Już za trzy tygodnie rusza kolejna, trzynasta edycja SnowFest! Najgorętszy zimowy festiwal w Polsce przyciąga od lat tłumy ludzi spragnionych dobrej muzyki i zabawy. W tym poście znajdziecie wszelkie niezbędne informacje na temat tegorocznej edycji SnowFest. Mam nadzieję, że zobaczymy się ponownie w Szczyrku!
Gdzie i kiedy?
Standardowo festiwal odbędzie się w sercu Beskidu Śląskiego – Szczyrku. Jak na imprezę zimową, lepszego miejsca nie można było wybrać. Teren skoczni Skalite ponownie będzie gościć muzyczne gwiazdy, sportowców oraz ludzi żądnych niesamowitych wrażeń. Termin? 6-7 marzec.
Kto Wystąpi?
Muzycznie SnowFest od lat bazuje na taneczności, przebojowości doprawiając tą mieszankę rytmami hip-hopowymi. Tym razem nie będzie inaczej. Główni headlinerzy to Wilkinson, Hybrid Mindds oraz A-Trak. Pierwszy to londyńska gwiazda muzyki elektronicznej z takimi hitami jak „Afterglow” czy też „Used To This„. Z kolei Hybrid Minds to Brytyjski duet, który tworzą Josh White i Matt Lowe. Debiutowali w 2011 roku i od tamtej pory nagrali takie albumy jak: „Mountains” (2013), „Elements” (2017) i „Tides” (2024). A-Trak to tak naprawdę Alain Macklovitch, czyli połowa popularnego duetu Duck Sauce, odpowiedzialnego za hit: „Barbra Streisand”. Kanadyjczyk jest na scenie muzycznej od 1997 roku i od tamtej pory nagrał wiele mix-tape’ów, dj mixów, singli i brał udział w wielu muzycznych projektach. Nie zabraknie także wielu ciekawych rodzimych reprezentantów. Scenę hip-hopową uzupełnia mieszanka młodości z doświadczeniem. Z jednej strony Miły ATZ i BSK, którzy odpowiadają za powiew świeżości na polskiej rapscenie. Z drugiej scenie legendarny już Fisz Emade Tworzywo, którego zawsze dobrze ponownie usłyszeć. Nie zabraknie stałych bywalców tej imprezy jak: Łąki Łan, Rysy, Catz N Dogz, Last Robots czy też Ros Addiction (Tym razem w duecie z MC FOX). Warto wspomnieć, że wiele wrażeń muzyczno-widowiskowych na pewno dostarczą islandczycy z GusGus. Poza tym należy pamiętać, że SnowFest to nie tylko koncerty, ale także spektakularne zawody sportowe w jeździe na snowboardzie i nartach.
Koszt biletu?
Obecnie karnet dwudniowy kosztuje 452,99 zł, bilety jednodniowe to wydatek rzędu 264 zł. Warto nabyć je wcześniej, gdyż rozchodzą się jak świeże bułeczki.
Tradycyjnie już w pierwszy weekend sierpnia w katowickiej Dolinie Trzech Stawów odbędzie się kolejna, XIX edycja legendarnego już OFF Festivalu. Miałem okazję brać już w dziesięciu edycjach tej muzycznej imprezy, dzięki temu wiem jak wspaniałym doświadczeniem jest obecność na OFFie. Sprawdźmy jak zapowiada się tegoroczna edycja.
Gdzie i kiedy?
Tak jak wspomniałem we wstępie, OFF odbędzie się w katowickiej Dolinie Trzech Stawów w dniach 1-3 sierpnia. Ten, kto był w stolicy Górnego Śląska to wie, jak wiele zieleni jest w tym kojarzonym głównie z ciężkim przemysłem mieście. Dolina Trzech Stawów w sąsiedztwie lotniska Muchowiec jest właśnie taką zieloną oazą, która idealnie pasuje dla tego typu imprezy.
Kto zagra?
