10 Najlepszych płyt 2022 roku

Oto lista 10 najlepszych (moim skromnym zdaniem) zeszłorocznych albumów muzycznych. Mimo, że nie przesłuchałem wielu płyt to i tak miałem w czym wybierać przy tworzeniu listy. Poniżej finalny efekt.

10. Bonobo – Fragments. O najnowszej płycie muzyka z Brighton powiedziano w zasadzie już wiele. I tak, jest to prawda, że to jego jedna z najlepszych płyt. Na „Fragments” Anglik zachował idealną równowagę z onirycznym klimatem a parkietowym basem. W końcu to lider nieoczywistych mieszanek w muzyce. Do tańca porywają wspaniałe „Rosewood” czy też „Otomo„. Z drugiej jednak strony jest sporo kawałków do zwykłej komplementacji i rozmyślań jak chociażby „Tides”. Sporo roboty robią tutaj występy gościnne. Na szczególne wyróżnienia zasługują przede wszystkim Jamila Woods oraz Jordan Rakei. Niby to siódmy już longplay w jego kolekcji, a koleś dalej potrafi wymyślić proch. Dobry album zarówno na karnawał, jak i na post.

9. Trupa Trupa – B Flat A. Gdański band Trupa Trupa nie zwalnia tempa. Grzegorz Kwiatkowski i spółka ponownie udowadniają, że post-punk żyje i ma się dobrze. Mroczne, psychodeliczne, momentami transowe kawałki potrafią porwać. Zwłaszcza taki „Kwietnik„, „Uselessness” czy też otwierający całość „Moving„. Najnowsza pozycja od Trupa Trupy (jak każda ich płyta w zasadzie) ma niepowtarzalny klimat. I mimo, że nie tworzą rozbudowanych utworów, to ich muzyka po prostu działa. Dlatego też doceniam ponownie i pozdrawiam ze Śląska.

8. Kendrick Lamar – Mr. Morale & The Big Steppers. Kendrick kazał na siebie czekać z nową płytą aż 5 lat. Sporo w tym czasie się wydarzyło, ale jedno pozostało niezmienne – płyty Lamara to sztos. I mimo tego, że to najmniej singlowy jego krążek przy jednoczesnym najdłuższym materiale to udało utrzymać mu się równy, wysoki poziom. Ponownie uderza w poważne tony poruszając mocne tematy i tworzy pewnego rodzaju historię na miarę dnia świra w Compton.

7. SZA – SOS. Tak jak wspomniany wcześniej Kendrick, tak i Solánia Imani Rowe wydała imponująco długi materiał. I tak jak raper z Compton, piosenkarka z St. Louis także jest gwarancją wysokiego poziomu wydawniczego. Jej poprzedni krążek „Ctrl” został ciepło przyjęty, tak samo jest i z „SOS„. Najnowsza produkcja SZA ląduje to na różnorakich podsumowaniach i plejkach a recenzenci i słuchacze nie szczędzą ciepłych słów. Powód? Bo to po prostu cholernie dobra i równa płyta.

6. Jad – Ból. No cóż, gdybym miał opisać Polskę AD 2022 jedną płytą to wybrałbym najnowszy album grupy Jad. Nie chcę zagłębiać się w politykę, ale czy da się tego nie robić pisząc o punk rocku? Jak wspominałem w recenzji śmierć z kosą, zalana krwią na tle konturu Polski i słowa „BÓL”, „JAD” to po prostu wypisz, wymaluj nasz piękny kraj. A muzyka? Kozak!

5. FKA Twigs – CAPRISONGS. Debiutancki mixtape FKA Twigs był moim ulubionym zeszłorocznym materiałem z pogranicza R’N’B i popu. Świetne, rozbudowane melodie i urzekające teksty sprawiały, że na początku roku dość sporo słuchałem „CAPRISONGS„. Teraz wróciłem do tego albumu i działa nadal tak samo. Tahliah Debrett Barnett potwierdza tym krążkiem, że wciąż jest w formie i po udanych płytach „LP1” i „Magdalene” wciąż potrafi i może zachwycić słuchacza.

4. Pusha T – It’s Almost Dry. Pusha T i najlepsza rapsowa płyta roku? Ziobro zdziwienia. W końcu Terrence Thornton od dawna wypuszcza wyłącznie mocne rzeczy. Nie inaczej jest tym razem. Klimatyczne beaty, świetna nawijka, przystępny czas odtwarzania (żadne tam półtoragodzinne epopeje) i dobrze dobrana lista gości. Raper z Nowego Jorku dawno temu odkrył receptę na sukces i póki co sprawdza się. Po co więc ucinać kurze złote jaja?

