TV on the Radio – Dear Science

dear_science_album_coverWielu znawców, muzyków, artystów, dziennikarzy i po prostu szarych obywateli uważa, że płytą lat 90 był album Radiohead zwany OK Computer. Ja jestem jedną z tych osób. I kiedy słyszę, że ktoś nagrał albo miał nagrać nowe OK Computer to znaczy, że coś jest na rzeczy.

Jednak,  żeby nagrać taką płytę trzeba spełnić wiele warunków. Nie do przeskoczenia dla wielu nawet najbardziej utalentowanych śmiałków. Można nawet wiele stracić gdy niefortunnie jakąś płytę się określi nowym OK Computer. Trzeba na prawdę uważać na słowa wygłaszając taką tezę.

W zasadzie jakby miała wyglądać taka płyta? Chyba chodzi o to, żeby znalazły się tam takie utwory pokroju Paranoid Android, Karma Police, Exit Music itd, itp. Musiałby utworzyć się pewien nastrój. Musiałyby zostać stworzone na prawdę ogromne emocje towarzyszące tej płycie. Materiał musiałby być na maksa wciągający. Zero tandety. Teksty z głową. Muzyka zniewalająca. Głos Boga.Kurtka, miałby by być to ideał 10.0 z którym nikt by nie polemizował.

I tak ktoś jebnął „Dear Science – OK Computer tej dekady!”. Udało mu się przyciągnąć moja uwagę. Bo o to w tym chodziło. Przesłuchałem tą płytę. Jest dobra. Bardzo dobra, ale to maks. Oni nie nagrali nowego OK Computer, oni nagrali OK Calculator (niegdyś). Jednak wkurwiające są te medialne nagłaśnianie sprawy. Wyobraźmy sobie, że stanie się to nawyk. W każdym roku po pięć OK Computerów wychodzi. W końcu ludzie przestaną na to zwracać uwagę i może stać się rzecz okropna. Powiedzmy, że One Night Only albo jakiś Paramore nagra taką płytę na serio! nikt tego nie zauważy… Oczywiście mało prawdopodobna sprawa, ale szanse matematyczne są. W ogóle media robią syf. W generalnie słabym roku tyle dobrych, dziewiątkowych płyt wychodzi, że nie wiem od czego zacząć? Od Kaiser Chiefs czy od nowej, mega zajebistej płyty Comy? Plisss.

Nie mam nic do TV on the Radio. Fajnie grają. Podoba mi się ta płyta, ale nie porywałbym się z motyką na słońce i nie wpajał wszystkim, że to nowe OK Computer? Ile razy już napisałem nazwę „OK Computer” w tej recenzji (jeśli można to tak nazwać)? 20? 30? Wkurza mnie ten szum i próby sprofanowania tego arcydzieła. Ocena: 7\10.

Posłuchajcie Dancing Choose. Wymiata na 100! Polecam na sylwestrową imprezke. Cheers!

Fleet Foxes – Fleet Foxes

fleet-foxesNietaktem byłoby nie napisać o tej płycie. A zwłaszcza, że recenzje tej płyty pojawiły się już wszędzie. Na Pitchforku, Porcysie, Screenagers no i na headphonesporno. Dobra, koniec tej darmowej reklamy. Najważniejsze by recenzje pojawiły się tutaj! Ha! I tak jest. Fleet Foxes na Paweuu Alternativ Blog.

Nie chodzi o to, że piszę o Fleet Foxes bo tak wypada, bo ma dobre recenzje, bo ktoś tak sugeruje to ja też muszę tak napisać. Oczywiście przychylne recenzje zachęcają, to naturalne. Jednak nie zawsze trzeba się z nimi zgadzać. W tym przypadku zgadzam się. Fleet Foxes rządzi i dzieli w tym momencie. Jeżeli nie zachęcę Cię w tej recenzji to przeczytaj którąś z wyżej wymienionych. Na pewno skończy się na tym, że Fleet Foxes przesłuchasz przed 2009.

Dlaczego Fleet Foxes rządzi? W moim przypadku wszystko rozbija się o te pozytywne skojarzenia. Co sobie wyobrażacie kiedy słuchacie Fleet Foxes? Ja to widzę tak:

Red Squirrel/Sun Rises: Osada zbudowana z drewnianych domków. Wokół las, góry. Za gór widać piękne, czerwone, zachodzące już słońce. Z domków uwalnia się szary dymek. Przy kominku siedzi wesoła rodzinka, która z uśmiechami na twarzy sobie nuci pieśni. Nad kominkiem widnieje portret rodziny. Obok stoi wazon z słonecznikami.

White Winter Hymnal: Facet z wąsem siedzący w małej wannie szorujący pięty pumeksem. Nuci sobie: ” I was following the pack”. Wszędzie piana, unosząca się para. Za oknem widać prószący, bieluteńki śnieg.

Your Protector: Dzika preria. Z daleka można zauważyć kowboja galopującego na koniu. Oczywiście wszystko na tle ogromnego słońca. Za kowbojem rozprzestrzenia się kurz. Kowboj w gębie trzyma źdźbło trawy. To nasz obrońca.

Meadowlark: Obraz alejki otoczonej  drzewami. ławki, ludzie, radość. Niebieskie niebo, ogólne zadowolenie z życia. Piękna dziewczyna czytająca książkę na ławce. Z pewnością nie jest to park w Mikołowie… To piękne miejsce.

Jak widać wizję dość sielankowe, pozytywne oraz radosne. Oczywiście to wytwory mojej zboczonej wyobraźni. Z pewnością wasze są podobne. Każdy marzy bądź marzył o pięknych miejscach, widokach, dziewczynach (to naturalne!) itp. Fleet Foxes dodatkowo potęguje te wizję. Wypełnia je swoją niebiańską muzyką. Bez zbędnego patosu, popowych melodyjek, durnowatych tekstów, które na siłę mają być fajne. O nie. Zupełna naturalność.

Nie w sposób jest nie docenić tej kreatywności. Bo Fleet Foxes ze swoim debiutanckim albumem to mocny punkt jeżeli chodzi o rok 2008 a nawet początek XXI wieku. Natomiast Robin Pecknold to nazwisko, które koniecznie trzeba gdzieś odnotować.

Pojawia się tylko jeden problem. Jak zdefiniować muzykę amerykanów? Popularny serwis pomagający scroblować muzę podpowiada:  folk, indie, indie rock, folk rock, lo-fi. Dziwne, że nikt nie wymyślił jeszcze czegoś takiego: indie folk. To byłaby jazda. Pionierzy. Chyba, że już to ktoś wymyślił a ja jestem nie w temacie. A tak na serio. Dużo tu z folku. Jednak ja to określę szeroko rozumianą alternatywą. Tak jest wygodniej.

I co? Chcesz posłuchać Fleet Foxes? Jasne, że chcesz. Ocena: 8\10. ” There’s nothing I can do, There’s nothing I can say”. Obejrzyj jeszcze White Winter Hymnal.