SnowFest 2026 – Zapowiedź

Już za trzy tygodnie rusza kolejna, trzynasta edycja SnowFest! Najgorętszy zimowy festiwal w Polsce przyciąga od lat tłumy ludzi spragnionych dobrej muzyki i zabawy. W tym poście znajdziecie wszelkie niezbędne informacje na temat tegorocznej edycji SnowFest. Mam nadzieję, że zobaczymy się ponownie w Szczyrku!

Gdzie i kiedy?

Standardowo festiwal odbędzie się w sercu Beskidu Śląskiego – Szczyrku. Jak na imprezę zimową, lepszego miejsca nie można było wybrać. Teren skoczni Skalite ponownie będzie gościć muzyczne gwiazdy, sportowców oraz ludzi żądnych niesamowitych wrażeń. Termin? 6-7 marzec.

Kto Wystąpi?

Muzycznie SnowFest od lat bazuje na taneczności, przebojowości doprawiając tą mieszankę rytmami hip-hopowymi. Tym razem nie będzie inaczej. Główni headlinerzy to Wilkinson, Hybrid Mindds oraz A-Trak. Pierwszy to londyńska gwiazda muzyki elektronicznej z takimi hitami jak „Afterglow” czy też „Used To This„. Z kolei Hybrid Minds to Brytyjski duet, który tworzą Josh White i Matt Lowe. Debiutowali w 2011 roku i od tamtej pory nagrali takie albumy jak: „Mountains” (2013), „Elements” (2017) i „Tides” (2024). A-Trak to tak naprawdę Alain Macklovitch, czyli połowa popularnego duetu Duck Sauce, odpowiedzialnego za hit: „Barbra Streisand”. Kanadyjczyk jest na scenie muzycznej od 1997 roku i od tamtej pory nagrał wiele mix-tape’ów, dj mixów, singli i brał udział w wielu muzycznych projektach. Nie zabraknie także wielu ciekawych rodzimych reprezentantów. Scenę hip-hopową uzupełnia mieszanka młodości z doświadczeniem. Z jednej strony Miły ATZ i BSK, którzy odpowiadają za powiew świeżości na polskiej rapscenie. Z drugiej scenie legendarny już Fisz Emade Tworzywo, którego zawsze dobrze ponownie usłyszeć. Nie zabraknie stałych bywalców tej imprezy jak: Łąki Łan, Rysy, Catz N Dogz, Last Robots czy też Ros Addiction (Tym razem w duecie z MC FOX). Warto wspomnieć, że wiele wrażeń muzyczno-widowiskowych na pewno dostarczą islandczycy z GusGus. Poza tym należy pamiętać, że SnowFest to nie tylko koncerty, ale także spektakularne zawody sportowe w jeździe na snowboardzie i nartach.

Koszt biletu?

Obecnie karnet dwudniowy kosztuje 452,99 zł, bilety jednodniowe to wydatek rzędu 264 zł. Warto nabyć je wcześniej, gdyż rozchodzą się jak świeże bułeczki.

Pozostałe informacje?

Wszystko znajdziecie na stronie http://www.snowfest.pl

https://www.tiktok.com/@paweuu.alternativ/photo/7605705776597962006

Flacko wchodzi w dorosłe życie i jest gotowy dać ci życiowe rady – recenzja albumu „Don’t Be Dumb” A$AP Rocky’ego.

Od wydania „Testing” – ostatniej płyty rapera A$AP Rocky’ego mija właśnie osiem lat. W tym czasie wiele wydarzyło się w życiu popularnego Flacko. Przede wszystkim został ojcem, a jego życiową partnerką pozostaje Rihanna. Poza tym działo się wiele. Od gównianych spraw jak oskarżenie o postrzelenie A$AP Relliego, po te pozytywne jak chociażby zostanie dyrektorem kreatywnym marki Ray-Ban czy też kampanie Diora czy też Gucciego. Ponadto występował w filmach, pojawiał się gościnnie u innych artystów (świetny duet z Slowthaiem) oraz rozwijał swoją modową zajawkę. Normalnie człowiek renesansu, a przy tym mąż i ojciec. I gdzie tu znaleźć czas na wejście do studia? W końcu jedank fani się doczekali, bo artysta wrócił ze swoim czwartym w kolekcji albumem długogrającym „Don’t Be Dumb”.

