Spóźnione Halloween – kilka starych, ale jarych horrorów na wieczorny seans

Wpis miał się ukazać na tegoroczne Halloween… Jednak kto powiedział, że horrory należy oglądać tylko 31 października? Zwłaszcza te stare z ery taśmy VHS! Oto kilka moich propozycji na wieczorne seanse z (niezbyt znaną) klasyką kina grozy.

Wściekłość – Rabid (1977, reż. David Cronenberg). Po wypadku motocyklowym młoda kobieta trafia do kliniki, gdzie powraca do zdrowia dzięki eksperymentalnej operacji. Niestety skutkiem ubocznym zabiegu u Rose (W tej roli Marilyn Chambers) jest niepohamowana żądza krwi. Co gorsza okazuje się, że ów agresja jest zakaźna, co szybko powoduje do krwawej epidemii w mieście. Największą zaletą filmu jest oczywiście nazwisko reżysera. Cronenberg to mistrz body horroru. Już w „Wściekłości” serwuje nam zalążek cielistego szaleństwa za które później pokochali go fani kina grozy w takich filmach jak „Mucha„, „Wideodrom„, „Pomiot” czy też „Nagi Lunch”. Przyznam, że pomysł na umieszczenie morderczego żądła pod pachą kobiety, które w dodatku zakaża ów chorobą brzmi nieco absurdalnie. Jednak ogląda się to świetnie, zwłaszcza gdy pomyślimy co w ostatnich latach się działo za sprawą Covid-19. W ten sposób otrzymujemy medyczny thriller zahaczający o kino wampiryczne, z elementami zombie gore. Warto znać. Ocena: 7/10.

Ocena: 3.5 na 5.

Tuż przed świtem / Just Before Dawn (1981, reż. Jeff Lieberman). Grupa studentów wyrusza pod namiot w góry. Dziewczyny zapakowane w szorty, faceci w używki nie spędzą jednak uroczego weekendu. Po drodze mijają gościa, który przestrzega ich przed „demonami” w lesie. Jak to bywa w tego typu kinie nie wszyscy dożyją końcowych napisów. Obraz Liebermana na pierwszy rzut oka wydaje się być kolejnym teenage slasherem jakich wiele powstało w latach 80. Nie mniej ogląda się go całkiem przyjemnie. Film z całą pewnością był głównym źródłem pomysłu na pierwszy tego typu polski film „Dziś w Lesie nie zaśnie nikt”. Również otrzymujemy zdeformowany duet braci, którym nie podoba się towarzystwo obcych. Dziś może film tak nie straszy jak niegdyś, ale dla każdego fana horroru z lat 80 powinna to być ciekawa opcja na wieczór. Porządny slasher z ładnymi widokami w tle. Ocena: 7/10

Ocena: 3.5 na 5.

Squirm (1976, reż. Jeff Lieberman). Podczas gwałtownej burzy zerwane zostały linie wysokiego napięcia. W efekcie czego porażona prądem została gleba, z której zaczęły się wydobywać żądne krwi dżdżownice. Jeżeli lubicie wszelkiego rodzaju monster movie to jest to propozycja dla was. Pomimo tego, że dzieło Liebermana okropnie się zestarzało to ogląda je się całkiem porządnie. Jak to bywa w tego rodzaju kina nie są ważne postacie ludzkie a tytułowy potwór. W tym przypadku są nimi obrzydliwe robale, których jest pełno. A tego nie lubi chyba nikt. Nie jedzcie popcornu podczas seansu. Ocena: 5/10.

Ocena: 2.5 na 5.

Widok z Sypialni / The Bedroom Window (1987, reż. Curtis Hanson). Młody architekt Terry (Steve Guttenberg) ma romans z żoną swojego szefa. Pewnego wieczoru Sylvia (Isabelle Huppert)) będąc w mieszkaniu kochanka zostaje świadkiem morderstwa kobiety. By romans nie wyszedł na jaw zeznania w sprawie morderstwa dokonuje Terry, co wplątuje go w morderstwo i prowadzi do masy kłopotów. Film Hansona to kapitalne połączenie thrillera z kryminałem, który trzyma nas w niepewności do końca seansu. Jest tutaj wiele zrywów akcji i totalnie nieprzewidywalnych zawirowań. W dodatku film posiada świetny klimat lat 80 przez co ogląda się go wyśmienicie. To zdecydowanie najlepsza pozycja w moim zestawieniu. Ocena: 8/10.

