You Don’t Know Jack / Jack, jakiego nie znacie

Ostatnimi czasy wieczory upływają mi na zapoznawaniem się z filmografią dwójki moich ulubionych aktorów, mianowicie Ala Pacino i Roberta De Niro. Z tym drugim obejrzałem więcej filmów, mimo, że bardziej chyba sympatyzuje z aktorem, który wcielił się w rolę Michaela Corleone w Ojcu Chrzestnym.

You Don’t Know Jack to film z 2010 roku, wyreżyserował go Barry Levinson. Film ten stanowi biografię, zmarłego w czerwcu tego roku Doktora Jacka Kevorkiana (w tej roli Al Pacino), który zasłynął w latach 90 jako „Doktor Śmierć”. Znany był on ze swoich liberalnych poglądów dotyczących śmierć, gdyż był on zagorzałym zwolennikiem eutanazji. W obrazie Levinsona przedstawiono historię Kevorkiana od momentu pierwszego wspomaganego samobójstwa do chwili, gdy został on skazany na więzienie w 1998 roku.

Należy zacząć od tego, że film ten pod względem tematyki jest trudny, zwłaszcza w takim konserwatywnym i chrześcijańskim społeczeństwie jak w Polsce. Problem eutanazji pojawia się od dawna w debacie publicznej, politycznej oraz na łamach mediów. Został on zwłaszcza upowszechniony dzięki innowacyjnym technikom Kevorkiana oraz jego procesom sądowym.  Mimo, że film ten nie rozstrzyga, która ze stron ma rację to przybliża ona kulisy wspomaganych samobójstw przeprowadzanych przez Dr Jacka Kevorkiana, przedstawia problem eutanazji, ludzi nieuleczalnie chorych, cierpiących, którzy pragną jedynie tylko śmierci. Dobrze także została pokazana walka Kevorkiana z wymiarem sprawiedliwości.

Film ma charakterystyczną budowę z dość długim  rozwinięciem akcji (wspomagane samobójstwa, walka z wymiarem sprawiedliwości), punktem kulminacyjnym  (Uśmiercenie Toma Youka, Ostatni proces) i zakończeniem w postaci zamknięcia Kevorkiana w więzieniu pod zarzutem morderstwa. Symboliczna w toku wydarzeń jest liczba jego przyjaciół, która stopniowo się wykrusza by ostatecznie Potomek Ormiańskich imigrantów pozostał sam. Pomaga on również w samobójstwie swojej przyjaciółce Janet (w tej roli Susan Sarandon). Z jednej strony walczył moim zdaniem w słusznej sprawie „prawa do godnej śmierci” (Przedstawia on wiele powodów, dlaczego warto pozwolić cierpiącym ludziom ukrócić ich cierpienia) z drugiej natomiast całkowicie słusznie zostaje skazany, co wyraża końcowa mowa sędziego, który wspomina, że nikt nie może stać poza prawem w państwie prawa. Kevorkian nie miał również prawa do tworzenia innych zasad, mimo, że wskazywał na luki w prawie stanowionym. Problem z pewnością nie został rozstrzygnięty, jednak po raz kolejny widz mógł się przekonać o innych racjach, niż tych o których mówią kapłani.

Pod względem technicznym nie widziałem żadnych zastrzeżeń do filmu, duże brawa dla Ala Pacino, który bardzo dobrze odegrał rolę kontrowersyjnego lekarza. Realistki filmowi dodawały nagrania pacjentów Kevorkiana błagających o śmierć, wyznania te rozbiłyby niejeden lodowiec. Dodatkowo na wyobraźnie i uczucia wpływa co jakiś czas pokazująca się liczba pacjenta z jego imieniem i nazwiskiem na czarnym tle. Ogólnie film ze względu na zawarta tematykę zmusza do przemyśleń i debaty na temat eutanazji. Szkoda tylko, że ta produkcja HBO nie znalazła się w szerokim repertuarze kinowym. Ocena: 7/10.

Omar Souleyman – Jazeera Nights: Folk and Pop Sounds of Syria

Czyli Bliski Wschód podbija Europę.

Kultura bliskiego wschodu zawsze niby była nam bliska, ale jednocześnie daleka. To od tej ziemi rozpoczęła się wędrówka ludów, czyli na pewien sposób wszyscy jesteśmy potomkami ludzi w sandałach i z obfitym wąsikiem. Z jednej strony kultura ta była wykorzystywana przez wielu artystów natomiast z drugiej tępiona przez wielu polityków. Dodatkowo jesteśmy świadkami obecnych przemian i procesu demokratyzacji tych krajów. Globalizacja ma swoje dobre strony jak i złe. Zagrożeniem z pewnością jest fakt, że kultura Azji może zaniknąć, jednak patrząc na to z innej strony to taki Omar Souleyman będzie mógł coś opowiedzieć o Syrii w Polsce. To nie to o czym chciałem napisać oczywiście. Bo pozostaje pytanie co ten syryjski Krzysztof Krawczyk będzie robił w Polsce?

