Dlaczego „Despacito” jest cholernie złe i szkodzi zdrowiu

Na pewno nie raz już słyszeliście tegoroczny hit nijakiego Luisa Fonsi pt. „Despacito„. Jak to jest w zwyczaju, każdy przebój lata leci w radiu do obrzydzenia. Jednak w tym przypadku problem ten jest jeszcze większy. Nie ma dnia, godziny czy też minuty bym nie słyszał tej piosenki. Została mi ona obrzydzona do granic wytrzymałości. Nawet w chwili, gdy piszę ten tekst to co chwilę muszę podejść do okna by zaczerpnąć świeżego powietrza. Jednak nie na długo, bo tam już jakiś ziomek w japonkach odbiera telefon, i zgadnijcie jaki ma dzwonek?

Wszędzie biegają dzieciaki ze smartfonami i katują mnie tym utworem. Radiostacje nie znają umiaru a liczba wyświetleń na YouTubie wciąż rośnie. Kiedyś nie było tylu ulicznych DJ-ów! Dzieci bawiły się piłką, a nie smartfonem. Boje się wyjść z domu, boje się wchodzić na internet, boje się zasnąć. Ludzie opanujcie się. W te lato wyszło tyle ciekawych letnich singli. Posłuchajcie czegoś innego. Calvin Harris nagrał całkiem spoko album, sprawdźcie. Nie katujcie już tym Despacito. Serio, przez ten utwór język hiszpański brzmi prawie jak niemiecki!

Gdyby ta piosenka była jeszcze dobra… A jest tragiczna. Koszmarna linia melodyjna, tekst, wokal. Jak takie coś osiągnęło taki sukces komercyjny? Chyba nigdy tego nie zrozumie. W tym utworze nie ma ani jednej dobrej sekundy. Ja doskonale rozumie, że letni przebój musi łatwo wpadać w ucho i nie musi stać na wysokim poziomie, ale poprzednicy „Despacito” tacy jak chociażby „Asereje” czy też „Blue (Da Ba Dee)” miały w sobie mały procent czegoś fajnego. Nawet „Macarena” jest w jakimś sensie cool. Tutaj tego nie ma, a sukces piosenki jest światowy. A to boli, w szczególności mój mózg. Jasne, jak Ci się nie podoba to nie słuchaj. Niestety nie da się. Mam nadzieje, że moda na ten utwór przeminie FASTITO. Do zobaczenia w Malezji, tam zabronili tego paskudztwa. Chwała im za to!

OFF Festival 2017

Po raz kolejny w katowickiej Dolinie Trzech Stawów będzie miał miejsce jeden z najlepszych polskich festiwali, na którym byłem wielokrotnie i wielokrotnie na łamach bloga o nim pisałem. Czasami mam nawet odczucie, że swoimi publikacjami dołożyłem małą cegiełkę do sukcesu tego alternatywnego święta. O jakim wydarzeniu mowa? Oczywiście o OFF Festivalu!

Gdzie i kiedy?

Tegoroczny OFF Festival tradycyjnie odbędzie się w pierwszy weekend sierpnia (04-06.08) w katowickiej Dolinie Trzech Stawów. Koncerty będą rozgrywane na czterech scenach, z czego Leśna tradycyjnie powinna zbudzać naszą największą uwagę.

Kto zagra?

Tegoroczni headlinerzy to Swans, PJ Harvey oraz Feist. Niezła paka, ale to nie dla nazw się jedzie na OFFa. Festival organizowany przez Artura Rojka to kopalnia dobrej muzyki do poznania. A w tym roku będzie co odkrywać! Na pewno warto przyjrzeć się raperowi Talibowi Kweli, który w hip-hopie siedzi już parę dobrych lat. Czadu powinni dać rockowcy z Thee Oh Sees oraz Idles. Jeżeli lubicie orientalne klimaty to powinni Was zainteresować Kikagaku Moyo, natomiast Janka Nabay & The Bubu Gang przekaże Wam trochę afrykańskiego klimatu. Co więcej? Warto zerknąć na Shellac, This Is Not This Heat oraz Ulrika Spacek. Nie przegapcie także występów Conora Obersta oraz solowego występu Michaela Giry. Jak zwykle okazale prezentuje się polska reprezentacja. W tym roku zagrają m.in. nowy super band New People, PRO8L3M, który z zagra nowy materiał czy też L.Stadt.  Kwadrafonik z Arturem Rojkiem na czele zabiorą nas w świat Davida Lyncha, a Frele zagrajom coś po naszymu.

Za ile?

Bilety są wciąż dostępne. Karnet trzy dniowy kosztuje 310 zł. Bilety kupicie tutaj.

Więcej informacji na temat festiwalu w poniższych linkach.

http://off-festival.pl/pl

https://www.facebook.com/offfestival

https://www.instagram.com/offfestival/

Jak wyrywać laski na gust muzyczny? Krótki poradnik dla amatorów.

Ok, sprawa jest nieco delikatna i nie łatwa. Zapewne wielu z Was spędza wieczory samotnie zasłuchując smętów w stylu Thurstona Moore’a albo Swans, a przy odrobinie alkoholu i zapomnienia porywa na kołysanie głową przy Gangu Albanii. Znajomi mają Was za freaków a rodzice nie traktują poważnie. I te odwieczne pytanie babci: „Kiedy przyprowadzisz jaką dziewczynę? Taki fajny chłopak”. Nie jest dobrze. A nawet powiedziałbym, że jest źle. Bez obaw, wujek Paweuu Wam pomoże! Jak wyrwać laskę na gust muzyczny? O tym poniżej.

