Niezatytułowany Kendrick

kendrick-lamar-untitled-unmasteredEuro 2016 we Francji trwa w najlepsze, a ja wyskakuje z nową recenzją muzyczną. Marketingowo nie jest to dobry czas na promocję czegokolwiek nie związanego z piłką nożną. Trochę szkoda, bo płyta o której chce wspomnieć zdecydowanie zasługuje na uwagę. Na pocieszenie mogę jedynie dodać, że cały hype na „untitled unmastered” Kendricka Lamara miał miejsce kilka miesięcy temu. Jeżeli umknął wam ten krążek, to zdecydowanie powinniście nadrobić tą zaległość. Możecie już po finałowym gwizdku mistrzostw.

O co cały ten szum z najnowszym wydawnictwem Kendricka Lamara? Niektórzy twierdzą, że nowa płyta jest zdecydowanie lepsza od „To Pimp A Butterfly„. Ba, najlepsza w całej jego dyskografii. Ja oczywiście nie zgadzam się z tą teorią. „To Pimp A Butterfly” oceniłem na 10/10 i podtrzymuje dalej swoją ocenę. Ciężko nagrać trzeci z rzędu dobry, innowacyjny album. Raper z Compton to zrobił. Śmiało nawet mogę ten sukces porównać do udanego sequelu Ojca Chrzestnego Francisa Forda Coppoli. Jednym słowem klasyk.

kendrick lamarJednak nie mam zamiaru ujmować „untitled unmastered„, gdyż to wydawnictwo również stoi na wysokim poziomie. Najnowsza propozycja od Pana Lamara to kompilacja demówek nagranych w okresie nagrywania wspomnianego wcześniej „To Pimp A Butterfly„. To by w pewien sposób tłumaczyło wysoki poziom tych nagrań, gdyż artysta tworzył je będąc w kosmicznej formie. Co prawda to tylko odrzuty, ale za to JAKIE! K-Dota kolejny raz bawi się brzmieniem i miesza rytmy free jazzu, funku oraz awangardy. Tematy jakie porusza nie odbiegają od tego co usłyszeliśmy w zeszłym toku na TPAB, czyli kwestie polityczno-religijne w kontekście różnic rasowych.

Uwierzcie, że wielu raperów chciałoby reprezentować taki poziom jak Kendrick Lamar na swoich odrzutach. Nie będę rozbijał tej płyty na czynniki pierwsze, gdyż o piosenkach rapera można by pisać książki. Sprawdźcie ten album, na prawdę warto. Lamar robi tutaj historię. Ocena: 8/10.

Is it me you’re looking for Panie władzo?

1985rasmentalism-700x352Trzeci oficjalny longplay lubelskiej grupy Rasmentalism to zbiór opowieści i obserwacji współczesnego 30 latka mieszkającego w dużym mieście. Historie te są doskonalone znane ludziom z mojego rocznika (również lata 80, piątka!). Chyba każdy z nas ma znajomych, żyjących jak nastolatkowie. Imprezy, snapy, szpany, new balansy, brak własnej kasy i tego typu klimaty. Oczywiście wszystko odpowiednio zareklamowane w social media, przecież obecnie każdy jest fejsbukowym PR-owcem własnego życia.

Od dawna chciałem o tym wspomnieć. Przeglądanie fejsbukowego walla wzbudza we mnie wiele skrajnych emocji. Niestety nie prowadzę już na blogu kącika tematycznego „Paweuu o…”. Dlatego cieszę się niezmiernie, że pojawia się taka okazja przy recenzji albumu „1985„. Przybijam chłopakom piątkę w tym temacie, jednak nie dramatyzowałbym aż tak mocno. Gdyż po przesłuchaniu tego materiału można mieć wrażenie, że faktycznie jest bardzo źle. Przykład? Zwrotka z „Jak z nut„, gdzie Ras rzuca „Chłopaki mówią jest, co ruchać, ale nie ma z kim wyjść. To zabawne, bo dziewczyny mówią dokładnie to samo” lub fragment z „1985„, gdzie pada fatalistyczne stwierdzenie: „Ludzie na przystankach tacy smutni / Jadą sobie naciułać na trumny”.

