„Myślę, więc gram”. Przeczytałem, więc piszę.

pirlo mysle wiec gramDla mnie Andrea Pirlo to współczesny geniusz piłkarski, którego stawiam obok takich tuzów jak Pele, Maradona, Messi i Ronaldinho. Piłkarz kompletny technicznie, ale posiadający liczne wady. Swoje najlepsze lata spędził w moim ukochanym Milanie z którym zdobył wszystko. Z reprezentacją też ugrał prawie wszystko. Nie zdobył nigdy Złotej Piłki, co osobiście uważam za nieporozumienie. Jednak nie o sukcesy i zdobyte nagrody chodzi. Chodzi o styl oraz radość z gry. Pirlo w swojej autobiografii cały czas to podkreśla.

„Cassano miał 700 kobiet, ale trener przestał powoływać go do reprezentacji. Czy więc faktycznie jest szczęśliwym człowiekiem?”

Dla niego piłka od zawsze była jedną z najważniejszych rzeczy w życiu. Gra daje mu szczęście. Na samym początku swojej autobiografii przyznał dlaczego nie mógł zostać dłużej w Milanie. Nie chodziło o pieniądze, sukcesy piłkarskie czy też sławę. Chodziło o radość gry, którą zabrał mu trener Allegri wraz z Gallianim. Kibice Rossonerich obrazili się na Andreę po tej autobiografii, ale czy mieli ku temu słuszność? Pomimo tego, że Pirlo wypowiada się nie przychylnie o Gallianim i spółce to czuć w jego słowach żal, że nie dostał kolejnej szansy od Milanu.

Czy te oczy mogą kłamać? Chyba niee

Czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie.

Myślę, więc gram” to lektura przyjemna, którą czyta się bardzo szybko. Wypowiedzi Pirlo są zwięzłe i trafiające w sedno problemu. Nie rozwodzi się za długo na tym dlaczego nie dostał Złotej Piłki oraz nie wyolbrzymia swoich odczuć. Najważniejszą jednak zaletą jest szczerość włoskiego pomocnika. Nie omija w książce momentów trudnych takich jak korupcja wśród piłkarzy, calciopoli, stadionowy rasizmu oraz doping. Mimo, że wymienione kwestie nie dotyczą jego to nie jest hipokrytą, ukrywającym temat. Potrafi przyznać się także do łez, które w jego długiej karierze pojawiły się nie raz.

„Gra w koszulce Milanu przez tyle lat była dla mnie prawdziwym szczęściem: tam porażki i remisy nikogo nie interesowały, liczyły się tylko zwycięstwa. Jeśli ktokolwiek choćby próbował wplątać mnie w jakiś syf, powiesiłbym go za jaja. Nie jestem porywczy, ale mógłbym się taki stać.”

Pirlo nie opowiada o swoim życiu prywatnym. Przez całą książkę nie wspomina o swojej żonie ani dzieciach. Skupia się wyłącznie na karierze piłkarskiej. Opowiada o trudnych początkach, kiedy inne dzieciaki nie podawały mu piłki, gdyż był od nich lepszy. Wspomina jak trafił do wymarzonego Interu Mediolan i jak musiał z niego szybko uciekać. Opisuje kulisy niedoszłych transferów do Realu Madryt, Barcelony i Chelsea oraz katastroficzny finał Ligi Mistrzów z 2005 roku. Szczerze powiedziawszy to nie sądziłem, że dla piłkarzy tego pokroju przegrana w Stambule była aż tak ogromną traumą.

Pirlo Nesta

Pirlo i Nesta. Dwaj najlepsi przyjaciele, dwaj moi piłkarscy idole.

 

W książce znajdziemy również wiele elementów humorystycznych. Mocno się uśmiałem czytając o niewybrednych żartach Pirlo i De Rossiego, które płatali Gennaro Gattuso podczas reprezentacyjnych zgrupowań. Pirlo zdradza również dziwactwa Gilardino, Sebastiano Rossiego oraz Alessandro Matriego oraz dziwną przypadłość Filippo Inzaghiego. Opisuje także swoją fascynację rzutami wolnymi w wykonaniu Juninho Pernambucano a także charakterystykę pracy Antonio Conte, Fatiha Terima i Marcelo Lippiego. Wspomina także swoją przyjaźń z Nestą oraz atmosferę w szatni Juventusu. Żałuję trochę, że mało czasu poświęcił na pokazanie Milanu od strony szatni. Nie za wiele wspomina o Ancelottim, a o Allegrim i Leonardo nie wypowiedział chyba ani jednego słowa.

„Maldini nauczył mnie jak zwyciężać, ale i przegrywać, strzelać bramki, ale i asystować, siedzieć na ławce, ale i cieszyć się z gry, wkurzać się, ale i przepraszać, nastawiać drugi policzek, ale i uderzać jako pierwszy, być sobą, lecz czasem kimś innym.”

Hasło reklamujące książkę mówi, że to lepsza pozycja niż „Ja, Ibra„. Niestety nie mogę tego potwierdzić, jednak jest to na pewno bardzo dobra pozycja wśród piłkarskich autobiografii, którą śmiało mogę polecić.

