Batman

Kto z was w dzieciństwie nie chciał być super bohaterem i walczyć ze złem w tajemniczym przebraniu, za pomocą niesamowitych przyrządów? Bohaterem mojego dzieciństwa bez wątpienia był człowiek nietoperz, który walczył ze przestępczością w mieście Gotham City. Komiksy z batmanem, które przeczytałem można policzyć na palcach jednej ręki, ale dzięki serialom animowanym i filmom z batmanem w roli głównej zapragnąłem zostać superbohaterem na wzór batmana. Oczywiście nie zrealizowałem swojego marzenia z dzieciństwa, ale fanem filmów z netoperkiem pozostałem. Oto recenzje filmów z moim ulubieńcem:

Batman (1989) – Nie jest to pierwszy film z Batmanem, ale od niego zaczęła się seria filmów. Reżyserem był Tim Burton. I jest to jeden z głównych powodów dla których warto zobaczyć ten film. Pan Burton jest jednym z moich ulubionych twórców filmowych. Stworzył on wiele świetnych produkcji, z czego w prawie połowie brał udział świetny Johnny Deep. Gnijąca Panna Młoda, Jeździec bez głowy, Sok z żuka, Charlie i Fabryka Czekolady. I wiele, wiele innych filmów. Mają one swój bajkowy, mroczny klimat. I również w pierwszej części Batmana czuć było Tima Burtona i jego świetne pomysły. Następny powód? Obsada! Jack Nicholson jako Joker! Można godzinami debatować, kto zagrał lepiej tą postać? Ledger czy słynny odtwórca głównej roli takich filmów jak Lśnienie czy też Lot nad kukułczym gniazdem. W roli batmana mamy Michaela Keatona, ale jakoś bez większych wzlotów. Pojawia się również Kim Basinger. Towarzystwo jest zatem doborowe.

Słówko o fabule. Bogacz Bruce Wayne prześladowany przez wspomnienie morderstwa swoich rodziców postanawia walczyć z przestępczością za pomocą stroju nietoperza i kilku gadżetów. W tym czasie w mieście Gotham City dzieje się źle. Wszech obecna korupcja, w policji również oraz liczne przestępstwa powodują, że w mieście pojawia się Joker. Niegdyś mafiozo Jack Napier jednak po tym jak wpadł do zbiornika pełnego chemikaliów pragnie zemsty w tym na batmanie.

Efekty jak na rok upadku komunizmy w Polsce są bardzo dobre. Nieznacznie się zestarzały. Sam Batman wygląda może zbyt statycznie, tak bardziej komiksowo, ale jest to do zniesienia gdyż w ciągu dwóch godzin Tim Burton zapewni nam dużo świetnej zabawy przy oglądaniu tego filmu. Ocena: 8/10

Batman Returns/Powrót Batmana (1992). Kontynuacja pierwszej części Batmana. W Gotham City pojawia się człowiek pingwin, który wychował się w kanałach. Zachłanny biznesmen i przestępca Max Shreck (nie ten zielony Shrek ani to miejsce najkrótszych randez-vous) usiłuje zrobić z niego burmistrza miasta by przeforsować swój plan budowy elektrowni w mieście. By to zrobić człowiek pingwin wykorzystuje swoich ludzi by zastraszyć mieszkańców i jednocześnie osłabić batmana oraz burmistrza miasta. Pomaga mu w tym Kobieta Kot, która wcześniej usiłuje zemścić się na mężczyznach a przede wszystkim na swoim szefie Shrecku.

