
23 maja 2010 odbyła się emisja ostatniego odcinka legendarnego serialu „Zagubieni„. Pomimo tego, że w czasach licealnych byłem wielbicielem tej serii to nigdy, nie zobaczyłem tego serialu do końca. Po 15 latach od zakończenia serialu stworzonego przez trio: Jeffrey Leber, J.J. Abrams oraz Damon Lindelof w końcu udało mi się zobaczyć całość. Oto moje spostrzeżenia na temat tej amerykańskiej produkcji.
Zacznijmy na początek od paru słów o fabule w przypadku, gdyby ktoś jakimś cudem nie widział nigdy tego serialu, albo przynajmniej nie słyszał nigdy o nim (Jest to w ogóle możliwe?). Na środku Pacyfiku, na bezludnej wyspie rozbija się samolot linii Oceanic. Spora grupa ocalałych rozbitków, próbuje wrócić do cywilizacji, co nie jest jednak takie proste. Okazuje się, że pomoc nie przybywa a na samej wyspie dzieją się dziwne i niewytłumaczalne rzeczy… Tyle na początek, nie chcę spoilerować na początku. Aczkolwiek ostrzegam, że dalej mogą pojawić się spoilery.
Zacznę od tego, że pomimo tego, że od premiery serialu upływa ponad 20 lat to jest to wciąż interesująca pozycja serialowa. Pierwsze dwa-trzy sezony trzymają na prawdę wybitnie wysoki poziom. Mamy tutaj przecież niesamowicie interesującą historię z tajemniczą wyspą w tle. Historie postaci pokazane są na dwóch płaszczyznach, historii z wyspy oraz przebłysków z retrospekcjami ukazującymi losy bohaterów przed katastrofą (To akurat z czasem się zmieni). I czasami te przebłyski były bardziej poruszające i wstrząsające jak akcja z głównej historii. Zwłaszcza losy Johna Locka i kulisy jego inwalidztwa.

Mocnym atutem serialu są świetnie napisane postacie. Głównymi bohaterami „Zagubionych” są: chirurg Jack Shephard (w tej roli Matthew Fox), uciekająca przed prawem Kate Osten (Lilly Evangeline), poszukujący zemsty drobny rzezimieszek Sawyer (Josh Holloway), uzdrowiony na wyspie John Locke (Terry O’Quinn), koreańskie małżeństwo Kwon (Daniel Dae Kim oraz Yunjin Kim), będąca w ciąży Claire (Emilie De Ravin), były rockman Charlie (Dominic Monaghan), były afganistański żołnierz Sayid (Naveen Andrews) oraz prześladowany przez fatum Hugo (Jorge Garcia). Z czasem oczywiście dojdzie jeszcze wiele innych ciekawych postaci, których historie do pewnego momentu był ciekawe i wciągające.
Wyspa = Zagadka, to w zasadzie spoiwo całego serialu. Pytania bez odpowiedzi, dziwne miejsca, sytuacje, wizje, wydarzenia, w końcu pojawienie się „TAMTYCH”, czyli niezbyt przyjaznych lokalsów, dziwne stacje badawcze projektu DHARMA, przedziwny „potwór” mordujący bohaterów. To wszystko przykuwało nas do ekranów. Nie inaczej było tym razem. Pomimo tego, że wiele pamiętałem z wydarzeń a nawet samych dialogów to serial oglądało mi się wybornie. Byłem wciągnięty w tą historię, jak w latach 2005-2008. Aż do czasu…
No właśnie z czasem przypomniało mi się, a w zasadzie uzmysłowiłem sobie dlaczego porzuciłem seans tego serialu. Jak pewnie wiecie, sukces oglądalności „Zagubionych” źle wpłynął na sam serial. Twórcy nie chcąc zażynać kury znoszącej złotej jaja, wpadali na coraz dziwniejsze i głupsze rozwiązania fabularne. Gdy serial wszedł w fazę podróży w czasie, stał się zbyt przekombinowany. Wątki postaci, które były budowane przez kilkadziesiąt odcinków zostawały nagle ucinane uśmierceniem bohaterów. Poza tym niezwykle irytujące i nieznośne był te wszylkie zbiegi okoliczności, mówiące o tym, że bohaterowie już się kiedyś spotkali. Trafiasz do szpitala? Masz pewność, że będzie cię leczył Jack. Otwierasz auto? Przypadkiem możesz walnąć drzwiami w Sawyera. Gość grający na gitarze na ulicy? To zawsze będzie Charlie lub ewentualnie jego brat. Jest tego cała masa, która po prostu staje się parodią…
W ogóle cały ostatni sezon jest mocno kontrowersyjny i naciągany. Twórcy nagle porzucają wątek podróży w czasie i otrzymujemy jakąś mityczną bitwę pomiędzy ludźmi Jacoba a jego nieśmiertelnym bratem. Nagle się okazuje, że niektóre sytuacje, które miały miejsce wcześniej i miały być znaczące stają się zupełnie bezsensowne. Ponownie urywane są wątki, które budowały napięcie w poprzednich sezonach. Można nieco porównać to do sytuacji „Gry o Tron„. Aczkolwiek tamte zakończenie serialu do tej pory zajmuje pierwsze miejsce na niechlubnej liście najbardziej spierdolonych zakończeń serialowych. Końcówkę „Lostów” można jeszcze przełknąć i przymknąć oko na niektóre sprawy, ale co nie zmienia faktu, że prawdziwy potencjał tej produkcji został całkowicie zaprzepaszczony…
Podsumowując, „Lost” to serial ważny, który odbiło swoje piętno na produkcjach telewizyjnych. Jego śladami ruszyło przecież wiele innych podobnych produkcji jak chociażby „Heroes„, „Jerycho„, „Prison Break„, „Stamtąd” i wiele innych. Pomimo upływu lat wciąż ogląda się go dobrze. Co prawda efekty specjalne mocno się zestarzały, ale dobrze napisane postacie i początek historii potrafi nas wciągnąć na wiele godzin seansu. Niestety zakończenie serialu wciąż pozostaje słabe i udowadnia, że czasami, niedopowiedzenia są lepsze, niż wyjaśnienie tajemnicy.