rasmentalismOgólnie na albumie znajdziemy sporo krytycznych uwag na temat współczesnej internetowej młodzieży. Idealnie to oddaje ta zwrotka: „Tym dziewczynom imponują kurwy / Małolaci przy nich inicjują burdy / Ich rodzice wychowują durni„. Ten Typ Mes dolewa oliwy do ognia w utworze „Ale zdejmij buty” dorzucając – „Ty płaczesz, że mało lajków i coś nie gra? / Bitch, żegnam”. Pięknie problem ilustruje „Jeszcze jeden kieliszek”, gdzie Ras opisuje współczesną imprezę. „Tu blogger, model, raper – jeden chuj” – genialne! Dostaje się także współczesnym raperom – „Mam dość tego, jak muzyka jest pozbawiana treści / Wkurwiają mnie raperzy, którzy brzmią jak Brian Tracy”. Poza tym na płycie jest sporo innych problemów współczesnego 20-paru-latka

Przejdźmy jednak do muzyki. Za tą stronę jest odpowiedzialny producent Ment XXL, który wykonał swoją robotę doskonale. Płyty słucha się dobrze, przyjemnie i lekko. Pomimo, że teksty są dość poważne i mogą wprowadzać w negatywny nastrój to muzyka działa zupełnie odwrotnie. W ten oto sposób dostajemy album, który pomimo, że porusza ważne problemy to słucha się całkiem przyjemnie. Zdecydowanie polecam! Ocena: 7/10.

Radiohead jak wino, czyli słów kilka o „A Moon Shaped Pool”

radiohead-top-10-albums-770Sevilla FC zdobyła po raz trzeci z rzędu Puchar Ligi Europy, a Radiohead po raz kolejny nagrał wyśmienity album. „A Moon Shaped Pool” to 9 w dorobku longplay Thoma Yorke’a i spółki. Stanowi on wartość dodatnią, tak samo jak wszystkie inne płyty, dlatego śmiało można go porównać do kolejnego trofea ułożonego na półce zespołu. Brytyjczycy są jak wino. Wciąż dobrzy, wciąż dają kopa.

Szczerze powiedziawszy to miałem wątpliwości by recenzować ten album. Przy tak wybitnych dziełach czuje, że brakuje mi kompetencji i odpowiedniej zgody na rozkładanie na czynniki pierwsze tak dopracowanej muzyki. Dlatego umówmy się, że po prostu z dziennikarskiego obowiązku i zamiłowania do muzyki Radiohead wspomnę na blogu, że „A Moon Shaped Pool” to płyta, której wstyd nie znać.

moon-shaped-pool-radioheadJuż od pierwszego „Burn The Witch” czujemy, że mamy do czynienia z czymś wielkim. Świetnie zaaranżowany utwór wywołuje mocne w nas emocje, a genialnie nakręcony teledysk, tylko je umacnia. Kolejny w zestawie „Daydreaming” jak sama nazwa wskazuje brzmi jak sen na jawie. Przy takich dźwiękach tracimy poczucie czasu. Trzeci w zestawie „Decks Dark” przywołuje mi Radiohead z okresu „Hail To The Thief” – jednej z najbardziej niedocenionych płyt zespołu (niesłusznie!).

Kolejne w zestawie utwory to oniryczny „Desert Island Disk„, transowy i zarazem mroczny „Ful Stop” i filmowy „Glass Eyes„. W „Identikit” zespół ładnie bawi się z elektroniką a w „The Numbers” zadziwia bogactwem brzmienia. Najlepsze jednak dostajemy na koniec. Przedostatni  „Tinker Tailor Soldier Sailor Rich Man Poor Man Beggar Man Thief” zabiera nas w podróż w czasie do roku 2000, gdzie ponownie słyszymy zespołu z okresu „Kid A„. Natomiast na koniec otrzymujemy odświeżony „True Love Waits„, czyli jedną z najpiękniejszych ballad napisanych przez Yorke’a. Takie zwrotki jak: „I’m not living. I’m just killing time” wciąż chwytają za serce.

Radiohead tą płytą po raz kolejny potwierdził swój geniusz. Nagrać 9 wyśmienitych albumów to nie lada wyczyn, Brytyjczycy tego dokonali. Dobre oceny, które zebrali w prasie i mediach są całkowicie słuszne i uzasadnione. Podpisuje się pod tym obiema rękoma. Ocena: 9/10.

Posłuchaj