Cold War Kids – Robbers and Cowards

Cold War Kids to kolejny zespół, który można zaliczyć do debiutu roku w Anglii w jednym rzędzie z zespołami takimi jak: The Fratellis czy The Kooks. Jednak muzyka tego zespołu zupełnie odstaje od reszty.

Złodzieje i Tchórze to płyta mało przebojowa, ale jakże genialna. Muzyka z tym czymś w sobie. Bardzo nastrojowa. Do tej pory ukazały się trzy single: We used to Vacations, Hang Me Up To Dry oraz Hospital Beds. Zespół zabłysnął głównie dzięki Hang Me Up To Dry, gdzie usłyszeć można świetny bas. Jeżeli nie przeboje, to co przemawia za tą płytą? Przede wszystkim teksty i ten niepowtarzalny klimat płyty. Już sama nazwa wskazuje, że teksty będą dotyczyć problemów moralnych ludzi. Utwór We used to Vacations opowiada o mężczyźnie, który przyrzeka swojej rodzinie, że już nigdy nie będzie spożywał alkoholu.

Pozytywem Albumu jest także już wcześniej wspomniany klimat. Piosenki ze sobą współgrają tworząc coś na prawdę wyjątkowego. Dodatkowego uroku dodają partie zagrane na pianinie oraz specyficzny wokal Nathana Willetta.

Ogólnie zespół pochodzący z USA wydał interesujący album. Z czystym sumieniem mogę go ocenić na ósemkę. Mogę liczyć, że zespół pójdzie za ciosem i zostanie na rynku muzycznym już na dobre.

The Kooks – Inside In Inside Out.

Mimo, że nie otrzymali nagrody Brit Award za odkrycie roku to uważa się ich za debiut roku na równi z The Fratellis. The Kooks swoją debiutancką płytą Inside In Inside Out zachwycili nie tylko całą Anglię, ale Europę.

Zespół składający się z czterech członków, którymi są: Luke Pritchard (wokal, gitara), Hugh Harris (gitara), Max Rafferty (gitara basowa) oraz Paul Garred (perkusja) powstał w 2004 roku. Ich muzyka jest przyjemna i wpadająca w ucho przez co cieszy się ogromną popularnością. Teksty zespołu typowo życiowe, niezbyt odkrywcze (O wielkich cyckach Jackie) i to także jest atut zespołu. Warto podkreślić, że sam Muse docenił „świrów” i zaprosił ich na trasę koncertową po Francji gdzie grali supporty przed zespołem Matt’a Bellamy’ego.

Na płytę Inside In Inside Out składa się 14 świetnych utworów. Album rozpoczyna melancholijny kawałek Seaside, jednak już z wejściem w See The Word zmienia się klimat na bardziej energiczny. Następne Sofa Song oraz Eddie’s gun od razu wpadają w ucho. I wreszcie Ooh La, którego teledysk był kręcony w Paryżu. Piosenka nie banalna i jedna z lepszych na płycie. Z resztą na płycie jest wiele świetnych piosenek. Naive oraz I Want You Back są najbardziej popularnymi i znanymi utworami zespołu. Na krążku zespołu jest także trochę nutki jakby zaczerpniętej z muzyki reagge, mianowicie chodzi tu o piosenkę: Time Awaits. Całą kompozycję kończy powolny Got No Love.

Debiutancki album The Kooks powinien znaleźć się u każdego w odtwarzaczu. 14 świetnych piosenek, których nie powstydziłby się żaden inny angielski zespół. Moja ocena dla Inside In Inside Out to 9 w skali od 1 do 10.

Muse – Black Holes and Revelations.

Najnowsza płyta Muse budzi wiele sprzecznych odczuć. Jedni po przesłuchaniu kilku utworów mówią, że płyta beznadziejna, że zespół się sypie. Inni natomiast rozpływają się nad płytą.

W sumie już sama nazwa płyty na to wskazuje. Jest i czarna dziura (muzyczna dziura) są i pewne rewelacje. Nie można jednak tak naprawdę ustalić jak z tą płytą w ogóle jest. Każdy inaczej odbiera muzykę. Każdy inaczej reaguje na słowo Muse. Należy jednak znaleźć złoty środek. Zatem płyta ma swoje plusy jak i minusy.

Może zaczniemy od plusów. Widać, że zespół mocno dojrzał muzycznie. Już nie są tą chłopcy z angielskich przedmieść tylko dojrzali mężczyźni. Na Black Holes and Revelations odnajdziemy wiele różnorodnych instrumentów i dźwięków. Szczególnie widoczne jest to w Knights of Cydonia. Stado koni, lasery itd. Z reszta utwór ten jest jednym z lepszych na płycie. Szczególnie wspaniały jest riff gitarowy Bellamego, istny geniusz. Z pewnością plusem jest fachowość z jaką powstała ta płyta. Nie można powiedzieć, że coś jest nie dopracowane na tej płycie. Ponadto udało im się nieźle wykombinować z Invicible, które miało być na płycie zapchaj dziurą a stał się hitem. No i na koniec dodam, że okładka jest także dobra.

Teraz te czarne dziury o których mówiłem. Martwiące są te komercyjne hity. Na szczęście żadna piosenka nie osiągnęła pułapu polskiego MTV czy też VIVY, ale na pewno każdy kojarzy Starlight. Muse nigdy wcześniej nie nagrywał piosenek, którym było bliżej do popu aniżeli do rocka. Teraz drugi hicior. Supermassive Black Hole. We Włoszech srali po usłyszeniu tego utworu. Coś w tym jest. Utwór taneczny, może się podobać. Jednak jak doczytałem się, że nowy Muse jest sexy to dobiło mnie to doszczętnie. Do kanonu sexy należy Justin Timberlake, Rihanna i Maroon 5. Wątpię, szczerze wątpię by Muse miał zamiar robić muzykę po której chce się uprawiać sex. Te utwory z jednej strony stały sie popularne z drugiej trochę nadszarpnęły reputacją zespołu.

Z pewnością płyta się obroni takimi utworami jak: City of Delusion, Glorious czy też Assassin. Jednak każdy ma nadzieje, że zespół nie pójdzie dalej w tę stronę. 7 dla Black Holes and Revelations. Chce się powiedzieć: „Idź i nie grzesz dalej”.