Czytając opinie o najnowszej pozycji od Rakima Mayersa, mam wrażenie, że fani jak i recenzenci trochę nie doceniają tego krążka. Może nie jest to pozycja tak mocna jak ostatnie krążki od chociażby Kendricka Lamara czy też Tylera, jednak w mojej opinii zasługuje na wyższą notę niż 7 (która w gruncie rzeczy jest też dobrą oceną). Flacko na „Don’t Be Dumb” z jednej strony pozostaje trillującym gościem, który wciąż ma w sobie ten cały SWAG. Początek płyty jest tego dowodem. Takie utwory jak: „Order of Protection„, „Helicopter” czy też „Stole Ya Flow” to typowe dla niego rapowe bangery. Z drugiej strony otrzymujemy takie kawałki jak: „Don’t Be Dumb/Trip Baby„, „STAY HERE 4 LIFE” czy też „THE END„, gdzie raper porusza temat ojcostwa, stabilnego życia, polityki, globalnego ocieplenia, rasizmu, brutalności policji. A z jeszcze innej strony A$AP Rocky wyjątkowo bawi się gatunkami. Mamy tutaj jazzowy „Robbery„, techno-rave’owy „STFU” czy też indie rockowy „Punk Rocky„.

O różnorodności gatunkowej świadczą także nazwiska, które się tutaj pojawiają. Popularna w Stanach indie rockowa wokalistka Jessica Pratt, Gorillaz – czyli Damon Albarn i jego ekipa specjalizująca się już w mieszaniu gatunków, Tyler, The Creator – raper, który notorycznie wychodzi poza hip-hopowe schematy. Słuchając tej płyty, czuję i widzę, że mam do czynienia z produktem mocno przemyślanym i dobrze zaprezentowanym. W końcu gościu miał osiem lat by to wszystko w głowie poukładać, hehe. Filmowe teledyski, okładka zaprojektowana przez Tima Burtona, spektakularni goście na płycie, mieszanka gatunków oraz poruszanych tematów. To wszystko składa się na obraz „Don’t Be Dumb„.

Cóż tu więcej rzec? Nie bądźcie głupi, słuchajcie dobrej muzy, cieszcie się życiem i nie zachwycajcie się pomarańczowymi Stanami Zjednoczonymi, bo obecnie temu krajowi bliżej do Rosji aniżeli cywilizowanemu światu. Ocena: 8/10.

Ocena: 4 na 5.

15 Najlepszych płyt roku 2025

Tradycyjnie nowy rok zaczynam od podsumowania minionego roku. 2025 pod względem muzycznym był dość ciekawym rokiem dla mnie. Większość moich ulubionych artystów (Wczasy, Mac DeMarco, Deafheaven, The Horrors, Wavves) wydało nowy materiał. Niestety nie każdy był na tyle wartościowy by się znaleźć na mojej liście TOP15. Co więcej zaliczyłem sporo fajnych koncertów, no i co najważniejsze na scenę wrócił Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach. Także działo się. A jakie albumy są w mojej ocenie najlepsze? O tym poniżej.

15. Geese – Getting Killed. Podobno tylko oni są w stanie uratować tegoroczny OFF Festival przed totalną katastrofą. I może być w tym sporo prawdy, gdyż „Getting Killed” to najlepsza zeszłoroczna pozycja z okolic indie rockowych. Także, Panie Rojek, staraj się tam bardziej.

14. Bads Bunny – Debí Tirar Más Fotos. Lubicie latino-trap? Jeżeli nie wiedzieliście (tak jak ja) do tej pory, że istnieje taki gatunek to sprawdźcie najnowszy album od Bads Bunny. Uwierzcie, że poczujecie ciepły klimat pomimo panującego mrozu za oknem.

13. Kali Uchis – Sincerely. Amerykańska wokalistka o kolumbijskich korzeniach nie zwalnia tema. W 2024 roku zachwycałem się jej kapitalnym „Orquideas„, nie minął rok a ja znowu jestem pod wrażeniem. Tym razem pięknym melodiom towarzyszącym „Sincerely„. Ten album to niekończąca się ballada, tylko, że tym razem śpiewana w języku Szekspira.

12. Tame Impala – Deadbeat. Kevin Parker wrócił po pięciu latach przerwy. Wrzucił dwa single nagrane w starym stylu, by przysłonić prawdę. A prawda jest taka, że Australijczykowi znudziły się już psychodeliczne klimaty i gitarowe granie. Obrał drogę konsolety i tworzenia muzyki elektronicznej. Trochę szkoda, bo przecież uznanie zyskał za sprawą tej psychodelii zawartej na „Lonerism” oraz „Currents„. Jednak szanuje jego wybór, a elektroniczna strona Parkera jest również spoko, co udowadnia „Deadbeat„.

11. Oneohtrix Point Never – Tranquilizer. Jako coroczny uczestnik katowieckiego Tauron Nowa Muzyka Katowice w obowiązku miałem wyróżnić najnowszy album Daniela Lopatina. Główną zaletą tego materiału jest jego wysoki, równy poziom. W zeszłym roku nie było niczego z pogranicza elektroniki i ambientu.

