszy zimowy festiwal w Polsce przyciąga od lat tłumy ludzi spragnionych dobrej muzyki i zabawy. W tym poście znajdziecie wszelkie niezbędne informacje na temat tegorocznej edycji SnowFest. Mam nadzieję, że zobaczymy się ponownie w Szczyrku!
Gdzie i kiedy?
Standardowo festiwal odbędzie się w sercu Beskidu Śląskiego – Szczyrku. Jak na imprezę zimową, lepszego miejsca nie można było wybrać. Teren skoczni Skalite ponownie będzie gościć muzyczne gwiazdy, sportowców oraz ludzi żądnych niesamowitych wrażeń. Termin? 7-8 marzec.
Kto Wystąpi?
Muzycznie SnowFest od lat bazuje na taneczności, przebojowości doprawiając tą mieszankę rytmami hip-hopowymi. Tym razem nie będzie inaczej. Główni headlinerzy to GORGON CITY oraz Netsky. Pierwsi to obecnie jeden z najbardziej popularnych duetów producenckich na scenie elektronicznej. Tworzą go Kye Gibbon i Matt Robson-Scott, którzy doskonale łączą klimaty house i garage z muzyką pop. Z kolei Netsky to jedna z największych gwiazd nurtu drum and bass na świecie. Pod pochodzącym od nazwy wirusa komputerowego pseudonimem ukrywa się belgijski producent i DJ – Boris Daenen. Poza tym w Szczyrku wystąpią: POLA & BRYSON, Dub Pistols, Rex The Dog czy też Paula Tape. Rodzimych artystów reprezentują m.in. legendarna Paktofonika, Łąki Łan, Miętha oraz Meek, Oh Why? Poza tym należy pamiętać, że SnowFest to nie tylko koncerty, ale także spektakularne zawody sportowe w jeździe na snowboardzie i nartach.
Koszt biletu?
Obecnie karnet dwudniowy kosztuje 419 zł, bilety jednodniowe to wydatek rzędu 250 zł. Warto nabyć je wcześniej, gdyż rok temu impreza się wyprzedała.
Ponownie miałem przyjemność udział wziąć udział w organizowanym w Szczyrku festiwalu SnowFest 2024. Była to już 11 edycja tej imprezy a jak było na jedynym zimowym muzycznym festiwalu w Polsce? Tego dowiecie się poniżej!
Dzień I
Pierwszy, piątkowy dzień imprezy rozpocząłem od występu GOORAL na scenie głównej Amfiteatru. Twórcy pamiętnego hitu „Karczmareczka” dali występ jakiego można było się spodziewać. Połączona muzyka elektroniczna z góralskim folklorem idealnie wpasowała się w górski, zimowy klimat imprezy i była udaną zapowiedzią dalszej zabawy. Zabawowy duch SnowFesta to przede wszystkim Scena Jelenia, gdzie rozkręcane są najlepsze imprezy. Znakomicie to odzwierciedlił duet DNTRT x DEYNA, który zaprezentował bardzo solidny zestaw zabawowych piosenek. Wiele także działo się na skoczni Skalite. Być może w tym roku zima nie była tak śnieżna jak w latach poprzednich, ale i tak udało się zorganizować zawody w skokach na snowboardzie. Pisałem już o tym wielokrotnie, ale warto to powtórzyć. Sportowe zmagania, mimo, że nie mają światowej rangi to idealnie komponują się z omawianym wydarzeniem. Podziwianie tych wszystkich trików na desce, czy też nartach to fajne urozmaicenie i odskocznia od muzyki. A gdyby zrobić coś podobnego w letnim wydaniu z deskorolką czy też rowerem bmx?