3.Weyes Blood – And in the Darkness, Hearts Aglow. Przyznam się, że dość długo zabierałem się za przesłuchanie tego albumu. Gdy jednak to zrobiłem to z miejsca wskoczył do pierwszej trójki mojego podsumowania. W recenzji określiłem ten krążek jako monumentalny. Zdania nie zmieniłem. Śliczna płyta.

2. Beach House – Once Twice Melody. Szczerze powiedziawszy to nie sądziłem, że dream popowy duet Victoria Legrand – Alex Scally jeszcze kiedykolwiek mnie zaskoczy. Zwłaszcza, że to ich już 8 album a wcześniejsze płyty były do siebie łudząco podobne i jednakowo nudnawe. W przypadku „Once Twice Melody” sytuacja na papierze wygląda podobnie. Płyta składająca się z czterech krążków, 18 utworów i prawie półtoragodzinny materiału. Co to jest? Jakaś kolekcja klasyki czy kolejny mixtape Drake’a?!? Okazało się jednak, że płyta na prawdę daje radę i bardzo dobrze się tego słucha. W zasadzie na tyle dobrze, że urzekły mnie te melodie. Chyba w końcu udało im się uderzyć w odpowiednie tony, które mnie wciągnęły.

1. The Smile – A Light For Attracting Attention. Można by pomyśleć, że miejsce pierwsze za zasługi Radiohead. Nie w moim przypadku. Wstyd się przyznać, ale ten album mnie uwiódł gdy jeszcze nie wiedziałem, że to robota Thoma Yorka z Greenwoodem. Oczywiście, cały czas słyszałem, że ten wokal jest łudząco podobny do wokalisty z Oxfordu a styl zespołu do złudzenia czerpie z radiogłowych. W końcu nie wytrzymałem i wujek google mnie oświecił. Jednak pierwsze zauroczenie było jeszcze z nieznanym mi, nowym zespołem. Teraz gdy znam prawdę to w sumie nie czekam już na nową płytę Radiohead. The Smile absolutnie mi wystarcza, takiego Yorka chcę słuchać. Świetna płyta, aczkolwiek wielkich płyt Radiohead nie przebija. Przypomina mi „In Rainbows„, które de facto doceniam.

Spóźnione Halloween – kilka starych, ale jarych horrorów na wieczorny seans

Wpis miał się ukazać na tegoroczne Halloween… Jednak kto powiedział, że horrory należy oglądać tylko 31 października? Zwłaszcza te stare z ery taśmy VHS! Oto kilka moich propozycji na wieczorne seanse z (niezbyt znaną) klasyką kina grozy.

Wściekłość – Rabid (1977, reż. David Cronenberg). Po wypadku motocyklowym młoda kobieta trafia do kliniki, gdzie powraca do zdrowia dzięki eksperymentalnej operacji. Niestety skutkiem ubocznym zabiegu u Rose (W tej roli Marilyn Chambers) jest niepohamowana żądza krwi. Co gorsza okazuje się, że ów agresja jest zakaźna, co szybko powoduje do krwawej epidemii w mieście. Największą zaletą filmu jest oczywiście nazwisko reżysera. Cronenberg to mistrz body horroru. Już w „Wściekłości” serwuje nam zalążek cielistego szaleństwa za które później pokochali go fani kina grozy w takich filmach jak „Mucha„, „Wideodrom„, „Pomiot” czy też „Nagi Lunch”. Przyznam, że pomysł na umieszczenie morderczego żądła pod pachą kobiety, które w dodatku zakaża ów chorobą brzmi nieco absurdalnie. Jednak ogląda się to świetnie, zwłaszcza gdy pomyślimy co w ostatnich latach się działo za sprawą Covid-19. W ten sposób otrzymujemy medyczny thriller zahaczający o kino wampiryczne, z elementami zombie gore. Warto znać. Ocena: 7/10.

Ocena: 3.5 na 5.

Tuż przed świtem / Just Before Dawn (1981, reż. Jeff Lieberman). Grupa studentów wyrusza pod namiot w góry. Dziewczyny zapakowane w szorty, faceci w używki nie spędzą jednak uroczego weekendu. Po drodze mijają gościa, który przestrzega ich przed „demonami” w lesie. Jak to bywa w tego typu kinie nie wszyscy dożyją końcowych napisów. Obraz Liebermana na pierwszy rzut oka wydaje się być kolejnym teenage slasherem jakich wiele powstało w latach 80. Nie mniej ogląda się go całkiem przyjemnie. Film z całą pewnością był głównym źródłem pomysłu na pierwszy tego typu polski film „Dziś w Lesie nie zaśnie nikt”. Również otrzymujemy zdeformowany duet braci, którym nie podoba się towarzystwo obcych. Dziś może film tak nie straszy jak niegdyś, ale dla każdego fana horroru z lat 80 powinna to być ciekawa opcja na wieczór. Porządny slasher z ładnymi widokami w tle. Ocena: 7/10

Ocena: 3.5 na 5.