Druga część przygód Batmana również została wyreżyserowana przez Tima Burtona i również zagrali w niej świetni aktorzy. Tym razem Danny DeVito idealnie odegrał człowieka Pingwina, który mimo, że był postacią negatywną to wzbudza litość u widza. Świetnie pokazała nam przemianę Seliny Kyle w kobietę kota Michelle Pfeiffer. Natomiast Christopher Walken wcielił się w postać Maxa Shrecka. W roli Batmana wciąż Michael Keaton, który wypadł lepiej niż w wcześniejszej wersji. Zarówno jak w pierwszej części film zachwyca od początku mrocznym, baśniowym klimatem Tima Burtona. Idealnie dopasowane scenerie, kadry zachwycają oko. Muzyka natomiast skomponowana przez pana Elfmana zachwyca ucho. Akcja toczy się podczas świąt Bożego Narodzenia, miesiąc grudzień, lód, śnieg, ciemne wieczory, świecące choinki, lodowate rzeczki w parku, pływająca wielka żółta kaczka. Jeszcze nie poczułem się zawiedziony przez tego reżysera. Polecam każdemu. Nawet nie lubiąc Batmana warto zobaczyć. Ocena: 8/10.

Batman Forever (1995). Tym razem Tim Burton wyłącznie w roli producenta tylko. Reżyserią zajął się Jole Schumacher. I kurcze zestarzał się ten film. Kiedyś wydawał się lepszy, teraz na spokojnie mogę powiedzieć, że przekombinowany. Brakuje klimatu Burtona, mamy co prawda gwiazdorską obsadę, ale to nie wystarczy by zakryć wszystkie braki. Val Kilmer trochę mniej denerwuje jako batman, ale generalnie troszkę ciężko zaspokoić moją potrzebę dobrego odegrania człowieka nietoperza. Dla mnie Bruce Wayne/Batman to superstar i ciężko mi wskazać aktora który by dobrze zagrał tę postać i zaspokoił moją potrzebę spełnienia przed ekranem. Nicole Kidman zbłaźniła się, powiedziałbym to samo o panu Carrey’u, ale on właśnie w tamtym czasie miał same takie zwariowane role także pod tym względem nie zawiódł. Wydurniał się na swoim, niedoścignionym poziomie. Poza tym to był jego czas chwały a komedie z tamtego okresu można fajnie obejrzeć z kimś najbliższym. Najbardziej zawiodło mnie przedstawienie postaci Two Face’a, którego gra Tommy Lee Jones. Zupełnie nie przekonuje mnie historyjka z kwasem, jakoś za dużo w tym nonsensu, za dużo.

W tej części Batman ugania się jednocześnie za człowiekiem zagadką oraz byłym prokuratorem Gotham Dentem, który stał się nijakim Two Face. Motywy ich postępowania są z lekksza absurdalne, także nie spodziewajcie się fajnego psychologicznego portretu złoczyńcy. O ile człowiek zagadka jest opętany manią na temat swojego chlebodawcy Bruce’a Wayne’a to Two Face po prostu stał się zły bo oberwał kwasem po mordzie. Pojawia się postać Robina, który chce pomścić śmierć rodziny cyrkowców. Momentami film był fajny, momentami męczyłem się. Ocena: 5/10

Batman & Robin (1997). W miasta szaleje Mr. Freeze, który załamany nieuleczalną chorobą żony próbuje zamrozić miasto Gotham. Pomaga mu w tym przebiegła Pamela Isley, która jako Trujący bluszcz chce zagłady ludzkości by górą była nowa forma roślin. Jedynie Batman przy pomocy Robina może uratować miasto przed szaleńczym duetem. Fabuła jak widać dość kimiksowa i tylko tym można wytłumaczyć beznadziejność tego filmu.

Podejrzewam, że najgorsza część batmana jaka się ukazała. Niemiłosiernie się męczyłem oglądając ten dwóch godzinny koszmar zatytułowany Batman & Robin. Zacznijmy od tego, że nie lubię Robina, dla mnie Batman zawsze był samotnie walczącym bohaterem a jedyna pomoc na jaką mógł liczyć to Alfred, którego chyba próbowano uśmiercić w tej części. Dobrze, że tego nie zrobili. A w tej części nie dość, że ejst Robin, którego jakoś przełknąłem to pojawia się batwomen. Nie jest to oczywiści wymysł filmowców, Ci bohaterowie byli pokazani już wcześniej w komiksach, ale dla mnie Nietoperz musi walczyć sam.