Z wielkimi nadziejami oczekiwałem występu Kalibra 44. Katowicka grupa to żywa legenda hip-hopu w Polsce, której jak dotąd nie miałem okazji zobaczyć na żywo. Zawsze coś stawało na drodze, czy to choroba bądź załamanie pogody. Cieszę się, że udało się tym razem bo chłopaki nie zawiedli. Ich występ to był istny wehikuł czasu, który zabrał mnie w lata 90. Początkowo DJ zaprezentował hip-hopowe szlagry z zachodniego wybrzeża Stanów z Wu-Tang Clanem czy też Snoop Doggiem na czele. Potem dołączył AbraDab i Joka i kontynuowali tą podróż. Takie utwory jak: „Nasze Mózgi Wypełnione są Marią„, „Normalnie o tej Porze”, „Gruby Czarny Kot…” czy też „Konfrontacje” zabrzmiały kapitalnie, a publiczność przyjęła je z sporym entuzjazmem. Lata 90 przeżywają swój revival a Kaliber 44 idealnie to wykorzystuje. Ogromnym zainteresowaniem cieszył się kolejny występ na tej scenie, gdzie występował duet Rudimental. Generalnie przyznam się, że nie słucham chłopaków, ale praktycznie znałem każdą ich piosenkę. Brytyjczycy mają na koncie mnóstwo radiowych przebojów takich jak m.in. „These Days„, „Feel The Love” czy też „Waiting All Night„, które wprowadzały do tańca publikę zgromadzoną w Amfiteatrze. Piątkową wyprawę zakończyłem pod sceną Snowtent, gdzie występował dobrze mi znany Ros Addiction oraz MC Conrad.
Dzień II
Sobotni dzień festiwalu rozpocząłem od występu grupy Lordofon na scenie głównej. Nie znałem wcześniej twórczości chłopaków, dlatego też okazali się dla mnie ogromnym pozytywnym zaskoczeniem całej imprezy. Okazuje się, że mamy swój polski Wavves, kóry jest bardziej melodyjny i otwarty na inne gatunki, gdyż chłopaki odważnie eksperymentują z hip-hopem. Takie utwory jak: „Francoise Hardy„, „Kobayashi” czy też „Opener” zabrzmiały kapitalnie na żywo. Warto sprawdzić ten zespół. Tego dnia na skoczni Skalite odbywały się zawody Freeski, które może nie są tak spektakularne jak te na snowboardzie, ale równie dobrze je się oglądało.
Głównym występem tego dnia dla mnie miał być występ grupy PRO8L3M. Jestem ogromnym fanem twórczości Oskara i Steeza, a do tej pory miałem okazje widzieć ich tylko raz i to jeszcze w ubogiej formie podczas OFF Festivalu 2015, czyli 9 lat temu! Od tamtej pory nagrali wiele świetnych kawałków i parę dobrze przyjętych płyt. Co tu dużo mówić? Pod względem wizualnym i muzycznym był to występ KAPITALNY. Fajnie było usłyszeć na żywo „Przebój Nocy„, „Flary” czy też „Molly” oraz obserwować te lasery i wizualizacje. Jak to PRO8L3M, idealnie połączył futuryzm z retro odniesieniami. Następnie udałem się do namiotu by sprawdzić (tym razem chyba już na serio?) ostatni występ grupy Kamp! Grupa co prawda zapowiedziała zakończenie twórczości, ale ten koniec trwa już od roku. I dobrze! Bo chłopaki na prawdę dają teraz czadu. Byłem nimi zachwycony podczas minionego Carbonu, byłem i teraz. Co prawda przeszkadzał ogromny ścisk w namiocie, ale i tak zabawa była przednia. Pod tym samym namiotem wystąpił także duet ROYKSOPP, który nieco rozczarował mnie podczas ostatniego Taurona w Katowicach. W Szczyrku chłopaki brzmieli dużo lepiej, jednak z powodu późnej godziny i kawałka drogi do przebycia do domu nie zaliczyłem całego występu.
Podsumowując, SnowFest po raz kolejny udowodnił, że warto odwiedzić Szczyrk na początku marca. Festiwal idealnie łączy sportowe zawody, z koncertami i tanecznymi imprezami. Jest górsko, zimowo i kameralnie. To sprawia, że za rok również chętnie wezmę udział w SnowFeście. Mam nadzieję, że do zobaczenia za rok!