Mimo, że nie znam tego języka, którym on się po rozumuje i śpiewa oraz nie rozumiem tego co niesie przekaz liryczny tych utworów to należy zwrócić uwagę na melodię, dźwięki, brzmienie, tempo utworów i zawarte co jakiś czas okrzyki typu” Jehallle” czy „hollllja”. To wszystko buduje otoczkę dla tej płyty, która stanowi idealny soundtrack do nocy w Syrii, gdzie ludzie pijąc wino tańczą grupową depkę. I trzeba przyznać, że ta płyta jest szalona. Mój brat uważa, że oszalałem. Być może te brzmienia tak na mnie wpłynęły. Ale pomyślcie sami ile słuchacie muzyki anglosaskiej a ile wywodzącej się z innych kultur? Nie warto czasem czegoś dla odmiany innego posłuchać? Sama ludzka ciekawość powinna was nakierować i nie zrażajcie się, że to brzmi jak muzyka z gier strategicznych typu „Faraon”. Dajcie szanse „Halla hallla”. Ocena: 6/10.

posłuchaj

P.S. Rozkminicie tą popielniczkę w prawym dolnym rogu, cóż za motyw egzystencjalny.

Czarny łabędź / Black Swan

Jest paru reżyserów, których darzę ogromnym szacunkiem. Jednym z nich z pewnością jest Darren Aronofosky, twórca takich filmów jak Źródło, Requiem dla Snu czy też Pi.

Włączając ten film, wiedziałem, że nie stracę czasu. Mimo, że nie interesuje się baletem, ani nawet tańcem( tylko takim leśnym tańcem, tudzież weselnym umcia umcia) to w mojej głowie było przekonanie, że ani razu nie ziewnę. I tak faktycznie było. Przez cały seans w skupieniu oglądałem tę produkcję, która została nawet uhonorowana w tym roku na gali Oscarów. Aczkolwiek przeglądając ostatnio, kto i za co dostawał w ostatnich latach te statuetki to łapałem się za głowę z przerażenia. Wracając jednak do filmu.

Opowiada on historię Niny, którą gra Natalie Portman. Jest ona baletnicą w Nowym Jorku a jej talent jest na tyle duży, że zajmuje miejsce Beth – najlepszej baleriny, która nie z własnej woli kończy karierę. Nina otrzymuje podwójną rolę w „Jeziorze Łabędzim”, czego zazdroszczą jej koleżanki. Jednak nie jest to łatwa rola, gdyż będzie musiała zagrać zarówno białego łabędzia jak i tego czarnego. Przygotowania do tej roli, splot wydarzeń i postacie matki, nauczyciela Thomasa i nowo napotkanej Lily odcisną ogromny ślad na jej poczynaniach.

Tyle o fabule. Z góry mówię, że to nic w stylu Dirty Dancing, to znacznie głębszy film. W końcu mamy do czynienia z jednym z najlepszych reżyserów ostatniej dekady. Jego filmy zawsze były dość specyficzne i na swój sposób trudne oraz zmuszające do myślenia. Mi podczas oglądania kopuła cały czas intensywnie pracowała. Rzeczywistość pokazana w filmie nie raz okazywała się fałszywa i do samego końca nigdy nie wiadomo, co jest prawdziwe a co tylko snem, zmorą, wyobrażeniem. Nie ma co dzielić tutaj filmu na gatunki, jest wszystko poplątane i pomieszane, co nie umniejsza temu filmowi. Bo jest to obraz bardzo dobry i wciągający.

Nie zabrakło tutaj wielu ciekawych postaci. Bo mamy matkę Niny, o której wiemy, że była kiedyś baletnicą i mocno dba o córkę. Do tego stopnia, że ta zaczyna się przeciwko niej buntować. Specyficzna jest relacja na linii Thomas – Nina, początkowo myślałem, że to kolejny trener, nauczyciel wykorzystujący fakt, że ma pod sobą ogromną grupę ładnych dziewczyn, które zrobią dla niego wszystko. Jest perfekcjonistą, oczekuje od każdego ponad 100% i włożenia w taniec „części siebie”. Aczkolwiek oglądając Czarnego Łabędzia stwierdziłem, że on na pewno lubi swoją prace chodź sam często zamienia się w tego co musi się „podlizać”. Tak to działa, zawsze ktoś jest ponad nami. No i mamy Lily, która jest najbardziej nieprzewidywalną postacią w całym tym obrazie. Wszyscy oni będą mieli swój udział w obsesji Niny, która w końcówce filmu będzie miała swój punkt kulminacyjny.

Ciężkość tego filmu wynika również z poruszanych tutaj tematów. Widać przecież sporo seksualności i to na wszystkich frontach. Nie chcę zdradzać wszystkiego, dlatego musicie uwierzyć na słowo, że banałów po prostu w tym filmie nie ma. Poza tym należy zwrócić uwagę na prace kamery i muzykę, duży plus. Aktorstwo również na wysokim poziomie. Natalie Portman, która z wiadomych względów nie brała udziału we wszystkich scenach była mocno przekonywująca. Pojawiła się również Winona Ryder. mimo, że jej rola była raczej drugoplanowa to potrafiła wzbudzić emocje wśród odbiorców.

Jeżeli macie trochę wolnego czasu w któryś wieczór to proponuje zobaczyć na spokojnie ten film. Spodoba się każdemu kto oczekuje od produkcji filmowych czegoś więcej niż oklepanych historyjek, motywów itd. Kino na dobrym poziomie, szczerze polecam. Ocena: 8/10.

P.S. Koniecznie po obejrzani filmu posłuchajcie Sufjana Stevensa – Seven Swans.