Kiczowato ten film wygląda, strasznie się zestarzał. Oglądając go przypomniał mi się taki paskudny serial puszczany na Polsacie pt Power Rangers. Nasza trójka nietoperzy wyglądali właśnie jak te kolorowe ludki w kaskach. Uma Thurman fatalnie, obecny gubernator  Kalifornii irytował, za dużo już było tych jego hasełek, Goeorge Clooney jako bożyszcz Wayne Bruce OK ale jako Batman… no proszę. Alicia Silverstone jako Batgirl w porządku, ale i tak wszystko mizernie wyglądało. Jak brzmi stare piłkarskie porzekadło „Nazwiska nie grają”. Ocena: 3/10

Batman Begins/Batman Początek (2005). Na fali braków pomysłów na nowe filmy wrócono również do pomysłu Batmana by go odświeżyć i dodać do tytułu magiczne, wiele razy powtarzane słowo „Początek”. Także w tej części zobaczymy jak To mały Bruce przestraszył się nietoperzy, zobaczył śmierć swoich rodziców a także nauczył się tych wszystkich sztuk walki oraz nadał początek człowiekowi nietoperzowi. A w mieście Gotham dobrze się nie dzieje jak zwykle. Korupcja, handel prochami, mafia trzyma władze. Jednak pojawia się nasz bohater, który nie tylko musi wyczyścić miasto z przestępczości ale uratować je przed Ra’s Al Ghul i jego ninja, którzy chcą zniszczyć miasto za pomocą strachu.

Nie jest to kontynuacja Batmana i Robina oraz pozostałych części Tima Burtona i Jole’a Schumachera. Christopher Nolan raczej od tej części rozpoczął własną serię filmów z nietoperzem. Na pewno na plus można odnotować, że porzucono komiksową specyfikę fabularną i wszystko wydaje się bardzie uzasadnione, bardziej realne. Taki Scarecrow to nie jakiś strach na wróble tylko koleś z workiem na głowie pryskający gazem strachu. Historia jest wiarygodna i mimo, że momentami zastanawiamy się WTF? to jest to firm na poziomie, który nie męczy a momentami nas zainteresuje. Jest grupa mankoltentów dla których to najgorsza część Batmana, ale dla mnie te odświeżenie było fajnym pomysłem. Zwłaszcza, że dało to ujście kolejnej część o której dalej. Ocena: 6/10

The Dark Knight/Mroczny Rycerz (2008). Najnowsza i zarazem ostatnia produkcja z walecznym nietoperzem. Reżyserią zajął się Christopher Nolan. I co by powiedzieć o tym filmie by nie przesadzić? Jest świetny to się zgadza. Bardzo dobry, dynamiczny, pełny akcji i napięcia obraz z takimi gwiazdami w rolach głównych jak: Heath Ledger, Gary Oldman, Morgan Freeman, Aaron Eckhart czy też Christian Bale jako Batman. Najbardziej spodobała mi się dwójka Ledger i Oldman. O ile Joker i Ledger to już klasyka, świetna rola plus przedwczesna śmierć aktora mają swój efekt to Oldman troszkę w cieniu. Niezasłużenie. Koleś świetnie pokazał się jako porucznik Gordon. Jedna z lepszych ról w filmie. Jeżeli chodzi o warstwę techniczną to wszystko idealnie. Przez 152 minuty nie czuć upływającego szybko czasu, świetnie się bawiłem oglądając ten film. Zwłaszcza scenę w której Joker napada na policyjna eskortę. Efekty specjalne mocnym plusem filmu. Sam Batman jest mocno dynamiczny, taki jak bym tego oczekiwał. By to uwydatnić porusza się on często na swoim motocyklu.

Scenariusz też jest ciekawie rozpisany. Podoba mi się to jak został pokazany Joker i sam Hervey Dent i jego przemiana w Two Face. Wątek ten został pominięty w wersjach Burtona, jednak The Dark Knight nadrabia te zaległości. Fabuła może nie różni się zbyt wiele od wcześniejszych wersji bo mamy miasto Gotham City, w którym dzieje się po prostu źle. Nowy Prokurator Hervey Dent ma temu zaradzić. Pojawia się jednak nieprzewidywalny Joker, miasto musi liczyć na pomoc Batmana. I jak się okaże dobro i miłość nie zawsze wygrywa. Sam film mi się mocno podoba i jeżeli nie macie co robić wieczorem to polecam. Ocena:8/10.

