Smutny Drake, Nudny Drake

drakeNo i przyszła pora na recenzję najnowszego albumu Drake’a. Nie łatwo mi pisać o „Views„. Z prostego powodu – strasznie rozczarowała mnie ta płyta. Oczekiwania były ogromne, przecież na ten album fani czekali już od dawna. Zanim jednak to nastąpiło, Drake poczęstował nas kawałkiem tortu pod nazwą „If You Reading This ,It’s To Late„. Co prawda po pierwszym kęsie nie smakował wybornie. Wchodził w zęby i był zbyt rozmazany. Jednak po kilku przeżuciach okazało się, że to wyborne ciacho! Minął rok i Drake uraczył nas resztą swego wypieku. Jednak okazało się, że przez ten czas produkt stracił swoje właściwości i jest zwyczajnie przeterminowany!

Dość  tych kulinarnych skojarzeń. Co prawda jestem miłośnikiem spożywania dobrych posiłków i czasami oglądam Masterchefa, a ostatnio nawet trafiła w moje ręce książka Okrasy z Lidla – to jednak uważam, że co za dużo, to nie zdrowo. Bez zbędnych metafor mówię na głos – Na „Views” wieje nudą. I to straszną. Drake przyzwyczaił mnie do świetnych albumów i kapitalnych singli. Przecież „Take Care” to płyta przy której zarówno wyłem do księżyca jak i tańczyłem jak dzikus. „Nothing Was The Same” miał mocne momenty i podtrzymywał poziom a wspomniane wcześniej „If You Reading This, It’s To Late” po kilku odsłuchaniach okazuje się perełką.

views-drakePo cichu liczyłem, że to samo stanie się z „Views„. Nie stało się. A słuchałem dużo tej płyty, ciągle z tą samą nadzieją. Myłem dwa razy auto w rytmach „Views„, sprzątałem, gotowałem, jeździłem samochodem do pracy. I nic. Być może to album do słuchania podczas pełni, w fotelu z cygarem i szklaną najlepszego Whiskey. Albo przynajmniej takiego za 40 zł za 0,5 l. Ale to chyba nie chodzi by robić sobie nastrój?

Po prostu wszystko na tej płycie jest mdłe i nijakie. Już nudny wstęp „Keep The Family Close” zwiastuje śmierć od zaziewania się. Co prawda kolejny „9” daje nadzieje na coś dobrego, jednak kolejne kawałki skrupulatnie ją rozwiewają. Nie chce mi się tej płyty rozbijać na pojedyncze utwory, bo nie warto. Ogólna ocena i tak będzie słaba (Jak na Drake’a), i nawet kończący całość „Hotline Bling” nie ratuje sprawy. Trzeba przyjąć to na klatę i liczyć, że Aubrey Drake Graham ogarnie się i wróci do swojej dawnej formy. Ocena: 5/10.

Posłuchaj

Farbowany Frank, Spokojny Ocean

frankoceanNa nowy album Franka Oceana czekałem niespokojnie już od dłuższego czasu. W końcu kalifornijski muzyk uwiódł mnie w 2012 roku albumem „channel ORANGE„. Na swoim debiutanckim krążku dał pełen popis zdolności muzycznych i w pewien sposób odświeżył podejście do muzyki r’n’b. Wówczas nieznacznie przegrał u mnie z Kendrickiem Lamarem o miano najlepszej płyty AD2012. Czy zasłużenie? Do tej pory mam wątpliwości. Aczkolwiek Lamara słucham częściej, jednak o to nie trudno bo gość jest TOTALNIE WSZĘDZIE.

Wróćmy jednak do Pana Christophera Francisa Oceana, autora albumu „Blonde„. Na początek zacznę od wstydliwego przyznania się, że mój entuzjazm i zapał do tej płyty był zerowy. Z resztą widzicie kiedy o tej płycie piszę, a kiedy wyszła. Jednak kiedy już zacząłem jej słuchać, to słuchałem na dobre, cały czas. Oto moje przemyślenia:

blond-frank-oceanPo pierwsze nowy album Oceana niestety nie przeskoczył poziomu „channel ORANGE„. Tam była magia, tutaj jej niestety nie odnajdziemy. Oczywiście jest to absolutnie bardzo dobry krążek, co potwierdzę na końcu wystawiając wysoką ocenę. Jednak oczekiwania był spore, a te niestety nie zostały spełnione. Frank Ocean musiał zmierzyć się z podwójnym problemem. Pierwszy z nich to syndrom drugiej płyty, a drugi to wysoko postawiona poprzeczka świetnego debiutu. Z pierwszym z tych problemów Frank Ocean dał sobie radę. „Blonde” jest na poziomie nie osiągalnym dla wielu współczesnych artystów. Jednak gdy patrzymy na ten krążek przez pryzmat poprzedniczki to brakuje nam tutaj kawałków na miarę „Thinking About You„, „Lost” czy też „Pyramids„.