Ocena: 4 na 5.

Nieuchwytny morderca / Una farfalla con le ali insanguinate (1971, reż. Duccio Tessari). W parku zostaje brutalnie zamordowana młoda kobieta. Rozpoczyna się głośne śledztwo, którego trop prowadzi do dziennikarza telewizyjnego. Jeżeli jesteście fanami giallo i Dario Argento z lat 70 to film ten całkowicie przypadnie wam do gustu. Jest wszystko z czego ów gatunek jest znany, a nawet więcej. Reżyser Duccio Tessari postanowił nie ograniczać się wyłącznie do giallo i zrelacjonować nam śledztwo jak w filmie dokumentalnym. Zagadka morderstwa jest zaskakująca, a film potrafi wciągnąć. Film nie tylko dla koneserów, a w dodatku do zobaczenia na Netflix. Ocena: 7/10.

Ocena: 3.5 na 5.

8 filmów Martina Scorsese, które musisz zobaczyć

Martina Scorsese generalnie nie trzeba przedstawiać. Reżyser- Legenda. Mistrz kina gangsterskiego, genialny ilustrator dobrej historii i laureat wielu prestiżowych nagród filmowych. Twórczość tego 77-letniego reżysera można podzielić na dwa etapy: filmy z De Niro i filmy z DiCaprio. Przez ponad 50 lat działalności filmowej uzbierał  na koncie wiele wyśmienitych filmów i z pewnością każdy jest wary zobaczenia.  W wpisie tym postaram się jednak wyodrębnić 8 obrazów, które każdy powinien zobaczyć.

Taxi Driver/ Taksówkarz (1976). W sumie do tej pory się zastanawiam co jest tutaj lepsze? Czy film „Taksówkarz” jako całość, który wpisał się do kanonu kinematografii? Czy może rola Robera De Niro, który jest tutaj FE-NO-ME-NA-LNY. Travis w którego wciela się aktor to weteran wojny w Wietnamie cierpiący na bezsenność. Chcąc rozwiązać swój problem zostaje kierowcą taksówki na nocnej zmianie. Jako, że jego praca odbywa się na ulicach Nowego Jorku to jest świadkiem wielu patologii i przemocy z którą postanawia się rozprawić na własną rękę. No co tu dużo mówić? KLASYK kina, który trzeba znać obowiązkowo. Ogromny wpływ na popkulturę i odskocznia w aktorskich karierach De Niro i Jodie Foster. W mojej ocenie 10/10, także tego… ZOBACZCIE KONIECZNIE, jeżeli jeszcze jakimś cudem nie widzieliście.

Raging Bull / Wściekły Byk (1980). Kolejny filmowy dowód, że współpraca De Niro z reżyserem to najlepsze co mogło mu się przytrafić (I na odwrót też). „Wściekły Byk” to kinowa ekranizacja biografii boksera Jake’a La Motty. Młody i głodny sukcesów bokser zdobywa uznanie dzięki wygranym walkom w wyjątkowo brutalnym stylu. Jednakże sukces i popularność sprawiają, że główny bohater staje się coraz bardziej nieufny. Ponownie dużą robotę robi rola pierwszoplanowa De Niro, który na potrzeby filmu profesjonalnie ćwiczył boks i stoczył trzy walki (Z czego dwie wygrał) a także musiał przybrać na wadzę 27 kg. Czarno-biały film reżysera to studium ludzkiego umysłu, jego słabości i słabych stron. To poza tym dająca do myślenia i dobrze oglądająca się ilustracja drogi jaką przeszedł La Motta. Jeżeli lubicie filmy o boksie a seria o Rockym wydaje się wam zbyt ckliwa i bajkowa to zdecydowanie polecam ten tytuł.