Główni headlinerzy to Fontaines D.C., James Blake oraz Kraftwerk. Stałym czytelnikom bloga i fanom muzyki niezależnej tych nazwisk nie trzeba przedstawiać. Pierwsi z nich to pochodzący z Dublina zespół grający w klimatach post-punku, shoegaze i indie-rocka. Irlandczycy mają na koncie cztery, dobrze przyjęte albumy. Ostatni z nich „Romance” określiłem najlepszym w minionym roku. Jednak trzy wcześniejsze, zwłaszcza „Skinty Fia” to pozycje wybitne. Świetna energia, doskonałe wyczucie panujących trendów, odważne łączenie gatunków to wszystko powoduje, że dla tego zespołu warto pojawić się w Katowicach. Co prawda grali już kiedyś na OFF Festivalu, jednak byli wtedy jeszcze przed oficjalnym debiutem. Jamek Blake to z kolei człowiek orkiestra. Zajmuje się zarówno produkowaniem, jak i graniem i śpiewaniem. Reprezentant tak zwanego post-dubstepu, jednak w jego muzyce możemy odnaleźć znacznie więcej. Na koncie ma sześć, równie dobrych albumów, z czego ostatni „Playing Robots into Heaven” ukazał się dwa lata temu. Ostatnim headlinerem jest legenda muzyki elektronicznej – Kraftwerk. Miałem okazję być na ich koncercie podczas 14 edycji TNMK i uwierzcie, że dla samego spektaklu audiowizualnego warto!
Z pozostałych nazw uwagę zwraca obecność zeszłorocznego odkrycia indie-rockowego Nilufer Yanya. Ta urodzona w Wielkiej Brytanii muzyczka o korzeniach tureckich ma na koncie trzy pełne albumy, z czego ostatni „My Method Actor” to jedno z najlepszych wydawnictw minionego roku. Innym, głośnym odkryciem minionego roku są irlandzcy raperzy z Kneecap. Ich album „Fine Art” namieszał na wyspiarskich listach sprzedaży, ale to nie jedyny powód dla, którego było o nich głośno. W kinach pojawił się także film „Kneecap. Hiphopowa rewolucja”, w którym poza członkami zespołu zagrali m.in. Michael Fassbender, Josie Walker czy też Simone Kirby. Warto także nadmienić ich świetny singiel „Better Way to Live„, w kórym śpiewa Grian Chatten z Fontaines D.C. Poza tym warto zwrócić uwagę na hajpowanego przez serwis Pitchfork – MJ Lenderman, pochodzącego z Gambii rapera Pa Salieu czy też duet Snow Strippers.
Wyjątkowo mocno zapowiada się polska reprezentacja. Szczególnie głośno jest o powrocie do koncertowania zespołu Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach, który wystąpi pierwszy raz na OFFie. Wyczekiwałem tego koncertu w moim regionie, dlatego cieszy podwójnie powrót Zagana i spółki. Co więcej, w końcu będzie mozna sprawdzić na żywo duet AlaZaStary, składający się z Alicji Boratyn (ex Blog 27) oraz Jakuby Sikory (Crab Invasion). Poza tym wystąpią mi.n. IGNACY, Hania Derej, Ania Szlagowska oraz ruskie kotki. Będzie także sporo jazzu, z takimi zespołami jak Kosmonauci, deux lynx czy też Raphael Rogiński.
W jakiej cenie bilety?
W chwili obecnej trzydniowy karnet to koszt 734 zł, bilet jednodniowy to z kolei wydatek rzędu 399 zł.
W miniony weekend odbył się jubileuszowy, XX Tauron Nowa Muzyka Katowice. Jeżeli dobrze liczę, to był mój 9 raz na katowickim Tauronie. No i co tu dużo mówić? Ponownie było bardzo dobrze, pogoda dopisała, usłyszałem wiele świetnych koncertów i ogólnie przyjemnie spędziłem czas na terenie Muzeum Śląskiego w Katowicach. A jak to wyglądało szczegółowo? O tym w poniższym tekście.