W dniach 3-4 marzec miałem przyjemność brać udział w SnowFest 2023, który odbywał się jak co roku w Szczyrku. Była to jubileuszowa, bo 10 edycja imprezy. W dodatku nałożyła się na 50-lecie miasta Szczyrk, co zostało uczczone tortem i góralskimi przyśpiewkami. A jak wyglądał sam festiwal i co udało mi się zobaczyć? O tym poniżej w szybkiej relacji z festiwalu.
I dzień
Festiwal rozpocząłem od występu rapera Asthmy na scenie głównej, która się znajduje w amfiteatrze. Można powiedzieć, że był to występ lokalnego artysty, gdyż raper pochodzi z pobliskiej Bielska-Białej. Znając album „Manifest” wiedziałem czego będzie można się spodziewać. Nie zabrakło utworów: „duchowa rewolucja„, „Shut the fuck up” czy też „the system is falling„. W dodatku raper z Bielska zaprezentował nowe utwory z nadchodzącej, nowej płyty. Wspomagany o żywy zespół składający się z perkusji i gitary basowej zaprezentował całkiem interesujący występ oparty o hip-hopowe brzmienie i punkową energie. Trochę skojarzył mi się z bardziej popularnym Zdechłym Osą, który w zasadzie działa na podobnych zasadach (rap plus punk, antysystemowa post-protestowa tematyka utworów). Nie zabrakło oczywiście wspólnego jarania skręta i krytykowania obecnej władzy.
Pomiędzy występami na scenie głównej, na skoczni narciarskiej Skalite odbywał się konkurs snowboard. I tutaj muszę przyznać, że był to ciekawy i oryginalny element festiwalu. Połączenie muzyki i sportu, zwłaszcza tak widowiskowego, to świetny pomysł na zimową imprezę. W konkursie brały udział zawodniczki jak i zawodnicy, którzy popisywali się trickami na snowboardzie. Oczywiście nie wszystkie zawsze wychodziły, ale była to dla mnie totalnie nowość. Nie jestem entuzjastą zimowych sportów, a tego typu zawody znam tylko z telewizji (i to wyłącznie podczas Igrzysk) jednak zobaczenie tego sportu na żywo miało sporo uroku i ciekawych wrażeń, które były idealną odskocznią od muzyki.
Kolejny występ na scenie głównej to dobrze mi już znani Fisz Emade Tworzywo. Braci Waglewskich widziałem już na żywo kilkukrotnie podczas Taurona czy też Off Festiwalu. Występ na SnowFest upływał pod znakiem ich ostatniego albumu „Ballady i Protesty„. Nie zabrakło jednak i starszych utworów takich jak np. „Telefon” czy też „Jestem w Niebie„. Jak przystało na ich zespół, zaprezentowali dość udany i poprawny występ, który mógł się podobać. Dla mnie jednak był to po prostu kolejny koncert artysty, którego nie koniecznie słucham za często i niekoniecznie chciałem ponownie zobaczyć.
Oczywiście pomiędzy koncertami na scenie głównej i zawodami na skoczni wędrowałem na poszczególne sceny dj-skie. A tych było sporo, mimo, że nie za dużej wielkości. Tego dnia można było pobawić się przy muzyce granej przez m.in. Dj Felipe, SPOX, DJ Noz i wielu innych. W dodatku to był także idealny sposób na zagrzanie wymarzniętych kości, gdyż pomimo zimowego ubioru temperatura w granicach zera sprawiała małe problemy. Ostatni występ na scenie głównej tego dnia to Grubson. Delikatnie mówiąc nie jestem fanem reagge, ani łączenia tego gatunku z hip-hopem. Dlatego też Grubson, mimo, faktu swojej popularności i wydawania płyty dla mikołowskiego MaxFloRec nie należy do grona moich ulubionych raperów. Postanowiłem jednak dać mu szansę i sprawdzić go na żywo. Niestety po odsłuchaniu kilku utworów postanowiłem odpuścić. To totalnie nie mój rap. Na koniec zaliczyłem jeszcze występ Ros Addiction & MC Conrad na Snowtent. Jednak mróz, zmęczenie i dość daleka droga do domu zmusiły mnie do wcześniejszego niż zwykle opuszczenia imprezy.