Squirm (1976, reż. Jeff Lieberman). Podczas gwałtownej burzy zerwane zostały linie wysokiego napięcia. W efekcie czego porażona prądem została gleba, z której zaczęły się wydobywać żądne krwi dżdżownice. Jeżeli lubicie wszelkiego rodzaju monster movie to jest to propozycja dla was. Pomimo tego, że dzieło Liebermana okropnie się zestarzało to ogląda je się całkiem porządnie. Jak to bywa w tego rodzaju kina nie są ważne postacie ludzkie a tytułowy potwór. W tym przypadku są nimi obrzydliwe robale, których jest pełno. A tego nie lubi chyba nikt. Nie jedzcie popcornu podczas seansu. Ocena: 5/10.

Ocena: 2.5 na 5.

Widok z Sypialni / The Bedroom Window (1987, reż. Curtis Hanson). Młody architekt Terry (Steve Guttenberg) ma romans z żoną swojego szefa. Pewnego wieczoru Sylvia (Isabelle Huppert)) będąc w mieszkaniu kochanka zostaje świadkiem morderstwa kobiety. By romans nie wyszedł na jaw zeznania w sprawie morderstwa dokonuje Terry, co wplątuje go w morderstwo i prowadzi do masy kłopotów. Film Hansona to kapitalne połączenie thrillera z kryminałem, który trzyma nas w niepewności do końca seansu. Jest tutaj wiele zrywów akcji i totalnie nieprzewidywalnych zawirowań. W dodatku film posiada świetny klimat lat 80 przez co ogląda się go wyśmienicie. To zdecydowanie najlepsza pozycja w moim zestawieniu. Ocena: 8/10.

Ocena: 4 na 5.

Nieuchwytny morderca / Una farfalla con le ali insanguinate (1971, reż. Duccio Tessari). W parku zostaje brutalnie zamordowana młoda kobieta. Rozpoczyna się głośne śledztwo, którego trop prowadzi do dziennikarza telewizyjnego. Jeżeli jesteście fanami giallo i Dario Argento z lat 70 to film ten całkowicie przypadnie wam do gustu. Jest wszystko z czego ów gatunek jest znany, a nawet więcej. Reżyser Duccio Tessari postanowił nie ograniczać się wyłącznie do giallo i zrelacjonować nam śledztwo jak w filmie dokumentalnym. Zagadka morderstwa jest zaskakująca, a film potrafi wciągnąć. Film nie tylko dla koneserów, a w dodatku do zobaczenia na Netflix. Ocena: 7/10.

Ocena: 3.5 na 5.

Przegląd kulturalny – Na co czekać w 2022 roku?

Stary rok za nami, nowy przed nami. Co ciekawego nas czeka w 2022? Oto mały przewodnik kulturalny, gdzie znajdziecie listę premier filmowych, serialowych, muzycznych i wydawniczych zapowiedzianych na przyszłe dwanaście miesięcy.

FILM

Jeżeli chodzi o kino to nie będzie dużej rewolucji. Ponownie nas zaleje cała masa filmów o superbohaterach. Najciekawsze z nich to „Morbius” z Jardem Leto w roli głównej, „Thor: Miłość i Grom” w reżyserii Taiki Waititiego, „Czarna Pantera: Wakanda w Moim Sercu„, „Spider-Man: Across the Spider-Verse (Part One)” oraz „The Batman„, gdzie w role netoperka wcieli się Robert Pattison. Będą też duże blockbustery w postaci długo wyczekiwanego sequelu „Avatara„, kolejnego „Mission Impossible” czy też najnowszego filmu z serii Parku Jurajskiego „Jurassic Park: Dominion„.

W Horrorze ponownie najgłośniejsze będą remake’i i sequele. Na liście między innymi „Halloween Ends„, „Scream„, „Miasteczko Salem” czy też „Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną„. Ciekawą propozycją może się okazać najnowszy film Jordana Peele’a „Nope„. Reżyser takich filmów jak „Uciekaj” czy też „To My” przyzwyczaił nas już do wysokiego poziomu. Fanów Florence Pugh ucieszy na pewno thriller psychologiczny „Don’t Worry Darling”. Innym tego typu filmem będzie „Deep Water” w reżyserii Adriana Lyne’a.