Goodfellas / Chłopcy z ferajny (1990). O tym filmie można by pisać prace doktoranckie i naukowe. Z jednej strony „Goodfellas” to świetne podsumowanie kina gangsterskiego, które pełnymi garściami czerpie z takich filmów jak „Człowiek z Blizną„, „Ojciec Chrzestny” czy też „Nietykalni„. Z drugiej natomiast strony film ten wiele dodaje do gatunku kina gangsterskiego i staje się jego jednym z najlepszych reprezentantów wpływając na późniejsze powstanie takich filmów jak „Wściekłe Psy” czy „Donnie Brasco„. Film opowiada historię trójki przyjaciół: Jimmy’ego (Ponownie De Niro), Henry’ego (Ray Liotta) oraz Tommy’ego (Genialna rola Joe Pesciego) i ich niezbyt legalnego sposobu na życie. Pierwszoosobowa narracja i krótki montaż sprawia, że angażujemy się w historię od pierwszej sceny w filmie. By dowiedzieć się jak genialne jest to skupisko scen i dialogów a także popisów aktorskich, należy zobaczyć niezapomnianą sekwencje z Pescim pytającym się: „Co to znaczy, że jestem zabawny?„. Jeżeli nie przepadacie za kinem gangsterskim to po seansie tego film zmienicie zdanie.

Cape Fear / Przylądek Strachu (1991). Legendarny thriller z De Niro, Nickiem Nolte i Jessicą Lange w rolach głównych to remake filmu o tym samym tytule z 1962 roku. Z więzienia wychodzi Max Cady (W tej roli De Niro), który został skazany na 14 lat więzienia za gwałt. Jego zamiarem jest zemsta na adwokacie, który nie zdołał go obronić przed wyrokiem skazującym. Adwokat Sam Bowden wraz z rodziną będzie musiał stoczyć nierówną walkę z psychopatycznym zwyrodnialcem. To prawdopodobnie jeden z najlepszych remake’ów w dziejach kina (Muszę zrobić kiedyś osobną listę na ten temat). Scorsese wytworzył tutaj bardzo gęsty klimat osaczenia i poczucia niebezpieczeństwa i bezradności. Do końca seansu nie możemy się czuć bezpieczni a częste zwroty akcji sprawiają, że seans pochłania nas całkowicie. Całość kończy WIELKI FINAŁ i ostateczną batalię na lini rodzina Bowdenów – Max Cady.

The Departed / Infiltracja (2006). Film Scorsese z 2006 roku to przykład idealnego kina sensacyjnego. Fabuła skupia się na bostońskiej policji walczącej z przestępczością zorganizowaną. Jesteśmy świadkami rywalizacji pomiędzy dwóją policjantów: Billy’ego Costigana (W tej Roli Leonardo DiCaprio), który rozpracowuje mafię od środka i Colina Sullivana (Matt „Kamienna Twarz” Damon), który jest wtyką mafii w służbach mundurowych. Scorsese udaje się w tym filmie wszystko. Jest brawurowa akcja, napięcie, rozbudowane postacie, dobry scenariusz i genialne kreacje aktorskie. Tym razem swój popis daje Jack Nicholson w roli bossa mafii Franka Costello, dla którego była  to jedna z ostatnich kreacji aktorskich. Generalnie nie jestem fanem kina sensacyjnego, ale ten film stawiam równie wysoko w swoim osobistym rankingu co takie klasyki jak „Dirty Harry” czy też „Gorączka„.

The Shutter Island / Wyspa Tajemnic (2010). Szczerze? Aż dziwi mnie, że nad tytułem tego filmu nie widnieje nazwisko Davida Finchera albo Christophera Nolana. Ten obraz jest totalnie w klimacie tych kolesi. Stary wyga Scorsese udowodnił tutaj jednak, że niczym nie odstępuje od swoich dużo młodszych kolegów po fachu. Mamy rok 1954, na jednej z wysp Zatoki Bostońskiej znajduje się zakład psychiatryczny z którego ucieka jedna z pacjentek. Sprawę ucieczki rozwiązuje dwójka szeryfów federalnych Teddy Daniels (Leonardo DiCaprio) oraz Chuck Aule (Mark Ruffalo). Sprawy się komplikują gdy panujący huragan odcina wyspę od reszty Świata. Okazuje się również, że nie wszystko wydaje się tak oczywiste jakie w rzeczywistości jest. Przyznam się, że lubię tego typu pokręcone filmy, które dają pole do interpretacji. Czy główny bohater zwariował? A może cała reszta oszalała? Było sporo tego typu filmów, ale to „Wyspa Tajemnic” jest najlepszym przykładem tego typu kina. Wytężcie mózgi i zobaczcie ten angażujący thiller z domieszką dramatu.

