Jak zostać hipsterem? czyli kilka dobrych rad dla początkujących

Temat ostatnio coraz częściej tykany przez media. Zwłaszcza podczas tegorocznego offa słowo najczęściej wypowiadane przez każdego to  „hipster”.

Poniższy poradnik jest przeznaczony dla każdego, komu się już znudziło być emo, indjje bojem, gyrlem bądź po prostu nie ma co robić z czasem wolnym w wakacje / podczas urlopu. Hipister (określenie stworzone przez mojego brata łączące w sobie hipisa i hipstera) a raczej hipster to „coś” czego nikt nie umie określić i do czego nikt się oficjalnie nie przyzna, ale widać to na każdym kroku. Przylazło to do nas oczywiście ze dalekiego amerykańskiego zachodu i panoszy się po całym mieście / wsi. Chcesz również zostać hipsterem? Wystarczy posłuchać kilka rad wujka „dobra rada” paweuu’a.

Po pierwsze zmień swoją garderobę. Oczywiście można być hipsterem tak jak true indie tylko w serduszku, ale co z tego jak nikt tego z przechodniów, naszych znajomych i rodziny nie zobaczy? Przede wszystkim należy poszukiwać oryginalnych łaszków, których nikt inny nie będzie mieć. Także odpadają wszelkiej maści sklepy w galeriach, targi i bazary z odzieżą. Udaj się do „ciuszka”, inaczej second-hand’u. Za każdym razem kiedy jest dostawa „nowego” towaru do ciuszka wita całe masy młodych hipsterów. Tam zawsze coś znajdziesz. Dla facetów mile widziane będą kamizelki, sweterki z głębokimi dekoltami, zwisające za tyłkiem szelki, obciślejsze gacie niż te, które mają kolesie z The Horrors, kapelusze, koszulki z zapomnianymi zespołami z lat 70 i co tam sobie jeszcze oryginalnego wykopiecie. Dla dziewczyn? Koniecznie potrzebne koszule w kratę, kamizelki, marynarki w komplecie do krótkich spodenek a la 70’s plus buty na obcasie/trampki. Nie zapomnijcie o arafatce. Poza tym warto zdać się na swoją intuicję i kreatywność. Go shopping!

Po drugie Image. Pamiętajmy, że wizerunek to nie tylko ubranie, ale i zachowanie i miejsca, które odwiedzamy. Dlatego jeżeli już zaopatrzycie się w wspomniane wcześniej ubrania to pamiętajcie, że to dopiero początek. Wystrojeni na hipstera postarajmy się by postrzegano nas za osoby do prawdy „inne”. Nikt nie może zobaczyć nas jak kupujemy jajka w biedronce! Lansujmy się w miejscach modnych i specyficznych. Każda miejscowość ma takowe. W mieście może to być jakiś plac czy też ulica z charakterystycznym obiektem. W mniejszych mieścinach czy też wsiach, zawsze można zaimprowizować i przykładowo lansować się przy jakimś ogromnym kamieniu bądź za remizą strażacką. To już zależy od specyfiki waszych miejsc zamieszkań. Poza tym w każdy weekend warto być na imprezie w jakimś barze gdzie można usłyszeć hipsterską muzę i gdzie można napić się wina bądź piwa (koniecznie inne od żywca, lecha i tyskiego). Pamiętajmy o życiu towarzyskim, lansujcie się z innymi hipsterami. W kupie siła.

Po trzecie Nerdowskie okulary na nosie/ciekawa fryzura. Jeżeli nie masz wady wzroku, nie przejmuj się. Można zawsze nabyć okulary ze zwykłym szkłem. Im większe, im grubsze oprawki to tym lepsze i bardziej zauważalne. Podkreślmy przez okulary swój stopień niezależności. Odnosi się to zarówno do facetów jak i dziewczyn. Warto także mieć drugą parę ciemnych okularów w kolorach tęczy lub na Kanye Westa. Co do fryzur. U faceta modnie mieć coś a la marines u dziewczyn ważna jest grzywka. Panowie nie zapomnijcie o awangardowym wąsiku bądź brodzie, która przeżywa obecnie renesans. U pań wąs póki co nie jest modny, aczkolwiek who knows…?