Dzień I
Swoją przygodę z Tauronem rozpocząłem od wizyty pod sceną Amfiteatru gdzie występował raper Asthma. Był to przesunięty koncert, gdyż początkowo o tej porze miał występować zespół Brassers. Pochodzący z Bielska-Białej 25-letni raper, nie był chyba zbytnio zadowolony z tego obrotu sytuacji. Wiadomo, jak to wygląda zawsze na początku. Nie mniej, gdy występował dwa lata temu podczas Snowfest to sytuacja była podobna i dał radę. Tutaj także się sprawdził, nie był to może koncert życia nikogo z publiki, ani dla samego Mateusza Werdyńskiego, ale pięknie to się komponowało ze słońcem odbijającym się od budynku KTW Katowice. Po tym koncercie udałem się do budynku NOSPR na występ Ellen Arkbro. Podczas ostatnich edycji nie udało mi się zawitać do tej pięknej, ceglanej bryły, dlatego w tym roku postanowiłem się tam zjawić za wszelką cenę, nie zależnie od koncertu. Sala robi wrażenie i szczerze polecam, odwiedzić to miejsce, jeżeli będziecie mieli okazję. A występ Szwedki? No cóż… Totalnie do mnie nie trafił. Jak dla mnie ta muzyka miała za dużo monotonności i za grosz wyrazistości. Jednak byli tacy, którym się to podobało. Z tego miejsca pozdrawiam gościa z Końskich.
Pozytywnym zaskoczeniem i małym odkryciem tego dnia była dla mnie Ela Minus. Totalnie nie znałem jej twórczości, jednak gdy zobaczyłem ją na żywo to od razu zaskoczyło. Nawet, gdy teraz słucham utworów 35-letniej Kolumbijki to potrafią mnie wciągnąć. Wracając jednak do występu Eli Minus, to było tam mnóstwo pozytywnej energii, którą ograniczała tylko długość kabla od mikrofonu. Podobał mi się motyw z kamerką na artystkę i publikę. Praktyczny okazał się także zegar odliczający czas. Prawdziwe jednak show tego dnia, jak i całego festiwalu miało odbyć się na Scenie Metropolii GZM, gdzie o 23:00 miał rozpocząć swój występ TV On The Radio. Koncert nieco się opóźniał, ale skutecznie czas publiczności umilała muzyka ze sceny w klimacie oldschoolowego r’n’b i soulu (W ogóle ktoś może powiedzieć, jakie konkretnie kawałki tam leciały?). W końcu na scenie zjawiła się cała szóstka. Z czego pierwsze skrzypce grał duet Kyp Malone – Tunde Adebimpe. Pierwszy z nich zachwycał świetnymi, „zimnymi” liniami gitary elektrycznej i chórkami. Z kolei Pan Tunde Adebimpe wciąż jest w dobrej formie wokalnej. Poza nimi mieliśmy drugą gitarę, bas, perkusje oraz gościa wspomagającego, który grał na syntezatorach i instrumentach dętych. Sam występ TV On The Radio był dokładnie taki, jakiego oczekiwałem. Mnóstwo energii, trochę pogaduszek z widownią no i setlista zawierająca wszystkich ich najlepsze utwory. Publiczność Taurona usłyszała zatem takie kawałki jak: „Wolf Like Me„, „DLZ„, „Happy Idiot” czy też „Staring at the Sun„. Gdybym miał okazję usłyszeć ich ponownie, z całą pewnością poszedłbym ponownie na koncert Nowojorczyków!
W euforycznym nastroju udałem się ponownie pod scenę Amfitatru, gdzie miały występować duet Mermaid Chunky. Opis ich twórczości mówił coś o „jednej wielkiej imprezie”, niestety zamiast tego doświadczyłem mnóstwo nudy… Dlatego powędrowałem pod Club Stage, by poczuć klimat tanecznego Taurona. A ten trwał dzięki setowi Ø [Phase], który w technie siedzi już blisko 30 lat. Piątkowy dzień zakończyłem występem Floating Points na scenie głównej. Było OK, ale za mało porywająco bym został do końca. Zwłaszcza, że przede mną kolejny dzień wrażeń.