The National – Alligator

Alligator-NationalX_The_480Pewnego ulewnego i pochmurnego wieczoru Marzena i Andrzej siedzieli w pokoju oglądając M jak Miłość. Gdy akcja serialu przybierała na tempie Marzena wyłącza telewizor argumentując to potrzebą nauki do zbliżającej się sesji. Znużony Andrzej rozpoczyna konwersacje.

Marzenko pamiętasz taki zajebisty film z lat 80? O takim ogromnym krokodylu, który zjadł limuzynę i jeszcze inne rzeczy jadł.

-Aligator?

-O dokładnie to! Muszę poszukać go na jakimś emulu.

Mi bardziej słowo Aligator kojarzy się z niedawną płytą The National. Z resztą chyba najlepszą ich płytą.

-Wiesz co, słuchałem ostatnio tej płyty nawet. Powiem ci, że całkiem dobra. Nie jest to mistrzostwo, ale daje radę. Jakiś porządny poziom z pewnością ta płyta prezentuje. A słuchałem jej, bo wiesz odrabiam lekcje zadane przez profesora Rojka.

Ja bym tak się nie zachwycała Andrzej. Moim zdaniem momentami powiewa nudą na tej płycie. Poza tym drażnią mnie już zespoły, które chcą grać jak mój ukochany Interpol! Paul na pewno jest wkurzony, że go wszyscy chcą imitować.

-Paul raczej nie zastanawia się nad tym. Jeśli nawet tak to moim zdaniem powinien być zadowolony. Jednak nie przesadzałbym z porównaniem do Interpolu. Mi momentami przypominają Wolf Parade, chodź nie do końca. Alligator to mimo wszystko spokojna płyta. Taki „Daughters Of The Soho Riots” to sielanka a la National.

Mi bardziej chodziło o barwę głosu Matta Berningera

-A wiesz co się mówi o Banksie?

to co innego! Pozatym ta sielanka o której mówisz to nie przez cały czas. Abel to energiczny utwór, ale mnie nie przekonywuje.

Najbardziej w tym utworze podoba mi się końcowy motyw z wrzaskami. Nie mówiłem Ci jeszcze tego, ale ja na poważnie wybieram się do Mysłowic. Mam  nadzieję, że pojedziesz ze mną.

W tamtym roku było zajebiście. Była Menomena i Caribou. Moje ulubione zespoły.

-Zawsze ceniłem Ciebie za twój wyrafinowany gust muzyczny. Co robimy w tym roku?

-Wiesz co… Jak już mówiłam National jest dla mnie wtórny a to jedyny zespół, który znam z tego rocznego line-upu. Chyba sobie odpuszczę. Myślałam raczej o innym festiwalu. Będą porządne, znane zespoły.

-Na przykład?

-Kings of Leon! Wiesz jak ich uwielbiam! Na MTV2 puszczają teraz ich nowy teledysk. I tam jest taka scena, gdzie żarówka pęka. Rozumiesz? Ta żarówka już potem nie istnieje. Oni są genialni.

– Nie wiem czy National robi także takie teledyski z wybuchami, ale mi bardziej chodzi o doznania muzyczne niż o ściskanie się z tysiącami indie dzieciaków.

-Ojj jak zwykle marudzisz. Chodź będzie super!

-Nigdy też nie potrafiłem Ci odmówić… ale jak będzie za rok w Mysłowicach Death Cab for Cutie to jedziemy!

Ocena: 7/10

Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach – 8 Piętro

8pietroPewien mój znajomy zapytany przeze mnie czym tak na prawdę jest prawdziwa muzyka odpowiedział mi zadając pytanie czy wiem co to podwójna stopa. Odpowiedziałem, że wiem, ale co to ma do znaczenia? Dla niego utwór bez podwójnej stopy to nie muzyka.

