Wolf Parade – Apologies To The Queen Mary

wolf-parade-apologise-to-the-queen-maryZacznę od tego, że jest mi przykro z powodu dość sporej przerwy w recenzowaniu. Nie sądziłem, że rok 2009 zacznie się od takich zawirowań. Nie będę tu jednak pisał o moich przygodach z zaliczaniem, pracą, policją itd. To na pudelku sobie poczytacie. Tym czasem na nowy rok mam dla Was sporą dawkę świetnej muzyki!

Mowa o debiutanckiej płycie Wolf Parade – Apologies to The Queen Mary. Wiem, że niektórzy obeznani na rynku muzycznym powiedzą: „też mi odkrycie… toż to hype 2005!”. Jednak wielu ludzi wciąż uważa, że Coma jest dobra, dlatego trzeba pisać o takich zespołach, o zespołach ambitnie grających. Wolf Parade także mi polecono. I nie żałuje do dziś, że sięgnąłem po album Kanadyjczyków. By mnie zachęcić stwierdzono, że zalatują Arcade Fire. Coś w tym jest, ale nie do końca. Arcade Fire troszkę czasu słuchałem dość nagminnie i wiem, że mimo wszystko nie do końca to porównanie jest trafne. Oba zespoły są z Kanady i oba nagrały świetne płyty. Jednak w brzmieniu to różnie bywa. Zespół małżeństwa Butlerów ma znacznie bardziej rozbudowane aranżacje, jednak oba zespoły ciągną na intrygującym klimacie płyt.

Tak klimacie. Lubicie klimaciarskie motywy? Bo ja bardzo. Tak jak solary lecą na BMW tak ja lecę na świetne klimaty. Bo Wolfa Parade ma to do siebie, że stwarzają świetny klimat na tej płycie. Czuć to w każdym dźwięku. Nie jestem w stanie tego opisać bo jest to dość abstrakcyjne pojęcie. Po prostu uwierzcie na słowo.

A co oni grają jeżeli jeszcze nie wiecie? Jak napiszę indie to większość pomyśli „ahhhaa Out of Tune” dlatego określę to mianem alternative rock. Z resztą nieważne jaki gatunek. Jest melodyjnie. Dlatego powinno się spodobać każdemu kto lubi dobrą muzykę. Mi w szczególności przypadły do gustu klawisze. Siet. Dawno tak się nie zachwycałem klawiszem od czasu debiutu Kaiser Chiefs. W takim Dear Sons And Daughters Of Hungry Ghosts klawisz rządzi. Z resztą jest to jeden z moich ulubionych kawałków z tej płyty. Sam wstęp mnie rozwala. Zwalnianie, przyśpieszanie tempa i te „la la la la” powodują pojawienie się uśmiechu na mojej twarzy. Potem następuje fantastyczne klawiszowe zakończenie, które zarazem jest początkiem do nie mniej fajnego I’ll Belive in Anything. Ja także jestem w stanie uwierzyć we wszystko po usłuszeniu tej melodii.

Troszkę odstaje warstwa liryczna. Niektóre tytuły piosenek już są pretensjonalne. Tytuł openera nawet znalazł się na mojej ostatniej liście  20 najdziwniejszych tytułów piosenek. Jednak You Are A Runner And I Am My Father’s Son mimo dziwacznego tytułu daje emocjonalnego kopa i zapowiada świetną płytę. Z drugiej strony wokal prezentuje się bardzo dobrze. Polecam wszystkim spragnionym muzyki na wysokim poziomie. Moja ocena: 8/10.

Posłuchajcie We Built Another World

Bloc Party – Silent Alarm

Bloc Party do tej pory wydał dwie świetne płyty, jednak to ta pierwsza Silent Alarm wydana w 2005 roku pozwoliła zespołowi zaistnieć w szerokiej gamie angielskich zespołów.

Silent Alarm to wręcz genialna płyta – wołali krytycy. Zespół został obwołany debiutem 2005 roku i w zaledwie kilka dni zostali idolami angielskiej młodzieży. Na Silent Alarm złożyło się trzynaście, wcale nie pechowych kawałków. Największa zaleta tej płyty to teksty, które sam napisał wokalista i gitarzysta grupy – Kele Okereke, który także w dużym stopni przyczynił się do muzycznego awansu Bloc Party. Chodzi tu o jego teksty, umiejętności, ale i przede wszystkim kolor skóry. Rzadko można spotkać angielską kapelę z czarnoskórym wokalistą.

Płyta zaczyna się od utworu Like Eating Glass, który zespół uwielbia grac na swoich koncertach. Trudno im się dziwić bo ten kawałek idealnie pasuje do wykonywania live. Druga piosenka na płycie to Helicopter, chyba najbardziej znany przebój grupy z chwytliwym riffem gitarowym. Numer cztery to najlepsza piosenka zespołu jaką udało im się do tej pory skomponować. Mowa tu o Banquet. Mocne punkty płyty to także utwory: „She Hearings Voices” oraz „So Here We Are”.Całość kończy melancholijny Compliments.

Warto zaznaczyć, że płyta ta doczekała się reedycji zremiksowanych wszystkich utworów. Jednak większość fanów uważa, że to jednak pierwsza wersja płyty jest najlepsza.

Podsumowując płyta bardzo dynamiczna (genialna perkusja w każdym utworze), wpadająca w ucho, melodyjna z wielkimi hitami. Oczywiście mówiąc tu o melodyjności nie mam na myśli, że jest to płyta popowa. Jest to prawdziwy Indie Rock. Indie Rock wart w moich oczach na 9\10.

Delons – Wersja z Napisami.

Zespół grający w polsce indie rocka z domieszką brit rocka to w Polsce rzadkość. Jednak jest taki jeden zespół a nazywa się Delons.

i Wydał nawet indie płytę. Być może słowo indie w tym przypadku jest mocno naciągane, ale widać u nich inspiracje angielską muzyką. Sprawa z Delons wygląda tak, że potrafią stworzyć wciągające kawałki. Tylko jest jeden problem. Trzeba najpierw przebrnąć przez głos wokalisty, który zraził wielu już na samym początku. Moim zdaniem jeżeli dosyć długo tego będziemy słuchać to jakoś nie będzie nas już to tak bardzo razić.

Wersja z napisami składa się z kliku na prawdę fajowskich kawałków. Tajfun 18 na wymiata pod każdym względem. Chyba najlepszy kawałek na tej płycie. Poza tym Kowboj Eugeniusz i 40 minut warto posłuchać.

Zastanawia mnie zawsze kwestia tekstów. Czasami wydaje mi się, że oni na siłę chcą stworzyć tekst mądry, który każdego powali. Mocno mnie to razi w oczy a w zasadzie uszy. Pomimo, że z tekstami w większości piosenek jest ok to zdarzają się gierki słowami na siłę.

Mysłowice przyzwyczaiły nas już do tego, że jest tam w ciul dobrych zespołów. Delons raczej nie przebija nigdy Myslovitz, może kiedyś dogonią Negatyw, ale mają w dorobku już jedna fajną płytę, którą serdecznie polecam entuzjastom polskiej muzyki alternatywnej. Ocena 6\10.