Dla fanów filmowych biografii polecam film „Elvis” oraz „Blonde”, gdzie Ana De Armas wcieli się w rolę Marilyn Monroe. A propos kubańskiej aktorki, pamiętacie film „Na Noże„? W 2022 możecie spodziewać się kolejnej części tej kryminalnej komedii. Z naszego podwórka póki co nie mam nic do polecenia, mocno hajpowany jest film „Gierek” oraz kolejne gówno od Vegi, także tego… przejdźmy do:

SERIAL

Jeżeli chodzi o nowości, to ciekaw jestem prequelu Gry o Tron w postaci „House of the Dragon„. Podobno sam George R. R. Martin jest zachwycony po pierwszym odcinku. Całkiem możliwe też, że serial będzie lepszą opcją niż ostatnie sezony GoT. Pozostając w świecie fantasy i smoków, na mały ekran wejdzie również proza Tolkiena. Serial „The Lord of the Rings” ma zadebiutować we wrześniu na Amazon Prime Video. Z całą pewnością sprawdzę, czy „How I Met Your Father” będzie tak samo dobre jak legendarne już „How I Met Your Mother”. Jeżeli chodzi o kolejne sezony serialów, które już były emitowane to najbardziej czekam na nowe odcinki „Sukcesji”, „Stranger Things”, „Better Call Saul” oraz „Euforii

MUZYKA

A co tam w muzyce zapytacie? Już śpieszę z odpowiedzią. Na pierwszy rzut alternatywa. Nowe albumy zapowiedzieli już dobrze znani Band of Horses, Animal Collective, Mitski, Beach House, Metronomy czy też Bloc Party. Prawdopodobnie dostaniemy także coś nowego od Arctic Monkeys, Interpolu, Spiritualized oraz Weezer, ale na razie bez konkretów. Całkiem możliwe, że w 2022 roku zadebiutuje także nowy projekt chłopaków z Kombajnu Do Zbierania Kur Po Wioskach o nazwie Suchy Oczy. Póki co obserwuje sprawę.

Jeżeli chodzi o rapsy to z potwierdzonych płyt otrzymamy już na początku roku nowy krążek od Earla Sweatshirta pt „Sick!„. Poza tym płyty wydają także: Ghostface Killah, Juice WRLD, Snoop Dogg oraz Cordae. Z niepotwierdzonych albumów najciekawsze nazwiska, które już są w studiu to Kendrick Lamar, 50 Cent, Future, Danny Brown, Eminem, SchoolBoy Q, Pusha T, Playboi Carti, Nas, Ludacris itd. Wygląda na to, że 2022 to będzie rok rapu. Jeżeli chodzi o polską scenę hip-hopową to należy się spodziewać nowej płyty od Hodaka, Jan-rapowanie, Buki, Eldo, Ćpaj Stajl, Szpaka, Białasa i Borixona.

Pozostając w czarnych rytmach to najciekawszą pozycją z gatunku r’n’b wydaje się być nowy materiał od FKA Twigs pt. „Capri Sun„. Poza tym mają się pojawić nowe albumy SZA, The Weeknd oraz Miguela. Z popowych rzeczy największą ciekawość wzbudza wyzwolona niedawno z kuratel ojcowskiej Britney Spears. Plotkuje się również o nowym albumie Beyonce czy też Rihanny. Z potwierdzonych płyt mają się pojawić nowe materiały od Year & Years, Charli XCX, Sinéad O’Connor oraz Sky Ferreira. Rok 2022 to także powrót paru muzycznych legend. Na liście dinozaurów z nowymi płytami m.in. Guns N Roses, Johnny Marr, Tears For Fears, Bryan Adams, Placebo, Jack White czy też Ozzy Osbourne.

KSIĄŻKA

Wątek wydawniczy nie jest śledzony przeze mnie tak pilnie jak filmowy i muzyczny, ale jest parę premier książkowych o których chce wspomnieć. Jak książka u mnie to albo horror, albo sport/muzyka. Zacznę od tego pierwszego. Wydawnictwo Vesper zapowiada dwie książki na ten rok. Pierwsza to „HORRORSTÖR” Grady’ego Hendrixa opowiadająca o nawiedzonym salonie meblowy w Cleveland (brzmi ciekawie!). Drugi tytuł to „ZEW NOCNEGO PTAKA” Roberta McCammona, który przenosi nas do roku 1699 do otoczonej bagnami osady w Karolinie. Zagadkowe śmierci, częste pożary, niszczące uprawy deszcze sprawiają, że mieszkańcy poszukują winnej osoby całej sytuacji. Pada na owdowiałą niedawno Rachel Howarth, którą posądza się o kontakty z szatanem. Druga opcja to propozycja od SQN „Adrenalina. Moje nieznane historie”. Co prawda czytałem już jedną biografię Zlatana Ibrahimovicia „Ja, Ibra„. Jednak od tego czasu minęło już 10 lat, a sam Zlatan ponownie jest w moim Milanie. Dla jego postaci zawsze warto.