II Dzień
O ile pierwszy dzień imprezy upływał w rytmach rapu, tak drugi był już spod znaku muzyki klubowej. Ponownie rozpocząłem SnowFest od sceny głównej. Tym razem były to RYSY, które muszę przyznać najbardziej oczekiwałem spośród całego zestawu festiwalu. Jestem fanem albumu „4GET” oraz ich najnowszych utworów, dlatego też sporo się spodziewałem po tym występie. I może też dlatego czułem lekki niedosyt. Duet Wojciech Urbański – Łukasz Stachurko ograniczył kontakt z widownia do absolutnego minimum oraz odgrywał utwory bez wokali. Oczywiście nie oczekiwałem by z nimi na scenie znaleźli się Michał Anioł czy też Justyna Święs. Jednak gdzieś tam liczyłem, że takie utwory jak chociażby „88” usłyszymy z wokalem. W ogóle zabrakło mi w ich repertuarze moich ulubionych piosenek ze „Starlink” czy też „4GET” na czele. I o ile był to dobry, taneczny występ to liczyłem na ciut więcej.
Tego dnia na skoczni Skalite deski snowboardowe zostały zastąpione przez narty. Formuła pozostała jednak ta sama. Zjazd z góry, najazd na wyskoczenie, triki, lądowanie. Było efektownie i widowiskowo jak dzień wcześniej. Ja jednak wcześniej postanowiłem się rozgrzać na najbardziej tanecznej scenie całego festiwalu jaką była Scena Jelenia. Za konsoletą Krzysztof Polak a na głośnikach szlagiery od „Pump It UP” Danzela po „Satisfaction” Benny Benassi. Tego samego dnia na tej scenie ogromny młyn robiła ekipa Janusz Walczak x FLAME oraz TRUANT, którzy skupili się na nowoczesnych rapsach spod znaku Young Leosi i wszechobecnego auto-tune’a.
Na Scenie Głównej tego dnia grał Bass Astral. Z racji tego, że widziałem go nie dawno podczas Carbon Festival to nie dałem mu się wykazać na dłużej. Remiks coveru „Smells Like Teen Spirit” Nirvany wydawał mi się już aż nadto emocjonujący. Nie wiązałem wielkich nadziei z główną gwiazdą całej imprezy, czyli Pendulum. Pamiętam, że w czasach gdy oglądałem namiętnie angielskie MTV2 z rockową muzyką to ich utwory nie był całkiem w moim klimacie. Jednak DJ set i to w dodatku na żywo był zupełnie innym wrażeniem. Ognisty (i to dosłownie) Drum N Bass w wykonaniu Pendulum przypominał duch The Prodigy (Nie zabrakło mixu „Smack My Bitch Up”). Mimo, że tempreatura oscylowała w graniach zera a z nieba prószył delikatny śnieg to atmosfera była gorąca! Imprezę zakończyłem ponownie w Snowtent, gdzie mocno klimatyczny set odegrała An On Bast.
Podsumowując, wyjazd do Szczyrku na SnowFest oceniam mocno pozytywnie. Był to mój pierwszy festiwal zimą (Już teraz wiem, że ciepłe skarpety i odzież termiczna jest mile widziana) oraz pierwszy kontakt na żywo ze sportami zimowymi. Impreza pod skocznią Skalite ma niesamowity i niepodważalny klimat, w dodatku serwuje znacznie więcej atrakcji niż sama muzyka. Myślę, że warto tutaj być i sam ponownie wróciłbym tutaj w przyszłym roku.