3 oldschoolowe horrory z lat 80, które warto zobaczyć

Trochę spóźniony halloweenowy wpis dla wszystkich kinomaniaków, którzy z nostalgią zerkają na produkcje klasy B a nawet C z lat 80. Zaznaczam, że nie będzie tutaj żadnych ikonicznych tytułów, tylko te mniej znane, które warto poznać!

Mieszkaniec podziemi / Cellar Dweller (1988, reż. John Carl Buechler). Na początek polecam film, którego szukałem od paru dobrych lat. Widziałem go w dzieciństwie, zapamiętałem zalążek fabuły i jedną scenę urwania głowy. Jednak te informacje były nie wystarczające bym sam znalazł film w internecie, ani też by na specjalistycznych forach ktokolwiek wskazał tytuł. Film w końcu znalazłem parę dni temu dzięki serialowi dokumentalnemu o horrorze z lat 80 pt. „Krwawa Dekada„. Film opowiada historię twórcy komiksów Clina Childressa (W tej roli Jeffrey Combs znany m.in. z „Re-Animatora„), który przy tworzeniu swojego najnowszego dzieła „Mieszkańca podziemi” korzysta z tajemniczej księgi. W efekcie, wszystkie wizje z komiksu spełniają się w rzeczywistości co przywołuje na świat kudłatego demona i doprowadza do pożaru, w którym ginie Childress. 30 lat później w tym samym budynku, w którym mieści się teraz pewnego rodzaju Akademii Sztuki pojawia się młoda fanka twórczości Childressa – Whitney Taylor (W tej roli Debrah Farentino). Postanawia ona reaktywować niedokończone dzieło swojego idola, co ponownie przywoła na świat straszliwe monstrum. „Cellar Dweller” to typowy horror klasy b z późnych lat 80. Niskibudżet jest widoczny pod każdym względem, jednak Buechlerowi udaje się stworzyć udany i interesujący film. Atutem na pewno jest samo monstrum, które jak na niskie środki finansowe wygląda przekonywująco. W dodatku sama historia jest ciekawa i generalnie wszystko w tym filmie się klei, co jest zasługą dobrego scenariusza. Sam film jest krótki (to tylko 77 minut) przez co ogląda się go sprawnie. Ocena 6/10.

Dom Pani Slater / The House on Sorority Row (1983, reż. Mark Rosman). Grupa młodych dziewczyn planuje zorganizowanie hucznej imprezy na koniec roku szkolnego. Jest tylko jedna przeszkoda – starsza pani Dorothy Slater (W tej roli Lois Kelso Hunt). Dziewczyny planują postawić na swoim i zrobić staruszce żart, jednak nie wszystko układa się jak należy a staruszka przypadkowo ginie. Do imprezy dochodzi, jednak dziewczyny mają podwójny problem. Pierwszy z nich to fakt morderstwa i próba zatuszowania go. Drugi, to tajemnicza postać, która widziała zajście i postanawia zabić uczestniczki tego nieszczęśliwego żartu… „Dom Pani Slater” to typowy slasher z lat 80, który stawia przede wszystkim na dwie rzeczy: ładne dziewczyny i krew. A tego tutaj nie brakuje. W końcu mamy grupkę młodych dziewczyn oraz tajemniczego seryjnego mordercę, który w różnoraki sposób będzie mordował ów damski narybek. Pomimo tej sztampowej formy sam film potrafi zaangażować i zaciekawić, fabuła jest prowadzona sprawnie a sam film nie przynudza. Film doczekał się remake’u w postaci „Ty Będziesz Następna„. Ocena: 7/10.

Demony / Demoni (1985, reż. Lamberto Bava). Jeżeli piszesz o horrorze z lat 80 to nie możesz nie wspomnieć o włoskim kinie z tego okresu. To jeden z grzechów ciężkich wszelakich recenzentów zapominających, że dobre kino powstaje także poza Stanami. Zwłaszcza, u nas w Europie. Włosi szczególnie wyspecjalizowali się w kinie gatunkowym, wystarczy wspomnieć spaghetti westerny. Horror to ich kolejne wyśmienite danie w kinowym menu. Lucio Fulci, Dario Argento, Umberto Lenzi i Lamberto Bava to czołowi reprezentanci gatunku. Dziś rzucimy okiem na dzieło ostatniego z nich. „Demony” to mordercza jazda bez trzymanki. Fabuła nie jest skomplikowana, gdyż pokazuje nam grupkę ludzi, którzy trafiają do sali kinowej. Podczas seansu filmowego dochodzi do pewnego rodzaju uwolnienia demonów, które zaczynają polować na ludzi. Film ma świetny klimat, sceny gore są kapitalne a akcja filmu jest intensywna. W filmie znajdziemy sporo kiczu, łącząc do tego mordercze demony mam jawną inspirację Samem Raimim i jego „Martwym Złem”. Film doczekał się aż dwóch kontynuacji. Ocena: 6/10.

Is it me you’re looking for Panie władzo?

1985rasmentalism-700x352Trzeci oficjalny longplay lubelskiej grupy Rasmentalism to zbiór opowieści i obserwacji współczesnego 30 latka mieszkającego w dużym mieście. Historie te są doskonalone znane ludziom z mojego rocznika (również lata 80, piątka!). Chyba każdy z nas ma znajomych, żyjących jak nastolatkowie. Imprezy, snapy, szpany, new balansy, brak własnej kasy i tego typu klimaty. Oczywiście wszystko odpowiednio zareklamowane w social media, przecież obecnie każdy jest fejsbukowym PR-owcem własnego życia.