The Wolf of Wall Street / Wilk z Wolf Street (2013). Z „Wilkiem…” mam nie mały problem. W 2013 roku kiedy film wyszedł do kin wielu recenzentów i fanów bezwarunkowo pokochało ten obraz. Ja również dałem się porwać pozytywnemu hajpowi na nowy hit od Scorsesego, jednak z perspektywy czasu uważam, że ocena tego dzieła jest nieco przesadzona. Co nie zmienia faktu, że to dobry film i było o nim głośno nawet kilka lat po premierze, gdy pierwszy raz puszczano go w TV. „Wilk z Wall Street” to historia nowojorskiego brokera Jordana Belforta, którego rozwiązły tryb życia wzbudza podejrzenia u agentów FBI. Być może Scorsese przesadził z niektórymi scenami, ale to wciąż ciekawa historia. Jednak sporo racji ma Pan Dębski, mówiący, że przez trzy godziny nie zmienia się tu za wiele. To najsłabsza pozycja na mojej liście, nie mniej warta zobaczenia.

The Irishman / Irlandczyk (2019). Zeszłoroczny hit Scorsesego od Netflixa to ponad trzy godzinna epopeja i powrót do starych, dobrych czasów. Scorsese ponownie postawił na długie, gangsterskie kino stawiając na historię Franka Sheerana (W tej roli De Niro), który pracuje dla mafijnego bossa Russella Bufalino (Joe Pesci) oraz szefa związków zawodowych Jimmyego Hoffy (Al Pacino). Film na swój sposób jest innowacyjny, gdyż komputerowo odmłodzeni zostają wszyscy trzej główni bohaterowie. W związku z tym należy sobie zadać za chwilę pytanie – Czy będą pojawiać się jeszcze wielcy aktorzy w filmach? Czy czeka nas oglądanie tych samych historii z tymi samymi odmłodzonymi twarzami? Pytanie to jest tym bardziej ciekawe zwłaszcza, że ostatnie filmy pokazują, że normą staje się zastępowanie zmarłych aktorów (Patrz ostatnie „Gwiezdne Wojny„). Film ten wydaje mi się pewnego rodzaju postawioną kropką i zamknięciem pewnego rozdziału. To prawdopodobnie ostatni wielki film dla wspomnianej trójki aktorskiej. Scorsese co prawda udowadnia, że wciąż można zrobić wielki film w tym temacie, który nie nudzi (Mi te trzy i pół godzinny szybko minęły!), jednak ciężko mi uwierzyć by powstał jeszcze jeden tego typu film, który nie byłby klapą. „Irlandczyk” to po prostu dobrze opowiedziana historia i dobrze przedstawieni bohaterowie. Zobaczcie koniecznie.

Roman Polański – 6 filmów, które trzeba zobaczyć.

Roman-PolanskiRoman Polański to reżyser wybitny. Na planie filmowym to istny człowiek orkiestra. Reżyserował każdy możliwy gatunek filmowy i w każdym spisał się rewelacyjnie. Często również grał główne role w swoich filmach. Mimo skandali związanych z jego osobą trzeba go podziwiać za jego bogatą twórczość. Postanowiłem przedstawić obowiązkową listę filmów tego artysty, które trzeba po prostu zobaczyć.

nóż w wodzieNóż w wodzie (1961). „Nóż w wodzie” to film wyjątkowy z kilku powodów. Po pierwsze to debiut Polańskiego (Nie licząc wcześniejszych krótkometrażowych dzieł reżysera), który pokazał już na starcie, że reżyser z niego nietuzinkowy. Po drugie to jedyny film Polańskiego nakręcony w peerelowskiej Polsce. Fabuła może nie jest zbyt rozbudowana, opowiada historię wyjazdu pary małżonków nad jezioro. Po drodze podwożą młodego chłopaka, który będzie im również towarzyszył podczas rejsu łodzią. Mimo, że wyprawa ma charakter wypoczynkowy to nie jest to obraz stricte sielankowy.Dwójka głównych bohaterów: Andrzej i młody chłopak będą prowadzić przez cały film słowną wojnę pełną zażartych dyskusji. Polański w ciekawy sposób przedstawił tutaj dwie różne, zwalczające się osobowości młodego, głodnego wrażeń i świata chłopaka oraz Andrzeja – osobę starszą, pragmatyczną i mocno stąpająca po ziemi. Film ukazuje piękne mazurskie plenery, natomiast jazzowa muzyka w tle dodaje całości klimatu. Po tym filmie kariera w Polsce Polańskiego była skończona, władzy niestety nie spodobał się apolityczny obraz odwołujący się do innych wartości, niż te uznawane przez PZPR.