Po czwarte gadżety/web lans. Przedmiotem koniecznym do posiadania jest iPod bądź iPhone, który jest niezbędny do lansu jak i słuchania Toro y Moi lub Washed Out podczas walkingu po mieście. W domu natomiast warto posiadać poręczny laptop firmy Apple na którym przeglądamy godzinami zdjęcia i wydarzenia na facebooku oraz wpisy na twitterze i różnorakich blogach. Warto samemu mieć konta na tych stronach, bo jak mówi stare porzekadło „Nie masz facebooka – nie istniejesz”. W ramach lansu warto od czasu do czasu rzucić linkiem do nieznanego filmu bądź zdjęciem z ostatniej imprezy. Dla tych, którzy uważają facebook za mainstreamowy polecam wkraczający powoli google plus. Jeszcze wracając do gadżetów, pamiętajcie, że to nie może być chińska podróba i wszystko musi zostać sfinalizowane za ciężko zarobione pieniądze tatusia.

Po piąte słuchaj tylko takiej muzyki, której nikt nie zna. Zapomnij o przeglądaniu Paweuu Alternativ Blog, Bukłaka, Pitchforka, Porcysa i Screenagers. Tam opisani są artyści, którzy są za mało offowi, wręcz mainstreamowi. How To Dress Well? Sky Ferreira? Wu Lyf? Odpadają. Szukaj takich wykonawców, co do których masz pewność na 100000%, że nikt nie słuchał przed Tobą lub najlepiej sam zajmij się tworzeniem muzyki tylko dla siebie.

I po szóste, i ostatnie pamiętaj, że hipsterem może zostać każdy, również Ty. Każdy może być hipsterem niezależnie od wieku, płci, orientacji, religii i koloru skóry. Producenci okularów, H&M i Apple tak samo potrzebuje od każdego pieniędzy. Zapamiętajcie najważniejsza zasadę, nigdy nie przyznawajcie się do tego, że jesteście hipsterami. Jeżeli natomiast ktoś do tego się przyznaje to zdecydowanie tańczy na polu minowym.

Mam nadzieję, że mój poradnik chociaż w mały stopniu był dla was pożyteczny. Do dzieła rodacy!

Indie

Kolejny gatunek muzyczny i kolejna subkultura. Wcześniejszy wpis o emo wzbudził wiele emocji. Nadal jest najczęściej czytanym wpisem tutaj. Teraz czas na indie.

Co z tym indie chodzi? Nie mylić tego z krajem z Azji. To nie chodzi o to, że to się wzięło z ojczyzny Matki Teresy. Nazwa wzięła się od słowa independent (z ang.) co oznacza niezależny. No bo jeżeli mówimy o muzyce indie to musi być to muzyka niezależna. Początkowo było to granie absolutnie alternatywne, płyty były także wydawane w małych niezależnych wytwórniach. Jednak jak to potem bywa ktoś zwęszył interes na niezależności i doszło do tego, że obecnie komercyjne zespoły uważają się za indie.

„Kiedyś, na samym początku, reprezentanci nurtu, nieopatrznie ochrzczonego Nową Rockową Rewolucją, miewali talent i bywali przystojni. Później już tylko bywali przystojni. Dzisiaj wystarczy wpuścić na scenę byle kmiota o aparycji cmentarnego dozorcy, dać mu gitarę, dobrać mu dwóch debili z reklamy Kit-Kata, powiedzieć żeby zagrali coś skocznego najlepiej z jakąś gumową melodyjką w zanadrzu i proszzz mamy hit.” – Paweł Nowotorski.