Dla mnie niekoniecznie. Taki Kombajn Do zbierania Ku Po Wioskach nie ma w sobie nic z „podwójnej stopy” a jest to muzyka pełna gębą. Muzyka najlepsza. Muzyka plądrująca moje uczucia. Pomijając dokonania takich grup jak Lenny Valentino, Myslovitz czy Cool Kids of Death można stwierdzić, że wydali oni najlepszą płytę tego dziesięciolecia (w tym kraju). Płyta oczywiście bez pomocy mediów w niszowych kręgach zyskała status kultowej wręcz. W moim osobistym rankingu ścisła czołówka. Walcząca gdzieś tam z dokonaniami Radiohead czy Arcade Fire.  I nie zmienia się to odkąd usłyszałem tą muzykę wracając samochodem z Rybnika do Mikołowa.

Dla mnie ta płyta to jakieś pierdolone sacrum, Alfa i Omega polskiej muzyki rockowej. Zdaję sobie sprawę, że wielu narzeka, że to nazwa długa i mało zrozumiała, teksty jakieś zbyt wymyślne. Jednak takie argumenty nie przeszkadzają w ubóstwianiu Trail of Dead czy też liryki tworzonej przez Thoma Yorke’a. Czemu polskie nawiązanie miałoby być gorsze? I nie jest to kwestia wiary jak w przypadku Comy. Gdyby zestawić te zespoły obok siebie to Coma byłaby zwykłą dżdżownicą a Zagański i reszta penisem Płetwala Błękitnego. Więc teza postawiona przez pewnego recenzenta mówiąca o tym, że Kombajniści to alternatywa dla Comy świadczy nie najlepiej o tejże osobie.

Wracając do płyty. Nuty, które nam serwuje KDZKPW to lekko depresyjne melodie dobre na jesień i… na wiosnę! Tak, tak. Mimo wszystko jest jakaś pozytywna strona, która nie dołuje a rozwesela. „Idzie wiosna”.Nawiązania są widoczne a raczej słyszalne od pierwszych sekund 8 Piętra. Brytyjska scena niezależna lat 90. Jednak nie taka jak w wykonaniu Mysłowickich grup, które z lekksza się powtarzają na każdej płycie. Paweł Koprowski świetnie zgrywa gitarę z resztą przez co mamy zajebistą melodyjność na płycie. Brak tu jakiś brudnych, hardkorowych szarpanin. Wszystko na lajcie, spokojnie, łagodnie. Marcin Zagański pieści ucho swoim lekko zachrypniętym głosem, porównywanym do wokalisty Cooper Temple Clause.

Teksty. Najlepsza rzecz z całości. Skumajcie te linijki: „straszę żeby zapomnieć jak bardzo sie was boję”, „Znowu wydaje mi się, że jestem Batmanem mam ogonek” albo „I, że na zewnątrz Bolek i Lolek piją czaj”. Niby głupie a takie fajne. Idealnie wkomponowane w muzykę. Połączenia to ogólnie mistrzostwo pod względem muzyki jak i tekstu. Każda linijka porywa a szalejąca gitara niszczy umysły. Warszawa jest w ciul klimatyczna. Niektórzy mówią, że przydługa. Je polecam założyć słuchawki na uszy i przebujać się w nocy przez miasto z tym utworem w tle. Doznacie. Waniliowe Niebo ma zbyt niebezpieczną końcówkę. W ogóle trzeba zauważyć, że utwory na płycie im dłużej trwają tym się bardziej rozkręcają. Prezent, Waniliowe Niebo, Połączenia czy też Białe Kwity. Na koniec KDZKPW zapodaje nam akustyczna Śnieżkę. Tak jak na koniec sms-a dodaje się emotionka 😉

Reasumując, 8 Piętro to klasyka polskiej alternatywy, znajomość wręcz obowiązkowa. Ocena: 10\10.

P.S. Dziś mijają już dwa lata istnienia tego wspaniałego blogaska. Dzięki za miłe słowa. Ja mam także zajebistą informacje. Radiohead w sierpniu w Polsce! Także do zobaczenia w Poznaniu.