10. Trupa Trupa – Mourners EP. Być może Grzegorz Kwiatkowski i spółka cieszą się większym uznaniem za Oceanem, niż w rodzimym kraju. Pora to zmienić, gdyż ich materiał ponownie się broni. Co prawda to tylko 13 minut muzyki, ale za to jakiej! Czekam na kolejny, konkretny krążek w klimacie post punkowym. Tym razem w formie długograja.

9. Perfume Genius – Glory. Ta płyta przypomniała mi stare dzieje, kiedy zasłuchiwałem się w takich kapelach jak Fleet Foxes czy też Wolf Parade. A że człowiek z wiekiem staje się bardziej sentymentalny to docenia fakt, że ktoś jeszcze bawi się w takie folkowe klimaty. Wiem, jestem jak ten stary pierdziel z Teraz Rocka, który do śmierci będzie słuchał tylko Pink Floyd. Czytelnicy w moim wieku i starsi mnie zrozumieją, ci młodsi jeszcze mają na ten czas. A póki co doceniam „Glory” bo to kolejny dowód na to, że Michael Alden Hadreas to dobry pieśniarz jest.

8. FKA Twigs – EUSEXUA. Pani Barnett nie rozpieszcza swoich fanów częstymi wydawnictwami. Od momentu debiutu w 2014 roku, kiedy ukazał się „LP1” wydała tylko dwa albumy. W tym zeszłoroczny „EUSEXUA”. Jednak stare porzekadło, że liczy się jakość nie ilość, ma tutaj sporo racji. Pięknie są tutaj eksponowane elektroniczne klimaty lat 90.

7. Bon Iver – SABLE, fABLE. Co prawda nie jest to „For Emma, Forever Ago„, ale nie ma źle. Poza tym drugi taki album już mu się nigdy nie trafi, a zeszłoroczny „SABLE, fABLE” na prawdę dobrze mi się słuchało.

6. Wczasy – Dżungla. Są i oni, cali na biało wjeżdżają na swoich rumakach by obwieścić, że wciąż nie jest dobrze. Wczasy kocham przede wszystkim za świetne, pełne rozgoryczenia, ironii i humoru teksty. „Dżungla” pod tym względem mnie nie rozczarowała, a wręcz przeciwnie zachwyciła. Z każdym nowym odsłuchem wyłapuje kolejne smaczki.

5. Tyler, The Creator – DON’T TAP THE GLASS. Niech nie zmyli was mainstremowy sukces utworu „Sugar On My Tongue”, który stał się wiralem. Ta płyta to coś znacznie więcej aniżeli rolki na tiktoku a sam Okonma przekonuje o tym dość często, przy wydawaniu nowych albumów.

4. Deafheaven – Lonely People With Power. Jeden z nielicznych moich ulubionych zespołów, który nowym wydawnictwem w tym roku potwierdził swoją jakość. Grupa wykonująca tzw „Blackgaze” wróciła ponownie bardziej do black, aniżeli gaze. Jednak nie brakuje tutaj melodii, za które pokochałem ich twórczość. Wciąż liczę, że pojawią się w tym roku w Polsce na czymś więcej aniżeli support.

3. The Horrors – Night Life. Na brytyjczyków z Farisem Badwanem na czele można stawiać ślepo. Goście, nie przerwanie od momentu debiutu w 2007 roku utrzymują wysoki poziom. Ba, można wręcz powiedzieć, że z każdym kolejnym krążkiem są coraz lepsi. Czy ktoś kiedykolwiek miał przez prawie dwie dekady taką tendencję wzrostową? Na „Night Life” przybierają ciuchy dawnych Depeche Mode i celebrują synth-popowe brzmienia lat 80. Słucha tego się wybornie!

2. Dijon – Baby. W swojej recenzji tego krążka obwieściłem, że odnalazł się już następca zmarłego w minionym roku D’Angelo. Zdanie podtrzymuje, to wciąż piękne i przejmujące granie spod znaku R’n’B i soulu.

1. Blood Orange – Essex Honey. Przez większą część roku nie miałem faworyta na pozycję numer jeden za miniony roku. Do momentu, aż usłyszałem „Essex Honey„. Co prawda znam twórczość Blood Orange i wiem, że gość potrafi nagrywać dobrą muzykę. Nie sądziłem jednak, że jego album odnajdzie aż takie uznanie w moim jakikolwiek rankingu. Być może to sprawa Devonté Hynesa, który wszedł na wyżyny swojej twórczość. A być może to ja, bardziej dojrzały i wrażliwy na jego muzykę. Co by jednak nie mówić, to „Essex Honey” jest wybitną płytą i trzeba to powiedzieć, by to wybrzmiało.