repulsionReplusion / Wstręt (1965). „Wstręt” to film zdecydowanie nie dla każdego. Opowiada on historię Carol Ledoux (W tej roli piękna Catherine Deneuve), która mieszka w jednym z londyńskich mieszkań wraz z swoją siostrą. Siostra jednak wyjeżdża na kilka dni wraz ze swoim chłopakiem co skończy się fatalnie w skutkach dla Carol, która odczuwa ogromny wstręt do mężczyzn. Polański w tym filmie w kapitalny sposób przedstawił stan psychiczny głównej bohaterki granej przez wspaniałą Catherine Deneuve. Carol odgradza się niewidzialną ścianą od otaczającej rzeczywistości. Jednak, gdy pozostaje sama w mieszkaniu jej stan znacznie się pogarsza. Miewa liczne halucynacje, stany lękowe oraz poczucie zagrożenia ze strony mężczyzn. Polański w świetny sposób nam to ukazał poprzez takie sceny jak wychodzące ręce mężczyzn ze ścian, które chcą złapać Carol a także sceny ataku w łóżku. Surrealizm tych wizji mocno mnie zachwycił i jednocześnie zszokował. Natomiast gnijące królicze mięso na talerzu jest fajną metaforą tego co się dzieje w głowie Carol. W fatalny sposób odczuje to dozorca kamienicy oraz sympatyczny mężczyzna ubiegający się o względy Carol. Pomimo, że to obraz trudny to naprawdę warto zobaczyć ten film.

the-fearless-vampire-killersThe Fearless Vampire Killers / Nieustraszeni pogromcy wampirów (1967). Roman Polański i komedia? Owszem! „Nieustraszeni pogromcy wampirów” to idealny przykład tego, że Polański poczucie humoru ma, i to dobre. A połączenie komedii z elementami horroru dodaje tylko smaczku. Fabuła wygląda tak samo jak większość historii o wampirach z tamtego okresu. Miejsce akcji to Transylwania, tamtejsze mroczne i zaśnieżone lasy, stary zamek Draculi i wioska zamieszkiwana przez ludzkie „pożywienie” wampirów. W miejscu tym pojawia się Profesor Abronsius wraz ze swoim asystentem Alfredem (w tej roli Roman Polański), którzy są badaczami i pogromcami wampirów. Połączenie horroru o wampirach (wiele scen ma wywoływać ciarki na plecach) z komedią to zabieg, który lubię. Przerysowane postacie (wampir homoseksualista, Profesor Abronsius) a także gagi i sceny parodiujące ówczesne horrory z lat 60 (bal wampirów, pościg na sankach) potrafią rozśmieszyć. Poza tym po raz kolejny mamy do czynienia z świetnie wytworzonym klimatem w filmie Polańskiego. Na duże brawa zasługuje scenografia filmu. Mroczny zamek, zaśnieżone lasy pełne wilków, stara, drewniana gospoda obwieszona czosnkiem stwarzają nastrój grozy. Również na plus jest muzyka w filmie. Dobra pozycja dla każdego znudzonego kolejną komedią Woody’ego Allena.

