The Weeknd – Echoes Of Silence

Styczeń to miesiąc nadrabiania zaległości z roku 2011 a także wszelkich podsumowań, które ukażą się tutaj troszkę później. Póki co wróćmy jeszcze do poprzedniego roku, który muzycznie był całkiem niezły.

W dużej mierze dzięki młodziakowi Abelowi Tesfaye (rocznik 1990), który rok 2011 spędził pracowicie. Jego zeszłoroczna trylogia rozpoczęła się w marcu od „House of Balloons”. Debiutancki album był głośno komentowane wśród hipsterskiego narybku i spec portali od niezalu, które zostały oczarowane ostatnim czasem wszystkim co się wiąże z r’n’b. Drugi krążek „Thursday” wypuszczony w okolicach września umknął co poniektórym, natomiast ostatni „Echoes Of Silence”, który będzie omawiany lada moment postawił kropkę nad i.

„Echoes Of Silence” jest z pewnością najlepszy z całej trójki. Warto w tym momencie odnotować, że wszystkie produkcje The Weeknd są wypuszczone w eter bez pomocy jakiejkolwiek wytwórni. To co ten koleś zrobił w 2011 zasługuje na duże brawa. Wydanie tyle materiału w jednym roku, równego, dobrego i co najważniejsze oryginalnego to coś czego nie jeden „artysta” nie zdołał zrobić przez wszystkie lata swojej działalności. Ta wybuchowa mieszanina r’n’b z trip hopem dała całkiem ciekawy i efektowny efekt. A „nowość” i „oryginalność” to słowa klucze w recenzowaniu The Weeknd. Widać, że Abel Tesfaye ma spore zdolności muzyczne i nie brakuje mu polotu przy tym co robi. To, że po wpisaniu jego zdjęcia w wyszukiwarce pojawiają się zdjęcia Drake’a to nie przypadek. Poza tym słychać tutaj pewne inspiracje zeszłorocznym The-Dream. Pozostaje tylko trzymać za niego kciuki by nie podążył drogą innego młodziaka, który też kiedyś nieźle się zapowiadał. Ocena: 8/10.

posłuchaj

Drake – Take Care

Najlepszy album R&B poprzedniego roku.

Drake, czyli Aubrey Drake Graham zaczynał swoją karierę jako aktor grając różnorakie serialowe role. Jednak najlepiej się sprawdził do tej pory jako muzyk. Jest obecnie obok Rihanny jednym z najbardziej pożądanych muzyków na featuringu. Współpracował już ze wszystkim wielkimi w dziedzinie czarnej muzy (Eminem, Kanye West, Jay-Z czy też Lil Wayne). „Take Care” do drugi w jego kolekcji album. Poprzedni „Thank Me Later” z ubiegłego roku zebrał dobre recenzję i umocnił pozycję Drake’a na amerykańskiej scenie muzycznej. Najnowsze wydawnictwo wydaje się być krokiem w przód.

Być może nie postawił jeszcze w tym momencie kropki nad i. Nie zamknął ust wszystkim wokół, jednak wydał album, który jest najlepszym jaki słyszałem w tym roku z gatunku hip-hop, R&B. Drake ma prawie wszystkie cechy potrzebne na nagranie fajnego albumu. Koleś ma całkiem niezłe nawijki, ciekawy, oryginalny flow, fajne podkłady i co najważniejsze jest w tym pewna świeżość. Mimo, że na początku „Take Care” wydawało mi się albumem z dłużyznami to z każdym następnym podejściem coraz bardziej ta płyta mnie wciągała. Odkrywałem ją na nowo za każdym razem, gdy jej słuchałem. R&B nie jest tym czego słucham całymi dniami, jednak muza stworzona spod ręki Drake’a idealnie trafia w moją potrzebę wewnętrznego baunsowania. Przy tym materiale Rihanna, Nicki Minaj, Stevie Wonder, The Weekend i Lil Wayne wydają się być tylko dodatkiem. To Drake jest jest wisienką na torcie.

Na koniec dodam jeszcze, że muzyka tworzona przez Drake idealnie powinna się odnaleźć w każdych, osobnych gustach. Jestem całkowicie pewien, że w niebie czarnoskórzy aniołowie słuchają właśnie „Take Care”. Polecam. Ocena: 8/10.

posłuchaj.

P.S.

Na początku wydawało mi się, że Drake na tej okładce trzyma w ręce udko kurczaka..

Dziun – A.M.B.A.

Ostatnio najgłośniej komentowany debiut w polskiej muzyce pop.

Dziun, która wcześniej gdzieś tam kręciła się wokół Indios Bravos, Pudelsów i Piotra Banach wydaje w tym roku własną, debiutancką płytę. Oprócz muzyki obecna w świecie mody. Pokazy mody, okładki magazynów oraz sesja w Playboyu. Niemalże człowiek renesansu. Jesteśmy naocznymi światkami jak posuwa się do przodu proces przenikania świata mody z światem muzyki.

Jednak nie chciałbym bardziej zagłębiać się w ten temat. Zostałem wywołany do głosu, gdyż po pierwsze spodobał mi się promujący singiel „Dobrze Jest” oraz fakt, że jak sama artystka się chwali na swoim blogu, jest to płyta z pogranicza popu i alternatywy. Czyli coś dla mnie. A.M.B.A. to płyta z pewnością dobrze wyprodukowana, mieszająca stylistyki i gatunki. Pop łączy się z R&B itd. Sama Dziun ładnie śpiewa, łudząco przypomina momentami nasza narodową najlepszą śpiewaczkę – Nosowską. Jednakże szwankuje parę rzeczy. Pierwsza najważniejsza: Teksty. Niestety stoją na niskim poziomie, wręcz momentami prymitywnym. Troszkę irytują, co przeszkadza w odbiorze albumu. Po drugie sama Dziun wydaje się momentami nie prawdziwa. Ja wiem, że promocja wymaga przyjmowanie różnych pozycji, ale to co cenię najbardziej u artysty to szczerość. A tego tutaj mi zabrakło.

Sam materiał na płycie uważam, za równy. Do lajtowego, niezobowiązującego słuchania pasuje i pod tym względem większych uwag nie mam. Gdyby tak wyglądały wszystkie płyty popowe w naszym kraju to znacznie lepiej by się żyło w Polsce. Z pewnością pop spod znaku Dziun stoi wyżej w hierarchii muzycznej niż nie jeden artysta lansowany z uporem maniaka przez radio. Natomiast „Dobrze jest” na chwilę obecną może być naszym hymnem narodowym w związku z wylosowanymi grupami na Euro 2012. Coś jeszcze miałem napisać, ale mi się zapomniało. Posłuchajcie. Ocena: 5/10.

Posłuchaj