Druga kwestia to skojarzenia. „Blonde” dla mnie jest mocno czarno-białym albumem. Brakuje mi tutaj epickości i rozbudowanych, transowych i psychodelicznych odlotów na miarę „Pyramids„. Oczywiście doceniam melodyjność i kreatywność w „Pink + White„, zajebistość „Self Control” czy też synthy w „Nights„. Jednak pewnych rzeczy nie da się chyba przebić.

Trzecia sprawa to fakt, że im dłużej trwa album to tym mniej mi się podoba. Początek jest mocny, mamy naprawdę niezłego openera w postaci „Nikes” a dalej jest jeszcze lepiej.  Mamy przecież wciągające „Ivy„, popisowe „Solo” czy też przewrotny skit „Be Yourself„. Jednak końcowe utwory są zbyt dla mnie szare, nijakie, chropowate. A końcowe „Futura Free” to dla mnie przerost formy nad treść.

Generalnie polecam serdecznie „Blonde„. Jest to jedna z lepszych tegorocznych propozycji muzycznych. Frank Ocean jest w dobrej formie. Inaczej wyobrażałem sobie ten album, jednak i tak go gorąco polecam każdemu słuchaczowi spragnionemu dobrej muzyki. Jeżeli nie będziecie go porównywać do „Channel ORANGE” to może być waszym tegorocznym numerem 1. Ocena: 8/10.

10 najlepszych thrillerów trzymających w napięciu, których jeszcze nie widziałeś

Moja żona lubi oglądać thrillery. Najlepiej te psychologiczne, zagadkowe, trzymające w napięciu do końca. W związku z tym przed każdym wspólnym seansem przeglądam prawie cały internet by znaleźć kolejny, godny uwagi film. Listę tą tworzę z dedykacją dla wszystkich podobnych do mnie poszukiwaczy filmów z tego gatunku.

mystic-river-2003-14-gRzeka Tajemnic / Mystic River (2003, reż. Clint Eastwood). Na pierwszy rzut polecam adaptację powieści Dennisa Lehane’a. Flim Clinta Eastwooda opowiada historię trójki przyjaciół z robotniczej dzielnicy w Bostonie. Pewnego dnia jeden z przyjaciół zostaje porwany, co powoduje, że przyjacielska więź zostaje zerwana na długie lata. Losy trójki przyjaciół z dzieciństwa ponownie się zbiegną, gdy córka jednego z nich zostanie zamordowana. „Rzekę Tajemnic” warto zobaczyć, gdyż Clint Eastwood wzniósł się tutaj na wyżyny swoich reżyserskich umiejętności. Wodzi nas za nos, daje do myślenia, porusza i intryguje. Mimo, że akcja toczy się powoli to na tym filmie nie da się zasnąć.

oldboy2003Oldboy (2003, reż. Chan Woon Park). Dae-Su zostaje porwany i zamknięty w pokoju na 15 lat. W końcu nieznani sprawcy wypuszczają go. Bohater postanawia się zemścić, nie zdaje sobie jednak sprawy, że to dopiero początek jego koszmaru. Film ten polecam głównie ze względu na zakończenie. Uwierzcie mi, że nie jesteście w stanie przewidzieć jak skończy się ta historia. Jeszcze chyba żaden film mnie tak nie zaskoczył jak ten!

i-saw-the-devil-2010Ujrzałem Diabła / Akmareul Boatda (2010, reż. Jee Woon-Kim). Kolejna azjatycka pozycja z motywem zemsty. Młody agent postanawia na własną rękę pomścić śmierć swojej narzeczonej. Oprawce odnajduje szybko, jednak zemsta jakiej dokonuje jest skomplikowana i niejednorazowa. Z czasem sytuacja wymyka się z rąk młodego bohatera. Jee Woon-Kim pokazuje, że można zrobić film o zemście w zupełnie inny sposób. Przeważnie mściciel przez cały film poszukuje swojego wroga by mu dokopać. Tutaj główny bohater przez większość filmu mu dokopuje po trochu. Warto zobaczyć, bo spełniona zemsta nie jest do końca pewna.

a-horibble-way-to-dieNaprawdę Straszna Śmierć / A Horrible Way to Die (2010, reż. Adam Wingard). Tytuł może być mylący, ale bez obaw. Nie jest to slasher w stylu „Piły” czy też „Hostelu„. Widziałem wiele filmów o seryjnych mordercach. Jedne lepsze, inne gorsze. Obraz Adama Wingarda zaliczam zdecydowanie do pierwszej grupy. Fabuła opowiada dwie historię. Pierwsza z nich to życie zbiegłego z więzienia seryjnego mordercy Garricka Turrella, druga natomiast to obraz Sary, członkini klubu AA. Oczywiście obie historie z czasem się zbiegną i pokażą nam, że w życiu nic nie jest albo czarne, albo białe. Jeżeli szukacie oryginalności w tematyce seryjnych zabójców, to ją tu znajdziecie.