chinatownChinatown (1974). W czym tkwi sekret wspaniałości tego filmu? Po pierwsze to kapitalny kryminał zawierający ciekawą i intrygująca zagadkę. Prywatny Detektyw Gittes (w tej roli Jack Nicholson) podczas swojej rutynowej pracy udowadniania zdrad małżeńskich natrafia na „wielką sprawę” trapiącą Los Angeles. Będzie musiał zmierzyć się z chciwością i pożądaniem władzy przez brutalne elity regionu. Więcej nie powiem, by nie psuć zabawy tym, którzy filmu jeszcze nie widzieli. Po drugie „Chinatown” to film zapadający w pamięć. Wiele scen jest w taki sposób skonstruowanych, że pozostają w naszej głowie na bardzo długo. Czarno-biały obraz również robi swoje. Ten film to kolejna jedna wielka metafora życia. Chińska dzielnica, która rządzi się swoimi własnymi prawami w idealny sposób pokazuje jak wygląda cała reszta społeczeństwa. Pomimo, że żyjemy w demokratycznym państwie prawa to i tak nie wielu decyduje o losach tak wielu. W „Chinatown” Polański wskazuje nam tylko drogę, resztę dopowiadamy sobie sami. Poza tym genialna kreacja Jacka Nicholsona, który jak nikt inny świetnie wkomponował się w podstarzałego prywatnego detektywa opowiadającego w przerwie na lunch suchary swoim współpracownikom. Na zachętę dodam, że wstyd nie znać tego filmu Polańskiego.

TenantThe Tenant / Lokator (1976). Lokator na pierwszy rzut oka to film bardzo podobny do „Wstrętu” z 1965 roku. Również mamy ukazaną historię postaci niepotrafiącej się odnaleźć w nowej sytuacji, która dramatycznie kończy. Z kilkoma jednak ważnymi różnicami. Po pierwsze w roli głównej mamy Romana Polańskiego, który gra Trelkowskiego. Po drugie film kręcony był w Paryżu. Jednak po raz kolejny Polański stosuje schematy wykorzystane we wspomnianym wcześniej „Wstręcie” i „Dziecku Rosemary”. Mianowicie duszne, mieszkaniowe miejsca akcji, narastające uczucie przytłoczenia przez otoczenie, schizofreniczne postawy głównych bohaterów. Trzeba przyznać, że w te klocki Roman Polański jest dobry. Sprawdza się jako reżyser horrorów i thrillerów psychologicznych. Umiejętnie kreuje postacie, które mają problemy z przystosowaniem się a także świetnie sobie radzi z wytworzeniem klaustrofobicznej atmosfery. Poza tym w Lokatorze mamy do czynienia z tzw „pętlą czasową” w której funkcjonuje cały świat przedstawiony. Film ten mocno mnie wciągnął i zaskoczył końcówką. Roman Polański wykazał się talentem aktorskim grając główną role polskiego imigranta szukającego mieszkania w Paryżu. Natomiast scena w której podwójnie próbuje popełnić samobójstwo skacząc przez okno mocno zapada w pamięci.

the pianistaThe Pianist / Pianista (2002). Wielu mówi, że Pianista to najlepszy film Polańskiego. Dla mnie osobiście lepsze są filmy Polańskiego z lat ’60 i ’70 (jego kulminacyjny okres twórczości) natomiast Pianista to powrót do formy po latach ’80 i ’90, które były zdecydowanie słabsze. Sam reżyser mówi, że do tego filmu przygotowywał się od dawna. „Pianista” to z pewnością film ważny, opowiadający historię Władysława Szpilmana nękanego przez hitlerowskich zbrodniarzy.Miejsce i czas akcji to Warszawa w okresie II Wojny Światowej. Z pewnością film świetnie zrealizowany, dobrze opowiedziany i poruszający. Polański w młodości był świadkiem wielu scen znęcania się nad żydami co pomogło nabrać autentyczności „Pianiście”. Poza tym możemy zobaczyć zdumiewające obraz zniszczonej Warszawy a także obraz warszawskiego getta. Oscary jakie film ten zdobył z całkowitą pewnością są zasłużone, zwłaszcza dla Adriena Brody’ego za rolę Szpilmana. Jednak nie chcę pisać samych banałów na temat tego filmu. Zrobienie naprawdę dobrego filmu o wojnie to nie jest łatwa sprawa. By był to obraz przedstawiający dramat wojny, jego totalną surrealistyczną postać i prawdziwe przeżycia jej uczestników trzeba włożyć w to wiele serca. Łatwo popaść w banał pokazując samą, nieprzemyślaną przemoc lub nadmiernie epatować patosem. Polańskiemu ta sztuka się udała.

4 stycznia będziecie mieli okazję obejrzeć na antenie Canal Plus dokument: „Roman Polański: Moje Życie”. Myślę, że warto zapoznać się bliżej z tym nieszablonowym artystą.