Dzień II
Niestety sobotnie południe rozpoczęło się od złej wiadomości o odwołanym koncercie CocoRosie… Chyba nie muszę mówić, jak bardzo czekałem na ten koncert… No, ale cóż. Takie rzeczy się zdarzają. Sobotni dzień rozpocząłem od wizyty pod Amfiteatrem, gdzie grał polski zespół Javva. Całkiem ciekawy projekt, w którym odnajdywałem inspiracje Les Savy Fav (A to już dobrze). Grali z akompaniamentem dwóch perkusji, gdzie za jedną z nich zasiadał sam Macio Moretti, który swego czasu często gościł na Tauronie. Pozytywne wrażenie wywarli na mnie Oxford Drama. Całkiem przyjemne granie, którego nie miałem okazji sprawdzić wcześniej. Aż ciężko mi uwierzyć, że ten zespół z Wrocławia ma cztery albumy na koncie i jest na rynku muzycznym dekadę. Na scenie wyglądali tak nieśmiało, młodo, grzecznie jakby dopiero przyjechali z pobliskiego liceum. Nie mniej muzycznie, bardzo dobry zestaw utworów. Wydaje mi się, że ta duża scena była dla nich w tym momencie trochę za duża. Poza tym tego typu muzyka chyba lepiej by zabrzmiała pod chmurką.
Ciekawym przeżyciem był występ Alvy Noto. Ten pochodzący z Niemiec muzyk, to mistrz minimalistycznej muzyki elektronicznej. I tak faktycznie było, to jeden z tych koncertów, który jest bardziej doświadczeniem i przeżyciem aniżeli widowiskiem. Ponownie udałem się do NOSPRu, gdzie występowała Kali Malone. Nie spodziewałem się jednak, że będzie to podobny występ do tego, który widziałem dzień wcześniej Ellen Arkbro. Co prawda było tutaj więcej melodii i momentami przypominał soundtrack do „Miasteczka Twin Peaks”, jednak nie zamierzałem sprawdzać tego występu do końca. Dużo lepszym wyborem był HVOB, przez niektórych nazywany Hiobem. Nie był to zwykły set, a dopieszczony pięknymi światłami, żywą perkusją oraz wokalem Anny Muller koncert pełną parą. Jeden z ciekawszych występów tego dnia, szkoda, że nie udało mi się go zobaczyć od początku.
Grający na scenie Tauron Music Hall Actress ponownie nie skradł mojego serca. Nie mam po drodze z tym artystą. Widziałem go już kilka razy, i za każdym razem nie potrafił mnie przyciągnąć na dłużej niż dwa-trzy utwory. Dużo lepiej sprawdził się KABEAUSHE, grający w Amfiteatrze. Ten pochodzący z Kenii raper występował przy akompaniamencie kolegi grającym na syntezatorze. Jeżeli chodzi o kontakt z publiką, to Pan Kabochi Gitau jest zdecydowanym zwycięzcą tej edycji Taurona. Pierwsze utwory jechały jeszcze w marynarce i na siedząco. Jednak nie na długo, gdyż sam artysta stwierdził, że to kurewsko dziwne grać dla siedzących ludzi. Nie było innego wyjścia jak się bawić! W ogóle Kenijczyk o bujnej blond czuprynie mocno przypomina mi na pewien sposób Tylera, The Creatora. Może kiedyś jakiś wspólny kawałek? A sam koncert? Absolutny TOP tej edycji. Tak samo jak Underworld, który trwał już na scenie głównej. Mieli wystąpić pięć lat temu… Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Było świetnie, całe mnóstwo energii i piękne wizualizacje. No i odegrany na sam koniec „Born Slippy” dopełnił ten świetny występ. Energii pozostawało wciąż sporo, dlatego udałem się na plenerowy występ grupy TAIGA. Ten mongolski duet świetnie łączył muzykę elektroniczną z folkowym brzmieniem mongolskich stepów. Był niesamowity klimat, zwłaszcza, gdy słońce zaczęło już świtać.
Podsumowując, XX-edycja Tauron Nowa Muzyka Katowice okazała się niesamowitym przeżyciem. Pomimo odwołanego koncertu CocoRosie, spędziłem w Katowicach bardzo owocny czas. Usłyszałem wiele dobrej muzyki, poznałem ciekawych artystów no i udało mi się usłyszeć TV On The Radio i Underworld na żywo! Tauronie, jeszcze raz życzę ci 100 lat i do zobaczenia za rok!