Ja, Ibra

„Możesz wyciągnąć człowieka z getta, ale nigdy getto z człowieka”

To mój ABSOLUTNY debiut jeżeli chodzi o recenzowanie książki, jednak kiedyś musi być ten pierwszy raz. Poruszając temat książek to szczerze powiedziawszy mogłoby być o wiele lepiej (wpisuje się w krajową średnią 2-3 lektur na rok). O ulubionych gatunkach raczej ciężko dyskutować przy tak niskiej frekwencji książek w moich łapach (Nie mówię o lekturach politologicznych, które siłą rzeczy muszę analizować).

A więc tak… Biografie mają to do siebie, że jest ich pełno i znaczna część to zwykły chłam lub historie ludzi nie mających tak na prawdę nic ciekawego do powiedzenia. Większość to zuchwały skok na kasę bazujący na „nazwisku”. Jeżeli chodzi o biografię Ibrahimovicia to sytuacja jest zupełnie inna. Historia przez niego opowiedziana wpisuje się w tę, która jest autentyczna, szczera, ciekawa i wywołująca różne emocje. Książka nie może być nudna! A biografia Zlatana to lektura na parę dni a dla tych, którzy mają dużo czasu mogą ją łyknąć w parę godzin.

I nie chodzi tutaj o jakieś zabiegi artystyczne, czy też narracje (która owszem też jest ważna, ale nie najważniejsza). Musi być ciekawa historia. Ci, którzy oglądają mecze Serie A wiedzą, że Zlatan Ibraghimović to dość specyficzna i wyjątkowa na swój sposób osobowość. Nie raz zdarzyło mu się dać komuś w ryja, zrugać kolegów z boiska, sędziego, trenera a nawet zwrócić uwagę prezesowi! W dzieciństwie doświadczył sporo co wpłynęło na jego osobowość. Do tej pory za tym masywnym i wściekłym chłopem kryje się zakompleksiony, biedny obcokrajowiec, który chce udowodnić swoją wartość i pokazać wielkie FUCK OFF każdemu, kto go krytykował. W książce wspomina o wszystkich tych trudnych zdarzeniach, o petycji rodziców innych dzieci by wyrzucić Zlatana z drużyny, o ucieczce przed policją, o kradzieżach rowerów. Poznamy w niej kulisy pamiętnego lata 2006 (w związku z aferą Calciopoli) i słynnej ucieczki z Juventusu, dowiemy się o problemach w Interze a także w czym tkwił szkopuł przeszkadzający Zlatanowi rozwinąć skrzydła w Barcelonie. Nie zabraknie także wzmianki o bójce z Onyewu podczas treningu Milanu.

Zlatan jak zwykle jest narcystyczny, ale i szczery. Nie przebiera w słowach. Jeżeli coś mu leży na sercu, wali prosto z mostu. Nigdy nie zapomina. Można go kochać oraz nienawidzić jednocześnie. Jednak trzeba mu przyznać, że jako piłkarz jest rewelacyjny, mimo, że nie zdobył jeszcze wielu trofeów oraz nagród. Wszystko jeszcze przed nim, a książka to pozycja obowiązkowa dla każdego fana talentu Ibrahimovicia, ale i nie tylko. Powinna zaciekawić każdego, nawet kogoś kto futbolem się nie interesuje.

poniżej próbka możliwości Ibrahimovicia dla zachęty:

Paolo Maldini

maldiniJuż dzisiaj można powiedzieć, że Paolo Maldini wybitnym piłkarzem BYŁ.

Wczoraj Kapitan Milanu rozegrał swój ostatni oficjalny mecz w karierze. Rossoneri pokonując Fiorentinę 2:0 zapewnili sobie udział w Lidze Mistrzów bez konieczności gry w kwalifikacjach. Był to 902 oficjalny mecz dla Paolo Maldiniego w czerwono-czarnych barwach i zarazem ostatni.

Paolo Maldini to nie tylko symbol Milanu. To istny symbol przywiązania do barw klubowych. Wśród kibiców i ludzi związanych z klubem uważany za legendę Rossonerich. Numer 3 już nie pojawi się nigdy na koszulce żadnego piłkarza Milanu. No chyba, że będzie to jeden z synów Paolo, którzy już dają radę.

Dość niesamowitą sprawą jest fakt, że Malidni nigdy nie schodził z wysokiego poziomu gry. Nawet gdy już był czterdziestolatkiem to okazywał się najpewniejszym punktem obrony Milanistów.Trenerzy i Lekarze byli zdumieni, że Paolo pod względem fizycznym wygląda jakby miał ze dziesięć lat mniej. Dodając do tego ogromne doświadczenie mamy w rezultacie najlepszego obrońcę w dziejach futbolu.

20 styczeń 1985. W tym dniu Paolo Maldini debiutował w drużynie Milanu. Przez ten czas zdobył z tą drużyną dosłownie wszystko i to w hurtowych ilościach, gdyż jego gra dla drużyny trafia na tak złote okresy jak era Sacchiego oraz era Ancelottiego. Dwa największe rozczarowania Paolo to z pewnością fakt, że nigdy nie przyznana mu Złotej Piłki France Football oraz gorycz porażki w finale MŚ w 1994 roku z Brazylią.

Maldini to dla mnie dobitny przykład prawdziwego profesjonalizmu. Szkoda, że tak mało zawodników można obecnie spotkać. Grazie Paolo.