tell-no-oneNie Mów Nikomu / Ne le dis à personne (2006, reż. Gauillaume Canet). Harlan Coben to pisarz, który wybił się na pisaniu tajemniczych i wciągających kryminałów. Nie czytałem jego żadnej książki, jednak z sprawdzonych opinii wiem, że koleś jest mistrzem w intrygowaniu czytelnika. Dlatego też dziwi fakt, że jego książki nie doczekały się ekranizacji. Poza jedną – „Nie Mów Nikomu„, którą w dodatku nakręcili Francuzi. Co mogę powiedzieć? Intryga zawarta w tej historii i sposób jej przekazania jest tak spektakularna, że aż ciężko uwierzyć, że nikt z Hollywood nie zabrał się na poważnie za twórczość pisarza. Zdecydowanie warto zobaczyć ten film, albo przynajmniej przeczytać książkę.

deliverance11Uwolnienie / Deliverance (1972, reż. John Boorman). Uwolnienie to perełka kina lat 70 i jeden z tych filmów, które trzeba obejrzeć dwa razy aby pojąć. Przedstawia historię czwórki kolegów, którzy wybrali się w amerykańskie odludzie na spływ kajakowy. Niestety spotkanie z „tubylcami” nie zakończy się dobrze dla żadnej ze stron.  Szczerze powiedziawszy to film ten jest bardziej survival horrorem, niż typowym thirllerem z zagadką. Jednak napięcie jest do samego końca, dlatego nie mogłem go sobie odpuścić. Poza tym młody John Voigt daje radę.

la-cera-ocultaLa Cara Oculta (2011, reż. Andres Baiz). Lubicie kolumbijskie kino? Jeżeli nie, to zobaczcie film Andresa Baiza. „La Cara Oculta” to historia młodego dyrygenta, który otrzymuje ofertę pracy w Bogocie, stolicy Kolumbii. Przeprowadza się tam ze swoją dziewczyną, która po czasie znika i zostawia jedynie pożegnalny film w kamerze. Adrian po pewnym czasie poznaje nową dziewczynę – Fabianę. Wkrótce odkrywa ona, że w domu dzieją się dziwne rzeczy i z całą pewnością nie jest to sprawka duchów. „La Cara Oculta” to nie wybitne kino, a całkiem sprawny i trzymający w napięciu thriller. Film nie posiada polskiego tytuły, dlatego istnieje duża szansa, że jeszcze go nie widzieliście. Pozycja od Baiza to całkiem dobre rozwiązanie na niezobowiązujący wieczór filmowy.

the-guestGość / The Guest (2014, reż. Adam Wingard). Kolejny w tym zestawieniu film Adama Wingarda. Fabuła wygląda tak: David, zwolniony ze służby żołnierz odwiedza rodzinę zmarłego kolegi z wojska. Zostaje tam na parę nocy, jednak wraz z jego przybyciem w miasteczku dojdzie do tajemniczych morderstw. Fabuła może nie jest najmocniejszą stroną tego filmu, jednak warto go zobaczyć dla samej sfery wizualnej. Wrócimy ponownie do lat 80. czyli ulubionej w ostatnim czasie epoki dla filmowców z Hollywood. Nastrojowy klimat, świetna muzyka i wspaniałe zdjęcia sprawiają, że film ogląda się lekko i przyjemnie.

duze-zle-wilkiDuże Złe Wilki / Big Bad Wolves (2013, reż. Aharon Keshale, Navot Papushado). Jedyna na mojej liście Izraelska propozycja. W pewnym miasteczku dochodzi do brutalnych morderstw dzieci. Policja podejrzewa lokalnego nauczyciela Drora, jednak nie posiada niezbitych dowodów. Prowadzący policjant Miki postanawia na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość nauczycielowi i sprawić by się przyznał. Przeszkadza mu w tym ojciec jednej z ofiar, który ma swój własny plan. Jak to się zakończy i kto jest winien morderstw? Zobaczcie koniecznie. Pomimo tego, że podobne historie mieliśmy w innych filmach np. „Labiryncie„, to „Duże Złe Wilki” są filmem wartym zobaczenia. Chociażby dla komicznych scen spotkań Żyda z Palestyńczykiem.

od-slow-do-smierciOd Słów Do Śmierci / Palabras encadenadas (2003, reż. Laura Mana). Od razu zaznaczę, że w tym filmie nie ma zbyt dużo akcji. Praktycznie cały film rozgrywa się w jednym pomieszczeniu i opiera się na dialogach uwięzionej Laury i jej oprawcy Ramona. Mężczyzna twierdzi, że jest seryjnym mordercą i ma na to dowody. Jego ofiara nie jest jednak przypadkowa, gdyż Laura to jego była żona. Na początku wszystko wydaje się oczywiste, jednak im dłużej oglądamy film to tym więcej pojawia się wątpliwości. Kto jest prawdziwą ofiarą, a kto oprawcą? Trzeba koniecznie zobaczyć.