Rzadko się zgadzam z recenzentami z Porcysa, tym razem padły mocno trafne słowa. Tak na prawdę prawdziwego indie już nie ma. Obecnie co drugi zespół a Anglii wygląda następująco: rurki we wszystkich kolorach tęczy, koszula biała, krawat i rozczesane włosy. I w dodatku te same przynudzanie. Zero pomysłu na coś nowego, na jakieś odświeżenie. co najgorsze media to promują, starają się ludziom wcisnąć shit. I co najgorsze to im się udaje:

mickav1978 (1 dzień temu) Wyświe
Gr8 song!! im gonna get the album , you sound superb!! i wish we could claim the sts back !!
Dougieissocute (1 dzień temu) Wy
I am going to see them on thursday at fat sam!!!! Canna wait )

Ostatnie takie odświeżenie w muzyce indie nastąpiło chyba po debiucie Klaxons, ale ich ochrzcili mianem New Rave (też coś o tym napiszę). Oczywiście te zespoły, które były wywarły na mnie spore wrażenie, jednak obecnie debiuty i ciągła próba zarobienia na tym pieniędzy przez media… szczerze mówiąc to mnie wkurza. Media potrafią skutecznie obrzydzić.

Skoro Indie było/jest popularne w mediach to i wiadomo, że znajdzie się grupa ludzi (w młodym wieku), którym się to spodoba. To naturalna kolej rzeczy. Subkultura Indie nie znajduje się w żadnych przedziałach tak jak choćby emo. Idą ulicą, możesz mijać setki indie i o tym nie wiedzieć. Emo widać na kilometr. Nie różnią się między sobą. Bycie indie polega na prostocie. Oczywiście można ubrać rurki, białą koszulę, krawat, jednak to nie zmienia faktu, że indie może być ktoś ze szerokimi spodniami bądź w dresie. Pojęcie indie jest szeroko rozumiane. Jedyne co wszystkich łączy to muzyka. Nie ma opcji by nie znać The Strokes, The Libertines czy też Franz Ferdinand. Nawet takich wykonawców jak The Streets, Dizzee Rascal czy Lily Allen uznaje się za indie.

W zasadzie Indie jest także wszędzie pełno, tylko nie jest to tak widoczne. I na koniec. Nie, to nie są ci co mają te dziwne trampki i czapki i słuchają Blinka.

EMO

Dokładnie Emocore, jest podgatunkiem hardcore punka. Muzyka ta powstała w połowie lat 80 i początkowo była muzyka alternatywną. Nazwa pochodzi od słowa emotional. Wzięło się to stąd, że muzycy grający muzykę emo często reagowali emocjonalnie podczas koncertów.

Pierwszy zespół, który grał muzykę emo to Rites of Spiring. W późniejszych latach muzyka emo nabrała tempa, była głośniejsza i bardzie chaotyczna toteż nazwano ją screamo. Obecnie do zespołów grającyh emo zalicza się Fall Out Boy, My Chemical Romance, Lostprophets, 30 seconds to Mars czy też Panic! at the disco, jednak wielu przedstawicielom emo ciężko się z tym zgodzić.

Emo jako subkultura. Najbardziej jest charakterystyczna fryzura, która zakrywa większość część twarzy. W slangu młodzieżowym nazywa się to „emo zaczesem”. Ważna część stanowią ubrania w skład których wchodzą obcisłe dżinsy, koszulki polo oraz buty bez sznurowadeł w kratkę. Warto także posiadać łańcuch wystający z kieszeni.

Emo uważa się za ludzi, którzy często reagują płaczem. Często płaczą na schodach bądź w piwnicy, jednakże tak by każdy mógł to zobaczyć. Warto malować oczy by ten efekt był bardziej widoczny. Podcinanie sobie żył to oznaka niezrozumienia przez świat. Emo nie powinien pić alkoholu, palić papierosów, jeść mięsa oraz zmieniać często partnerów.

Obecnie subkultura ta przezywa renesans komercyjny. Należy się zastanowić jednak czy emo jest dalej tym emo, które powstało w latach 80?