Od dawna chciałem o tym wspomnieć. Przeglądanie fejsbukowego walla wzbudza we mnie wiele skrajnych emocji. Niestety nie prowadzę już na blogu kącika tematycznego „Paweuu o…”. Dlatego cieszę się niezmiernie, że pojawia się taka okazja przy recenzji albumu „1985„. Przybijam chłopakom piątkę w tym temacie, jednak nie dramatyzowałbym aż tak mocno. Gdyż po przesłuchaniu tego materiału można mieć wrażenie, że faktycznie jest bardzo źle. Przykład? Zwrotka z „Jak z nut„, gdzie Ras rzuca „Chłopaki mówią jest, co ruchać, ale nie ma z kim wyjść. To zabawne, bo dziewczyny mówią dokładnie to samo” lub fragment z „1985„, gdzie pada fatalistyczne stwierdzenie: „Ludzie na przystankach tacy smutni / Jadą sobie naciułać na trumny”.

rasmentalismOgólnie na albumie znajdziemy sporo krytycznych uwag na temat współczesnej internetowej młodzieży. Idealnie to oddaje ta zwrotka: „Tym dziewczynom imponują kurwy / Małolaci przy nich inicjują burdy / Ich rodzice wychowują durni„. Ten Typ Mes dolewa oliwy do ognia w utworze „Ale zdejmij buty” dorzucając – „Ty płaczesz, że mało lajków i coś nie gra? / Bitch, żegnam”. Pięknie problem ilustruje „Jeszcze jeden kieliszek”, gdzie Ras opisuje współczesną imprezę. „Tu blogger, model, raper – jeden chuj” – genialne! Dostaje się także współczesnym raperom – „Mam dość tego, jak muzyka jest pozbawiana treści / Wkurwiają mnie raperzy, którzy brzmią jak Brian Tracy”. Poza tym na płycie jest sporo innych problemów współczesnego 20-paru-latka

Przejdźmy jednak do muzyki. Za tą stronę jest odpowiedzialny producent Ment XXL, który wykonał swoją robotę doskonale. Płyty słucha się dobrze, przyjemnie i lekko. Pomimo, że teksty są dość poważne i mogą wprowadzać w negatywny nastrój to muzyka działa zupełnie odwrotnie. W ten oto sposób dostajemy album, który pomimo, że porusza ważne problemy to słucha się całkiem przyjemnie. Zdecydowanie polecam! Ocena: 7/10.

Medium

Kto powiedział, że w Polsce nie można nakręcić dobrego filmu?

Ostatnim czasem jesteśmy świadkami typowo polskiej żenady. Producent filmowy posądza recenzenta filmowego o to, że ten namawia do bojkotu jego nowo wypuszczony do kin film. Dodatkowo spoglądając na ostatnie polskie produkcje nóż sam otwiera się w kieszeni. Oczywiście są wyjątki, ale większość filmów to bezmyślna zrzynka z zachodnich produkcji osadzona w polskie realia. Producenci i reżyserzy chcą na siłę dać rozrywkę nowo wytworzonej klasie średniej słuchającej Adele i spędzającej większość wolnego czasu w galeriach handlowych.

Dlatego radość po obejrzeniu polskiego, dobrego filmu jest podwójna. A jak to jest film grozy (mój ulubiony gatunek) to radość jest nawet potrójna. Tak było z filmem Medium z 1985 roku. Film zapomniany, gdzieś sprzątnięty pod dywany, ale jak najbardziej godny odkurzenia.

Mamy Lata 30 XX wieku, Sopot a właściwie Zoppot (Hitler dochodzi do władzy). W mieście zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Pewna nauczycielka nagle opuszcza klasę i udaje się do muzeum by stamtąd ukraść drogocenną suknie. W tym samym mężczyzna z Warszawy pod wpływem dziwnego transu wsiada w pociąg i wyrusza do Sopotu, inny mężczyzna z Berlina także znajduje się w tym mieście, natomiast komisarz policji codziennie rano budzi się na plaży. Wyżej wspomniana czwórka bohaterów jeszcze nie wie, że jest pod wpływem bardzo silnego medium, które pragnie odtworzyć za ich pomocą scenę, która wydarzyła się kilkadziesiąt lat temu.

Dzieło Jacka Koprowicza w wielu kręgach uważane jest za najlepszy polski horror. I trudno z tą teza się nie zgodzić, gdyż wszystkie elementy tego obrazu tworzą niesamowity nastrój. Mamy ciekawą fabułę, nastrojową muzykę, klimat lat 30 oraz rewelacyjną grę aktorską (Michał Bajor!, Jerzy Sthur, Grażyna Szapołowska). Groza tutaj nie skupia się na gore, które mamy w postaci dwóch sieknięć siekierą. Cały niepokój związany jest z wszędobylskim złem, które czai się za każdym rogiem ulic Sopotu oraz tą zapadającą w pamięć muzyką. „Medium” to chyba najlepszy film o tematyce okultystycznej jaki widziałem. Szkoda, że na naszym podwórku równie dobry film trafia się raz na 10-15 lat. Polecam każdemu fanowi horrorów znudzonych kolejnymi amerykańskimi remake’ami i japońskimi slasherami oraz każdemu wielbicielowi talentu Davida Lyncha. Ocena: 9/10.