Zacznijmy od tego, że bardzo trudno jest zaimponować dziewczynie gustem muzycznym. Bo co to w ogóle jest? Słuchasz dobrej muzyki, wielkie mi coś. Pokaż lepiej ile zarabiasz i czym jeździsz! No, ale załóżmy, że jedyna zajebista rzecz jaką posiadacie to właśnie gust muzyczny.

Wybór celu.

Na początku należy odpowiednio wybrać swój cel ataku miłosnego. Starszej kobiecie, po rozwodzie z dzieckiem raczej nie zaimponujecie tym, że byliście dwa razy na koncercie Sonic Youth, w tym jednym w Berlinie. Także większość blond bogiń was wyśmieje, jak usłyszą od was takie nazwy jak: Bon Iver, Phoenix czy też Grizzly Bear. A ruda, która tańczy jak szalona? Dla niej istniej  tylko disco, którego pewnie nie słuchacie na co dzień. Prawda? Postarajcie się odpowiednio wyselekcjonować kandydatkę. Z doświadczenia wiem, że gustem muzycznym bardziej zaimponujesz licealistce lub studentce aniżeli kobiecie pracującej na poważnym stanowisku w banku. No, ale mogę się mylić. Wyczujcie podczas rozmowy czy jara się line-upem tegorocznego OFFa, słucha muzyki na spotify i czy ma konto na Last.Fm. Jeżeli nie wyłapiecie tego, nie brnijcie dalej. To nie ma sensu.

Zachowanie umiaru.

Gdy znajdziecie już swój cel, to nie przechodźcie do ofensywy totalnej niczym Milan z epoki Van Bastena. Nie opowiadajcie podjarani o wszystkich koncertach z Offa 2011 ani albumach synth popowych z 2013 roku. Postarajcie się wsłuchać co ma do powiedzenia druga osoba, a odpowiednie karty wykładajcie na stół z czasem. „Za miesiąc gra w Warszawie Moderat? Widziałem dwa razy, opowiadałem Ci?„. Pamiętajcie o tym, że gustem muzycznym można imponować do momentu. Dlatego zachowanie odpowiedniego umiaru jest ważne, by nie wyjść na totalnego świra. Pokażcie, że robicie też inne rzeczy, a muzyka to Wasz zajebisty dodatek.

Urozmaicenie.

Jesteście wiernymi fanami Radiohead? Pokażcie, że od czasu do czasu słuchacie bardziej mainstreamowe rzeczy jak Coldplay czy Katy Perry. Nawet Britney Spears nie podpadnie. W zasadzie nic nie podpadnie, jeżeli będziecie umieli się obronić. Pamiętajcie, że dobry gust muzyczny to szeroki wachlarz muzyczny. Nawet w krytykowanym disco można znaleźć pozytywne brzmienia. Nie bójmy się ich!

Dodatki.

Noszenie opasek z festiwali pół roku po wydarzeniu jest faux-pas. Zdejmujcie od razu, pokażcie, że w między czasie robiliście równie zajebiste rzeczy (chociaż pewnie tak nie było). Także zajrzyjcie do swojej garderoby. Koszulki z zespołami są spoko, o ile nie chodzicie w nich cały czas. Jeżeli codziennie rano ubierasz przetarty t-shirt z logiem Joy Division, to musisz koniecznie to zmienić. Nie oblepiajcie się też cali w przypinki i przyszywki. Ja wiem, że Beatlesi i Stonsi wnieśli bardzo wiele, a jest jeszcze Bowie i Dylan. I, że każdego szkoda, ale musicie z czegoś zrezygnować!

Nie krytykuj.

Zapewne jedyny słuszny gust muzyczny to Wasz. Opanujcie się z krytyką jak usłyszycie pochlebne opinie na temat Chainsmokers czy też nowych płyt Muse. Nie wyśmiewajcie się z tego, że kiedyś była na Woodstocku. Każdy w życiu popełnia błędy, ale też trzeba akceptować ludzi. Z resztą jeżeli Waszą jedyną pozytywną cechą jest gust muzyczny… to wiecie sami.

Zwierzęta.

Dziewczyny kochają zwierzęta. Teraz wyobraźcie sobie taką kombinacje – macie kota o imieniu Pixies albo psa, którego wołacie Ringo. Miękkie nogi gwarantowane. A teraz marsz do zoologicznego bądź schroniska!

Imprezka!

Ostatnia rada, która przyszła mi do głowy. Jako muzyczne nerdy nie zamykajcie się na ludzi. Pokażcie, że macie wielu znajomych z którymi się spotkacie. Dziewczyny lubią być w centrum zainteresowania. Zorganizuj więc imprezkę z ciekawymi ludźmi i jeszcze lepszą muzyką.

Ok, młode wygłodniałe wilki, ruszajcie w miacho! Te rady, jakimś cudem mogą Wam pomóc. Jednak nie gwarantuje tego, bo sam jestem amatorem w tej dziedzinie. Jeżeli jednak komuś się uda, to pochwalcie się w komentarzach. Kto wie, może zmienię branże i zostanę osobistym coachem?